Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Ekologia wpisana w polskš duszę

Brice Lalonde
Fotorzepa
Roœliny i zwierzęta, tak jak ludzie, rozpoczynajš migrację, by dostosować się do zmian klimatu. Oddalajš się od równika w tempie 10 centymetrów na godzinę – ostrzega francuski ekolog.

W 1979 roku Jan Paweł II ogłosił œwiętego Franciszka z Asyżu patronem ekologów. Echo tej decyzji papieża, który skšdinšd odegrał tak znaczšcš rolę w wymiarze geopolitycznym, słyszalne jest i dzisiaj, skoro obecny papież przybrał imię Franciszka i napisał encyklikę przypominajšcš chrzeœcijanom, że przyroda została człowiekowi powierzona po to, by o niš dbał, a nie rabował.

Tak oto najwyższa władza religijna podkreœla wymiar moralny ochrony œrodowiska naturalnego i to bez względu na to, czy traktuje się przyrodę jako dzieło Boże, jako następstwo trwajšcej miliony lat ewolucji, czy jako wspólny dom, w którym istoty żywe, od najmniejszych po największe, roœliny, drzewa, nasi bracia zwierzęta – jak do nich zwracał się œwięty Franciszek – majš rozwijać się i dšżyć do pełnego rozkwitu.

Wiadomo teraz, że roœliny i zwierzęta, podobnie jak ludzie, rozpoczynajš migrację, by dostosować się do zmian klimatu. Czy mamy œwiadomoœć, że oddalajš się od równika w tempie 10 centymetrów na godzinę?

Owszem, właœnie w imię wartoœci leżšcych u podstaw ludzkich społecznoœci nie marnujemy zasobów naturalnych, nie wyrzucamy œmieci byle gdzie, gasimy œwiatło, wychodzšc z pomieszczenia, dbamy o nasze otoczenie, by było schludne – jak to się mówi o grzecznych, czystych i dobrze wychowanych dzieciach.

A jednak dzisiejsi ludzie upojeni konsumpcjš o tym zapominajš. Marnujš swój œwiat: dršżš w ziemi, wypalajš, wycinajš, zanieczyszczajš, zapominajšc o pouczeniach rodziców, którzy bardziej dbali o przyrodę i znali zalety umiaru. Cóż pozostanie z tej przyrody, którš jako dzieci tak kochaliœmy, z naszych krajobrazów, lasów, raków w rzeczkach, jaskółek gnieżdżšcych się pod dachem? Co przetrwa z naszego dziedzictwa, z tego wyjštkowego genius loci, owego dobrego ducha cechujšcego np. Kraków czy Sopot, stanowišcego naszš tożsamoœć i naszš historię?

Przypominajš mi się komitety ekologiczne, które wspierały „Solidarnoœć" w czasach, kiedy Polska wyzwalała się z okowów Zwišzku Radzieckiego. Byliœmy wtedy wpatrzeni w to, co działo się w Gdańsku. W sercu czuliœmy się Polakami. Jako minister francuskiego rzšdu odwiedziłem wkrótce potem Warszawę, by uruchomić program działania na rzecz Wisły. Widać było, że podejœcie ekologiczne wpisane jest w polskš duszę, przetrwało wieki i oparło się okupacjom.

Pamiętam, jak przed gronem polskich ekologów opowiadałem się za przystšpieniem Polski do Unii Europejskiej, choć słuchacze obawiali się, że wspólny rynek mógłby zaszkodzić ochronie œrodowiska. Stało się dokładnie odwrotnie: to właœnie dzięki Unii Europejskiej poszczególne kraje realizujš ambitne programy ekologiczne. Właœnie Europa jest w awangardzie walki ze zmianami klimatycznymi, odważnie podejmujšc dwuetapowe zobowišzania protokołu z Kioto. Mówię tu o odwadze, bo inne kontynenty nie podjęły podobnego wysiłku, co odbieramy jako pewnego rodzaju niesprawiedliwoœć.

Nadeszła teraz chwila, by postawić sprawy jasno. Najbliższa konferencja klimatyczna COP21 powinna zaowocować kolejnym po protokole z Kioto porozumieniem. Po raz pierwszy poszczególne państwa zakomunikowały programy działania na najbliższe 20 lat. Stany Zjednoczone i Chiny złożyły wspólnš deklarację.

Granica pomiędzy krajami rozwijajšcymi się a rozwiniętymi się zaciera: te pierwsze często wytwarzajš więcej gazów cieplarnianych niż te drugie. Każdy zgadza się z tym, że trzeba działać. Nawet Kanada zapowiada zmiany w polityce klimatycznej. To więc dobra okazja, by wypracować globalne porozumienie, zgodne z wymogami sprawiedliwoœci, na którš powołuje się Polska, podobnie zresztš jak my wszyscy.

Poza tym pojawiajš się na horyzoncie nadzwyczaj innowacyjne technologie, zarówno w dziedzinie wytwarzania energii, jak i w dziedzinie chemii węgla. Być może w niedługim czasie wydobywanie węgla z głębin ziemi stanie się zbędne.

Spieszmy się jednak, bo rysuje się kolejne zagrożenie – chodzi o tzw. geoinżynierię. Pycha ludzka nie zna granic. Sš naukowcy, którzy proponujš rozpylenie w stratosferze aerozoli osłabiajšcych docieranie słonecznego ciepła do powierzchni ziemi, jak to było po wielkich erupcjach wulkanicznych. Ich zdaniem byłoby to rozwišzanie proste i niedrogie. Sš nawet wspierani przez niektórych bogaczy gotowych odegrać rolę wybawicieli ludzkoœci.

Tymczasem nie wiadomo, jakie mogłyby być następstwa tego rodzaju operacji. Być może nie byłoby w Polsce deszczu przez długie lata, być może słońce byłoby widoczne na niebie jedynie jakby zza mgły. Niestety, żadna władza nie reguluje spraw zwišzanych z ziemskš atmosferš.

Dlatego też konieczne jest ogólnoœwiatowe porozumienie, które ograniczy iloœć gazów cieplarnianych wydalanych do atmosfery. BšdŸmy mšdrzy przed szkodš, aby nasi potomkowie nie cierpieli wskutek naszych zaniedbań. Dziœ jest odpowiednia chwila, żeby zadziałać.

Autor jest francuskim politykiem, jednym z założycieli i liderów ruchu zielonych we Francji. W roku 1981 kandydował bez powodzenia na urzšd prezydenta Republiki Francuskiej. W latach 1988–1992 był ministrem œrodowiska

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL