Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Kuźniar: Kryzys czy kres

Harce, jakie w ostatnim czasie wyprawia Rosja Putina, tylko potwierdzajš, w jak głębokim kryzysie znajduje się dziœ œwiat zachodni
AFP
Zdemoralizowany, wypierajšcy się swej tożsamoœci i niezdolny do strategicznego działania Zachód łatwo daje się oœmieszać wielokrotnie słabszej, za to zdeterminowanej Rosji – pisze prof. Roman KuŸniar, politolog.

Kilka lat temu Marcin Król opublikował ważnš pracę: „Europa w obliczu końca". Pisał w niej, że Europa znajduje się w „poważnym kryzysie politycznym, dramatycznym kryzysie cywilizacyjnym i być może œmiertelnym kryzysie duchowym". Te słowa równie dobrze, a być może nawet lepiej, pasujš do całego Zachodu. Harce, jakie w ostatnim czasie wyprawia Rosja Putina, tylko potwierdzajš, w jak głębokim kryzysie znajduje się dziœ œwiat zachodni, choć przecież nie sš przyczynš tego kryzysu.

W konfrontacji z Rosjš najbardziej widać słaboœć najmłodszej, geopolityczno-instytucjonalnej warstwy Zachodu, która powstała dopiero po II wojnie œwiatowej. Jednak kryzys jest efektem coraz szybciej postępujšcej erozji samych cywilizacyjnych fundamentów. Chodzi o cywilizację w tradycyjnym rozumieniu, w przypadku Zachodu – jak się to metaforycznie ujmuje – syntezę Aten, Rzymu i Jerozolimy, która dokonała się w póŸnym œredniowieczu i dała potężny impuls rozwojowy Europie zachodniego chrzeœcijaństwa. To od tego czasu póŸniejszy Zachód zaczšł szybko uciekać reszcie œwiata. W wiekach XVIII i XIX doszła do tego cywilizacja polityczna, czyli liberalizm, majšca także swój odpowiednik w kapitalistycznej gospodarce wolnorynkowej. To właœnie te podstawy zaczynajš dzisiaj kruszeć, co osłabia Zachód w sensie geopolitycznym,

Niszczšcy rozrost zasad

Obok rozpoznanych i dobrze opisanych trendów demograficznych i kulturowych, w ostatnich dwóch dekadach pojawiły się nowe przyczyny szybkiego słabnięcia Zachodu na scenie międzynarodowej. Szwajcarski historyk Gonzague de Reynold pisał, że „każdy ustrój niszczy się sam przez nadmierny rozrost własnych zasad". Można wskazać na przynajmniej trzy obszary działania tego prawa w odniesieniu do Zachodu.

Po pierwsze, w gospodarce rynkowej pojawiło się diagnozowane przez Paula Dembinskiego zjawisko „finansjalizacji". Systemy finansowe oderwały się od realnej gospodarki i w mniejszym stopniu zajmujš się racjonalnym wspomaganiem procesów gospodarczych, w większym zaœ jałowym produkowaniem pieniędzy z pieniędzy, za pomocš kolejnych generacji derywatów, aż po toksyczne produkty finansowe, które wysadziły w powietrze zachodni system finansowy w 2008 r.

Stało za tym dšżenie do zysku w możliwie najłatwiejszy sposób. Aby sobie to ułatwić, tzw. rynki finansowe zwalczały rzšdowš kontrolę tej sfery za pomocš argumentu o anachronizmie wszelkich przejawów obecnoœci państwa w gospodarce. Doprowadzone w praktyce do skrajnoœci hasło konsensusu waszyngtońskiego – „liberalizacja i deregulacja", przyniosło szkodliwe następstwa nie tylko w gospodarce, ale też w polityce i życiu społecznym.

Drugim obszarem, w którym widać nadmierny rozrost własnych zasad, jest demokracja. Uległa ona psuciu nie tylko przez pienišdz, ale też nadmiar liberalizmu, który sprowadził jš do procedur uzgadniania coraz bardziej rozbieżnych, jednostkowych i grupowych interesów, które nie dały się sprowadzić do wspólnego mianownika. Demokracja, tracšc skutecznoœć, traciła legitymizację, a próbujšc poprawić tę pierwszš, tym bardziej traciła drugš. Społeczeństwa zaœ traciły w niš wiarę.

Nie bez znaczenia był też liberalny przechył w sferze praw człowieka, których rozwój poszedł w kierunku indywidualnych i grupowych praw, uprawnień, roszczeń, jednak bez zobowišzań i obowišzków, w tym bez uwzględniania potrzeby zachowania spójnoœci społecznej i kulturowej. Ponadto, o czym coraz częœciej się pisze, liberalizm oderwał się od swego etyczno-kulturowego podłoża, które wczeœniej zapewniło mu tak wielki sukces.

Gorzki smak globalizacji

Odwrót rzšdzonych przez Donalda Trumpa Stanów Zjednoczonych od globalizacji nie jest ani niespodziewany, ani przypadkowy. To musiało w końcu nastšpić. Wszak w procesie tzw. drugiej globalizacji (od lat 80. XX w.) doszło do bezprecedensowego rozwarstwienia pod względem majštku i dochodów – wewnštrz zachodnich społeczeństw oraz pomiędzy krajami wysoko i słabo rozwiniętymi. To musiało wywołać konsekwencje społeczne, które znalazły przełożenie na polityczne preferencje i wybory.

Druga globalizacja pobudziła także przyspieszony wzrost tzw. reszty œwiata (choć nie całej), która zaczęła produkować więcej i taniej, oraz eksportować na rynki zachodnie. Po stronie Zachodu spowodowało to m.in. spadek konkurencyjnoœci i wzrost bezrobocia. Druga globalizacja przyspieszyła także to, co zapoczštkowała pierwsza, czyli odwołujšc się do okreœlenia Arnolda Toynbeego – „cywilizacyjne przeciwuderzenie". Znalazło ono wyraz w szybko rosnšcej migracji z byłych kolonii do metropolii i pozostałych krajów zachodnich. Ta wielka fala wywołała reakcję populistyczno-nacjonalistycznš. Pojawiły się bowiem problemy – wcale nie teoretyczne – spójnoœci społecznej i bezpieczeństwa kulturowego.

O ile problemy imigracji czy konkurencyjnoœci oraz ich społeczno-kulturowych implikacji można uznać za niezamierzone, lecz i nieuniknione konsekwencje wczeœniejszej oraz pozimnowojennej fazy ekspansji Zachodu, o tyle jego niedawne interwencje militarne trzeba zaliczyć do kategorii ciężkich, choć niewymuszonych błędów; wręcz strzałów we własnš stopę. Interwencje te znacznie pogorszyły pozycję międzynarodowš Zachodu – w pewnym sensie sš przejawem niszczšcego działania nadmiernego rozrostu własnych zasad. Chodziło bowiem o wojny wpisujšce się w koncepcję liberalnego interwencjonizmu. Idea ta pojawiła się w zachodniej polityce w trakcie ostatniego ćwierćwiecza.

Nieudolnie i z reguły niepotrzebnie, do tego łamišc prawo, Zachód nie tylko powodował prawdziwe katastrofy humanitarne i rozległe zniszczenia na miejscu oraz prowokował szkodliwe dla siebie kontrreakcje (terroryzm, fale migracyjno-uchodŸcze). Wywoływał również wrogoœć w wielu regionach œwiata. Podobne efekty przyniósł kryzys 2008 r.: zachwiał wiarę w bezalternatywnoœć zachodniego modelu rozwoju, czyli podkopał legitymizację globalnego przywództwa Zachodu.

Mniej Zachodu w Zachodzie

To główne, choć niejedyne przyczyny, dlaczego w ostatnich latach obserwujemy nie tylko dramatycznie szybkie słabnięcie Zachodu w stosunkach międzynarodowych, ale również erozję jego tożsamoœci. Szczególnie zaskakujšce i niepokojšce jest kurczenie się Zachodu na jego „geopolitycznych skrzydłach". Prezydentem Stanów Zjednoczonych został polityk reprezentujšcy całkowicie niezachodniš aksjologię i sposób myœlenia, który porzucił dotychczasowš przywódczš rolę USA w œwiecie zachodnim. Posługujšc się językiem ze sfery mikroekonomii, można powiedzieć, że doszło do „wrogiego przejęcia" Białego Domu.

Jak wiadomo, Donald Trump preferuje polityczne przyjaŸnie z przywódcami państw niedemokratycznych. Ponadto, badacze systemów politycznych już od pewnego czasu podkreœlajš przekształcanie się USA z kraju demokratycznego w państwo co najwyżej oligarchicznej demokracji, gdzie o tym, kto rzšdzi i jak rzšdzi, decyduje wielki pienišdz. Podobny odwrót od zachodnich wartoœci i standardów politycznych obserwujemy w Europie Œrodkowej, która do geopolitycznego Zachodu dołšczyła dopiero po 1989 r. Uważa się, że doszło tu do recydywy wzorców kultury politycznej ze Wschodu (pozostałoœci po komunizmie i silne oddziaływanie Rosji).

Przejawy erozji tożsamoœci widać także w samym mateczniku Zachodu – w Europie Zachodniej. Symptomatycznym przykładem tego procesu jest spór pomiędzy niemieckš kanclerz a jej ministrem spraw wewnętrznych o to, czy islam jest częœciš Niemiec... Z całš pewnoœciš islam nie jest częœciš Zachodu, a w wielu swoich przejawach był i jest wobec cywilizacji Zachodu wyraŸnie nieprzyjazny. Cywilizacyjnš erozję Zachodu pod wpływem islamu widać zresztš w wielu innych miejscach.

Z kolei polityczne wolty USA oraz Wielkiej Brytanii (brexit) mogš być uważane za koniec anglo-amerykańskiego porzšdku, co należy rozumieć również jako utratę jakże istotnego anglosaskiego wkładu w tożsamoœć i siłę Zachodu. Czy i jak sobie z tym Zachód poradzi, zobaczymy wkrótce.

Idšc dalej, Chińczycy w nieoficjalnych rozmowach przyznajš, że wybór Trumpa i jego polityka (czy może raczej jej brak) jest dla nich „darem niebios". I rzeczywiœcie, oddawanie przez USA pola Chinom w Azji Wschodniej i na obszarze okreœlanym przez Zbigniewa Brzezińskiego „eurazjatyckš szachownicš" budzi najwyższe zdumienie obserwatorów ze wszystkich ważniejszych stolic œwiata. Efektem tego jest dyskutowany obecnie przez znawców kryzys liberalnego porzšdku międzynarodowego. Przekonujšco pisze o nim brytyjski politolog Hans Kundnani, skupiajšc się na jego aspektach ekonomicznych, ideowych oraz w sferze bezpieczeństwa.

Niestety, wiele wskazuje na to, że nie chodzi o kryzys, lecz kres porzšdku międzynarodowego w kształcie ustanowionym przez Zachód w dwóch fazach: po II wojnie œwiatowej oraz po zakończeniu zimnej wojny. Ambicje do przejęcia „opieki" nad procesem globalizacji zgłaszajš Chiny. Jeœli tak się stanie, można założyć, że będzie to zupełnie inny proces, zarówno jeżeli chodzi o treœci, jak i korzyœci płynšce dla jego uczestników, w tym reszty œwiata, do której trafi... Zachód.

Strach przed wojnš

Dopiero na powyższym tle zrozumiałe się staje, dlaczego Rosja, wielokrotnie słabsza od Zachodu, tak dobrze sobie radzi w konfrontacji z nim. Putin zdecydował się na niš zaraz po powrocie na fotel prezydenta w 2012 r., czyli niemal dwa lata przed agresjš na Ukrainę. W swej strategii wobec Zachodu wykorzystuje jego wewnętrzne słaboœci, rosnšce w siłę w wielu zachodnich krajach ruchy populistyczne, renesans tendencji autorytarno-nacjonalistycznych (zwłaszcza w Europie Œrodkowej), kryzys demokracji, podatnoœć zachodnich polityków na różne formy korupcji oraz wspierania ich karier i wpływów ich partii (vide Nicolas Sarkozy, Viktor Orbán czy Donald Trump).

Może także liczyć na wewnętrzne różnice interesów i podziały, które biorš górę nad poczuciem interesu wspólnego, czego przejawem jest nie tylko więŸ Orbána z Putinem, ale i beztroski stosunek Niemiec do budowy gazocišgu Nord Stream 2 czy admiracja Trumpa dla gospodarza Kremla. Putin może także liczyć na wyrozumiałoœć i naiwnoœć zachodnich polityków (m.in. Emmanuela Macrona), którzy wierzš, że przez bezpoœrednie kontakty z nim mogš wpłynšć na jego postępowanie, choć wielokrotnie dowodził, że to nie jest możliwe. Te kontakty zaspokajajš wprawdzie próżnoœć zachodnich polityków, ale służš wyłšcznie interesom Rosji.

Putin zresztš nie tylko może na to wszystko liczyć, on to wszystko mniej lub bardziej otwarcie finansuje lub wspiera, aby właœnie pogłębić słaboœci Zachodu; aby podważyć jego liberalno-demokratyczne oblicze; aby uczynić go bezradnym wobec poczynań Kremla skierowanych wprost przeciwko Zachodowi, a także w innych regionach przeciw zachodnim interesom.

W tej sytuacji sankcje, zwłaszcza tak nieœmiałe, nie robiš na Rosji większego wrażenia. Putinowi sprzyja także niechęć reszty œwiata wobec Zachodu, na którš sam Zachód ciężko zapracował w ostatnich dwóch dekadach. To raczej Rosja może liczyć na zrozumienie reszty œwiata w jej antyzachodnich poczynaniach.

Niezależnie od powyższych słaboœci problemem podstawowym jest niskie morale Zachodu, które uniemożliwia sformułowanie jakiejkolwiek strategii wobec Rosji. Zachód jedynie reaguje, do tego z opóŸnieniem, słabo, niesolidarnie. Przestraszył się „nowej zimnej wojny", która jest mitem, ponieważ toczy jš jedynie Putin, podczas gdy Zachód robi wszystko, aby jej uniknšć. Słaba Rosja się jej nie boi, a wielokrotnie silniejszy Zachód drży na myœl, że miałby jš podjšć.

Tymczasem bez gotowoœci do jej podjęcia, bez zdolnoœci do rozwinięcia nowej wersji polityki powstrzymywania Zachód będzie cały czas przez Rosję oœmieszany, a jedyne, na co będzie go stać w odpowiedzi np. na atak broniš chemicznš, to... odwołanie kilkudziesięciu rosyjskich dyplomatów. A i tak za chwilę Macron pojedzie do Rosji spotkać się z Putinem, zaœ Trump, w tajemnicy przed swymi doradcami, umawia się na podobnš randkę w innym miejscu.

W nieodległej przeszłoœci Zachód, dzięki jednoœci, determinacji i strategii, pokojowymi metodami zwyciężył znacznie potężniejszy od Rosji Zwišzek Sowiecki. Dzisiaj, silniejszy, lecz zdemoralizowany, wypierajšcy się swej tożsamoœci, niezdolny do strategicznego działania Zachód przegrywa z wielokrotnie słabszš, lecz zdeterminowanš i działajšcš strategicznie Rosjš.

Autor jest politologiem, profesorem nauk humanistycznych, dyplomatš. Od 2010 do 2015 r. był doradcš ds. międzynarodowych prezydenta Bronisława Komorowskiego. Jest szefem rady programowej Fundacji My Obywatele Unii Europejskiej

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL