Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Jerzy Marek Nowakowski: Aksamit i beczka prochu

AFP
Ormianie potrzebujš cudu. Jeden już się zdarzył w postaci aksamitnej rewolucji i bezkrwawego przekazania władzy. Teraz czekajš na drugi – udane reformy. Ich przykład może okazać się zaraŸliwy dla całego œwiata postsowieckiego – pisze były ambasador Polski w Armenii.

Co się stało w Armenii? I – co się stanie w Armenii? Obserwujšc aksamitnš rewolucję w tym niewielkim kraju południowego Kaukazu, zadajemy sobie te dwa pytania. Większoœć komentatorów natychmiast przykłada do Armenii znane sobie szablony kolorowych rewolucji poczštku XXI w. albo ukraińskiego Majdanu. Na to nakłada się jeszcze popularny stereotyp prorosyjskoœci Ormian i mamy gotowy model ogromnej większoœci komentarzy.

Rzadko pamiętamy, że Ormianie majš solidne doœwiadczenie zarówno w demonstracjach, jak i w demontażu opresyjnych systemów władzy. Pierwszy sukces społeczeństwa w walce z władzš sowieckš miał miejsce właœnie w Armenii. W kwietniu 1965 r., kiedy Moskwa wobec społecznego nacisku zgodziła się na budowę pomnika ofiar ludobójstwa Ormian. Wczeœniej wspominanie o rzezi Ormian w Turcji było zabronione.

Podobnie było w czasach odwilży Gorbaczowa. W Polsce patrzyliœmy na Litwę i państwa bałtyckie, ale obok Vytautasa Landsbergisa symbolem ruchu, który doprowadził do rozpadu Zwišzku Sowieckiego, był Lewon Ter-Petrosjan, przywódca niepodległoœciowego zrywu Ormian.

Stanęło pół kraju

Mieszkańcy Armenii w ogóle bardzo często wychodzš na ulice, by demonstrować władzy swoje niezadowolenie. Ale skala tegorocznych protestów jest większa niż kiedykolwiek. Oblicza się, że w akcjach obywatelskiego nieposłuszeństwa wzięła udział blisko połowa obywateli kraju. Na dodatek, o ile wczeœniej ruchy obywatelskie koncentrowały się w stolicy, o tyle teraz dziennikarze œwiatowych mediów nerwowo przeszukiwali zasoby Google'a, sprawdzajšc nazwy: Giumri, Wanadzor, Dildżan i wiele innych.

Protest w masowej skali rozlał się na całš Armenię. Rzšdzšcy od dziesięciu lat prezydent Serż Sarkisjan, który po zmianie konstytucji na system parlamentarny zamierzał dalej rzšdzić jako premier, został zmuszony do ustšpienia. Ormianie oszaleli ze szczęœcia. W poczuciu zwycięstwa nad skorumpowanš władzš tysišce ludzi tańczyły na ulicach.

Wydawało się jasne, że lider protestów Nikol Paszynian poparty przez wszystkie siły polityczne zostanie wybrany na premiera. Przypieczętować zwycięstwo opozycji miała specjalna sesja parlamentu zwołana na 1 maja. Rzšdzšca Republikańska Partia Armenii ma w nim wprawdzie większoœć, ale zapowiedziała, że nie zgłosi własnego kandydata na premiera. Tymczasem w nocy z 30 kwietnia na 1 maja pojawiły się sygnały, że grupa rzšdzšca zdecyduje się na konfrontację.

Cały 1 maja trwała sesja parlamentu. Zadawano Paszynianowi dziesištki pytań, usiłujšc wykazać, że nie nadaje się do kierowania armiš, że osłabi sojusz Armenii z Rosjš itd. Liderzy Partii Republikańskiej co chwila wychodzili z sali na jakieœ narady, by w końcu podczas głosowania około godz. 21 czasu armeńskiego głosami rzšdzšcej partii odrzucić kandydaturę Paszyniana.

Ten zaœ wezwał do strajku generalnego i masowych demonstracji. Od rana 2 maja na ulicach Erywania gromadzili się demonstranci. W cišgu kilku godzin pół Armenii stanęło zablokowane. Po kolejnych paru godzinach rzšdzšca Partia Republikańska poinformowała, że w kolejnym głosowaniu poprze kandydaturę lidera opozycji. Paszynian został w końcu premierem we wtorek 8 maja.

Dotychczas wydarzenia w Armenii bardzo przypominały „kolorowe rewolucje" w Gruzji czy na Ukrainie. Masowy, pokojowy ruch sprzeciwu doprowadził do dymisji przywódcy, który rzšdził Armeniš od 10, a właœciwie od 20 lat. Po wojnie o Górski Karabach do władzy doszedł bowiem tzw. klan karabachski, dwaj przyjaciele (i przywódcy zbrojnego powstania w Karabachu), póŸniej wrogowie, a dziœ, jak się wydaje, znowu przyjaciele, Robert Koczarian i Serż Sarkisjan ,podzielili się władzš i wpływami, tworzšc system z biegiem lat coraz mniej demokratyczny i pogłębiajšcy nierównoœci społeczne.

Wybuchowa mieszanka

Nauczyciel w Armenii (przy cenach minimalnie niższych, ale porównywalnych z polskimi) zarabia miesięcznie równowartoœć 800–900 zł, a jednoczeœnie na ulicach widzimy rolls-royce'y i bentleye w liczbie nieporównanie większej niż w Warszawie. Realne bezrobocie jest na poziomie znacznie przekraczajšcym 20 proc., a osiedla domów bogatych Ormian wyglšdajš tak, że podwarszawski Konstancin to w porównaniu z nimi to duży kurnik.

Ogromna większoœć deputowanych do parlamentu to milionerzy, gdyż podczas rzšdów klanu karabachskiego nastšpiło pełne zlanie się władzy politycznej z biznesem. Dodajmy do tego masowš korupcję, militaryzację, zależnoœć od Rosji, postępujšcš wyprzedaż narodowego majštku. I totalne zamknięcie kraju, bo otwarte sš tylko wysokogórskie przejœcia graniczne z Gruzjš i Iranem.

Tylko że to wszystko ma w tle społeczeństwo wyjštkowo dumne ze swojej historii, wręcz nacjonalistyczne, nieŸle wykształcone i bardzo mocno powišzane z zagranicš, bo w Armenii mieszka zaledwie co pišty Ormianin, wszyscy majš krewnych za granicš. Ta mieszanka wybuchła i tak wyjštkowo póŸno.

Dotychczasowy przebieg rewolucji w Armenii to zadziwiajšcy fenomen. Zaskakuje, że władze nie zdecydowały się na użycie siły, że Serż Sarkisjan ustšpił, i wreszcie, że ruch społecznego sprzeciwu był tak spokojny i zdyscyplinowany. Wyjaœnienie jest jedno: Karabach. W tej kwestii społeczeństwo ormiańskie jest całkowicie zjednoczone.

Zdobycie Arcachu (jak Ormianie nazywajš Karabach) jest w ich oczach aktem historycznej sprawiedliwoœci wobec Turków. Azerów uważajš bowiem w Armenii za „gorszych" Turków. Jest to także odegranie się na Rosji, której Ormianie nigdy nie zapominajš zdrady, jakš było oddanie Turcji œwiętej góry – Araratu, a Azerbejdżanowi Karabachu.

Arcach i „strefa bezpieczeństwa" obejmujšca prawie 20 proc. terytorium Azerbejdżanu to w polityce Armenii œwiętoœć. Z punktu widzenia zewnętrznego obserwatora zaœ kamień u szyi pogršżajšcy Armenię w wyniszczajšcym konflikcie z Turcjš i uzależniajšcy jš od Rosji.

Permanentne zagrożenie

Stereotyp miłoœci Ormian do Rosji jest głęboko nieprawdziwy. Jeżeli miałbym definiować relacje Armenii z Rosjš, to najlepszym porównaniem jest tzw. syndrom sztokholmski. Jak wiadomo polega on na identyfikacji porwanego z porywaczem. Otóż Ormianie, zwłaszcza po paru kieliszkach, mówiš Polakom, że Rosji nienawidzš za to, że nieustannie ich zdradzała, że kosztem Ormian dogadywała się a to z Turcjš, a to z Iranem, a to z Azerbejdżanem.

Ale z drugiej strony – w powszechnym przekonaniu – tylko Rosja chroni fizyczne przetrwanie narodu ormiańskiego. Bo Ormianie, podobnie jak Żydzi po Holokauœcie, po wielkiej rzezi lat 1915–1918 żyjš w poczuciu permanentnego zagrożenia. I uważajš, że bez rosyjskiego parasola Turcy/Azerowie zechcš dokończyć dzieła ich fizycznego wyniszczenia.

Moskwa oczywiœcie tę sytuację wykorzystuje. Sprzedaje Armenii broń na kredyt, a potem krok po kroku przejmuje wszystko, co ma jakšœ wartoœć: infrastrukturę, przemysł. I stawia kolejne warunki polityczne. A równoczeœnie za grube pienišdze zbroi Azerbejdżan i podgrzewajšc bšdŸ tonujšc konflikt w Karabachu, utrzymuje wpływy na całym południowym Kaukazie (łšcznie z Gruzjš, która leży na drodze do Armenii).

Rosyjska baza wojskowa w Giumri dla Ormian jest gwarancjš bezpieczeństwa, a dla Gruzinów nieustannym zagrożeniem wzięcia w kleszcze przez wojska rosyjskie atakujšce z południa i północy. Armenia w Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej jest Rosjanom potrzebna do tego, by naciskać na Tbilisi, aby Gruzini pozwalali na swobodny tranzyt wszystkiego, łšcznie z uzbrojeniem. Ormianie zaœ zmuszeni przed paroma laty z dnia na dzień do wycofania się z umowy o stowarzyszeniu z Uniš Europejskš, rozkładajš ręce, mówišc: Zachód nas nie obroni...

Przykład dla Rosjan

Nikol Paszynian jest liderem bloku politycznego Yelk, co oznacza „Wyjœcie". Bo jego głównym hasłem było wyjœcie Armenii z Unii Euroazjatyckiej i struktur uzależniajšcych Armenię od Rosji. Ale w swoich wystšpieniach dziœ powtarza: „Nie będziemy zmieniać sojuszu z Rosjš, pozostaniemy w strukturach rosyjskich sojuszy wojskowych i gospodarczych". Bo wie, że dla rzšdu Armenii nie ma innego... wyjœcia.

Dla Moskwy i tak jest zagrożeniem. I to potrójnym. Nie tylko dlatego, że jego programem politycznym jest stopniowe zmniejszanie uzależnienia Armenii. Przede wszystkim dlatego, że warunkiem powodzenia aksamitnej rewolucji jest likwidacja systemu oligarchicznego.

Dotychczas o władzę w Erywaniu walczyły trzy klany: karabachski, oligarchowie z Erywania (których symbolem jest obecny sojusznik Paszyniania – Gagik Carukian, lider, a raczej właœciciel partii Kwitnšca Armenia) oraz majšcy zdecydowanie najwięcej pieniędzy oligarchowie rosyjscy pochodzenia ormiańskiego. Faworytem tych ostatnich, a właœciwie Władimira Putina, jest pełnišcy wczeœniej obowišzki premiera Karen Karapetian.

Jeżeli nie uda się ograniczyć władzy oligarchów, premierostwo Paszyniana będzie krótkim epizodem, a Rosjanie, regulujšc przepływy pieniędzy, jak dotšd nadzwyczaj sprawnie rozgrywali oligarchów. Z punktu widzenia Moskwy najgroŸniejszy jest system polityczny cieszšcy się poparciem obywateli. Także dlatego, że – i to trzecie zagrożenie, jakie niesie władza Paszyniana – stanowi niezdrowy przykład dla samych Rosjan. Nie bez powodu demonstranci w rosyjskich miastach, protestujšc przeciwko kolejnej kadencji Putina, krzyczeli: chcemy, żeby było jak w Armenii.

Koniec rewolucji na ulicach armeńskich miast to zaledwie poczštek. Nikol Paszynian wykazał się jak dotšd nadzwyczajnš zręcznoœciš politycznš. Jest znakomitym przywódcš ludowym. Teraz jednak staje wobec wrogiej większoœci parlamentarnej, przestraszonych oligarchów i niechętnej Moskwy. Musi sformować rzšd, uzyskać zgodę parlamentu na program nowego gabinetu, zreformować prawo wyborcze i doprowadzić do przedterminowych wyborów.

Ubiegłoroczne wybory parlamentarne odbywały się przy masowym kupowaniu głosów (jeden głos kosztował ok. 10 euro) i w powszechnym przekonaniu, że „to i tak niczego nie zmieni". Dlatego natychmiastowe rozpisanie wyborów, w sytuacji gdy wszystkie narzędzia władzy ma w swoich rękach Partia Republikańska, niczego by nie zmieniło. A z kolei naruszenie interesów grup oligarchicznych w opinii moich przyjaciół z Armenii grozi po prostu przelewem krwi. To wszystko odbywa się w sytuacji permanentnego zagrożenia odmrożeniem konfliktu z Azerbejdżanem i możliwej interwencji rosyjskiej. Do tego kraj praktycznie nie ma rezerw finansowych i jest zadłużony po uszy.

Armenia jest dumna z tego, że była pierwszym chrzeœcijańskim państwem na œwiecie. Teraz Ormianie potrzebujš cudu. Jeden już się zdarzył w postaci aksamitnej rewolucji i bezkrwawego przekazania władzy. Teraz czekajš na drugi – udane reformy. Jeżeli ten cud nastšpi, ormiański przykład może się okazać zaraŸliwy dla całego œwiata postsowieckiego. Š?

Autor jest historykiem, publicystš i dyplomatš. W latach 2010–2014 był ambasadorem Rzeczypospolitej Polskiej na Łotwie, a w latach 2014–2017 w Armenii

Stereotyp miłoœci Ormian do Rosji jest głęboko nieprawdziwy. Ich relacje przypominajš bardziej tzw. syndrom sztokholmski

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL