Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Nuklearny niepokój

Podwodna próba detonacji bomby atomowej na atolu Bikini w 1946 r. Do 1958 r. Amerykanie przeprowadzili tu ponad 20 prób z broniš jšdrowš, w tym detonację bomby Bravo o sile 15 megaton (1000 razy większej od bomby zrzuconej na Hiroszimę).
AFP
Prawdopodobieństwo wojny nuklearnej jest zbyt duże, żeby się jej nie bać – pisze były prezes Polskiej Akademii Nauk.

O dramatycznych skutkach użycia bomby atomowej przypominajš nam co roku sierpniowe rocznice wydarzeń w Nagasaki i Hiroszimie, rozbudzajš nasz niepokój pojawiajšce się niekiedy nuklearne pogróżki przywódców państw dysponujšcych tš broniš bšdŸ informacje o zdarzajšcych się niestety zaniedbaniach przy przechowywaniu arsenału nuklearnego. Szczególne emocje budzš w nas pogróżki głów państw posiadajšcych bšdŸ zamierzajšcy niebawem posiadać nuklearny arsenał, głównie oczywiœcie za sprawš szaleństw Kim Dzong Una i agresywnej polityki Putina, ale chyba także nieprzewidywalnego reagowania na zagrożenia przez Donalda Trumpa.

Na Półwyspie Koreańskim sytuacja jest od dawna napięta, ale ostatnia eskalacja zagrożeń staje się naprawdę niebezpieczna. By przekonać się o powadze sytuacji, wystarczy zobaczyć z bliska, czego sam doœwiadczyłem, ogłaszany raz na dwa miesišce w Seulu alarm atomowy i działania temu towarzyszšce – kierowanie przez odpowiednie służby wszystkich ludzi do odpowiednio przygotowanych, licznych schronów czy rozwieszane nad drogami łšczšcymi miasto z rejonem przygranicznym gotowe do użycia betonowe blokady przejazdu. Obaw zagranicznych goœci nie uspokajajš stonowane reakcje na te przygotowania mieszkańców Seulu, przywykłych do życia w nieustannym zagrożeniu od przeszło pół wieku.

Istotnš cechš zagrożeń ze strony Korei Północnej jest fakt, iż jej militarnš siłę tworzy przestarzałe i mało skuteczne uzbrojenie tradycyjne z jednej strony, a broń masowego rażenie z drugiej. A to w przypadku konfliktu nie pozostawiałoby Pjongjangowi wyboru i będšce w ostatnim stadium opracowywania rakiety dalekiego zasięgu oraz głowice atomowe, prawdopodobnie gotowe do użycia za dwa–trzy lata, stałyby się z pewnoœciš głównym elementem wojennej strategii Kim Dzong Una. Możliwe, że obawy te sš przesadzone, bowiem Korea Płn. nie jest cišgle dostatecznie technologicznie przygotowana do stworzenia broni masowego rażenia o międzykontynentalnym zasięgu. Potwierdzeniem tego mógłby być fakt niedawnej nieudanej próby z rakietš tego typu. Nie wydaje się to niestety być wystarczajšcš pociechš, bowiem wiedza na temat prowadzonych w Korei Płn. prac jest jednak bardzo ograniczona.

Możliwe strategie

Rosja nie pozostaje daleko w tyle ze swymi groŸbami. Wystarczy zacytować słowa Władimira Putina, który w trakcie kryzysu na Krymie uznał za właœciwe publiczne przypomnienie, że „...Rosja jest wiodšcym mocarstwem nuklearnym". Niepokoić mogš niedawne ostrzeżenie jego rzecznika, że „...rozlokowywanie wojsk NATO w krajach bałtyckich może mieć nuklearne konsekwencje" czy ostatnia wypowiedŸ szefa państwowej agencji informacyjnej, że „Rosja może obrócić Amerykę w nuklearny pył".

W œwietle tych zagrożeń polityczne nadzieje na zapobieżenie atomowej groŸbie pokładać musimy w Stanach Zjednoczonych. Donald Trump już zapowiedział kontynuację zapoczštkowanego przez jego poprzednika programu modernizacji arsenału nuklearnego o wartoœci przeszło biliona dolarów.

Sygnały dochodzšce z Waszyngtonu w sprawie amerykańskiej reakcji na prężenie muskułów przez Pjongjang sš mieszane – od przecieków na temat strategii ewentualnego ataku prewencyjnego na Koreę Północnš, po gotowoœć USA do negocjacji. Obie opcje nie wydajš się dzisiaj skuteczne. Pierwsza, bowiem zniszczenie całego arsenału rakietowego Phenianu wydaje się być dzisiaj zupełnie nierealne, a druga, bowiem do negocjacji potrzebne sš dwie strony gotowe do zawarcia porozumienia. Może rozwišzaniem byłoby nałożenie surowych sankcji gospodarczych? Kluczowe do podjęcia tej decyzji państwa, czyli USA i Chiny, już zadeklarowały możliwoœć współpracy. Ale to też nie byłoby prawdopodobnie działaniem skutecznym – nawet doœwiadczane już wielokrotnie klęski powszechnego głodu nie zmusiły reżimu północnokoreańskiego do ustępstw. Amerykanie zresztš nie wydajš się przesadnie wierzyć we współpracę z Chinami.

Niektóre zachowania administracji USA sugerujš bowiem inne, mniej przyjazne przesłanie dla Chin, które sprowadzić można do groŸby „Korea Płn. stała się bezpoœrednim zagrożeniem dla Ameryki – jeœli nie powstrzymacie szaleństw Kim Dzong Una, to z koniecznoœci zrobimy to my, z dramatycznymi konsekwencjami dla wszystkich azjatyckich sšsiadów Pjongjangu". Co przestraszyło przy okazji także Koreańczyków z Południa.

Wiara w negocjacje

Bioršc to wszystko pod uwagę, chyba więc największe szanse na zredukowanie niebezpieczeństwa atomowego szaleństwa majš jednak negocjacje. Pytaniem kluczowym jest oczywiœcie sposób ich prowadzenia. Wielu ekspertów nie wierzy w niezbędne do tego dyplomatyczne talenty prezydenta Trumpa – jego niektóre wypowiedzi („jestem gotów porozmawiać z Kim Dzong Unem, zjeœć z nim hamburgera i dogadać się w ważnych sprawach"), nierozważne wpisy na Twitterze czy przypisywane sobie sukcesu w postaci uwolnienia z północnokoreańskiego więzienia ciężko chorego amerykańskiego studenta za sprawš rzekomo wysłanego tam w tym celu koszykarza Dennisa Rodmana (którego ten i wielokrotne wczeœniejsze pobyty w Phenianie ograniczały się do promocji koszykówki) zdajš się potwierdzać tę niewiarę.

Choć pozostaje nadzieja, że może właœnie niekonwencjonalny sposób prowadzenia negocjacji byłby skuteczny z tak trudnym partnerem. Może pomocne w tym byłoby słynne przesłanie Dwighta Eisenhowera „Jeœli nie potrafisz rozwišzać problemu, poszerz zasięg rozmów", co oznaczałoby wcišganie wszystkich bezpoœrednio zainteresowanych sytuacjš w regionie do współdziałania w różnych obszarach polityki i gospodarki. Obiecujšce jest tu niedawne stwierdzenie Donalda Trumpa, że „jako naród musimy stać się bardziej obliczalni".

Alfabet zagrożeń

Na konflikcie z Koreš Płn. nie kończš się jednak niestety atomowe zagrożenia dla œwiata. Najnowsza historia odnotowała bowiem wiele incydentów bliskich nuklearnej tragedii spowodowanych niedbalstwem przechowywania bšdŸ transportu głowic atomowych z jednej strony, a groŸbš użycia tej œmiercionoœnej broni w sytuacjach niespodziewanych konfliktów i braku informacji o intencjach stron sporu z drugiej.

Taka sytuacja miała miejsce na przykład w przypadku kryzysu kubańskiego w roku 1962, kiedy to przesłana do władz ZSRR wiadomoœć o rezygnacji z pewnych kluczowych dla przebiegu wydarzeń działań wojsk amerykańskich nie dotarła do dowódców uzbrojonych w głowice atomowe sowieckich łodzi podwodnych zgrupowanych wokół Kuby i nieomal doprowadziła do tragedii.

Innym znamiennym przykładem była sytuacja z roku 1979, kiedy to do amerykańskiego systemu ostrzegania przeciwrakietowego przez przypadek wprowadzono dane symulujšce hipotetyczny radziecki atak nuklearny i dopiero w ostatnim momencie zdołano zapobiec uruchomieniu amerykańskich procedur obronnych. Analogiczna sytuacja po stronie radzieckiej miała miejsce w roku 1983, kiedy to monitoring przestrzeni powietrznej w tym kraju błędnie zinterpretował wystrzelenie amerykańskich rakiet testowych jako atak jšdrowy – dosłownie parę minut dzieliło wtedy œwiat od z pewnoœciš dramatycznej w skutkach reakcji na domniemane zagrożenie przez władze radzieckie.

Tę listę przypadkowych jšdrowych zagrożeń można bez trudu wielokrotnie wydłużyć, nie obejmuje ona przy wyłšcznie dwóch największych potęg atomowych, ale także na przykład sytuacje z czasów wojen izraelsko-arabskiej w roku 1973 czy indyjsko-pakistańskiej w roku 1999.

Przytoczmy więc tylko jeszcze dwa odmienne przykłady, dotyczšce zaniedbań w przechowywaniu i transporcie głowic nuklearnych. W 2007 roku dowódcy amerykańscy przez 36 godzin poszukiwali szeœciu „zagubionych" rakiet wyposażonych w pociski jšdrowe. Okazało się, że zostały one całkowicie przypadkowo i bez wiedzy załogi umieszczone pod skrzydłami wojskowego samolotu B-52 wykonujšcego daleki lot. Można tylko się domyœlać, co by się stało w przypadku potrzeby wykonania jakiegoœ trudnego manewru przez nieœwiadomych niczego pilotów. Inna groŸna sytuacja miała miejsce w 2009 roku, kiedy to na Atlantyku doszło do groŸnej kolizji dwu okrętów podwodnych, amerykańskiego i francuskiego, wyposażonych w napęd nuklearny i rakiety balistyczne. Na szczęœcie wypadek miał miejsce przy małych prędkoœciach i nie spowodował tragicznych konsekwencji, wywołujšc jedynie uspokajajšce komentarze oficjalne i, można przypuszczać, wiele nerwowych działań w dowództwach wojsk obu państw.

Powyższe przykłady pokazujš, że prawdopodobieństwo nuklearnego konfliktu bšdŸ wypadku nie jest niestety równe zeru. Lepiej więc chyba aktywnie myœleć, jak temu zapobiec, niż spokojnie czekać na realizację jakiegoœ tragicznego w skutkach scenariusza.

Autor jest profesorem nauk technicznych, byłym ministrem nauki. Od 2007 do 2015 r. był prezesem Polskiej Akademii Nauk.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL