Publicystyka

Szczerski: Europa otwarta na obywateli

Źródłem jedności europejskiej, jak mówią traktaty, jest lojalna współpraca państw członkowskich.
shutterstock
Wspólny rynek powinien być narzędziem wolności gospodarczej. Jeśli jest instrumentalizowany, to jest to działanie przeciwko idei integracji europejskiej – pisze Krzysztof Szczerski, szef Gabinetu Prezydenta RP.

Europa potrzebuje dzisiaj pozytywnej odpowiedzi na problemy, którymi żyją obywatele jej państw członkowskich. Musi na powrót stać się odpowiedzią, a nie znakiem zapytania. Europa nie może mnożyć wątpliwości, tylko musi zacząć je przełamywać. Bo my, którzy jesteśmy zwolennikami procesu integracji europejskiej, potrzebujemy Europy skutecznej, czyli takiej, która daje Europejczykom odpowiedzi, a nie stawia przed nimi kolejnych pytań.

Aby było to możliwe, potrzebujemy w Europie czterech jedności i czterech wolności. Tylko pod tym warunkiem Europa znowu będzie mogła stać się odpowiedzią, ale tą odpowiedzią, która będzie miała także podstawy w tradycji koncepcji integracji europejskiej. Tymi czterema jednościami są: jedność prawa, jedność instytucji, jedność rynku oraz jedność budżetu.

Musimy te jedności obronić w procesie reformy Unii Europejskiej. Każdy podział w zakresie acquis communautaire, w zakresie instytucji, w zakresie rynku i w zakresie budżetu jest niezgodny z ideą integracji europejskiej. W ramach jednego prawa, jednych instytucji, wspólnego rynku i wspólnego budżetu możemy i powinniśmy cieszyć się czterema wolnościami: wolnością zatrudnienia (przepływu osób), wolnością handlu, wolnością usług oraz wolnością przepływu kapitału.

Podwójna pętla populizmu

Problem współczesnej polityki europejskiej polega na tym, że zarówno te cztery jedności, jak i cztery wolności są dzisiaj pod poważną polityczną presją. Mamy bowiem w Europie do czynienia z pojawieniem się zjawiska podwójnej pętli populizmu. Jest populizm marginesu, który zdobył w różnych krajach europejskich od kilku do kilkunastu procent poparcia. W niektórych krajach niemal wystarcza to do objęcia władzy, ale w efekcie tworzenia koalicji systemowych ten populizm marginesu na razie przegrywa. Jest on jednak obecny w większości krajów europejskich.

Mamy także do czynienia z drugim typem populizmu: populizmem instytucjonalnym. Jego przedstawiciele z racji przynależności do głównego nurtu mają prawo do legitymizowanych wypowiedzi. Ten rodzaj populizmu jest nawet bardziej niszczący dla jedności rynku, instytucji, prawa i budżetu europejskiego, ponieważ inaczej niż populizm marginesu, uznawany jest za dopuszczalny i reformatorski. W nim pojawiają się pomysły zagrażające jedności prawa, instytucji, rynku i budżetu albo zagrażające wolności przepływu osób, usług, handlu czy kapitału. Czynione jest to w imię walki z rzekomym dumpingiem socjalnym na rynku albo po prostu w imię protekcjonizmu i narodowych interesów sprzecznym z ideą, np. wspólnego bezpieczeństwa energetycznego.

Ważne jest zatem byśmy pamiętali, że musimy bronić czterech jedności i czterech wolności nie tylko przed populizmem marginesu, ale także przed populizmem instytucjonalnym, który dzisiaj wkroczył do polityki w ramach głównego nurtu europejskiej debaty i zaczyna przybierać także formy prawne, czego dobrym przykładem jest sprawa pracowników delegowanych.

Żeby uratować cztery jedności i cztery wolności musimy sobie odpowiedzieć na wyzwania w czterech obszarach. Po pierwsze wymiar polityczny. Wierzę w Europę opartą na demokracji przedstawicielskiej i na rządach responsywnych. Oznacza to większą odpowiedzialność rządzących i instytucji europejskich przed europejskimi społeczeństwami, które kontrolują parlamenty poszczególnych państw. Ich rola nie jest tylko dodatkiem do systemu europejskiego. Zwiększona rola parlamentów narodowych to klucz do tego, żeby Europa stała się znowu Europą demokracji przedstawicielskiej i rządów responsywnych, to znaczy takich, gdzie zadaniem rządzących jest nie wychowywanie obywateli, tylko ich słuchanie, odczytywanie i szanowanie sygnałów, które pochodzą od społeczeństw. Dlatego nie wierzę w żadne specjalne, tymczasowe zgromadzenia ludowe, które miałyby podjąć dyskusję o przyszłości Europy.

Społeczeństwa europejskie mają swoje przedstawicielstwa odpowiednie do tego, żeby podjąć dyskusję o przyszłości Europy. I jeśli nawet w parlamentach czasami są partie, które nam się nie podobają i uważamy, że nie powinny w nich być, nie możemy unikać debaty parlamentarnej i powoływać specjalnych, jednorazowych ciał, quasi-konwentów europejskich, w których zbierzemy tylko tych, którzy nam się podobają, tylko tych, których uważamy, że powinni zabierać głos w dyskusji o Europie, bo tym samym ominiemy parlamenty. To będzie sprzeczne i z demokracją przedstawicielską, i z władzą responsywną. To będzie próba ominięcia sygnałów wysyłanych przez społeczeństwa do polityków. Dlatego debata o przyszłości Europy musi się odbyć poprzez parlamenty narodowe, bo one są legitymizowaną reprezentacją społeczeństw, a dzisiaj w Europie bardzo potrzebna jest legitymizacja i przekonanie o tym, że obywatele odzyskują wpływ na politykę europejską. Do tego służy parlamentarna kontrola i do tego służą rządy, które realizują oczekiwania obywateli, bo odpowiadają na sygnały kierowane do nich przez obywateli. Nie ma innego źródła władzy w demokracji jak zwycięstwo wyborcze, a później realizowanie woli obywateli. Demokracja niczym innym się nie kieruje i nie powinna kierować.

W wymiarze politycznym ważne jest także to, że jedności europejskiej nie uzyskuje się poprzez mnożenie centralnych organów i agencji. Nie rozrost scentralizowanej biurokracji europejskiej jest źródłem jedności europejskiej. Nie można proponować w ramach naprawy Europy kilkunastu nowych instytucji centralnych. Źródłem jedności europejskiej, jak mówią traktaty, jest lojalna współpraca państw członkowskich. Lojalna, czyli oparta na zaufaniu i na tym, że nikt nie prowadzi działań w sprzeczności z interesem drugiego kraju, że szanujemy się nawzajem i współpracujemy ze sobą. Nie planujemy projektów, które są projektami dla nas korzystnymi, a skrajnie niebezpiecznymi dla innych państw, np. naruszającymi ich bezpieczeństwo energetyczne. To nie jest lojalna współpraca państw członkowskich. To jest coś, co zaburza jedność europejską.

Gospodarcza hipokryzja

Jedność uzyskuje się także poprzez przekraczanie istniejących już dzisiaj w Europie różnego rodzaju wewnętrznych podziałów. Unia Europejska jest podzielona dzisiaj bardzo wieloma wewnętrznymi granicami, mimo że jest jednością. Istnieje strefa euro, strefa Schengen, są różne modele socjalne. Przede wszystkim istnieje wciąż podział w poziomie rozwoju w różnych częściach Europy. Jest to podział wschód–zachód i północ–południe. Jedność powinna polegać na zamazywaniu lub przekraczaniu tych realnych podziałów. Ważne, by nie dzielić np. strefy euro od całej reszty. To jest właśnie budowanie jedności europejskiej. I takim projektem jest na przykład projekt Trójmorza, który dokładnie przecina wszystkie te podziały. Gromadzi państwa ze strefy euro i spoza strefy euro, ze strefy Schengen i spoza strefy Schengen, kraje południa i północy.

Wymiar gospodarczy to drugi obszar, który jest ważny. Narzędziem wolności gospodarczej powinien pozostać wspólny rynek. Nie można używać go do tego, żeby wprowadzać przepisy, mające na celu zablokowanie przewag konkurencyjnych jednych państw wobec drugich. Wspólny rynek powinien być narzędziem wolności gospodarczej. Jeśli jest instrumentalizowany i staje się narzędziem regulacji przeciw konkurencyjności, to jest to działanie przeciwko idei integracji europejskiej. Ma to dzisiaj miejsce w UE w zakresie energii czy rynku pracy. Dlatego Europa cierpi na chorobę hipokryzji gospodarczej, bo mówi się Europejczykom o wspólnym rynku, a tak naprawdę niektórzy chcą używać tego hasła, by wprowadzać regulacje przeciw wolności gospodarczej.

W wymiarze gospodarczym należy zachować również dwie horyzontalne polityki o charakterze solidarnościowym. Chodzi o wspólną polityką rolną i politykę spójności. Są one dwoma spoiwami, sieciami spójności europejskiej.

Strefa euro powinna podjąć próbę swojego wzmocnienia, ale pod warunkiem że: po pierwsze to wzmocnienie nie będzie źródłem nowych barier rynkowych dla całej UE; a po drugie nie zwiększy kosztów wejścia do strefy euro i nie wytworzy politycznej presji na wejście do strefy euro. Decyzja ta jest suwerenną decyzją każdego kraju i powinna być oparta na kalkulacji ekonomicznych konsekwencji takiego kroku.

Trzeci obszar, w którym Europa powinna stać się odpowiedzią, a nie znakiem zapytania, to kwestia cywilizacyjnego wigoru. Europa musi go odzyskać. Nie może być wspólnotą wyblakłą, bo dzisiaj w świecie globalnej konkurencji idei Europa także musi być taką ideą. Chcę powiedzieć jasno: wartości to zupełnie coś innego niż zasady polityczne. Dzisiaj w Europie bardzo często miesza się zasady polityczne i nazywa się je wartościami. Zasady polityczne są tym, co się ustanawia w toku debaty politycznej, w głosowaniu większościowym. Wartości są czymś głębszym, pozapolitycznym i ponadpolitycznym. Europa skupiła się dzisiaj na zasadach politycznych i nazwała je wartościami, dlatego jest wspólnotą wyblakłą. Gdy konfrontuje się z ideami, wartościami nie daje żadnej odpowiedzi. Ponieważ nie kieruje się dzisiaj wartościami. Kieruje się zasadami politycznymi, które sama ustanowiła w głosowaniu większościowym. To jest kompletnie coś innego. Nie można mieszać tych dwóch pojęć.

Europa otwarta

Ostatnim obszarem jest dyskusja o miejscu Europy w świecie. Tu potrzebne są odpowiedzi na trzy zasadnicze wątpliwości. Po pierwsze, Europa musi definiować stosunek do swego najbliższego sąsiedztwa. Dzisiaj Europa boi się go, ponieważ uważa, że sąsiedztwo jest źródłem zagrożenia dla Europy. Z południa i ze wschodu, wszędzie widzimy zagrożenie, nie potrafimy odpowiedzieć na problem taki jak relacje z Turcją. Nie da się zbudować silnej Europy bez określenia polityki wobec sąsiadów. Częścią tej polityki musi być polityka otwartych drzwi do Europy.

Prezydent Duda powiedział niedawno – i uważam, że to jest niezwykłe trafne stwierdzenie – że brexit będzie tragedią Europy, jeśli z góry założy, że od teraz można z niej już tylko wychodzić. Jeśli nie utrzymamy zasady, że niektóre kraje wychodzą, ale mogą do niej wrócić, a niektóre mogą do UE wejść, to rzeczywiście brexit będzie tragedią integracji europejskiej. Bo to by oznaczało, że Europa może być już tylko mniejsza, że już większa nigdy nie będzie. Brexit w kontekście polityki otwartych drzwi do Europy jest zupełnie innym procesem. Jest procesem, w którym mamy do czynienia z opuszczaniem i wchodzeniem do Europy różnych krajów. Jest wtedy częścią szerszego procesu dotyczącego otwartej wspólnoty. Natomiast jeśli uznamy, że wspólnota jest zamknięta i można tylko z niej wyjść to rzeczywiście mamy do czynienia z poważnym kryzysem.

Po drugie, ważnym wyzwaniem jest spójność strategiczna Europy. Żeby mieć znaczenie globalne Europa musi być sojuszem, a nie tylko konfiguracją interesów. Dzisiaj Europa jest zmienną konfiguracją interesów, nie jest sojuszem. Pytanie brzmi, czy w ramach państw członkowskich jesteśmy do tego zdolni. Po trzecie, jestem przekonany o tym, że jeśli Europa ma być Europą globalną to musi być Europą transatlantycką. Europa jest po obu stronach Atlantyku, tylko że tam nazywa się inaczej. Europa nieatlantycka jest Europą peryferyjną.

Te cztery jedności i cztery wolności oraz cztery wymiary: polityczny, gospodarczy, cywilizacyjny i globalny są mapą dzisiejszych problemów Europy, na które musimy w miarę szybko znaleźć odpowiedzi i to odpowiedzi takie, które zostaną przyjęte przez obywateli. Bo ostatecznie to obywatele Europy tworzą Europę. Dlatego instytucje europejskie nie mogą ignorować obywateli. Nie powinny sobie pozwolić na to, żeby się pozbawić np. trzydziestu kilku milionów Polaków i ich entuzjazmu proeuropejskiego, bo to jest działanie przeciwko integracji europejskiej. Tak naprawdę Europa nie ma innych obywateli niż obywatele państw członkowskich. Istnieje obywatelstwo unijne, ale ono jest wtórne. Unia Europejska nie może sobie pozwolić na to, żeby zrażać do siebie obywateli, bo zrobiła to już raz i właśnie zagłosowali oni przeciwko członkostwu swojego kraju w UE. Nie może sobie zrażać obywateli bo zostanie sama. Unia Europejska nie może zrażać państw, bo sama nie ma terytorium. Nie istnieje suwerenne terytorium UE, są tylko terytoria państw członkowskich. Jeśli jakiś kraj zdecyduje, że chce z UE wystąpić, to Unia traci to terytorium. A jeśli straci wszystkie terytoria to będzie wydmuszką bez terytorium. Zostaną wtedy tylko instytucje.

Zgodnie z zasadami biurokracji, gdy jakiś urząd zatrudnia powyżej tysiąca osób, to jest w stanie przetrwać dwa tygodnie po końcu świata. Dopiero bowiem po dwóch tygodniach urząd się orientuje, że nic do niego z zewnątrz nie spływa, bo przez dwa tygodnie jest jeszcze w stanie iść na tzw. wewnętrznym biegu – obiegu dokumentów wewnątrz urzędu. Dopiero po dwóch tygodniach zorientuje się, że świat przestał istnieć. Przy rozbudowanej biurokracji europejskiej to pewnie byłby miesiąc. Tyle zajmie im, po wystąpieniu ostatniego kraju z UE, po opuszczeniu przez ostatniego obywatela, zorientowanie się, że już państw członkowskich nie ma i nie ma obywateli. Zatem Europa musi być projektem zakorzenionym w woli obywateli, w lojalnej współpracy państw, bo inaczej po prostu przestanie istnieć. To właśnie dlatego Europa musi stać się odpowiedzią, a nie znakiem zapytania.

Tekst jest fragmentem wystąpienia Krzysztofa Szczerskiego na spotkaniu zorganizowanym przez Instytut Europa 31 października 2017 r. w Warszawie.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL