Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Kołodko: Coraz niższy szczyt

Fotorzepa, Piotr Guzik
Minšł czas, kiedy z olbrzymim zainteresowaniem oczekiwano na konkluzje spotkań przywódców najbogatszych krajów œwiata. Na globalnej szachownicy dochodzi do poważnych przetasowań – pisze były wicepremier i minister finansów.

Tegoroczny szczyt państw skupionych w grupie G7 – kolejno według wielkoœci gospodarek mierzonych poziomem produktu krajowego brutto to: USA, Japonia, Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Włochy i Kanada – skupiał uwagę obserwatorów bardziej ze względu na osobowoœci niektórych jego uczestników niż w oczekiwaniu na jakieœ przełomowe czy chociażby ważne decyzje. Uderzajšce jest to, że nawet poważni amerykańscy komentatorzy za osišgnięcie uważajš fakt, że ich nowy prezydent nie popełnił żadnej większej gafy.

Słabnšce G7

Niektórzy nadal okreœlajš G7 jako grupę najbardziej wpływowych krajów œwiata, choć przecież nie skupia ona ich wszystkich. Gdy została zainicjowana cztery dekady temu – wtedy jeszcze, w roku 1975, jako G6, bez Kanady, która dołšczyła rok póŸniej – dwa bez wštpienia wielce wpływowe kraje, Zwišzek Radziecki i Chiny, nie znalazły się w tym gronie. Stało się tak z oczywistych powodów, gdyż intencjš tego zgromadzenia najbogatszych krajów kapitalistycznych było narzucanie innym korzystnego dla nich samych sposobu funkcjonowania gospodarki œwiatowej. G7 uzurpowała sobie prawo przewodzenia całemu œwiatu, choć bynajmniej nigdy nie reprezentowała interesów globalnej gospodarki i całej ludzkoœci. Również wtedy, gdy z inspiracji prezydenta Clintona w roku 1997 doproszono do tego grona Rosję, ale jedynie do obrad na tematy gospodarcze. Trwało to do roku 2014, kiedy to po aneksji Krymu zawieszono jej członkostwo i G8 znowu stało się G7.

G7 to już też nie siedem największych gospodarek œwiata. To fakt, że majšc zaledwie 10 proc. œwiatowej populacji, grupa ta wytwarza około 47 proc. œwiatowej produkcji, liczšc na podstawie kursu rynkowego ich walut. Gdy natomiast zastosować lepszš dla porównań miarę, a mianowicie parytet siły nabywczej (PSN), to jest to już tylko około 31 proc. œwiatowego produktu brutto. I udział ten systematycznie spada, gdyż cała reszta œwiata charakteryzuje się przeciętnie wyższym tempem wzrostu. Tak też będzie w przyszłoœci i już pod koniec następnej dekady G7 wytwarzać będzie zaledwie pištš częœć œwiatowej produkcji (liczšc PSN). Już obecnie Indonezja ma większy PKB niż Wielka Brytania, Meksyk wyprzedza Włochy, a Arabia Saudyjska jest przed Kanadš. Gdyby zebrać siedem faktycznie największych gospodarek œwiata z maksymalnym PKB według PSN, to tylko trzy kraje z G7 znalazłyby się w tym gronie, a dołšczyłyby doń cztery inne. Kolejno według poziomu PKB w skład takiego G7 weszłyby: Chiny, USA, Indie, Japonia, Niemcy, Rosja i Brazylia.

G6 + 1

DoraŸnie jednak co innego jest ważne. Otóż goszczone przez premiera Włoch Paola Gentiloniego spotkanie G7 okazało się szczytem G6 + 1, a to ze względu na poglšdy i zachowanie nowego prezydenta USA. Wizyta w Taorminie była dla niego tylko jednym z szeœciu przystanków na trasie tygodniowej podróży, podczas której odwiedził także Rijad, Izrael, Zachodni Brzeg, Watykan i Brukselę. Trasa jego pierwszej podróży zagranicznej miała podkreœlić zaangażowanie w ważne międzynarodowe sprawy, choć przyniosła mizerne rezultaty, a czasami robiła wrażenie, jakby przywódca najsilniejszego państwa œwiata traktował jš jako jeszcze jeden reality show.

Stany Zjednoczone już za prezydentury Billa Clintona dowiodły, że nie nadajš się do roli œwiatowego przywódcy. Ani tzw. wolnego œwiata, ani tym bardziej całego. Tę nieprzydatnoœć jeszcze bardziej potwierdziła administracja Georga W. Busha i choć póŸniej Barack Obama nieco poprawił globalnš pozycję USA, to i tak nie zmieniło to istoty rzeczy. Krótkotrwała epoka dominacji USA, kilka lat po upadku Zwišzku Radzieckiego ćwierć wieku temu, minęła bezpowrotnie. I jeœli Donald Trump naiwnie wierzy, że to właœnie on jest powołany, aby uczynić Amerykę znowu wielkš, to szybko rozczaruje siebie i tych, którzy mu lekkomyœlnie zawierzyli.

Spotkanie G7 w Taorminie też się do tego przyczyni, w kilku bowiem sprawach Trump, nie majšc racji, został osamotniony. Nadal nie rozumie on, jak szkodliwe mogš być jego zapędy hamowania nieodwracalnej globalizacji i próby uciekania się do praktyk protekcjonistycznych. Zamiast grozić Niemcom restrykcjami na import samochodów, niech Amerykanie robiš lepsze auta niż BMW. Gdy zablokował w pierwszych dniach swego urzędowania włšczenie się USA do Partnerstwa Transpacyficznego (TPP), to wkrótce potem 11 państw uczestniczšcych w tym projekcie promujšcym wolny handel w olbrzymim regionie Oceanu Spokojnego potwierdziło, że będš go kontynuować bez USA. Wœród tych 11 krajów jest także Japonia i Kanada, których premierzy, Shinzo Abe i Justin Trudeau, też byli na Sycylii.

Gdy Trump odżegnuje się od historycznego porozumienia osišgniętego w końcu 2015 roku w Paryżu przez wszystkie kraje œwiata w sprawie przeciwdziałania ocieplaniu klimatu, to słyszy nie tylko to, że jego partnerzy z G7 konsekwentnie deklarujš zamiar rzetelnego wywišzywania się z wziętych na siebie zobowišzań, lecz także głos obecnego w Taorminie nowego sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa, który mówi, iż porozumienie paryskie będzie realizowane, nawet gdyby USA się z niego wycofały. Być może do tego nie dojdzie, gdyż postępowi doradcy Trumpa uœwiadamiajš mu i to, że bojkotujšc skoordynowanš globalnie akcję na rzecz walki z ociepleniem klimatu, naraża się na ogromnš utratę popularnoœci, bo „zieloni" to potężna grupa wpływu. Dobre i to, choć lepiej byłoby, gdyby do lokatora Białego Domu docierały argumenty merytoryczne. W profesjonalnym gronie osišgnięto konsensus, że podniesienie się do końca XXI wieku przeciętnej temperatury przy powierzchni ziemi o więcej niż 2 °C w porównaniu z okresem przed industrializacjš, spowodowałoby kataklizm ekologiczny. Należy zatem działać, ograniczajšc emisję gazów cieplarnianych, ponieważ kontynuacja dotychczasowych trendów prowadziłaby do wzrostu temperatury aż o 3,6 °C. Realizacja porozumień paryskich, które chce obalać Trump, zmniejszyłaby ten wzrost do 2,7 °C, a więc wcišż niedostatecznie. Trzeba liczyć na to, że skoro nie udało się to szóstce partnerów Trumpa na Sycylii, to uda się go przekonać ludziom masowo demonstrujšcym przeciwko jego zgubnej polityce lekceważšcej wymagania ochrony œrodowiska.

Wysoko nie weszli

Włochy, pełnišce prezydencję G7 w tym roku – po Japonii, która goœciła szczyt w Ise-Shima w 2016 roku, i przed Kanadš, która będzie gospodarzem spotkania w Charlevoix w roku 2018 – zaprosili goœci na Sycylię, aby z urwistego brzegu w Taorminie mogli popatrzeć na Morze Œródziemne nie ze względu na piękno krajobrazu, ale by œwiatowi przywódcy zobaczyli, skšd docierajš setki tysięcy imigrantów. Drugiego brzegu nie widać, ale wiadomo, że jest tam Afryka, skšd masy uchodŸców i ekonomicznych emigrantów wyruszajš do Europy, nierzadko ryzykujšc życie.

Z inicjatywy Włoch kwestię nasilajšcej się wędrówki ludów wniesiono pod obrady G7 i do rozmowy w tym punkcie zaproszono Tunezję, Etiopię, Kenię, Niger i Nigerię. Murem nie da się ich odgrodzić, jak może wolałby amerykański prezydent, ale przyjšć z otwartymi ramionami kolejne miliony uchodŸców w ramach Willkommenskultur, co jeszcze do niedawna promowała kanclerz Niemiec Angela Merkel, też się nie da. Słusznie zatem zwrócono uwagę na potrzebę wspomożenia procesów rozwoju społeczno-gospodarczego w krajach uboższych, aby niwelować jednš z głównych przyczyn popychajšcych ludzi do emigracji. Bezsprzecznie zaliczajš się do nich głód, nędza, ubóstwo i brak życiowych perspektyw. By sobie z tym radzić, trzeba skierować do krajów biednych więcej œrodków niż dotychczas. Oczywiœcie pod warunkiem, że zadbajš one o nieodzowny postęp instytucjonalny i nie pozwolš na wsiškanie œrodków doń płynšcych w skorumpowane procedury administracyjne. To jest do zrobienia, pod warunkiem że z jednej strony gruntownie zrewiduje się w kierunku nowego pragmatyzmu niesprawdzajšcš się w praktyce politykę opartš na tradycyjnej ekonomii rozwoju, z drugiej zaœ kraje wysoko rozwinięte, poczynajšc od G7, przeznaczš na pomoc rozwojowš znaczšce œrodki.

Niestety, mówi się o tym mało i niechętnie. O ile w przeddzień spotkania w Taorminie, podczas szczytu NATO w Brukseli, Donald Trump wzywał państwa członkowskie paktu północnoatlantyckiego do wydatkowania na cele wojskowe co najmniej 2 proc. PKB, bo takie w przeszłoœci sformułowano deklaracje, choć bynajmniej nie sš one zobowišzujšce, to żaden z przywódców G7 nie wezwał do przeznaczenia na pomoc dla biednych tego œwiata 0,7 proc. PKB, a przecież od dawna istnieje w tej sprawie stosowna deklaracja Narodów Zjednoczonych. Wywišzuje się z tego jedynie pięć krajów bogatych, socjaldemokratyczne Szwecja, Norwegia i Dania oraz Holandia i Luksemburg, ale to małe kraje, a więc i œrodków stšd transferowanych na rozwój innych jest niewiele. Natomiast bogate Stany Zjednoczone na pomoc zagranicznš przeznaczajš marne 0,2 proc. PKB.

Prezydent Trump, zamiast radykalnie podnieœć tę alokację, chce jš o jednš czwartš ograniczyć, podwyższajšc jednoczeœnie, i tak już wyœrubowane, wydatki wojskowe. USA na cele militarne wydajš trzykrotnie więcej niż Chiny i dziewięciokrotnie więcej niż Rosja. Tym bardziej istotny jest głos Niemiec, zaakcentowany na szczycie NATO, że nie zamierzajš one zwiększać swych wydatków wojskowych wynoszšcych 1,2 proc. PKB, gdyż zarówno ich, jak i œwiata bezpieczeństwo nie zależy od siły militarnej, ale od usuwania przyczyn konfliktujšcych narody i państwa oraz od pokojowego wspomagania rozwoju krajów pozostajšcych gospodarczo w tyle. Dobrze byłoby, gdyby zrozumieli to wszyscy członkowie NATO. Również Polska, bo i u nas słychać niedorzeczne głosy rzšdzšcych polityków o zamiarze podniesienia wydatków wojskowych do 2,5 proc. PKB. Takie działania, nakręcajšc wyœcig zbrojeń, zmniejszajš bezpieczeństwo, zamiast je wzmacniać. Oczywiœcie, przy okazji poprawiajš kondycję lobby zbrojeniowego i będšcych na jego usługach polityków. Dużo mšdrzej byłoby równać w dół, do poziomu niemieckiego, a wyzwalane w ten sposób œrodki skierować na pomoc rozwojowš. Wtedy wszyscy poczulibyœmy się bezpieczniejsi.

Czekajšc na G19 + 1

Tak oto możni tego œwiata nie wspięli się wysoko podczas tegorocznego szczytu G7. Nie tylko dlatego, że sš wewnętrznie podzieleni i wszyscy, może z wyjštkiem premiera Kanady, bardziej niż o losy œwiata zatroskani byli o problemy, z którymi nie potrafiš sobie dobrze poradzić u siebie – a to specjalnym œledztwem na temat rzekomego manipulowania przez Rosję niedawnymi amerykańskimi wyborami, a to zagrożeniem północnokoreańskim wobec Japonii, a to nadchodzšcymi wyborami w Wielkiej Brytanii, a to konsolidacjš polityki po wyborach we Francji. Łatwo nie jest. Przede wszystkim dlatego, że w międzyczasie inni rosnš w siłę.

Dużo ważniejszy będzie odbywajšcy się na poczštku lipca w Hamburgu szczyt G20. Ponieważ w jej skład wchodzi Unia Europejska, wbrew nazwie reprezentuje ona 43 kraje, które w sumie wytwarzajš aż 85 proc. œwiatowej produkcji. Tam Donald Trump nie będzie się już tak rozpychał jak w Brukseli i Taorminie, bo znajdš się tam ci, którzy majš do zaproponowania œwiatu więcej niż USA. Będš też inni znaczšcy politycy, od których działań w poszczególnych regionach i na całym œwiecie zależy coraz więcej, zwłaszcza chiński przywódca Xi Jinping, ale też prezydenci Rosji i Turcji oraz premierzy Indii i Australii. Oczywiœcie, Donald Trump będzie dbał o to, aby był to tym razem show pod tytułem „1+19", ale miejmy nadzieję, że i on, tak jak my wszyscy, uczy się poprzez zdobywane doœwiadczenia. Po Taorminie powinien mieć ich trochę więcej. Œwiat to nie family business. Š?

— Autor, intelektualista i polityk, wykłada w Akademii Leona KoŸmińskiego. Najczęœciej na œwiecie cytowany polski ekonomista, członek Europejskiej Akademii Nauki, Sztuki i Literatury. W latach 1994–1997 oraz 2002–2003 wicepremier i minister finansów.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL