Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Grzegorz Kołodko: Ucieczka do przodu

Fotorzepa, Sławomir Mielnik
Nowy pragmatyzm to ekonomia uczciwa, domagajšca się œwiatłego interwencjonizmu, co powinno być oczywiste w czasach, gdy uczciwoœci nie starcza nawet tak uznanym firmom, jak Apple, Deutsche Bank czy Volkswagen – pisze ekonomista.

Trwa czas zamętu. Wyjštkowy, historycznie rzecz bioršc, zbieg rozmaitych okolicznoœci – kulturowych, technologicznych, politycznych, ekonomicznych i ekologicznych – stawia ludzkoœć przed niespotykanymi na takš skalę wyzwaniami. Bynajmniej nie jesteœmy skazani na klęskę, ale by wybrnšć z obecnej wręcz niebezpiecznej sytuacji, musimy zrozumieć, co i dlaczego tak naprawdę się dzieje. Bez intelektualnego ogarnięcia kształtujšcych współczesnoœć skomplikowanych współzależnoœci nie sposób prawidłowo zdiagnozować stan rzeczy, a bez takiego werdyktu nie ma z kolei szans na zaproponowanie zasadnego kierunku działań na przyszłoœć. Potrzebne jest nowe spojrzenie i odmienne niż dotychczas podejœcie.

Dzięki kolejnej rewolucji naukowo-technicznej, przemianom kulturowym i szybkiemu wzrostowi gospodarczemu oraz postępowi społecznemu miało nam się żyć dużo lepiej, ale splot okolicznoœci doprowadził do Jeszcze Większego Kryzysu (JWK). Przestrzegałem przed tym już dekadę temu, piszšc ksišżkę zatytułowanš – nie bez powodu – „Wędrujšcy œwiat". Gdy wywołany podporzšdkowaniem się złym wartoœciom w sferze społecznej i nieudolnoœciš polityki finansowej kryzys „made in USA" rozprzestrzeniał się po zglobalizowanej gospodarce, można było jeszcze miarkować nieco skalę JWK, ale szybko się okazało, że staje się on nieuchronny. Obecnie targa otaczajšcš nas rzeczywistoœciš na wielu polach: od gospodarki do stosunków społecznych, od polityki do bezpieczeństwa, od demografii do migracji, od œrodowiska naturalnego do sfery kulturowej. I chociaż œwiatowa produkcja roœnie w tempie aż 3,5 proc. rocznie, to mało kto twierdzi, że jest dziœ lepiej.

Nie jest. Więcej nie oznacza lepiej. Żyjemy bowiem nie od dziœ w rzeczywistoœci „po PKB", która wymaga popekabeowskiej teorii ekonomii oraz bazujšcej na niej popekabeowskiej polityki wzrostu gospodarczego i strategii rozwoju społecznego. Rację ma Maciej Bałtowski, gdy stwierdza, że w obecnej złej sytuacji „winni sš także ekonomiœci". Jedni intelektualnie pogubili się w gšszczu złożonoœci zjawisk i procesów, które próbujš wyjaœniać, nie dostrzegajšc, że œwiat zmienia się w niebywałym tempie i rodzi się nowa jakoœć, wobec której stare narzędzia badawcze i poglšdy sš mało przydatne. Inni dali się zwieœć fałszywym ideologiom albo najzwyczajniej zostali skorumpowani przez wpływowe grupy interesów. Wielu „znanych ekonomistów" nie tylko nie potrafiło przewidzieć wybuchu kryzysu finansowego w 2008 r., lecz także nie pojmowało istoty nadchodzšcego Jeszcze Większego Kryzysu, który ma charakter strukturalny i instytucjonalny. Jest on uwikłany zarówno gospodarczo, jak i kulturowo, wymaga przeto zmiany i systemu wartoœci, i sposobów uprawiania polityki gospodarczej. To wszystko zaœ wymaga odrzucenia zdezaktualizowanej wiedzy i oparcia się na poprawnej, odpowiadajšcej współczesnym wyzwaniom i uwarunkowaniom teorii ekonomicznej.

GwoŸdzie do trumny

Bezsprzecznie obecny kryzys to wielka kompromitacja neoliberalizmu, który w istocie służy wzbogacaniu nielicznych kosztem większoœci. Niezbicie dowodzš tego fakty. W USA system i polityka celowo działały tak, że udział 1 proc. najbogatszych Amerykanów w całkowitych dochodach rósł szybciej po opodatkowaniu niż przed. O ile udział dochodów brutto wzrósł od 1979 do 2007 roku z 8 do 16 proc. ogółu dochodów, o tyle udział dochodów netto zwiększył się odpowiednio z 8 do 17 proc., a według innych danych nawet do 20 proc. Pomimo kryzysu tendencje te dotychczas nie zostały odwrócone. Aż 3/5 przyrostu udziału dochodów najbogatszych Amerykanów w całoœci dochodów wynika z przejęcia dochodów innych, a jedynie 2/5 można tłumaczyć takimi czynnikami podażowymi, jak zwiększenie wydajnoœci wskutek istotnego podniesienia kwalifikacji w warunkach skokowego postępu technicznego i organizacyjnego czy też wydłużenia czasu pracy. Nie majš więc racji ci, którzy twierdzš, że niezadowolenie społeczne idšce w œlad za narastaniem nierównoœci jest skutkiem obecnej fazy rewolucji naukowo-technicznej oraz zwišzanej z globalizacjš migracji siły roboczej. Fakt, że jej masowy dopływ do krajów bogatszych pocišga za sobš relatywny spadek dochodów niżej uposażonych, mniej wykwalifikowanych pracowników. Jednak to wszystko nie jest głównš siłš sprawczš nierównoœci. Te obiektywne procesy, których znaczenie uwypukla także Andrzej KoŸmiński w artykule „Nowy pragmatyzm kontra nowy nacjonalizm", nakładajš się na stymulowany neoliberalizmem wtórny, dokonywany poprzez rynek i fiskusa podział dochodów, co z kolei w debacie toczšcej się na łamach „Rzeczpospolitej" słusznie akcentuje Jacek Tomkiewicz w tekœcie „Czy jesteœmy skazani na nowy nacjonalizm?".

Nie należy przy tym wszystkim neoliberalizmu mylić z liberalizmem społeczno-gospodarczym i kulturowym, za którym trzeba się opowiadać, ponieważ jedynie na takich wartoœciach, jak wolnoœć i tolerancja, demokracja i rynek, przedsiębiorczoœć i konkurencja można budować lepszš przyszłoœć. Natomiast zła deregulacja, finansyzacja gospodarki i tendencyjna polityka redystrybucji fiskalnej to skutki neoliberalizmu, który już dawno powinien wylšdować na œmietniku historii. Niestety, ta hydra nadal podnosi swój łeb, ponieważ nie ma jasnoœci, co ma go zastšpić. Powiadam, że jeœli słychać odgłos wbijania gwoŸdzia do trumny neoliberalizmu, to jest to gwóŸdŸ przedostatni. Sama kompromitacja, tak oczywista, nie wystarczy. By był to gwóŸdŸ ostatni, potrzebna jest odmienna, lepsza propozycja. Tym bardziej że silne neoliberalne lobby nie powinno być lekceważone. Jest ono mocno osadzone przede wszystkim w sektorze finansowym i w powišzanych z nim partykularnymi interesami strukturach polityki kształtujšcych rozwišzania systemowe odnoœnie do regulacji i nadzoru finansów oraz w mediach kształtujšcych opinię publicznš. Niestety, zakorzenione jest ona też w częœci œrodowiska akademickiego i naukowo-badawczego.

Tymczasem gdy sam od lat jako jedyne sensowne antidotum na neoliberalne schorzenia proponuję nowy pragmatyzm, łeb podnosi nacjonalizm, ostatnio okreœlany jako nowy, bo jego zakres i charakterystyka różniš się od tego, który znamy z przeszłoœci. Nic dziwnego, że ludzie rozzłoszczeni neoliberalizmem, jego zachłannoœciš i niesprawiedliwoœciš, wychodzš wpierw z siebie, a potem na ulice. I na tych ulicach albo anarchizujš, niekiedy ostro, przeciwko istniejšcemu stanowi rzeczy, albo nawołujš do demokratycznego wyboru innych polityków. Niestety, również tych, którzy zaaplikujš im zbawienny (a jakże!) nowy nacjonalizm, który jest bękartem neoliberalizmu.

Z deszczu pod rynnę?

Akcja wywołuje reakcję. Wczesne sygnały były lekceważone przez rzšdzšce politykš i sprawujšce rzšd dusz tzw. elity. W Polsce zlekceważono ostrzeżenie, jakim był lepperyzm, który przecież zrodził się w odpowiedzi na szok bez terapii z poczštku lat 90. Nieobcy ideologii i polityce Platformy Obywatelskiej nurt neoliberalny stoi u przyczyn rozwinięcia się nurtu populistycznego w programie i działaniach Prawa i Sprawiedliwoœci. W Wielkiej Brytanii establishment z nonszalancjš odniósł się do akcji „Occupy London", co także przyczyniło się do motywowanego nowym nacjonalizmem Brexitu. De facto rzšdzšce w USA kręgi storpedowały propozycje wdrożenia tzw. podatku Tobina ograniczajšcego kryzysogenne, ale za to sprzyjajšce krociowym zyskom spekulacje finansjery. Brak sensownej, praktycznej reakcji na protesty w rodzaju „Occupy Wall Street" to woda na młyn populistycznego trumpizmu.

To fakt, że protesty nierzadko bywajš reakcjš na inne niż neoliberalizm patologie. Rewolucyjne wręcz demonstracje na kijowskim Majdanie czy kairskim placu Tahrir to protesty nie przeciwko neoliberalizmowi, bo nawet liberalizmu tam nie wystarczało, lecz przeciw skorumpowanemu państwowemu kapitalizmowi. Państwowy kapitalizm i neoliberalizm to przeciwieństwa, ale bynajmniej wróg mego wroga nie jest moim przyjacielem; bywa on niekiedy jeszcze większym wrogiem. I tak właœnie jest z nowym nacjonalizmem. To fundamentalnie zła odpowiedŸ na zło neoliberalizmu.

Nie da się zbyt długo ukrywać ksenofobii i szowinizmu za fasadš patriotyzmu, także ekonomicznego. Nie da się zahamować globalizacji okrzykami „America first!" czy „Vive la France!". Hasło „Polska dla Polaków" też nie ma dobrej przyszłoœci, a Alternative für Deutschland to nie żadna kreatywna alternatywa dla Niemiec, tylko jałowa próba leczenia jednej choroby innš. Sšdzę, że majšc wielu przeciwników, nowy nacjonalizm przegra – we wszystkich swoich odsłonach. Choć prędzej ten prezydenta USA Donalda Trumpa niż ten prezydenta Turcji Recepa Erdogana; szybciej ten francuski spod sztandarów Marine Le Pen niż ten rosyjski pod przywództwem Władimira Putina. Nowy nacjonalizm minie – acz nie bezpowrotnie, bo i w przyszłoœci jeszcze nieraz będzie się odzywał – gdyż ma silnych przeciwników, a wœród nich nieodwracalnš globalizację i zdrowy internacjonalizm, ponadnarodowy korporacjonizm i społecznš gospodarkę rynkowš, multikulturowoœć i tolerancję.

Nie ma się dokšd cofać. Trzeba uciekać do przodu, a kierunek powinien wyznaczać nowy pragmatyzm. To heterodoksyjna, czerpišca z rozmaitych wštków wczeœniejszych szkół ekonomii, teoria ekonomii zarówno opisowej, wyjaœniajšca, jak się rzeczy majš, jak i normatywnej, postulujšca, co i jak czynić, by rzeczy miały się lepiej. Nowe czasy i nowe okolicznoœci potrzebujš nowej teorii, bo stara się przeżyła. Marian Gorynia w debacie „Rzeczpospolitej" w tekœcie „Nowy pragmatyzm. Jak jest z nim naprawdę?" zwraca uwagę, i nie bez powodu, na potrzebę skonkretyzowania mikroekonomicznych fundamentów tego nurtu myœlowego, ale warto zaznaczyć, że nowy pragmatyzm to zarys teorii głównie makroekonomicznej. Z tego wynikajš sugestie co do strategii potrójnie zrównoważonego długofalowego rozwoju (gospodarczo,społecznie i ekologicznie). Nowy pragmatyzm, będšc czymœ więcej niż innowacyjnš koncepcjš stricte ekonomicznš, to interdyscyplinarna wiedza posiłkujšca się zdobyczami socjologii i psychologii, filozofii i antropologii, historii i ekologii. Odnosi się on w większym stopniu do gospodarki narodowej i œwiatowej niż do przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowego, ale bynajmniej nie abstrahuje od skali mikro, sięgajšc, gdy trzeba, do dorobku ekonomii behawioralnej i nauk o zarzšdzaniu.

Ekonomia umiaru

Nowy pragmatyzm nie gubi z pola widzenia ani ludzi, ani pieniędzy, dostrzega nie tylko kwestie efektywnoœci i konkurencyjnoœci oraz dynamiki i równowagi, lecz także œrodowiska i bezpieczeństwa. Patrzy na zjawiska i procesy przez pryzmat zachowań zarówno jednostki, jak i ludzkoœci. Jest zatem propozycjš teorii holistycznej, całoœciowo ujmujšcš analizowane kategorie, zjawiska i procesy, a przy tym jest eklektyczny metodologicznie, co chroni to podejœcie przed ryzykiem popadnięcia w rutynę i ugrzęŸnięcia w koleinach zawężonego pola obserwacji.

Nowy pragmatyzm to też ekonomia uczciwa, domagajšca się œwiatłego interwencjonizmu, co powinno być oczywiste w czasach, gdy uczciwoœci nie wystarcza nawet tak uznanym firmom, jak Apple, Deutsche Bank czy Volkswagen. Samo wykładanie etyki biznesu na uczelniach i moralizowanie w mediach nie wystarczy. To wreszcie ekonomia umiaru, bo jak to już dawno temu pojęła mšdroœć ludowa, „co za dużo, to niezdrowo". Bez umiaru w gospodarce nie będzie także równowagi, a mało co tak szkodzi rozwojowi, jak jej brak. Co ważne i ciekawe, ukazało się już kilka ksišżek poœwięconych teorii i praktyce nowego pragmatyzmu; przygotowywane sš następne. To dobrze, jest bowiem o czym dyskutować. Nowy pragmatyzm przenika też do szerszego œwiata, stajšc się po wielu, wielu latach stagnacji przedmiotem eksportu polskiej myœli społeczno-ekonomicznej.

Wiem, że nowy nacjonalizm przegra, choć nie wiem, kiedy i jakim kosztem to się stanie. Niestety, nie wiem, czy i kiedy wygra nowy pragmatyzm, bo i on ma swoich wrogów. To nie tylko neoliberalizm i nowy nacjonalizm, lecz także protekcjonizm i zaœciankowoœć, partykularyzm i prywata, wybiórczoœć i krótkowzrocznoœć. Tym bardziej trzeba walczyć. Jest o co.

Autor jest ekonomistš i politykiem, wykładowcš Akademii Leona KoŸmińskiego w Warszawie. W latach 1994–1997 i 2002–2003 był wiceprezesem Rady Ministrów oraz ministrem finansów w rzšdach SLD i PSL.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL