Ekologia wpisana w polską duszę

aktualizacja: 30.11.2015, 20:15
Brice Lalonde
Brice Lalonde
Foto: Fotorzepa

Rośliny i zwierzęta, tak jak ludzie, rozpoczynają migrację, by dostosować się do zmian klimatu. Oddalają się od równika w tempie 10 centymetrów na godzinę – ostrzega francuski ekolog.

REDAKCJA POLECA
29.11.2015
Ocieplenie pogłębia biedę
29.11.2015
Przed COP21: Marsze przeciw ociepleniu
29.11.2015
Światowy szczyt klimatyczny - miękkie deklaracje czy twarde porozumienie?
Kariera.pl
Menedżer nie musi być wiecznie lojalny wobec dawnej firmy
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!

W 1979 roku Jan Paweł II ogłosił świętego Franciszka z Asyżu patronem ekologów. Echo tej decyzji papieża, który skądinąd odegrał tak znaczącą rolę w wymiarze geopolitycznym, słyszalne jest i dzisiaj, skoro obecny papież przybrał imię Franciszka i napisał encyklikę przypominającą chrześcijanom, że przyroda została człowiekowi powierzona po to, by o nią dbał, a nie rabował.

Tak oto najwyższa władza religijna podkreśla wymiar moralny ochrony środowiska naturalnego i to bez względu na to, czy traktuje się przyrodę jako dzieło Boże, jako następstwo trwającej miliony lat ewolucji, czy jako wspólny dom, w którym istoty żywe, od najmniejszych po największe, rośliny, drzewa, nasi bracia zwierzęta – jak do nich zwracał się święty Franciszek – mają rozwijać się i dążyć do pełnego rozkwitu.

Wiadomo teraz, że rośliny i zwierzęta, podobnie jak ludzie, rozpoczynają migrację, by dostosować się do zmian klimatu. Czy mamy świadomość, że oddalają się od równika w tempie 10 centymetrów na godzinę?

Owszem, właśnie w imię wartości leżących u podstaw ludzkich społeczności nie marnujemy zasobów naturalnych, nie wyrzucamy śmieci byle gdzie, gasimy światło, wychodząc z pomieszczenia, dbamy o nasze otoczenie, by było schludne – jak to się mówi o grzecznych, czystych i dobrze wychowanych dzieciach.

A jednak dzisiejsi ludzie upojeni konsumpcją o tym zapominają. Marnują swój świat: drążą w ziemi, wypalają, wycinają, zanieczyszczają, zapominając o pouczeniach rodziców, którzy bardziej dbali o przyrodę i znali zalety umiaru. Cóż pozostanie z tej przyrody, którą jako dzieci tak kochaliśmy, z naszych krajobrazów, lasów, raków w rzeczkach, jaskółek gnieżdżących się pod dachem? Co przetrwa z naszego dziedzictwa, z tego wyjątkowego genius loci, owego dobrego ducha cechującego np. Kraków czy Sopot, stanowiącego naszą tożsamość i naszą historię?

Przypominają mi się komitety ekologiczne, które wspierały „Solidarność" w czasach, kiedy Polska wyzwalała się z okowów Związku Radzieckiego. Byliśmy wtedy wpatrzeni w to, co działo się w Gdańsku. W sercu czuliśmy się Polakami. Jako minister francuskiego rządu odwiedziłem wkrótce potem Warszawę, by uruchomić program działania na rzecz Wisły. Widać było, że podejście ekologiczne wpisane jest w polską duszę, przetrwało wieki i oparło się okupacjom.

Pamiętam, jak przed gronem polskich ekologów opowiadałem się za przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, choć słuchacze obawiali się, że wspólny rynek mógłby zaszkodzić ochronie środowiska. Stało się dokładnie odwrotnie: to właśnie dzięki Unii Europejskiej poszczególne kraje realizują ambitne programy ekologiczne. Właśnie Europa jest w awangardzie walki ze zmianami klimatycznymi, odważnie podejmując dwuetapowe zobowiązania protokołu z Kioto. Mówię tu o odwadze, bo inne kontynenty nie podjęły podobnego wysiłku, co odbieramy jako pewnego rodzaju niesprawiedliwość.

Nadeszła teraz chwila, by postawić sprawy jasno. Najbliższa konferencja klimatyczna COP21 powinna zaowocować kolejnym po protokole z Kioto porozumieniem. Po raz pierwszy poszczególne państwa zakomunikowały programy działania na najbliższe 20 lat. Stany Zjednoczone i Chiny złożyły wspólną deklarację.

Granica pomiędzy krajami rozwijającymi się a rozwiniętymi się zaciera: te pierwsze często wytwarzają więcej gazów cieplarnianych niż te drugie. Każdy zgadza się z tym, że trzeba działać. Nawet Kanada zapowiada zmiany w polityce klimatycznej. To więc dobra okazja, by wypracować globalne porozumienie, zgodne z wymogami sprawiedliwości, na którą powołuje się Polska, podobnie zresztą jak my wszyscy.

Poza tym pojawiają się na horyzoncie nadzwyczaj innowacyjne technologie, zarówno w dziedzinie wytwarzania energii, jak i w dziedzinie chemii węgla. Być może w niedługim czasie wydobywanie węgla z głębin ziemi stanie się zbędne.

Spieszmy się jednak, bo rysuje się kolejne zagrożenie – chodzi o tzw. geoinżynierię. Pycha ludzka nie zna granic. Są naukowcy, którzy proponują rozpylenie w stratosferze aerozoli osłabiających docieranie słonecznego ciepła do powierzchni ziemi, jak to było po wielkich erupcjach wulkanicznych. Ich zdaniem byłoby to rozwiązanie proste i niedrogie. Są nawet wspierani przez niektórych bogaczy gotowych odegrać rolę wybawicieli ludzkości.

Tymczasem nie wiadomo, jakie mogłyby być następstwa tego rodzaju operacji. Być może nie byłoby w Polsce deszczu przez długie lata, być może słońce byłoby widoczne na niebie jedynie jakby zza mgły. Niestety, żadna władza nie reguluje spraw związanych z ziemską atmosferą.

Dlatego też konieczne jest ogólnoświatowe porozumienie, które ograniczy ilość gazów cieplarnianych wydalanych do atmosfery. Bądźmy mądrzy przed szkodą, aby nasi potomkowie nie cierpieli wskutek naszych zaniedbań. Dziś jest odpowiednia chwila, żeby zadziałać.

Autor jest francuskim politykiem, jednym z założycieli i liderów ruchu zielonych we Francji. W roku 1981 kandydował bez powodzenia na urząd prezydenta Republiki Francuskiej. W latach 1988–1992 był ministrem środowiska

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE