Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Marian Piłka: Piekło kobiet

Fotorzepa/ Marian Zubrzycki
Rozpowszechnienie aborcji ujawniło wiele problemów psychologicznych i psychiatrycznych u kobiet, które zdecydowały się na uœmiercenie nienarodzonego dziecka – pisze polityk i historyk.

Na manifestacjach aborcyjnych i w wystšpieniach feministycznych powraca hasło „piekło kobiet". Hasło to wymyœlone w okresie międzywojennym przez Tadeusza Boya-Żeleńskiego, znanego propagatora aborcji i kolaboranta w czasie sowieckiej okupacji, miało ukazywać dramat kobiet, które nie mogły legalnie mordować swoich nienarodzonych dzieci. To hasło służyło póŸniej propagowaniu i legalizacji aborcji na życzenie. I dziœ œrodowiska feministyczne do niego powracajš, dšżšc nie do zachowania „kompromisu aborcyjnego", ale właœnie wprowadzenia niczym nieograniczonego mordowania dzieci nienarodzonych, nawet aż do momentu urodzin.

Dziœ to hasło ma przekonywać, że zakaz prenatalnego dzieciobójstwa jest skazywaniem kobiet na „piekło" uœmiercania dzieci w pokštnych warunkach. Bo w przeciwnym razie mogš rodzić się dzieci „niechciane". Można powiedzieć – zbędne, tak jak w systemach totalitarnych zbędnymi czy niechcianymi były grupy społeczne skazywane na eksterminację.

Syndrom poaborcyjny

Paradoksalnie istnienie „piekła kobiet" potwierdza współczesna psychologia i psychiatria. Rozpowszechnienie aborcji doprowadziło do ujawnienia wielu problemów psychologicznych, a nawet psychiatrycznych u kobiet, które zdecydowały się na uœmiercenie własnego nienarodzonego dziecka. Takie zaburzenia potwierdziły badania psychologiczne i psychiatryczne prowadzone najpierw w Stanach Zjednoczonych, a następnie w wielu innych krajach.

Majš one bardzo różny charakter i ujawniajš się w różnych okresach życia. Czasami bezpoœrednio po uœmierceniu nienarodzonego dziecka, czasem dopiero po latach. Majš niekiedy lżejszy, a kiedy indziej bardzo ciężki przebieg. I choć zdarza się, że po dokonaniu aborcji częœć kobiet czuje ulgę, bo „pozbyły się problemu", to u większoœci z nich problemy psychiczne zaczynajš się właœnie po dokonaniu aborcji.

Nie zawsze jednak kobiety wišżš je z dokonanym czynem, choć głębsze badania psychologiczne potrafiš ujawnić ich zasadnicze przyczyny. Ich charakter często zależy też od typu wrażliwoœci i charakteru. Generalnie, im bardziej wrażliwa kobieta, tym objawy sš silniejsze. Pierwszym problemem jest najczęœciej tzw. depresja poaborcyjna. Jej przejawy to: złe samopoczucie, zarzuty do samej siebie i do ojca dziecka, że nie powstrzymał kobiety przed aborcjš, spadek poczucia własnej wartoœci, poczucie agresji, rozdrażnienie, skłonnoœć do płaczu, trudnoœci z zasypianiem, natrętne myœli o uœmierconym dziecku. Często kobiecie œni się uœmiercone dziecko, co tylko wzmaga zły stan emocjonalny.

Ale wraz z upływem czasu problemy wcale nie ustajš. Zdarza się, że dajš o sobie znać nawet po latach, niejednokrotnie w postaci ostrych psychoz, a nawet różnych schorzeń somatycznych. Aborcja ma fatalny wpływ na małżeństwo. Nie tylko często skutkuje głębokim żalem do współmałżonka, że w trudnym momencie psychologicznym nie okazał wsparcia i pomocy, ale w konsekwencji pojawia się także niechęć do współżycia.

Pojawia się poczucie pustki i utraty sensu życia. I choć aborcja na ogół nie jest bezpoœrednio powodem rozpadu małżeństwa, bo trzeba wychować żyjšce dzieci, to po ich usamodzielnieniu często dochodzi do rozwodu w wyniku emocjonalnego wypalenia spowodowanego właœnie uœmierceniem własnego dziecka. A nawet jeżeli kobieta dokonuje zabicia swego nienarodzonego dziecka wbrew woli jego ojca czy w tajemnicy przed nim, to także w konsekwencji często prowadzi to do emocjonalnego wypalenia i rozpadu zwišzku.

Aborcja prowadzi bowiem do syndromu poaborcyjnego. W jawnej lub ukrytej formie pojawia się on prawie u wszystkich kobiet. Jednym z najsilniejszych jego przejawów jest agresja, która występuje nie tylko jako objaw syndromu, ale także jest wyrazem chęci jego przezwyciężenia. Jest bowiem nieudolnš próbš samousprawiedliwienia. I kieruje się nie tylko przeciwko tym, którzy skłonili kobietę do uœmiercenia własnego dziecka, przeciwko ojcu czy aborterowi, ale często także przeciwko kobietom w cišży i ich nienarodzonym dzieciom, których widok przypomina kobiecie jej bolesne doœwiadczenie.

Normalna kobieta reaguje na cišżę innych z życzliwoœciš, widzšc w ich stanie samospełnienie się kobiecoœci. Zachowanie gatunku jest bowiem podstawowym prawem natury i uœmiercenie własnego nienarodzonego dziecka jest drastycznym okaleczeniem ludzkiej natury, jest zakwestionowaniem własnej kobiecoœci, przekreœla bowiem sam sens człowieczeństwa. Religia jest jedynš właœciwie formš zdolnš do uleczenia tego bólu, ale nie wszystkie kobiety sš zdolne do religijnego przezwyciężenia tego zła. Wiele nie potrafi sobie z nim poradzić. Dlatego ich podstawowš reakcjš na samo wspomnienie tego czynu jest agresja.

Kobiety sš ofiarami

Ta agresja to właœnie nieukojony ból, z którym te kobiety nie potrafiš sobie poradzić. Dotknięte syndromem poaborcyjnym, widzšc kobietę w cišży, często pod pozorem życzliwoœci i troski o jej przyszłoœć, sugerujš jej usunięcie nienarodzonego dziecka. Podobne zachowania występujš u ginekologów aborterów, których pierwszš sugestiš jest nie pomoc w prowadzeniu cišży, ale jej usunięcie. Innym wyrazem tego syndromu jest dehumanizacja dziecka nienarodzonego i zaprzeczanie jego człowieczeństwu („zlepek komórek").

W tym zachowaniu mniej lub bardziej œwiadomie ujawnia się chęć samousprawiedliwienia. Bo skoro to zjawisko ma tak szeroki zakres i aborcji dokonuje tak wiele kobiet, to musi być zachowaniem normalnym. Taki jest tok rozumowania tych, którzy cierpiš na syndrom poaborcyjny. Dšżenie do upowszechnienia aborcji to wyraz trudnoœci w poradzeniu sobie ze skutkami jej dokonania, a jednoczeœnie jest to patologicznš formš obrony własnej „normalnoœci". Œmierć innych dzieci nienarodzonych ma być cenš za przywrócenie spokoju sumienia.

Aborcja jest bowiem głębokš zadrš w psychice kobiet, dlatego dla wielu, które nie potrafiš sobie z tš psychozš poradzić, każde potępienie aborcji, każdy głos o ochronie życia, jest dotykaniem drzazgi tkwišcej w jej œwiadomoœci i wywołujšcym ból przypomnieniem tego bolesnego doœwiadczenia. Reakcjš na ten ból jest najczęœciej agresjš wobec tych, którzy chcš chronić życie nienarodzonych dzieci. Stšd tyle agresji i wulgarnoœci na marszach proaborcyjnych. Stšd też dšżenie do wprowadzenia cenzury aborcyjnej, zakazujšcej mówienia o konsekwencjach zabicia własnego dziecka, czy kłamliwe negowanie badań naukowych. Stšd także charakterystyczna dla wszelkich ruchów totalitarnych dehumanizacja dziecka nienarodzonego i odmawianie mu człowieczeństwa.

Kobieta jest drugš po uœmierconym nienarodzonym dziecku ofiarš aborcji. Ten czyn głęboko jš okalecza w jej kobiecoœci. Czasem również fizycznie, bo pozbawia jš możliwoœci zostania powtórnie matkš, ale przede wszystkim okalecza jš psychicznie. Aborcja nie tylko nie prowadzi do likwidacji problemu, ale sama staje się przyczynš głębokich problemów, niszczšcych osobowoœć i zdrowie. Często kobieta po dokonaniu tego czynu czuje się mniej wartoœciowa, pozbawiona sensu życia, jakim dla każdego człowieka, a zwłaszcza dla każdej kobiety, jest życie swych dzieci.

Ten syndrom to rzeczywiste, a nie urojone, piekło kobiet. Zagraża ono wszystkim, którzy uwierzš, że uœmiercanie własnych nienarodzonych dzieci jest rozwišzaniem jakiegokolwiek problemu. Dlatego wprowadzenie ustawodawstwa chronišcego życie dzieci nienarodzonych jest barierš chronišcš kobiety przed nieodpowiedzialnoœciš ich partnerów życiowych, czy w ogóle przed subkulturš aborcyjnš. Zwłaszcza że cišża często wišże się z niestabilnoœciš emocjonalnš, z którš, gdy nie ma wsparcia ojca swego nienarodzonego dziecka, nie zawsze kobieta potrafi sobie poradzić. Ochrona prawna życia dzieci nienarodzonych jest także ratunkiem dla kobiet przed piekłem syndromu poaborcyjnego.

Autor jest historykiem, wiceprezesem partii Prawica Rzeczypospolitej

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL