Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Bodył: Dziwne układy

Fotolia
Politycy nie tylko nie odpowiadajš na pytania dziennikarzy, ale co gorsza, koncertowo ich rozgrywajš, wcišgajšc w swoje plemienne podziały – pisze publicysta.

Milczenie jest porażkš. I nie jest to moje odkrycie, bo już starożytni Rzymianie zwykli mawiać „Absens carens". Na pewno jest tak i w mediach, i w polityce. Może jednak jest tu tak jak w znanym powiedzeniu: lepiej milczeć i głupio wyglšdać, niż się odezwać i rozwiać wszelkie wštpliwoœci w tym względzie.

Gorsze niż brak odpowiedzi

Zanim wybuchła awantura o Sšd Najwyższy, mieliœmy kilka ciekawych starć na linii media–polityka. PO zapowiedziała bojkot TVP, Konrad Piasecki w Radiu Zet próbował dowiedzieć się od ministra Mariusza Błaszczaka o przyczyny zwolnień we wrocławskim komisariacie policji, Juliusz Ćwieluch z „Polityki" uzyskał wyrok sšdowy przeciwko MON w sprawie braku odpowiedzi na zadane pytania, w końcu Filip Styczyński z TVP wsławił się pogoniš za niemym w tym przypadku posłem Krzysztofem Brejzš z PO.

Co te sprawy łšczy? Niechęć polityków do udzielania odpowiedzi. Trzeba w tym miejscu przypomnieć zasady, które sš jasne i proste: dziennikarz pyta, polityk odpowiada. Koniec, kropka. Polityk nie ma prawa wybierać sobie pytań, na które chce odpowiadać, a na które nie, a także mediów, z którymi rozmawia. Oczywiœcie żyjemy w wolnym kraju i nikt nikogo nie zmusi do udzielania odpowiedzi. Jeœli jednak polityk tych zasad nie respektuje, powinien pomyœleć o zmianie zawodu.

To oczywiste i tak jest we wszystkich cywilizowanych krajach, u nas wyglšda to niestety zupełnie inaczej. Najlepszy dowód na to, że czasy sš nienormalne, to ten tekst, bo nigdy nie szanowałem dziennikarzy, którzy zamiast zajmować się otaczajšcš rzeczywistoœciš, piszš o innych dziennikarzach i mediach. A teraz robię to sam. Nie bez ważnej przyczyny.

Wydarzyło się bowiem coœ znacznie gorszego niż to, że jacyœ politycy nie chcieli odpowiadać na pytania, bo raz, że nie jest to nic nowego, a dwa, że trudno mieć w stosunku do nich jakieœ wysokie wymagania. Te sprawy łšczy bowiem coœ jeszcze, a mianowicie dziwaczne reakcje dziennikarzy, którzy do sytuacji tych odnosili się według własnych sympatii politycznych, negujšc bez pardonu wszelkie zasady relacji między mediami a politykami wypracowane w cywilizowanym œwiecie. Wyglšda bowiem na to, że politycy koncertowo rozgrywajš dziennikarzy, wcišgajšc ich w swoje plemienne podziały. A przecież od dziennikarzy należy oczekiwać znacznie więcej.

WeŸmy sprawę redaktorów Piaseckiego i Styczyńskiego. W zasadzie sš one identyczne: obaj próbowali uzyskać odpowiedzi na zadane przez siebie pytania. O ile jednak ten pierwszy został zaatakowany przez dziennikarzy zwišzanych z prawicš, o tyle drugi został wykpiony przez œrodowisko niechętne obecnej ekipie rzšdzšcej. Nie jestem w stanie tego pojšć. To dziennikarz i tylko on decyduje o tym, jakie pytanie i w jakiej formie zadaje. Jego œwiętym prawem i obowišzkiem jest dšżyć do uzyskania odpowiedzi. Nie ma tu znaczenia ani kto pyta, ani kim jest adresat pytania. Reakcje innych dziennikarzy, którzy negujš tę podstawowš zasadę, zgodnie ze swoimi aż nadto widocznymi preferencjami politycznymi, sš strzałem w stopę, dajš bowiem politykom przyzwolenie na to, by na jedne pytania odpowiadać, a inne przemilczeć, co jest oczywistš patologia. Albo na te od „swoich" dziennikarzy odpowiadać, a pozostałe – ignorować, bo można w ten sposób zyskać uznania częœci podzielonego œrodowiska dziennikarskiego, a zapewne również dzięki nim, częœci opinii publicznej.

Nie sposób znaleŸć uzasadnienie dla takiej postawy, nie sposób usprawiedliwić dziennikarza, który koledze po fachu odmawia prawa zadawania pytań i dšżenia do uzyskana odpowiedzi. Jest to absolutnie nie do przyjęcia. Czy to oznacza, że każdy dziennikarz może zadać jakiekolwiek pytanie dowolnej osobie? Dokładnie tak. Dlaczego? Bo jest dziennikarzem. Jedynš miarš sš tutaj odbiorcy danego medium – to ostatecznie oni, widzowie, słuchacze czy czytelnicy, czyli opinia publiczna, ocenia pracę danej osoby – to, komu i w jaki sposób zadaje pytania.

Oczywiœcie nie możemy abstrahować od sytuacji, w której obecnie się znajdujemy. Rzecz w tym, czy Filip Styczyński równie chętnie będzie ganiał za posłem Jarosławem Kaczyńskim czy innymi przedstawicielami obozu władzy. A to raczej trudno jest mi sobie wyobrazić. Dostrzegajšc istniejšcš różnicę, chciałbym zapytać, czy Juliusz Ćwieluch równie chętnie składałby pozew do sšdu, gdyby ministrem nie był Antoni Macierewicz? Nie znam tej sprawy dokładnie, więc nie chcę wygłaszać pochopnych sšdów, ale z własnego doœwiadczenia wiem, że ministerstwa i inne instytucje publiczne majš notoryczny problem z odpowiadaniem na pytania (w ogóle, a również w okreœlonych terminach), a obecna sprawa red. Ćwielucha jest, zdaje się, precedensowa. W każdym razie gdybym ja składał pozwy, za każdym razem, kiedy jest taki kłopot z odpowiedziš na zdawane pytania, to w zasadzie nie wychodziłbym z sšdu.

Ważne jednak jest zdanie z uzasadnienia wyroku sšdu w sprawie Ćwieluch vs. MON, które słusznie przytacza „Polityka": „Prasa zadaje pytania przede wszystkim w imieniu obywateli. Ignorujšc prasę, władza ignoruje obywateli". Œwięte słowa. Rzecz w tym, że w mojej ocenie, w równym stopniu trzeba je odnosić do wszystkich polityków, którzy za poœrednictwem mediów powinni komunikować się ze społeczeństwem. Pytanie zatem, co na te słowa poseł Brejza uciekajšcy przed red. Styczyńskim czy inni posłowie PO zapowiadajšcy bojkot TVP.

Nie bronię tutaj w żadnej mierze TVP, która jaka jest, każdy widzi i ocenia, której również na tych łamach poœwięciłem wiele gorzkich słów. Tyle tylko, że od oceny mediów, dziennikarzy i ich pytań nie sš politycy – od tego sš widzowie.

Niewykorzystane narzędzia

Nie zgadzam się poglšdem, że dziennikarstwo polega na zadawaniu pytań, gdyż, według mnie, jest to przede wszystkim sztuka uzyskiwania odpowiedzi. W tym sensie złożenie pozwu do sšdu, jakkolwiek formalnie uzasadnione, wydaje się pewnš porażkš. Znowu – siłš danego medium sš jego odbiorcy i o to oni powinni zostać o tej sytuacji poinformowani, tak by mogli tę sytuację stosownie ocenić.

Tym bardziej że przecież nie była to pierwsza sytuacja, kiedy władza nie chciała odpowiadać na pytania mediów. Oto mieliœmy w grudniu ubiegłego roku przedziwnš sytuację blokady Sejmu przed dziennikarzami. Pisałem o tym na tych łamach: dokładnie tak wyglšda obraz polskiego dziennikarstwa. Raz, że jakieœ dziwne układanie się z politykami na zwoływanych w œrodku nocy spotkaniach o niejasnym statusie, dwa, że mimo iż byli tam przedstawiciele największych mediów w Polsce, opinia publiczna mogła je œledzić wyłšcznie za pomocš chałupniczej relacji prowadzonej przez rozładowujšcš się komórkę.

Oprócz stosownych przepisów konstytucji gwarantujšcych wolnoœć mediom (których nikt z obecnych na tym spotkaniu nie przywołał), o takich sytuacjach mówi również prawo prasowe pod rygorem odpowiedzialnoœci karnej: „Art. 43. Kto używa przemocy lub groŸby bezprawnej w celu zmuszenia dziennikarza do opublikowania lub zaniechania opublikowania materiału prasowego albo do podjęcia lub zaniechania interwencji prasowej, podlega karze pozbawienia wolnoœci do lat 3. Art. 44. 1. Kto utrudnia lub tłumi krytykę prasowš – podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolnoœci".

Pytanie zatem zasadnicze, dlaczego ludzie najważniejszych mediów w Polsce woleli układać się na zwołanym naprędce spotkaniu z marszałkiem Karczewskim, a nie po prostu zawiadomić o tym prokuraturę lub pozwać marszałka Sejmu do sšdu? Dlaczego w innych przypadkach sięgajš po istniejšce narzędzia prawne, a w tym tego nie zrobili? OdpowiedŸ jest bardzo prosta: bo media w Polsce wolš wchodzić z politykami w jakieœ dziwne układy, miast twardo egzekwować swoje prawa.

Pamiętamy wszyscy starcie Ewy Bugały z TVP i Joanny Scheuring-Wielgus z Nowoczesnej. Przy całej niestosownoœci zachowania Scheuring-Wielgus uderzyła mnie doœć bezradna postawa red. Bugały. W takiej sytuacji bowiem jedyna dopuszczalna reakcja dziennikarza powinna wyglšdać dokładnie w ten sposób: „Szanowna pani poseł, to ja jestem dziennikarzem i to ja decyduję z kim i o czym będę rozmawiać". Żaden polityk nie ma prawa dziennikarzowi tego narzucać.

Tytuł i œródtytuły od redakcji

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL