Publicystyka

Nad polską nauką debatujmy poważnie

Fotorzepa, Sławomir Mielnik
Nie można totalnie krytykować środowiska akademickiego, mając o nim skromną wiedzę. Każdy może wygłaszać dowolne opinie, ale czytelnik powinien mieć szansę odróżnić te, które oparte są na faktach, od tych, które stanowią kompletne fantasmagorie – opowiada Kamilowi Kuleszy dyrektor Instytutu Badań Systemowych PAN.

Misją szkolnictwa wyższego jest przekazywanie wiedzy studentom, rozwijanie umiejętności jej pogłębiania i poszerzanie wiedzy w ramach badań naukowych, a także pełnienie roli ośrodka życia społecznego i kulturalnego. Misję tę w obszarze badań naukowych uzupełniają instytucje zajmujące się wyłącznie lub głównie badaniami. Tak jest na całym świecie, choć rozwiązania szczegółowe, w tym dotyczące finansowania, są rozmaite.

W znakomitej większości krajów państwo ma znaczący udział w finansowaniu nauki i szkolnictwa wyższego. Rozwiązania systemowe obowiązujące w Polsce nie różnią się istotnie, jakkolwiek nakłady na szkolnictwo wyższe i naukę w naszym kraju od dawna pozostają w tyle za średnią europejską i deklaracjami kolejnych rządów. Można to zrozumieć, jako że Polska nadal pozostaje krajem na dorobku, a wiele potrzeb społecznych wygrywa w konkurencji o środki budżetowe.

Realne zwiększenie nakładów to trudna, polityczna decyzja, której powzięcie pozwoliłoby jednak przyśpieszyć rozwój społeczno-gospodarczy poprzez wzmocnienie rozwoju wykwalifikowanych kadr i podniesienie innowacyjności. Szeroka oferta edukacyjna ułatwi też społeczeństwom zmierzenie się z coraz większą ilością wolnego czasu i związanymi z tym zjawiskami socjologiczno-psychologicznymi, jako nieuniknioną konsekwencją postępującej automatyzacji produkcji. Mimo dynamicznego rozwoju narzędzi wspierających proces uczenia się, nadal potrzebna jest kompetentna kadra, która jest w stanie zapewnić odpowiednie środowisko dla rozwoju nowoczesnych form edukacji i łączyć je z badaniami naukowymi.

Niebotyczne zarobki

Każdy system musi się dostosowywać do zmian zachodzących w jego otoczeniu. Im bardziej złożony system, tym zmiany wymagają bardziej pogłębionej analizy. Dlatego obecna reforma szkolnictwa wyższego, będąc czymś naturalnym, stanowi zarazem duże wyzwanie. Oczywiste jest również zróżnicowanie poglądów na to, jakie powinny być cele reformy, a tym bardziej sposoby ich osiągania.

W szerokiej debacie publicznej podnoszone są różne argumenty, często sprzeczne i wynikające z różnych zapatrywań na rolę szkolnictwa wyższego i nauki w społeczeństwie. Pojawiają się również głosy totalnej negacji stanu aktualnego. Należy do nich głos p. Kamila Kuleszy, wyrażony 20 kwietnia w artykule w „ Rzeczpospolitej" („Feudałowie bez odpowiedzialności").

Autor przedstawia się jako naukowiec, który „po powrocie z University of Cambridge założył i kierował Centrum Zastosowań Matematyki i Inżynierii Systemów działającym w ramach PAN", którego to Centrum „działalność była finansowana przez firmy i instytucje, dla których CZMIS prowadził badania". Dla ścisłości: naukowiec, który po uzyskaniu doktoratu w jednym z instytutów PAN w roku 2005, „powrócił" z University of Cambridge po, zapewne, krótkim stażu podoktoranckim i od 10 lat nie był autorem żadnej sensu stricto publikacji naukowej.

Wspomniane Centrum Zastosowań Matematyki i Inżynierii Systemów powstało w porozumieniu z Instytutem Badań Systemowych PAN (IBS PAN), a pan Kulesza kierował Centrum w ramach prowadzonej przez niego działalności gospodarczej. Część kosztów funkcjonowania Centrum pokrywał bezpośrednio IBS PAN, zapewniając także Centrum pomieszczenia, obsługę księgową i inne elementy infrastruktury, z istnienia Centrum nie czerpiąc korzyści finansowych.

Sposób zarządzania Centrum przez pana Kuleszę doprowadził do zakończenia z nim współpracy przez IBS PAN i likwidacji Centrum w roku 2017. Pan Kulesza twierdzi jednak, że stworzył modelową samofinansującą się jednostkę naukową, która utrzymywała się ze środków niepublicznych. Trzeba też stwierdzić, że taki model uprawiania nauki jest fikcją – warto go skonfrontować choćby z bardzo znaczącym udziałem finansowania publicznego Uniwersytetu w Oksfordzie.

Trudno ocenić, skąd Kamil Kulesza czerpie wiedzę o polskim środowisku akademickim. Studia licencjackie ukończył w RPA, a więc nawet jako student nie miał styczności z polskimi uczelniami. Prowadził zajęcia z przedsiębiorczości akademickiej na zlecenie jednej z dużych polskich uczelni, ale podziękowano mu za współpracę ze względu na rozbieżności między programem opisanym w ofercie przedmiotu a jego realizacją.

Jakie „tezy" stawia w swoim artykule Kamil Kulesza? Po pierwsze, totalnie krytykuje polskie środowisko akademickie, mimo swojej skromnej o nim wiedzy. Odbiera temu środowisku prawo do wpływu na kształt proponowanej obecnie reformy. Próbuje mobilizować opinię publiczną przeciwko środowisku akademickiemu, wytykając rzekomo niebotyczne zarobki, np. w planach reformy wynagrodzenie profesora zwyczajnego ma wynosić zawrotnych 7 tys. zł brutto miesięcznie.

Tymczasem pan Kulesza jednostronnie ustalił w roku 2016 swoje wynagrodzenie za kierowanie Centrum – małą jednostką organizacyjną instytutu – na ok. 30 tys. zł miesięcznie. Dodatkowo pobierał wynagrodzenie z tytułu zgłaszanego przez siebie udziału w realizacji projektów Centrum. Rzekome apanaże polskich naukowców przy wymaganiach Kamila Kuleszy są bardzo skromne. A pan Kulesza jest również oburzony tym, że naukowcy mają otrzymywać takie składniki wynagrodzenia jak dodatek za wysługę lat czy dodatki funkcyjne. Nie wie lub udaje, że nie wie, iż takie dodatki są od dawna możliwym składnikiem wynagrodzenia nie tylko naukowców, ale są powszechne w sektorze publicznym, a nie są i obce sektorowi prywatnemu.

Jak wypadamy w rankingach

Kamila Kuleszę oburza wzrost wskaźnika skolaryzacji w Polsce po roku 1989. Pisze o transferze „gigantycznych środków do kieszeni pracowników nauki", powołując się na opinie niezidentyfikowanych osób. Nie wspomina, jak niski był wcześniej ten wskaźnik w Polsce, ani że jego wzrost w znacznej mierze był prostą konsekwencją wchodzenia w wiek akademicki wyżu demograficznego. Nie podaje źródeł, na podstawie których twierdzi, że „większość" dyplomów uzyskanych w tych latach przez absolwentów była bezwartościowa.

Kulesza ubolewa, że polskie uczelnie źle wypadają w rankingach. Spójrzmy na kryteria najczęściej przywoływanego tzw. rankingu szanghajskiego. Aby być wysoko ocenionym, uczelnia powinna przede wszystkim zatrudniać pracowników mających na koncie wiele publikacji w prestiżowych czasopismach naukowych i wiele cytowań. Abstrahując od zasadności stawiania za cel nadrzędny osiągania wysokich pozycji na tej liście przez polskie uczelnie, należy zauważyć, że model pracy naukowej przyjęty przez pana Kuleszę na pewno do realizacji takiego celu nie doprowadzi. Wystarczy skonfrontować praktycznie nieistniejący dorobek publikacyjny Kamila Kuleszy z okresu ostatnich 10 lat ze wspomnianymi kryteriami.

Czy polscy naukowcy nie są rozliczani z wyników swojej pracy, jak twierdzi Kamil Kulesza? Nie wiem, na czym to twierdzenie jest oparte. Prowadzone badania podstawowe kończą się zwykle publikacjami w czasopismach funkcjonujących w światowym obiegu naukowym, a tam, gdzie badania mają charakter prac badawczo-rozwojowych, również podejmowaniem prac wdrożeniowych. Zarówno ośrodki prowadzące badania, jak i poszczególni naukowcy podlegają regularnej ocenie ich działalności naukowej.

Kulesza zarzuca reformie systemu szkolnictwa wyższego i nauki pozostawienie habilitacji i tytułu naukowego, posługując się przy tym zasłyszanym terminem „feudalizmu akademickiego". O ile istnieją różne opinie co do zasadności istnienia habilitacji, to czynienie z niej podstawowego zarzutu wobec planowanej reformy jest niepoważne. Krytycy habilitacji często powołują się na jej rzekomą unikalność, ograniczoną do Polski. Tymczasem podobne rozwiązania funkcjonują w wielu innych krajach, np. w Austrii, we Francji, w Niemczech czy Rosji.

Ponadto otwarte są w Polsce ścieżki kariery naukowej, które habilitację całkowicie zastępują (tzw. uprawnienia równoważne uprawnieniom wynikającym z posiadania stopnia doktora habilitowanego, szczególnie korzystne dla osób powracających np. z Cambridge, o ile tam zebrały stosowne doświadczenie) lub pozwalają na dostosowanie jej wymagań do osób zorientowanych na zastosowania, opierając nadanie habilitacji na oryginalnym osiągnięciu projektowym, konstrukcyjnym czy technologicznym.

Spisek feudałów

Informacje Kamila Kuleszy na temat feudalizmu akademickiego pochodzą, jak zwykle, z drugiej ręki, bo nie ma tu żadnego własnego doświadczenia. Próbuje jednak, po raz kolejny, przedstawić siebie jako ofiarę spisku „feudałów", których narzędziem wykonawczym miałby być dyrektor IBS PAN. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Kulesza wysuwa cały szereg zarzutów przeciwko dyrektorowi IBS PAN, włącznie z „uwikłaniem instytutu w liczne spory sądowe" i spowodowaniem jakoby milionowych strat po jego stronie. Nie dodaje jednak, że to on jest stroną i/lub inicjatorem tych sporów sądowych i to on składa roszczenia do tych milionów złotych.

Każdy, w granicach prawa, może wygłaszać dowolne opinie, ale czytelnik powinien mieć szansę odróżnić te, które oparte są na faktach, od tych, które stanowią kompletne fantasmagorie. Dla każdego rodzaju racjonalnej działalności jest też miejsce w całym spektrum możliwych form rozwoju szkolnictwa wyższego i nauki. Jednak formułowanie arbitralnych ocen i sugestii ignorujących całą złożoność polityki naukowej na poziomie państwa nie może być poważnie traktowane.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL