Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Roman Kuźniar: Powrót szeryfa

Donald Trump idzie w œlady George’a W. Busha
PAP/EPA
Atak USA na Syrię jest elementem strategii, która polega na zastraszeniu pretendentów do roli œwiatowego hegemona – twierdzi były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Uderzajšc w Syrię, Donald Trump zachował się nawet nie jak globalny żandarm – policja działa w granicach prawa – lecz jak prezydent Filipin, który osobiœcie fizycznie eliminuje przestępców, nie zważajšc na prawo ani wewnętrzne, ani międzynarodowe. Dziwić musi brak pamięci i wyobraŸni przywódców zachodnich, którzy bezwarunkowo poparli akcję Trumpa. Atak został przeprowadzony bez próby weryfikacji sytuacji, która stała się dlań usprawiedliwieniem, bez poważniejszych konsultacji międzynarodowych, z pogwałceniem prawa międzynarodowego i wewnętrznych regulacji obowišzujšcych w Stanach Zjednoczonych.

Polityka instynktu czy polityczny cynizm?

Powyższe stwierdzenie nie jest próbš obrony władz Syrii czy wyrazem lekceważenia problemu użycia broni chemicznej. Podobnie jak sprzeciw wobec agresji USA na Irak w 2003 roku nie był próbš obrony rzšdów Saddama Husajna. Trudno oprzeć się wrażeniu, że polityczny mechanizm był w obu przypadkach podobny. Sytuacja jest dzisiaj może jeszcze gorsza niż 14 lat temu. Tym razem bowiem prezydent Stanów Zjednoczonych po prostu się zdenerwował i... uderzył. Za pomocš rakiet. Wštpliwe, że kierował nim instynkt moralny. Powodowały nim raczej zupełnie inne względy, wewnętrzne i zagraniczne. Jeœli chodzi o te pierwsze, to była to próba poprawy swego wizerunku w oczach Amerykanów, którzy lubiš tego typu zachowanie. Nawet „The New York Times" napisał, że nie można było nie odczuwać satysfakcji z powodu akcji militarnej wymierzonej w Asada.

Co jednak ważniejsze, kilka tygodni temu Trump podjšł decyzję o znacznym zwiększeniu wydatków na cele militarne w budżecie USA. Eskalacja napięcia międzynarodowego, którš spowodowało zaatakowanie Syrii, jest idealnym uzasadnieniem tej decyzji. Pisał o tym już kilka lat temu jeden z najlepszych amerykańskich znawców tych zagadnień, Robert Kaplan.

W planie międzynarodowym prawdziwym adresatem akcji Trumpa był goszczšcy u niego tego samego dnia przywódca Chin. Prezydent USA chciał zademonstrować gospodarzowi gotowoœć USA do użycia siły militarnej gdziekolwiek i kiedykolwiek zechcš, jeœli tylko można to uzasadnić obronš amerykańskich interesów. Da się to podcišgnšć pod obronę swoich interesów. Tak przecież argumentował swojš decyzję Trump.

Atak na Irak również był próbš zademonstrowania przez George'a W. Busha gotowoœci budowy hegemonicznej pozycji Ameryki w skali globalnej. Administracja Busha miała œwiadomoœć, że nikt nie stanie w obronie Husajna. Tym razem jest podobnie. Poza uwišzanš wojnš na Ukrainie Rosjš Asad nie ma sojuszników, więc idealnie pasuje do roli „chłopca do bicia" – kogoœ, kogo można uderzyć, i pokazać wszystkim na œwiecie, zwłaszcza Chinom, kto tu rzšdzi. To bowiem właœnie Pekin jest postrzegany w Waszyngtonie jako główny pretendent do zajęcia pozycji globalnego lidera.

A okazji do konfliktów przecież w Azji Wschodniej nie brakuje. Jeœli Trump uderzy na Koreę Północnš, upokorzy Pekin; pokaże, że nie liczy się on nawet we własnym regionie.

Syria jako prognostyk

Zaatakowanie Syrii może być więc zapowiedziš zmilitaryzowanej polityki siły, bez żadnej strategii służšcej interesom społecznoœci międzynarodowej. Wszak uderzeniu temu nie towarzyszył plan polityczny obliczony na zakończenie toczšcej się tam wojny. Poza tym Stany Zjednoczone – po wszystkim, czego „dokonały" w tym regionie w ostatnich latach – majš najmniejsze prawo, aby nadal roœcić sobie tytuł do zaprowadzenia w nim porzšdku po swojej myœli. Zarówno region Bliskiego Wschodu, jak i Stary Kontynent do tej pory zmagajš się z konsekwencjami militarnych interwencji przeciwko Irakowi i Libii. Polityka Zachodu wobec konfliktu w Syrii jest cišgiem niekończšcych się błędów, które ten konflikt tylko przedłużajš. Strach pomyœleć, że dla legitymizacji swego przywództwa na arenie międzynarodowej Ameryka Trumpa będzie uciekać się co chwilę do tego rodzaju metod, zrzucajšc koniecznoœć radzenia sobie z dramatycznymi konsekwencjami swojej polityki na inne państwa. Nie jest to dobry prognostyk dla porzšdku międzynarodowego. Š?

Autor jest politologiem, profesorem nauk humanistycznych, dyplomatš.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL