Shlomo Avineri o historii Polaków i Żydów

aktualizacja: 05.09.2016, 22:12
Shlomo Avineri
Shlomo Avineri
Foto: Rzeczpospolita

Jeśli dzisiaj rząd polski pragnie dokonać rewizji historii, to trzeba również poruszyć takie kwestie, jak bierność polskiego podziemia wobec powstania w getcie warszawskim – pisze izraelski filozof i politolog.

REDAKCJA POLECA
20.10.2016
Eugeniusz Smolar o polskiej polityce wschodniej
23.06.2014
Splot prawdy i fałszu
27.01.2014
Światowi intelektualiści w obronie Ukrainy
kariera
Zamożny Polak - ile zarabia?

Nasza mała rodzina, ojciec, matka i ja, wyemigrowała z Polski do Palestyny na kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej. Dalsza rodzina pozostała w Polsce i nikt spośród nich nie przeżył. Dziadek Abraham (Adolf) Wiener, drugi dziadek Aharon (Arnold) i babcia Lea (Eleonora) Groner, sześć sióstr mojej mamy, jej młodszy brat, pięcioro moich kuzynów i kuzynek – wszyscy oni zostali zamordowani przez Niemców. Zostali deportowani z ich miejsc zamieszkania w moim rodzinnym mieście Bielsku-Białej oraz Krakowie, Makowie Podhalańskim i Warszawie do obozów zagłady.

Odwiedziłem Polskę wielokrotnie i dobrze wyczuwam na każdym kroku, iż nie ma tam już Żydów. Moje książki i artykuły zostały przełożone na język polski, wykładałem na Uniwersytecie Warszawskim, na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie i w Międzynarodowym Centrum Kultury w tym przepięknym mieście. Ostatnio zaszczycono mnie wyborem, jako zagranicznego członka do Polskiej Akademii Umiejętności. Chociaż dzisiaj moja znajomość języka polskiego jest nader skromna, to wszak polska historia, kultura i jej zapachy nie są mi obce.

Dlatego też doskonale rozumiem wszelkie argumenty, które doprowadziły do ostatnich inicjatyw w polskim prawodawstwie i choć je zrozumiałem, bardzo mnie one zirytowały.

Nie było rządu kolaborantów

Zdaję sobie sprawę, że żadne inne państwo w okupowanej Europie nie wycierpiało tak, jak Polska, że żaden inny naród – za wyjątkiem Żydów – nie stał się w taki sposób ofiarą niemieckiej machiny śmierci, jak naród polski. Polska była jedynym krajem w okupowanej Europie, który został całkowicie unicestwiony przez nazistowskie Niemcy: zlikwidowano jej władze miejskie i centralne, rozbito armię, szkoły i uniwersytety zostały zamknięte, wymazano nawet jej nazwę z mapy, a okupowane terytorium niemieckie w Polsce nazwano Generalną Gubernią.

Polska była jedynym krajem w Europie, w którym nie powstał rząd kolaborantów z nazistami. Sześć milionów polskich obywateli, w tym trzy miliony Żydów i trzy miliony Polaków chrześcijan zostało zamordowanych przez Niemców. Jeśli dodamy do tego sowiecką okupację wschodniej Polski, która nastąpiła równolegle do niemieckiej inwazji, można zrozumieć, dlaczego Polacy postrzegają siebie jako główne ofiary II wojny światowej. Nic dziwnego, że dojrzeli oni we współpracy Hitlera ze Stalinem, która znalazła swój wyraz w pakcie Ribbentrop-Mołotow, powtórzenie historycznej traumy z rozbiorów Polski zainicjowanych przez Rosję i Prusy w XVIII wieku. Polska, podobnie jak Izrael, jeśli ktoś upatruje takiej analogii, znajduje się w wyjątkowo nieprzyjaznym położeniu geograficznym.

Wraz z rozpadem polskiego państwa w konsekwencji hitlerowskiej okupacji, staje się jasne, dlaczego Niemcy wybrali właśnie te ziemie, by założyć na nich swoje obozy śmierci. W okupowanej Polsce nie pozostało żadnej polskiej władzy i wszystkie instytucje objęli Niemcy. W innych krajach musieli współpracować z miejscową władzą, która choć była ich sojusznikiem, to jednak nie zawsze łatwo się to układało. Jedynie w Polsce III Rzesza sprawowała niezachwianą kontrolę i nie było potrzeby układać się z nikim.

Dlatego też Polacy mają rację upierając się, by nie nazywać obozów śmierci „polskimi obozami zagłady" (jak wiadomo pomyłkę tę uczynił nawet kiedyś sam prezydent Barack Obama), lecz „niemieckimi obozami zagłady na polskiej okupowanej ziemi". Jest to również powód, dla którego uważam, że wyjazdy izraelskiej młodzieży do Polski są bezcelowe, jeśli nie są one łączone z wizytami w hitlerowskich obozach koncentracyjnych w samych Niemczech: jak można zrozumieć i opisać Zagładę, jeśli lekcji na jej temat nie rozpoczynamy w kraju, gdzie był jej początek i gdzie odpowiednia władza ją zainicjowała.

Ale właśnie w tym punkcie dochodzi do zdziwienia i wręcz irytacji. Rozumiejąc polską wrażliwość w tej tematyce, nie mogę zrozumieć tego, w jaki sposób obecny polski rząd stara się rozwiązać ten problem. Pierwszy błąd związany jest z korzystania z instrumentów prawnych wobec posługujących się terminem „polskie obozy śmierci" i zastosowaniem w stosunku do nich kar kryminalnych. Jedynie niedemokratyczne reżimy stosują takie rozwiązania: jest to temat właściwy do debaty publicznej, do wyjaśnienia historycznego, może być podjęty w kontaktach dyplomatycznych, w edukacji i informacji, nie można go jednak oddawać w ręce prawników karnistów.

Ponury cień

Ponadto ministrowie rządu polskiego w propozycji do zmian ustawodawczych stwierdzili, że przy okazji chcą również ustanowić „jedyną prawdę historyczną" w sprawie rzezi, której dokonali mieszkańcy miasteczka Jedwabne na swoich żydowskich sąsiadach. Odkrycie historyka Jana Tomasza Grossa, że Żydów zamordowali nie Niemcy, lecz Polacy, poruszył całą Polskę. Dwójka polskich prezydentów, Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski prosząc ofiary o wybaczenie z odwagą i intelektualną uczciwością przyznało, że w istocie tak było. Komorowski poruszył też strunę, która wywołuje wśród Polaków szczególne emocje – oświadczył, że „wśród narodu, który był ofiarą, ujawnili się również mordercy". Teraz ministrowie rządu polskiego twierdzą, że sprawa ta jest niejasna, i że należy zbadać ją od nowa.

Towarzyszy temu także decyzja polskiego gabinetu, by nie dopuścić do otwarcia muzeum w Gdańsku, które miało być poświęcone II wojnie światowej. Wszystko to rzuca ponury cień na politykę obecnych władz w Polsce: postawy i poglądy są przedmiotem wewnętrznej polskiej dyskusji, ale jeśli polski rząd pragnie przeprowadzić rewizję całej polskiej historii, chce zignorować problematyczne punkty, wolno, szczególnie tym, którzy identyfikują się z historycznym bólem narodu polskiego, podnieść kilka kwestii. Tych kwestii, które dotychczas nie zostały postawione – po części, dlatego że olbrzymie cierpienia wyrządzone Polsce i jej narodowi były tak straszne, że wyparły na margines inne problemy. Nie chodzi tu jednak o sprawy marginalne, o różnego rodzaju zachowanie jednostek, lecz o kluczowe decyzje polskiego narodowego przywództwa.

Pierwsze wątpliwości związane są z datą wybuchu powstania warszawskiego, kiedy wojska sowieckie znajdowały się już na wschodnim brzegu Wisły. Polacy słusznie podkreślają sowiecką bierność, fakt, że Armia Czerwona nie pospieszyła na pomoc polskim powstańcom, umożliwiając Niemcom stłumienie polskiego zrywu ogniem i krwią – była to jedna z najbardziej cynicznych decyzji Stalina.

Ale można postawić również pytanie samym Polakom: dlaczego polskie podziemie (Armia Krajowa) w porozumieniu ze stanowiskiem rządu emigracyjnego w Londynie postanowiło rozpocząć powstanie właśnie wtedy, kiedy Niemcy zaczęli się wycofywać, a Armia Czerwona wyzwoliwszy już spod okupacji hitlerowskiej wschodnią część Polski, stała u wrót Warszawy? Oficjalne polskie wyjaśnienie brzmi: powstanie, skierowane rzecz jasna przeciw Niemcom, miało również osiągnąć i inny cel: doprowadzić do wyzwolenia Warszawy przez samych Polaków. Innymi słowy, był to nie tylko bunt przeciw Niemcom, lecz również działania zapobiegawcze przeciw Związkowi Sowieckiemu.

Wobec sowieckiej propozycji

Jeśli rzeczywiście tak jest, to fakty pokazują, jak bardzo skomplikowana jest historia, i że nie chodzi tu wyłącznie o wojnę między dobrem a złem, i można na tym tle zrozumieć również, nie usprawiedliwiając tego rzecz jasna, decyzje sowieckie, by nie pomagać Polakom. Dochodzi tu jednak poważniejsza kwestia: dlaczego Polacy nie zbuntowali się wcześniej? Na przykład w trakcie powstania w getcie warszawskim, wiosną 1943 roku? Można również zapytać: dlaczego AK nie starała się powstrzymać poprzez akcje zbrojne systematycznego wysyłania Żydów – a przecież wszyscy oni byli obywatelami polskimi – do obozów zagłady?

Aż po dzień dzisiejszy trwają dyskusje, ile broni polskie podziemie przekazało powstańcom getta warszawskiego. Nie w tym jednak rzecz, dużo istotniejszym pytaniem jest, dlaczego polskie podziemie nie zastanawiało się, czy samo nie powinno wziąć udziału powstaniu. Niemieckie operacje stłumienia zrywu żydowskiego trwały kilka tygodni, a po tzw. stronie aryjskiej mieszkańcy Warszawy, choć byli świadkami wydarzeń w getcie, nie zrobili nic. Trudno przewidzieć, co by się rzeczywiście wydarzyło, gdyby polskie podziemie dołączyło do powstania, a i to nie tylko w Warszawie, lecz również w miastach i wsiach, gdzie dziesiątki tysięcy bojowników czekało na sygnał do insurekcji. Jest sprawą oczywistą, że przynajmniej utrudniałoby to stłumienie powstania w getcie, nie wspominając, że dołączenie polskich partyzantów świadczyłoby o wyrażeniu prawdziwej solidarności z polskimi Żydami. Co naprawdę myślał milion Polaków, mieszkańców Warszawy, słysząc i widząc, co dzieje się w getcie, kiedy gęsty dym zasłaniał warszawskie niebo?

Wiem, że jest to trudne pytanie, lecz można je zadać w kontekście wybuchu polskiego powstania 1944 roku. Czy będzie przesadą twierdzenie, że ktoś, kto sądził, że można walczyć z Niemcami, aby uniemożliwić wyzwolenie Warszawy przez Armię Czerwoną jednocześnie nie pomyśli, że byłoby słuszne wystąpić przeciw Niemcom, kiedy mordują trzy miliony Żydów, obywateli polskich? Stawiam to pytanie z całą ostrością, ponieważ wydaje mi się, że obecne polskie przywództwo winne jest udzielić na nie odpowiedzi.

W konsekwencji pojawia się kolejne, nie mniej trudne pytanie. Na początku 1939 roku rządy Francji i Wielkiej Brytanii zrozumiały, że dotychczasowa polityka ustępstw wobec Hitlera nie zdała egzaminu i po zlikwidowaniu przez III Rzeszę resztek wolnej Czechosłowacji zwrócą się one w kierunku Polski. Wiosną 1939 roku, Wielka Brytania i Francja ogłosiły, iż w przypadku niemieckiej inwazji udzielają Polsce gwarancji, a Związek Sowiecki starał się wynegocjować z zachodnimi mocarstwami wspólną politykę obronną, gdyby do takiej napaści doszło. Ten dramatyczny przełom w polityce międzynarodowej po raz pierwszy pokazał możliwość współpracy Zachodu i Związku Sowieckiego przeciwko III Rzeszy. W lipcu 1939, wojskowe delegacje z Wielkiej Brytanii i Francji wyjechały do Moskwy w celu sformułowania takiej wspólnej polityki. Przewodniczący delegacji sowieckiej, minister Klimient Woroszyłow w trakcie rozmów zadał Brytyjczykom i Francuzom proste pytanie: czy w razie inwazji niemieckiej Armia Czerwona będzie mogła wkroczyć na terytorium Polski, aby odeprzeć Niemców, czy Polska się na to zgodzi?

Przez wiele tygodni Polacy unikali konkretnej odpowiedzi, ostatecznie odmówili i jak ujął to jeden z ministrów ówczesnego rządu pułkowników, „jeżeli wojska sowieckie wejdą do Polski, któż może wiedzieć, kiedy z niej wyjdą?". W rezultacie rozmowy między Moskwą, Londynem a Paryżem padły, a kilka dni później doszło do podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow.

Można zrozumieć ówczesne polskie obawy przed Związkiem Sowieckim. Zaraz po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku, Polska znalazła się w stanie wojny z państwem bolszewików, a w 1920 Armia Czerwona doszła do Wisły, prawie zdobywając Warszawę i dopiero dzięki francuskiej pomocy można było odeprzeć najeźdźców.

Odpowiedzialność za decyzje

Takie okoliczności mogły wskazywać na to, że Polacy bardziej obawiają się Rosjan, niż Niemców. Ale nie wiadomo, co by się wydarzyło, gdyby Polska zgodziła się na pomoc sowiecką w razie niemieckiej inwazji. Nie można wykluczyć, iż wojna światowa by nie wybuchła czy po prostu Polska nie znalazłaby się pod okupacją niemiecką i tym samym nie doszłoby do Zagłady.

Wszystko to tylko spekulacje. Można jedynie stwierdzić, iż w tamtym czasie istniała potrzeba podjęcia trudnych i odważnych decyzji. Latem 1939 roku rząd polski podjął jedną z kluczowych, katastrofalnych decyzji w całej polskiej historii.

Polska zapłaciła straszną cenę: polska odmowa umożliwiła podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow, podobnie jak wybuch powstania w 1944 roku spowodował całkowite zniszczenie Warszawy. I żeby rozwiać wszelkie nieporozumienia – w tej konstatacji nie ma żadnego obwiniania Polski, negowania jej ofiary. Oskarżenia dotyczą jedynie hitlerowskich Niemiec i Związku Sowieckiego. Jeśli jednak dzisiaj rząd polski pragnie dokonać rewizji historii, to również i powyższe kwestie powinny stać się przedmiotem otwartej debaty: naród i przywództwo ponoszą odpowiedzialność za swoje decyzje i ich konsekwencje.

Kiedy odwiedziłem nowe żydowskie muzeum w Warszawie, byłem pod wielkim wrażeniem nie tylko bogactwa materiałów, możliwości ekspozycji, lecz również historycznej uczciwości, w przedstawianiu Żydów jako integralnej części historii Polski. Bez Żydów Polska nie stałaby się Polską. Muzeum to pokazuje jednak również ciemne strony dziejów, szczególnie w wieku XIX i XX, wraz z pojawieniem się nacjonalistycznej i antysemickiej partii Romana Dmowskiego. Polski przyjaciel, który towarzyszył mi w czasie odwiedzania wystawy powiedział: nadszedł teraz czas, aby powstało podobne polskie muzeum.

To prawda, nie mniej jednak droga, jaką wybrał obecny polski rząd nie jest ani mądra ani słuszna. Przyniesie ona jedynie szkodę wspaniałej polskiej historii i jej postrzeganiu w świecie.

Z języka hebrajskiego przełożył Michał Sobelman

Autor jest izraelskim filozofem i politologiem, wykładowcą Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, Yale, Oxfordu, Australijskiego Uniwersytetu Państwowego, Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie. W latach 1975-1977 był dyrektorem generalnym izraelskiego MSZ. Członek Międzynarodowego Instytutu Historycznego. Były przewodniczący delegacji Izraela do Rady Głównej UNESCO. Laureat m.in. państwowej Nagrody Izraela

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE