Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Cztery godziny antyfilozofii prawa

Zdaniem Marka Safjana wypowiedziane w Sejmie słowa Kornela Morawieckiego o wyższoœci dobra narodu nad prawem oznaczajš zakwestionowanie istoty państwa prawa
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Bywały w historii Europy sytuacje, gdy tajemnicza wola narodu czy wola ludu pracujšcego, zastępujšc prawo, prowadziła do tworzenia najbardziej zdeformowanych i nieludzkich systemów totalitarnych – pisze były prezes Trybunału Konstytucyjnego.

Parafraza tytułu artykułu prof. Jerzego Zajadły sprzed kilku lat nadaje się znakomicie na opisanie tego, co się wydarzyło w nocy ze œrody na czwartek w polskim parlamencie. Padły w toku debaty mocne słowa o przewadze woli narodu nad prawem stanowionym, o zwierzchniej władzy Sejmu, a także o niezbędnoœci przywrócenia stanu zgodnoœci z konstytucjš poprzez uchwały unieważniajšce wybór sędziów do Trybunału Konstytucyjnego (poseł sprawozdawca nazwał to uczonym terminem „konwalidacja").

Przy okazji padły słowa na temat szkodliwoœci orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego i jego destrukcyjnej roli historycznej hamujšcej procesy transformacji, a także z ust lidera partii rzšdzšcej także o braku demokratycznej legitymacji sšdu konstytucyjnego, którš jest w istocie niepotrzebnš przybudówkš parlamentu („trzeciš izbš"), pozostajšcy poza kontrolš i dysponujšcš nieograniczonš władzš.

Wypowiedziano wiele ocen œwiadczšcych o całkowitym braku zrozumienia, czym jest natura państwa prawa, jakie sš jego fundamentalne zasady, na czym polegajš konstytucyjne ograniczenia demokracji parlamentarnej, jakš rolę odgrywa w państwie demokratycznym sšd konstytucyjny.

Żadna władza nie jest absolutna

Odwoływanie się do zasady wyższoœci woli (dobra) narodu nad prawem jest równoznaczne z zakwestionowaniem istoty państwa prawa, i stwierdzenia tego nie uchylš owacyjne oklaski na stojšco częœci posłów kierowane do osoby, która sformułowała takie credo. Wskazuje ono bowiem, że wprowadzamy zasadę, że „wola narodu" jest uosabiana zawsze przez aktualnš większoœć parlamentarnš, a więc większoœć politycznš, która nie jest zwišzana żadnym prawem, łšcznie z konstytucjš.

Oznaczałoby to ogromnš efektywnoœć w sprawowaniu władzy, a jednoczeœnie ogromne zagrożenie dla jednostki i jej podstawowych praw, ponieważ straciłaby ona jakiekolwiek gwarancje ochronne i nie miałaby żadnego wpływu na ustalenie, czym jest tajemnicza wola narodu. Cofalibyœmy się w ten sposób o 800 lat w historii europejskiej cywilizacji, warto bowiem przypomnieć, że w tym roku obchodzimy 800-lecie Magna Charta Libertatum (1215), której postanowienia przewidujšce ograniczenie władzy króla przez prawo sš traktowane jako poczštek historii państwa prawa.

Bywały ekscesy w historii Europy, zwłaszcza w XX wieku, kiedy to tajemnicza wola narodu czy wola ludu pracujšcego miała jako jedyna wyrażać dobro wspólne, dobro ogółu lub dobro wspólnoty narodowej. Owa wola, zastępujšc prawo i sytuujšc się ponad prawem, prowadziła w takich sytuacjach do tworzenia najbardziej zdeformowanych i nieludzkich systemów totalitarnych.

Stanowcza teza o zwierzchniej władzy Sejmu to kolejny element „finezyjnej konstrukcji" antyfilozofii prawa stworzonej w czasie nocnej debaty. Słusznie zauważono, że jest to teza wynikajšca z peerelowskiej konstytucji, kwestionujšca zasadę równowagi i podziału władz, która, sformułowana przez Monteskiusza, została uznana za jeden z najważniejszych elementów składajšcych się na ideę państwa prawa. Jest to zasada zakładajšca nie tyle istnienie różnych władz w państwie, ile wyraŸny podział kompetencji pomiędzy poszczególnymi władzami, a także ich wzajemne hamowanie się i równoważenie.

Z istoty tej zasady wynika, że żadna władza nie jest absolutna i nie może przejmować kompetencji, które do niej nie należš. Parlament jako władza ustawodawcza nie może wydawać wyroków i rozstrzygnięć w indywidualnych sprawach, sšdy nie mogš zastępować ustawodawcy, a władza wykonawcza nie może tworzyć ustaw i wykonywać funkcji należšcych do sšdu, np. poprzez ingerencję w toczšcy się i niezakończony proces sšdowy, nawet gdyby chodziło o procedurę ułaskawienia.

Podział władz w państwie zakłada także względnš niezależnoœć tych władz od siebie, w takim sensie, że wpływanie jednej władzy na funkcjonowanie drugiej jest œciœle zakreœlone prawem, normami konstytucyjnymi, a ingerencje, które poza te granice wykraczajš, sš niedopuszczalne. Jest to więc także wyraŸny nakaz poszanowania przez władzę ustawodawczš i wykonawczš niezależnoœci sšdów i niezawisłoœci sędziowskiej, co wyraża się jednoznacznie w zasadzie nieusuwalnoœci sędziów.

Złamanie trójpodziału

Stwierdzenie to pozwala przejœć do trzeciego elementu składajšcego się na „obraz państwa prawa" ukształtowany w niedawnej nocnej debacie, a mianowicie do kwestii uchwał pozbawiajšcych mocy prawnej wczeœniejsze uchwały o wyborze sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Opinia publiczna nie powinna sobie dać wmówić, że rzecz jest niesłychanie zagmatwana, niejasna, kontrowersyjna i niemożliwa do zrozumienia. Jest to nieprawda, bo sytuacja prawna jest absolutnie jasna – Sejm wybrał sędziów 8 paŸdziernika na podstawie normy konstytucyjnej i ważnej, niezakwestionowanej ustawy sejmowej.

Od dnia, w którym zakończyła się kadencja trzech sędziów, tj. od dnia 6 listopada, osoby powołane przez Sejm sš sędziami Trybunału Konstytucyjnego (art. 194 konstytucji mówi o wyborze sędziów Trybunału przez Sejm, a nie o wyborze „kandydatów na sędziów Trybunału"!). Operowanie rozróżnieniem pomiędzy sędziš a osobš wybranš na stanowisko sędziego nie ma w tym kontekœcie żadnego sensu i musi prowadzić do wyników sprzecznych z brzmieniem samej normy konstytucyjnej.

Wygaœnięcie mandatu sędziego TK nastšpić może jedynie w œciœle okreœlonych i wyczerpujšco wskazanych sytuacjach i poza nimi nie może to nastšpić poprzez decyzję innego organu państwa, bez względu na to, czy jest to Sejm RP czy prezydent. Głosowanie w Sejmie i przyjęcie uchwał nie jest podstawš do stwierdzenia niekonstytucyjnoœci wyboru sędziów, ani też ustawy, na podstawie której zostali oni powołani. Nie jest to ani skomplikowane, ani zagmatwane – bo reguły niezawisłoœci i niezależnoœci sędziowskiej opierajš się na klarownych i niebudzšcych wštpliwoœci zasadach.

Dlaczego przyjęcie innego rozumowania wydaje się tak bardzo niebezpieczne dla państwa prawa? OdpowiedŸ jest także oczywista – dopuszczenie do takiego precedensu, jakim byłoby odwołanie de facto przez Sejm urzędujšcych sędziów, stwarza na przyszłoœć realne zagrożenie, że sędziowie tracš swojš niezależnoœć i pozostajš przez cały czas w orbicie oddziaływania władzy politycznej, która może monitorować, oceniać i karać. Zasady podziału władz w państwie zostałyby definitywnie złamane, ze wszystkimi tego skutkami dla funkcjonowania całego systemu państwa prawnego.

Oceny tej nie mógłby zmienić żaden kompromis, nawet taki, który polegałby na powołaniu w miejsce odwołanych sędziów – tych samych sędziów, którzy zostali wczeœniej odwołani: istotne jest bowiem, że nawet taki manewr zakładałby skutecznoœć pozbawienia uchwał Sejmu mandatu sędziowskiego. I z takim rozwišzaniem nie można by się w żadnym wypadku zgodzić na gruncie zasad państwa prawnego.

W tej debacie pojawia się też oczywiœcie argument, że do całego zamieszania przyczyniła się poprzednio rzšdzšca formacja polityczna i na niš spada ostateczna odpowiedzialnoœć za to, co się stało, a więc za wybór sędziów w „nadmiarze" . Jeżeli wobec dwójki sędziów został popełniony błšd konstytucyjny, czego wykluczyć nie można, mechanizmy dobrze funkcjonujšcej demokracji przewidujš jasne i precyzyjnie okreœlone procedury: skierowanie spraw do TK i ustalenie niekonstytucyjnoœci przyjętego rozwišzania (chodziłoby tu ewentualnie o normę przejœciowš ustawy z 25 czerwca 2015 r.).

Twierdzenie, że większoœć poprzedniej kadencji naruszyła konstytucję tamtš ustawš i wobec tego jedynš odpowiedziš ma być kolejne „kompensacyjne naruszenie" konstytucji przez nowš formację sprawujšcš władzę, opiera się na tragicznym nieporozumieniu albo na złej woli.

Nie byłby to pierwszy raz, kiedy parlament przyjšł ustawę niezgodnš z konstytucjš, nigdy dotšd nie doszło jednak do tego, by odwoływaniem się do niekonstytucyjnoœci przyjętej ustawy (dodajmy jeszcze niestwierdzonej, lecz jedynie hipotetycznej niekonstytucyjnoœci) usprawiedliwiać kolejne zachowania naruszajšce konstytucję. To działanie prowadziłoby bezpoœrednio do zniszczenia dorobku naszej demokratycznej drogi, którš przemierzaliœmy przez ostatnie 25 lat.

Zasady i wartoœci

Na koniec tego krótkiego wywodu słów kilka o roli sšdu konstytucyjnego. Idea sšdownictwa konstytucyjnego sformułowana na poczštku XX wieku przez wybitnego austriackiego filozofa prawa Hansa Kelsena zakłada z samej swej istoty ograniczenie władzy parlamentu – poprzez system kontroli aktów ustawodawczych oparty bezpoœrednio na normie konstytucyjnej. Idea ta rozwinęła się w pełni w doktrynie i praktyce niemieckiej po doœwiadczeniach pierwszej połowy XX wieku, wynaturzeniach i zbrodniach totalitaryzmu.

Znalazła mocne oparcie w filozofii Gustava Radbrucha, który mocno podkreœlał, że ponad prawem ustawowym przyjmowanym przez ustawodawcę istniejš pewne zasady, a przede wszystkim prawa podstawowe jednostek, które muszš być zawsze respektowane, co oznacza, że nawet demokratycznie legitymizowana władza nie może tych praw i wartoœci naruszać. Prawa i wolnoœci konstytucyjne sš ponad wolš większoœci parlamentarnej, także ponad wolš znajdujšcš swe oparcie w większoœci absolutnej.

Jedynš instytucjš w państwie prawnym, która może zapewnić skuteczne przestrzeganie przez parlament ograniczeń wynikajšcych z konstytucji, jest niezależny sšd konstytucyjny. Twierdzenie, że ma on ograniczonš legitymację demokratycznš albo że powinien podlegać jakiejœ kontroli zewnętrznej, opiera się na zasadniczym niezrozumieniu (albo raczej chęci niezrozumienia) tego, czym jest odrębnoœć trzeciej władzy (władzy sšdowniczej).

Polska demokracja i polska droga transformacji, wychodzenia z systemu komunistycznego byłyby bez porównania trudniejsze i wolniejsze, a może nawet niemożliwe, gdyby na straży tych procesów nie stał niezależny sšd konstytucyjny. Warto o tym przypominać, ponieważ jesteœmy w punkcie, w którym podejmowane dzisiaj decyzje o dalszych losach Trybunału Konstytucyjnego mogš na długie lata zaważyć o jakoœci polskiej demokracji i naszym miejscu w Europie.

Autor jest profesorem prawa, w latach 1998–2006 był prezesem Trybunału Konstytucyjnego, od 2009 jest sędziš Trybunału Sprawiedliwoœci Unii Europejskiej

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL