Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Kuźniar: Bilans wstawania z kolan

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Polityka zagraniczna pozostaje więŸniem programu wewnętrznego. Władza „nawet gdybyœmy mieli pozostać wyspš", postawi na swoim. PRL wrócił na Szucha z impetem – twierdzi były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Minister Witold Waszczykowski ogłosił, że „wstaliœmy z kolan". I to jest oczywiœcie sympatyczna informacja dla... jego kolan. Natomiast Polacy, także eksperci, majš prawo zapytać, co on robił tyle czasu na kolanach. Bo jeœli to miała być metafora odnoszšca się do polityki zagranicznej poprzedników, to jest ona zawstydzajšco nietrafiona.

Polska po 1989 r., także w sferze polityki zagranicznej, ani przez moment nie była na kolanach. Przeciwnie. Z kraju zrujnowanego przez lata komunizmu staliœmy się respektowanym członkiem NATO i Unii Europejskiej. Krajem, który przekleństwo poprzedzajšcych stuleci – położenia między Niemcami a Rosjš oraz nieprzyjaznych pozostałych sšsiadów – potrafił zamienić na relacje przyjazne i normalne, choć nie zawsze łatwe, lecz oparte na solidnych traktatach, dzięki którym problem granic czy mniejszoœci przestał stanowić zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa. Polskie przemiany i pozycja w Europie stały się nadziejš i inspiracjš dla reszty regionu.

Warszawa stała się cenionym partnerem, który potrafił znajdować sojuszników dla swoich ważnych interesów, od Waszyngtonu po Berlin. Polska stała się krajem, który podmiotowo i powyżej swego materialnego potencjału uczestniczył w najważniejszych rozmowach o przyszłoœci Europy, a prezydenci USA przyjeżdżali do nas nie po to, aby wyrażać troskę o stan demokracji lub wygłaszać przemówienia ku pokrzepieniu serc w wersji „Sienkiewicz dla ubogich".

Zwrot ustrojowy

Jeœli przyjšć słowa ministra Waszczykowskiego w sensie, w jakim on je wypowiedział, to bilans jego dwuletniego wstawania z kolan wyglšda fatalnie. Jedyne sukcesy tego okresu zostały przygotowane przez poprzedników. Dotyczy to szczytu NATO w Warszawie, który się odbył z inicjatywy prezydenta Bronisława Komorowskiego, a kluczowe dla nas postanowienia zostały wypracowane przez poprzedni rzšd. To samo, jeœli chodzi o członkostwo niestałe w Radzie Bezpieczeństwa. Na to pracuje się przynajmniej pięć–siedem lat.

Należy się jedynie cieszyć, że minister Waszczykowski tego nie storpedował, bo przecież jeszcze na trzy tygodnie przed objęciem urzędu na jednej z konferencji drwił z zabiegów o miejsce w Radzie Bezpieczeństwa. Nie tylko nie było go stać na podziękowanie poprzednikom, ale nawet na zauważenie, że to ich praca była poczštkiem końcowego sukcesu.

Poza tym obóz rzšdzšcy niczym własnym nie może się pochwalić. Na każdym innym kierunku polityki zagranicznej mamy do czynienia z regresem lub katastrofš, W nielicznych miejscach udało się utrzymać poziom relacji na niezmienionym poziomie. Jeœli można mówić o jakimœ novum wniesionym do polityki zagranicznej przez PiS, to jest to pozbawienie jej pierwotnej, podręcznikowej funkcji. Nadrzędnym celem polityki zagranicznej PiS, rzšdu i prezydenta, który jš bez reszty pochłania, jest osłona dla przemian ustrojowych, które można w największym skrócie okreœlić jako odwrót od demokratycznego państwa prawa w kierunku ustroju autorytarnego o silnym odcieniu nacjonalistycznym.

Jest to siłš rzeczy odwrót od Europy czy szerzej od Zachodu jako pewnej formacji ustrojowo-ideowej i zwrot ku państwom, które wykazujš podobne skłonnoœci, od Białorusi przez Węgry po Turcję.

Tego rodzaju zwrot zasygnalizowany został natychmiast po objęciu władzy poprzez zmasowany atak na Trybunał Konstytucyjny, co miało otworzyć drogę do pozakonstytucyjnej zmiany ustroju. Musiało to nieuchronnie prowadzić do starcia z tymi instytucjami i organami międzynarodowymi, które stojš na straży prawnomiędzynarodowych zobowišzań państw członkowskich. Aby się bronić przed ich – jak to politycy obozu rzšdzšcego okreœlajš – „ingerencjš", stosuje się dwa wybiegi: dziecięce rozumienie suwerennoœci (możemy robić, co chcemy, a wam od tego wara) oraz udawanie, że to sš sprawy, które nie majš nic wspólnego z członkostwem w UE.

Owo udawanie jest tak samo infantylne jak żonglerka pojęciem suwerennoœci, bo oznacza, że PiS nie rozumie istoty wspólnoty, jakš jest Unia Europejska. W konsekwencji doszło do marginalizacji pozycji Polski w Unii oraz pogorszenia stosunków nie tylko z jej organami, ale ze wszystkim głównymi państwami, z wyjštkiem Wielkiej Brytanii, która właœnie Unię opuszcza.

Co gorsza, w narracji obozu rzšdzšcego Unia stała się zagrożeniem dla Polski – większym niż Rosja, a aparat propagandowy rzšdu stara się wzniecić w Polsce nastroje antyeuropejskie. Uprawnione stało się podejrzenie, że PiS dla realizacji swego planu ustrojowego, który ma zapewnić jego szefowi władzę bezterminowš, jest gotowy wyprowadzić Polskę z Unii. W tej chwili Polacy na to nie pozwolš, ale partyjno-rzšdowa propaganda pracuje nad zmianš ich postaw.

Nieuchronnš konsekwencjš zwrotu ustrojowego i krytyki ze strony uprawnionych organów międzynarodowych stało się pogorszenie stosunków z Francja i Niemcami. Z tš pierwszš zostały one właœciwie zdemolowane. Berlin ze względów historycznych podchodzi do nowej polskiej egzotyki powœcišgliwie, więc stosunki polityczne z Niemcami sš wprawdzie chłodne, powierzchowne, ale sztucznie poprawne. W tej sytuacji jeden z wartoœciowszych instrumentów polskiej polityki zagranicznej, czyli Trójkšt Weimarski, przestał de facto istnieć.

Problemy na wszystkich kierunkach

Wycišgnięcie sprawy odszkodowań jest œwiadomym zamiarem istotnego pogorszenia relacji z Niemcami. Ten rzšd – mówišc bardzo łagodnie – nie grzeszy nadmiarem kompetencji, ale nie można przyjšć, że nie wie, że „odszkodowania" od Niemiec to „mission impossible", bo trzeba byłoby unieważnić układ poczdamski, a same rozmowy zaczšć od Moskwy. Zatem chodzi, także dla celów wewnętrznych, o odbudowę antyniemieckich nastrojów i legitymizację „wojny z Niemcami". Wojnę z Rosjš już mamy, więc następuje powrót do ulubionej przez PiS sytuacji z dwoma wrogami, przed którymi może nas „obronić" wyłšcznie prezes i jego drużyna

Œwiadomš kompensacjš odwrotu od Zachodu ma być intensyfikacja stosunków w obrębie Europy Œrodkowo-Wschodniej. Przybrało to postać wydmuszki zwanej Międzymorzem. Jak dotšd nie ma w tym projekcie żadnej realnej wartoœci dodanej, z wyjštkiem tworzenia potrzebnego Warszawie wrażenia, że skoro nie wychodzi jej w relacjach z „lepszš" Europš, zbuduje sobie własnš „innš" Europę, a więc nie jesteœmy skazani na izolację...

To fałszywe wrażenie, o czym wiedzš także partnerzy Polski z Międzymorza. Grupę Wyszehradzkš, która jest jšdrem projektu, scala jedynie postulat negatywny – sprzeciw wobec przyjmowania uchodŸców. Wartoœć sojuszu z Węgrami Orbána ogranicza się również jedynie do wspólnej obrony przed „ingerencjš" niecnej Brukseli. Korzysta na tym bardziej sam Orbán, który może się schować za plecami Polski, która wcieliła się w przedmurze, tym razem chronišce restaurację autorytaryzmu w regionie przed europejskim porzšdkiem ustrojowym.

Mamy też do czynienia z kompletnym uwišdem polityki wschodniej, która wczeœniej należała do mocnych punktów naszej aktywnoœci międzynarodowej i była też naszym atutem w gronie państw zachodnich. Ona nie zawsze była skuteczna, głównie ze względu na obstrukcję Moskwy, ale była wartoœciowym wyróżnikiem polskiej dyplomacji. Dzisiaj nic z tego nie zostało, choć mogłoby się wydawać, że budowa ustroju na modłę Rosji Putina („suwerenna demokracja") mogłaby sprzyjać zbliżeniu z Rosjš. Niektóre wypowiedzi ministra Waszczykowskiego takie rachuby zdajš się potwierdzać. To zapewne przed nami...

Neoendeckie instynkty obozu rzšdzšcego sprowadziły chłód do relacji z Ukrainš, pomimo incydentalnych spotkań na pokaz. Ale też Warszawa pozbawiona znaczenia i wpływów w Europie Zachodniej nie ma już dawnej wartoœci dla Kijowa, o czym nad Dniestrem mówi się całkiem otwarcie. Pozostał Łukaszenka, do którego PiS zaczšł smalić cholewki, ale jak wiadomo, od białoruskiego Baćki w każdej chwili można dostać czarnš polewkę.

Na pocieszenie został Donald Trump, którego ugoszczono w Warszawie, jak gdyby był cesarzem rzymskim odwiedzajšcym jednš ze swoich prowincji. Pozbawiony zachodniej aksjologii nowy gospodarz Białego Domu prawi rzšdowi PiS komplementy, ale nadal profesjonalna częœć administracji USA głoœno wyraża zaniepokojenie odwrotem Polski od demokratycznego państwa prawa.

TKM i PRL

Rzšdzšcy sprawiajš wrażenie, jak gdyby nie mogli znieœć tego, co zostało zbudowane wczeœniej przez innych, dlatego muszš to niszczyć. Brakuje w ich polityce wizji nieco ogólniejszej, a także, co szczególnie przykre, œladu jakiejkolwiek aksjologii nawišzujšcej czy to do polskiego etosu, czy to do myœlenia w kategoriach dobra wspólnego w skali europejskiej bšdŸ globalnej. Jeœli jest coœ, co przenika ideowo naszš politykę zagranicznš czasu wstawania z kolan, to prostacka maksyma „teraz k... my". Nam się należy, nas należy słuchać, a jak nie, to my wam pokażemy... Choćby gest Kozakiewicza.

Trzeba powiedzieć, że rzšdowi PiS i jego polityce zagranicznej sprzyja sytuacja międzynarodowa. Ona jest niedobra dla Polski, ale bardzo dobra dla programu PiS, bowiem tworzy œrodowisko przyzwalajšce na realizację planu wewnętrznego, czyli wprowadzenie autorytaryzmu, a zachowania Polski PiS wobec œwiata zewnętrznego nie niosš natychmiastowych kosztów. Jest tak m.in. dzięki niezakończonemu kryzysowi UE. Dlatego politycy PiS często powtarzajš, że Europa ma ważniejsze problemy na głowie, niż zajmowanie się nami. Pomaga też zmiana w Białym Domu. Nie oznacza to jednak, że te koszty nie przyjdš. Owszem, przyjdš, ale jeszcze nie teraz.

Ponadto rzšd PiS korzysta z dobrej pozycji Polski pozostawionej przez poprzedników, podobnie jak w gospodarce. Płyniemy jeszcze na fali spowodowanej przez poprzedników, ale sami już nie tworzymy zasobów, z których można będzie korzystać w przyszłoœci.

Widać to dobrze na przykładzie polityki bezpieczeństwa. Tylko premier Szydło może uważać, że minister wyrzšdzajšcy takie szkody polskiemu bezpieczeństwu i obronnoœci się sprawdza. Można być pewnym, że tak nie uważa nawet prezes Kaczyński. Ale szef partii jest przekonany, że Polska jest bezpieczna, że nie grozi jej atak z zewnštrz, dlatego resort obrony objšł z jego woli ktoœ, kto zajmuje się przygotowaniem obozu rzšdzšcego na konflikt wewnętrzny, do którego może kiedyœ dojœć w konsekwencji polityki obecnej władzy.

Ten przygnębiajšcy obraz jest tym gorszy, że mamy pewnoœć jedynie pogłębienia się obecnych tendencji. Przede wszystkim dlatego, że polityka zagraniczna pozostanie więŸniem programu wewnętrznego. Słyszeliœmy to z ust wodza partii rzšdzšcej: „nawet gdybyœmy mieli pozostać wyspš", postawimy na swoim. Dla Polski i Polaków to bardzo zła zapowiedŸ. Ale nie zmieni się nic na lepsze także ze względu na choroby i słaboœci tej polityki na poziomie operacyjnym, wykonawczym. Na tym poziomie trawiš jš przynajmniej trzy schorzenia: po pierwsze, plemienno-nacjonalistyczna wšskoœć horyzontów; po drugie, lęki, kompleksy i fobie (poczucie bycia gorszym, które musi być kompensowane sztubackimi okrzykami o własnej wyższoœci); po trzecie, zamierzone obniżanie kompetencji, wiedzy i doœwiadczenia służby zagranicznej.

Jednš falę czystek mamy już za sobš, kolejnej domaga się wódz. Efekt podobny jak w stadninie koni w Janowie. Rzšdzšcym to nie przeszkadza, ważne, że stadnina jest w naszych rękach, musimy mianować tylko takiego koniuszego (od wicekonsula po ambasadora), który będzie „nasz". PRL wrócił na Szucha z impetem.

Nie przeszkadza to dobremu samopoczuciu ministra, który wstał z kolan. Można byłoby sšdzić, że z pozycji stojšcej zobaczy i zrozumie więcej, ale nie. Polityka zagraniczna zbyt mocno odzwierciedla istotę tej formacji, której głównš zasadš jest nadrzędnoœć interesów partyjnych oraz dšżenie do nieograniczonej – także horyzontem czasowym – władzy partii nad interesami narodowymi. Musimy się liczyć z dalszš marginalizacjš Polski, z jej oddalaniem się od jšdra Europy, z utratš powagi, miejsca i wpływów w rodzinie państw zachodnich.

Autor jest politologiem, profesorem nauk humanistycznych, dyplomatš. Od 2010 do 2015 r. był doradcš ds. międzynarodowych prezydenta Bronisława Komorowskiego

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL