Chrabota: Zdradzieckie mordy zostaną

aktualizacja: 24.07.2017, 13:05
Foto: Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz

Jarosław Kaczyński rozpoczął wojnę, która jest z góry skazana na przegraną. Jest to bowiem wojna z czasem – pisze redaktor naczelny „Rzeczpospolitej".

REDAKCJA POLECA

"Zdradzieckie mordy i kanalie" Jarosława Kaczyńskiego zawisną na długo nad polską polityką. Możliwe, że ta podyktowana emocjami obelga to największy błąd w późnej fazie kariery przywódcy Prawa i Sprawiedliwości. Nie tylko bowiem dał popis brutalizowania polityki, po którym trudno mu będzie utrzymać wizerunek wyważonego i chłodnego analityka, ale przede wszystkim kreatora sceny politycznej. Kaczyński w przypływie słabości obnażył swoje motywacje; pokazał, co nim tak naprawdę kieruje i jak ta motywacja góruje nad racjonalną refleksją. Łamiąc sejmowy regulamin (bo naprawdę, wbrew temu co twierdzi marszałek Brudziński, trudno założyć, że wyrywając się do mikrofonu po przywołaniu doń posła Kukiz'15, miał na myśli jakikolwiek przepis), dał na dodatek popis nie tylko anarchii, ale i swojej pozycji w polityce; lidera, który jest ponad prawem i regulaminami. Podświadomie (albo i świadomie) zachował się jak Piłsudski, za którego alter ego z pewnością się uważa. Brakowało tylko słów Marszałka, które nigdy nie zostaną temu wybitnemu Polakowi zapomniane: „Sejm ladacznic".

Ambicje na wyrost

Czy Kaczyński może być Piłsudskim? Zapewne ma takie intencje, a osobiste poczucie wyższości budzi w nim pewnie też przekonanie o moralnym prawie do zajęcia takiej pozycji. Opozycja już widzi w nim dyktatora, ale należy zadać pytanie, czy to naprawdę możliwe. Gdyby to były lata 20. czy nawet 70., Jarosław Kaczyński mógłby przeżyć metamorfozę w naczelnika państwa. Problem jednak w tym, że żyjemy pół wieku później, Polska nie jest otoczona agresywnymi państwami totalitarnymi, a Europa nie jest przedzielona żelazną kurtyną. Żyjemy w epoce Unii Europejskiej, otwartych granic, internetu, Facebooka i YouTube'a, które z łatwością zdublują rolę niezależnej radiofonii czy nawet telewizji, gdyby reżim poddał polskie media represji.

W tym sensie obietnica posłanki Pawłowicz choć jest groźna, to pozostaje niemożliwa do spełnienia. TVN czy Polsat można zamknąć, ale odebranie młodzieży internetu to wojna z całą generacją, której wygrać nie można. Nawet jeśliby się bardzo tego chciało. Mam wrażenie, że prócz prezesa i jego najdurniejszych akolitów PiS-owska elita to wie i rozumie swoją bezradność. Rozpoczęła wojnę, która oczywiście (jak każda) będzie eskalować, zmusi do coraz mocniejszych represji, ale jest z góry skazana na przegraną. Bo to wojna z czasem. Ten płynie wbrew intencjom prezesa.

Jak daleko posuną się rządzący? Histerycy po stronie opozycji już widzą emigrację i obozy internowania. Właściwie czemu nie. Taka wizja jest całkiem uzasadniona. Władza ma pełnię środków. Większość sejmową, rząd i prezydenta. Sprawnie działający aparat podległy MSW. Fanatyka na czele MON, czołgi i rozpoznające teren oddziały Wojsk Obrony Terytorialnej. Dostatecznie duże zaplecze na obozy internowania i sporo amunicji, którą rzekomo gromadzi się na odparcie ataku Rosjan. Wystarczy jedna, druga prowokacja, by spacyfikować manifestujący tłum. Środki techniczne więc są. Ale czy jest lub może być ku temu wola? Odpowiedź na to pytanie z jednej strony odziera ze złudzeń, z drugiej je tworzy. Młodzi hunwejbini z kręgów partii rządzącej z pewnością chcieliby mieć swoje powstanie warszawskie (czy rozumieją, że byliby w tej historii stroną pacyfikującą?), ale ludzie z generacji Kaczyńskiego, pamiętający stan wojenny, doskonale wiedzą, że z Polakami 13 grudnia 1981 roku nie da się wygrać.

Każdy ruch prowadzący do zrealizowania takiego scenariusza to krok w niebyt. Prezes doskonale wie, że Polacy jak nikt inny umieją się mobilizować pod presją. Atak na demokrację, wolność, instytucje, represje – to wszystko wciągnęłoby PiS na czarną listę historii, a któż bardziej niż ta formacja historią się kieruje i historii ufa? Nie, dzielenie losu Jaruzelskiego byłoby dla prezesa najgorszą hańbą i porażką zarazem. Aż tak daleko się nie posunie. Co więcej, może Kaczyński jest nawet gwarancją powściągliwości władzy.

Zlekceważeni młodzi

Rządzący wyraźnie nie docenili roli młodzieży. Pacyfikacja SN w czasie wakacji miała odbywać się w społecznej próżni. Studenci na wakacjach, młodzież na obozach harcerskich, Polacy na wiecznym grillu suto podlewanym piwem. Nie udało się. Manifestacje w miastach dowodzą, że nawet w środku „sezonu ogórkowego" potencjał sprzeciwu jest realny. Polacy poszli manifestować i nawet jeśli propagandowa Telewizja Polska minimalizuje te wystąpienia, to fakty są dostrzegalne gołym okiem. PiS uruchomiając opór społeczny, czego dowodzą badania, odwrócił od siebie większość młodzieży. I to na zawsze.

„Zdradzieckie mordy" Kaczyńskiego to dla manifestujących dziś młodych wyborców symbol obciachu. Po tych słowach nic już nie będzie takie same. Niedawno Michał Szułdrzyński na tych łamach pisał o ostatniej wojnie dawnych dysydentów. Nie było chyba w polskiej prasie lepszej diagnozy. Młodzież ma prawo nazwać ją „wojną leśnych dziadków", którzy okładają się zajadle kosturami, wyzywając przy okazji swoich stronników od esbeków, komunistów i stalinowców. Ale czy młodzież te obelgi rozumie? Nawet jeśli tak, to nie bierze ich do siebie. To obcy język, anachroniczny kod, który głównie śmieszy, tak jak za czasów mojej opozycyjnej młodości śmieszyły inwektywy: „endek" czy „cham bez krawata". Jeśli nawet przez chwilę, w czasie kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy wydawało się, że PiS znalazł kod dostępu do młodych, dziś bezpowrotnie go traci.

Pycha kroczy przed upadkiem

Przypadek posła Kaczyńskiego kompletnie mnie nie dziwi. Pycha, jak wiadomo, kroczy przed upadkiem. Nie on jedyny w historii popełnia największy błąd w chwili największego triumfu. Ważniejsi dla dziejów byli przed nim. Dziwi mnie nieracjonalność tej władzy. Mając wszelkie środki (łącznie z poparciem społecznym) do przeprowadzenia rozsądnych i koniecznych reform, decyduje się na rewolucję. I to w imię czego? Budowy jakiejś anachronicznej, kompletnie wyrwanej z realiów nowoczesności wizji Polski. Jej obraz w głowie prezesa jest kompletnie wyrwany z międzynarodowego kontekstu. To obraz sprzed dekad. Obraz z mroków PRL. Taka Polska w przyszłości się nie obroni. A rewolucja? Cóż, zawsze prowadzi na manowce. Zostawia głównie zgliszcza, na których nowe pokolenie w przyszłości zatknie swe sztandary. Trochę należy się obawiać, w jakich będą barwach. Czy aby, na zasadzie wahadła historii, nie będą to sztandary radykalnej lewicy?

Tego boję się bardziej, nawet bardziej od epizodu (bo to tylko epizod) PiS-owskiej kontrrewolucji. Ale mamy jeszcze czas. Może jednak warto posłuchać komentarzy płynących z europejskich stolic. Także z Waszyngtonu, gdzie ostatnio krytycznie wypowiedziano się w sprawie zmian w SN od strony administracji prezydenta Trumpa. Może warto posłuchać senatora McCaina? Przecież obiektywnie nie może być tak, że tylko Beata Szydło ma rację a wszyscy inni się mylą.

POLECAMY

KOMENTARZE