Publicystyka

Medycy nie znają historii

Coraz więcej lekarzy przestaje rozumieć funkcję nauki i pojmuje swój zawód technicznie, fałszywie - pisze autor.
Fotorzepa, Piotr Guzik
Wśród lekarzy jest coraz mniej humanistów. Zagraża nam totalna dehumanizacja tego zawodu – ostrzega lekarz i językoznawca.

W czerwcu tego roku w Warszawie odbyła się międzynarodowa konferencja Polskiego Towarzystwa Chirurgii Naczyniowej, w czasie której uczniowie prof. Wojciecha Noszczyka zorganizowali jego benefis z pokazem filmu o nim jako wybitnym chirurgu i naukowcu. Były wspomnienia znaczących postaci tej dziedziny, w tym także gości zagranicznych. Daniel Olbrychski znakomicie wygłosił wiersz ku czci żony profesora, znanej i pięknej aktorki Grażyny Staniszewskiej.

Wybitni lekarze przedstawili fakty i opinie o profesorze i chirurgii naczyń krwionośnych, mówiono wiele o pracy codziennej i niezwykłej, o nauce i nauczaniu, ale mimo że impreza trwała aż trzy godziny, zabrakło czasu na choćby jedno zdanie o bodaj najtrwalszym dziele prof. Noszczyka, o pionierskim „Zarysie dziejów chirurgii polskiej" (PZWL 1989, 2011) i równie oryginalnych, monumentalnych, trzytomowych „Dziejach medycyny w Polsce" (PZWL 2015–2016), mających łącznie 2 tys. stron w formacie A4.

Jest to dzieło nie tylko wybitnego lekarza, ale także uznanego historyka medycyny. Na to drugie miano Wojciech Noszczyk zasłużył jeszcze w XX w. jako pomysłodawca, redaktor naukowy i współautor księgi o historii chirurgii, która wzbudziła ogromne zainteresowanie lekarzy, biologów, historyków, pisarzy i dziennikarzy. Choć żadne z tych dwóch dzieł nie ma charakteru encyklopedycznego i typowo podręcznikowego, każde zawiera dane źródłowe i ideowe niezbędne lekarzowi w rozwoju zawodowym.

Trzeba pamiętać, że historia medycyny w wykształceniu i zdobywaniu doświadczenia lekarskiego ma znaczenie absolutnie podstawowe, o czym w ostatnich dziesięcioleciach zapominają organizatorzy zarówno nauczania medycyny, jak i praktyki codziennej. Uczelnie lekarskie wydają się lekceważyć potrzebę nauczania tej dziedziny. Katedry i zakłady historii medycyny są w zaniku, a zawodowo zajmuje się nią dosłownie garstka lekarzy, ponieważ wymaga ona nie tylko ogromnej wiedzy biomedycznej, ale także umiejętności naukowych z zakresu historii i filozofii. Tak wszechstronnych humanistów wśród medyków jest coraz mniej i zagraża nam, podobnie jak w XIX w. w czasach pozytywizmu, dokonanie się totalnej dehumanizacji tego zawodu.

Wyważanie otwartych drzwi

Przyczyną główną tego stanu rzeczy jest przekształcanie się służby zdrowia i modelu kontaktów lekarz–pacjent z systemu opiekuńczo-pomocowego w usługowo-kliencki. Coraz więcej lekarzy przestaje rozumieć funkcję nauki i pojmuje swój zawód technicznie, fałszywie. Traktuje go jako rzemiosło podobne do sprawnego zegarmistrzostwa czy rutynowej metody zdobywania pieniędzy, a nie humanistycznie, po ludzku. Słowo „służba" właściwie już wypadło z języka lekarskiego. A przecież każda decyzja medyczna jako czysty akt logiczny, badawczy, naukowy zawsze musi być skontrolowana moralnie i powiązana z przewidywaniem bliższych i odległych skutków postępowania.

Dowodem na niedostatek w „nowoczesnym" rozumowaniu medycznym są m.in. głośne ostatnio dyskusje w związku z problemem aborcji, w których podnosi się znaczenie klauzuli sumienia. Zapomina się, że klauzula sumienia działa zawsze, w codziennej praktyce zawodowej wręcz bez ustanku. Funkcjonuje w czasie podejmowania milionów decyzji niemających nic wspólnego z problematyką aborcji. Wszystkie decyzje lekarskie wpływają na ludzkie losy, na zdrowie i życie jednostek i grup społecznych, a zawsze mają charakter naukowy, społeczny i właśnie moralny.

Tego uczy nie tylko teraźniejszość. Pokazuje to przede wszystkim historia medycyny. Pokazują dzieje idei biomedycznych, odkryć i wynalazków, biografie luminarzy i koryfeuszy, losy zakładów lekarskich, a także życiorysy pacjentów, które miały wpływ na postępy wiedzy biomedycznej. Pokazują to również przemiany koncepcji co do postępowania w szczególnych przypadkach i w wyjątkowych sytuacjach, a także rozwój dziedzin okołomedycznych, zwłaszcza psychologicznych, chemicznych i technicznych. Wiedza historyczna opisująca te zjawiska nie występuje w podręcznikach, które encyklopedycznie omawiają dziedziny lekarskie, ale bez jej znajomości niektórzy są gotowi wyważać otwarte drzwi i powtarzać błędy przeszłości. Są i tacy, którzy odwracają się od nauki, ignorują zasady logiki, fakty i dowody naukowe, ponieważ nie wiedzą, że w przeszłości pewne doktryny, pomysły i poglądy wnikliwie rozpatrzono i zdyskredytowano, a inne, przeciwnie – ze zbawiennym skutkiem wsparto.

Wiele poziomów idei

Pięknie wydane przez Wydawnictwo Lekarskie PZWL „Dzieje medycyny w Polsce" pod redakcją naukową Wojciecha Noszczyka obejmują medycynę od najdawniejszych początków (tom I), przez okres 1914–1944 (tom II), po lata do końca PRL (tom III). Napisało je wraz z profesorem ponad 50 badaczy i znawców, przeważnie wybitnych lekarzy i historyków nauki, co powoduje, że teksty miewają różną stylistykę i nie zawsze wyrażają poglądy współcześnie współbieżne. Tak już musi być. Różnice są jednak dyskretne i nie zakłócają ogólnej myśli o medycynie jako dziedzinie kultury i humanistyki z dużą pomocą nauk ścisłych i techniki.

Łatwo się domyślić, że szczególne trudności miał redaktor w komponowaniu trzeciego tomu, w którym wiele wymienionych postaci lekarskich jeszcze żyje, a o niejednej znamienitej osobie nawet nie wspomniano. Księga ta jednak nie jest słownikiem biograficznym. Głównym, wyraźnie przez redaktora wytyczonym zadaniem autorów było nakreślenie wielu poziomów idei, które zawiera Jej Rozległość Medycyna jako wiedza, nauka i zawód lekarski, jako sploty losów wyznawców i wykonawców tej dziedziny i zarazem sposób myślenia o tych, dla których została stworzona, o pacjentach. ©?

Autor jest doktorem nauk medycznych (lekarzem internistą), profesorem językoznawstwa na UKSW i pisarzem. Jest wiceprezesem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i członkiem PEN Clubu

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL