Publicystyka

Jean-Michel Jarre: Artyści nie siedzą na walizkach złota

Jako autorzy czujemy się wirtualnymi udziałowcami takich domen jak YouTube
shutterstock
Jeżeli młodzi twórcy będą okradani i zniechęcani przez platformy internetowe, nie doczekamy się następców Chopina, Coldplay czy Tarantino – mówi Jackowi Cieślakowi kompozytor i wykonawca muzyki elektronicznej, prezes Międzynarodowej Konfederacji Związków Autorów i Kompozytorów.

Rz: Nie daje pan tym razem żadnego spektakularnego koncertu w Polsce, jaki jest więc cel pana wizyty?

Jean-Michel Jarre: Jestem tu z dwóch powodów. Pierwszy to uroczystość związana ze 100-leciem Związku Autorów i Kompozytorów Scen Polskich, jednego z najstarszych i największych stowarzyszeń twórczych na świecie, założonych przez waszych wybitnych artystów tuż po I wojnie światowej. Mam ten zaszczyt, że zostanie mi nadany tytuł honorowego członka ZAiKS. Drugi powód to warszawska konferencja CISAC, czyli największego zrzeszenia stowarzyszeń autorów i kompozytorów na świecie, do których ZAiKS należy od początku jako współzałożyciel. CISAC ma ogromną siłę, ponieważ skupia 4 miliony członków na świecie, nie tylko muzyków, lecz także twórców, w tym filmowców i pisarzy. Sytuacja wyjściowa jest następująca: musimy potraktować CISAC jako Organizację Narodów Zjednoczonych w przestrzeni należnej autorom i kompozytorom z rozmowach dotyczących wykorzystania naszych prac – zarówno pod względem artystycznym, jak i finansowym. Naszymi partnerami w tych rozmowach są wielcy aktorzy internetu.

Jakie zadanie jest w tej kwestii najważniejsze?

Aby członkowie CISAC nie byli sami w walce o swoje prawa. To oznacza, że mamy wspólne interesy z rządami naszych krajów. Mam tu na myśli zarówno rząd francuski, jak i polski oraz rządy w innych krajach, a także Parlament Europejski. Razem powinniśmy sprecyzować i zdefiniować prawne ramy korzystania z dzieł twórców w Internecie. Chcemy podkreślić, że twórcy zrzeszeni w CISAC, a także przemysł muzyczny, filmowy, teatry, ale także media, co ogólnie określamy przemysłem kreatywnym – tworzą więcej miejsc pracy i wytwarzają większy dochód niż przemysł samochodowy czy odzieżowy związany z modą.

Kultura przebija pod tym względem motoryzację?

Tak. Bo szeroko pojęta kultura i sztuka stały się codziennym pokarmem dla ludzi. To zjawisko zaistniało na naszych oczach. Kiedy to zauważamy, padają pytania: dlaczego, mając takie znaczenie, jeszcze narzekamy? Otóż my nie narzekamy, tylko staramy się w precyzyjny sposób określić nasze prawa w nowych mediach. Dziś można powiedzieć, że chociaż nasze dzieła są treścią i paliwem napędzającym rozwój nowych mediów i platform internetowych – nie jesteśmy tam odpowiednio chronieni przez prawo. Nikt nie ma ich tak mało jak autorzy i kompozytorzy w porównaniu z tymi, którzy stworzyli nowe narzędzia dystrybucji i czerpią z tego wielkie korzyści.

Dlaczego temat ten jest podejmowany właśnie teraz?

Ponieważ właśnie teraz tworzone są związane z tym dyrektywy prawa europejskiego. Dlatego oczy całego świata skupione są na Europie, na europejskich rządach. Dlatego znaczenie i rola polskiego rządu, tak jak władz innych europejskich krajów, jest bardzo ważna. Dlaczego wspomniałem m.in. o rządzie francuskim i polskim? Ponieważ Francja i Polska należą do krajów, które mają wielkie dziedzictwo kulturowe, stanowiące najcenniejszy klejnot Europy. Z takiej pozycji musimy rozmawiać z graczami internetu, którzy działają na globalną skalę. Polski głos w naszym chórze jest ważny. Nie może go zabraknąć.

Jaki jest stosunek CISAC do takich platform streamingowych jak Spotify, które stały się dla milionów ludzi głównym dostarczycielem muzyki, bez konieczności kupowania płyt czy posiadania własnej kolekcji?

Nie patrzymy na Spotify jak na problem – rozmawiamy z tą platformą. Problemem są takie platformy jak YouTube, dla których działalności nie wyznaczono ram prawnych, a – co gorsza – nie ma do tej pory żadnej możliwości dialogu. Sytuacja przypomina aurę filmu „Ojciec chrzestny", gdzie padają tak zwane propozycje nie do odrzucenia. Z całą mocą chciałbym podkreślić, że to nie jest sposób, w jaki chcemy i będziemy rozmawiać o naszych prawach i przyszłości.

Dlatego zarówno przed nami, krajowymi rządami, jak i Parlamentem Europejskim stoi zadanie stworzenia odpowiedniego prawa. Jeśli komuś trudno to zrozumieć, podam inny przykład. Gdy rodził się przemysł samochodowy można było sobie kupić samochód i jeździć nim bez ograniczeń prędkości. Jednak konsekwencje wynikające z tego dla ludzkiego życia, otoczenia i społeczeństw sprawiły, że kwestie prędkości szybko obwarowano przepisami prawnymi. Niektóre przestrzenie internetu przypominają użytkowanie samochodów bez żadnych ograniczeń.

Czy to oznacza wrogi stosunek do nowych technologii?

Ależ skąd! Czy Jean-Michel Jarre, który zbudował swój muzyczny świat, korzystając z nowych technologii i nowych instrumentów, może być ich wrogiem? To absurd! Twórcy ostatecznie zawsze korzystali na rozwoju technologii, jeśli poszerzały one dostęp do odbiorców. To, co mówi CISAC, nie oznacza też ograniczenia wolności słowa, co zdają się sugerować niektórzy eurodeputowani w Brukseli, powiązani z partiami, które w dziwny sposób rozumieją wolność. Przecież wolność wypowiedzi nie ma nic wspólnego z naruszaniem praw do własności intelektualnej, którą wytwarzają twórcy.

Politycy, którzy nam zarzucają podważanie wolności wypowiedzi, są demagogami. Wystarczy spojrzeć w przeszłość, by się przekonać, że to artyści, autorzy, kompozytorzy tworzyli standardy przyszłości i wyprzedzali świat w myśleniu o niej. Jeśli chcemy, żeby nasze dzieci i dzieci naszych dzieci mogły wypowiadać się w przestrzeni nowych mediów, musimy ich – poza szacunkiem dla wolności słowa – nauczyć także szacunku dla cudzej własności, w tym intelektualnej. Przestrzeń internetu, do której wedle wszelkich przewidywań przeniesie się jeszcze większa część życia naszego i naszych potomków, musi być absolutnie bezpieczna dla wszystkich.

Jakie propozycje ma CISAC w sprawie YouTube'a i Facebooka?

Facebook to trochę inny przypadek, dlatego wolę skupić się na YouTubie. Nie chcę jednak wychodzić zbyt daleko, ponieważ znajdujemy się na samym początku drogi i chcemy wskazać problem, który wymaga od krajowych rządów i Parlamentu Europejskiego prawnych regulacji. Nasze stanowisko brzmi: jesteśmy gotowi do rozpoczęcia negocjacji. Rozmawiajmy! Dlaczego? Ponieważ jako autorzy i kompozytorzy czujemy się wirtualnymi udziałowcami takich domen jak YouTube. Tam są nasze dzieła, bez których platforma byłaby innym bytem, niż jest. Nie możemy tolerować, że ktoś zarabia gigantyczne pieniądze, wspinając się po nie po naszych plecach.

Jest pan w tej kwestii optymistą?

Zaskoczę pana, ale jestem. Również dlatego, że wiele korporacji działających w internecie bez konkretnych ram prawnych ma już poważne problem wizerunkowe.

Mówi się, że wizerunek jest wszystkim.

Prawda jest taka, że duże wpływy mogą być mocno zubożone przez nadszarpnięcie wizerunku bądź zły wizerunek. Dlatego lepiej będzie, gdy reprezentanci korporacji, o których mowa, zasiądą do stołu negocjacyjnego z artystami i zawrą z nimi ugodę, podpiszą umowę. Jestem przekonany, że porozumiewając się z nami YouTubie nie straci aż tak wiele, a z pewnością zyska wizerunkowo. To zaś, jak powiedziałem, też ma swoją nieocenioną wartość.

W 2017 roku wpływy portali streamingowych wzrosły o 40 procent, co sprawiło, że stały się ważnym graczem na rynku. Czy artyści są zdania, że podział tantiem był odpowiedni i właściwy?

Niestety, nie. Gorąca dyskusja na ten temat wciąż się toczy. Jest utrudniona mocno przez różne stereotypy. Skąd się bierze marzenie o tak zwanym darmowym korzystaniu z dzieł kultury w internecie? Ze stereotypu, że wszyscy artyści siedzą na walizkach pełnych złota. To nie jest prawda. Odbiorcy biorą pod uwagę najbardziej utytułowane gwiazdy z dużym stażem. Owszem, ja na swój los nie narzekam, czuję się wręcz przez los i fanów uprzywilejowany, choć przecież ciężko na to zapracowałem.

Tym większy nacisk kładę na sprawy młodych artystów. Jeśli nie będą odpowiednio opłacani, jeżeli będą okradani, zniechęcani – nie doczekamy się następców Chopina, Houellebecqa, Coldplay czy Tarantino. A to powinno być naszym najważniejszym celem. To prosta sprawa, chyba każdy jest w stanie ją zrozumieć w trosce o przyszłość kolejnych pokoleń twórców i ich odbiorców.

Ostatnio najbardziej dochodowym artystą na świecie jest Ed Sheeran, którego płyta „Divide" sprzedała się w blisko 9 mln egzemplarzy. Co to mówi nam o dzisiejszym show-biznesie?

To jest tak, jak pytać o preferencje seksualne. Każdy ma swój gust. Rynek muzyczny przypomina kometę. Mówiąc metaforycznie: wszyscy widzą jej potężną głowę, gorzej widzą zwężający się ku końcowi ogon. Życzę jak najlepiej Edowi, to on stanowi dziś napęd światowej sprzedaży, ale musimy patrzyć długoterminowo. Przecież chwilę temu najpopularniejsza była Adele. Wszystko płynie. A my musimy pamiętać o wszystkich. Również o tych mniej znanych, bo kariera w świecie sztuki to bodaj najbardziej nieprzewidywalna rzecz na świecie. Nie wiadomo, jaka będzie przyszłość Eda. CISAC ma obowiązek, by zarówno jego i innych była bezpieczna.

Nad czym pan teraz pracuje?

Wyrwałem się ze studia, gdzie przygotowuję dwie nowe płyty. Pracuję też nad kolekcją największych przebojów. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL