Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Marian Piłka: Jak uniknšć geopolitycznej pułapki?

Obecny spór w amerykańskiej polityce nie polega na tym, czy porozumieć się z Rosja, tylko na tym, w jakich okolicznoœciach i na jakich warunkach to zrobić - pisze Marian Piłka.
PAP/EPA
Polska nie może dłużej pełnić funkcji satelity realizujšcego amerykańskš rację stanu. W obliczu przebudowy porzšdku międzynarodowego taka polityka może mieć tragiczne konsekwencje – twierdzi działacz Prawicy Rzeczypospolitej.

Od czasu podpisania układu o nieagresji z Niemcami w styczniu 1934 roku relacje polsko-niemieckie układały się poprawnie. W Niemczech nastšpiło wyciszenie polityki rewizjonistycznej, co było zasadniczym celem polskiej polityki zagranicznej, zaœ udział Polski w rozbiorze Czechosłowacji był traktowany jako sygnał wskazujšcy na gotowoœć Rzeczypospolitej do zachowań proniemieckich, a w każdym razie neutralnych, w zbliżajšcym się konflikcie europejskim. Monachium pokazało nie tylko dšżenie Niemiec do rewizji systemu wersalskiego, ale także izolację sprzymierzonej z Francjš Czechosłowacji. Nauka płynšca z tego porozumienia była taka, że Francja nie jest wiarygodnym sojusznikiem, więc Polska w razie konfliktu, nie może liczyć na jej pomoc. W sytuacji, w której Hitler w pierwszym rzędzie zamierzał uderzyć na Francję, zadaniem Polski, w jego perspektywie, była osłona Niemiec przed możliwym atakiem Zwišzku Sowieckiego. Postulaty Berlina wobec nas, przyłšczenie Gdańska do III Rzeszy oraz przeprowadzenie przez Polskę eksterytorialnej autostrady z Niemiec do Prus Wschodnich, były doœć umiarkowane. Jako cena wzajemnego porozumienia, które w perspektywie mogło prowadzić do wspólnej polsko-niemieckiej wojny ze Zwišzkiem Sowieckim, były one właœciwie do przyjęcia.

Sojusz z Niemcami miał uchronić Polskę przed przystšpieniem w pierwszej kolejnoœci do zbliżajšcej się wojny. I przeciwko takiemu właœnie scenariuszowi Anglia podjęła działania, aby odwrócić niemieckie plany uderzenia na Zachód i skierować go na Wschód. Temu celowi służyły brytyjskie gwarancje. Minister Beck wybrał Londyn i tym samym wpadł w pułapkę zastawionš przez Brytyjczyków. W rezultacie Polska nie tylko walczyła samotnie we wrzeœniu 1939 roku, ale już na samym poczštku wojny wyłšczyła się jako samodzielny podmiot z rozgrywki, która miała miejsce w dalszym toku wojny. Beck zignorował dwa podstawowe aksjomaty polskiej polityki, jakimi były: dšżenie, aby nie dać się wyizolować w warunkach zagrożenia wojny i nie wejœć do niej jako pierwszy.

Pułapka, w którš wpadł minister Beck, powinna stać się memento dla polskiej polityki zagranicznej. Dziœ, kiedy podobnie jak przed I czy II wojnš œwiatowš nadchodzi radykalne przewartoœciowanie systemu międzynarodowego, tak jak w przeszłoœci nadchodzšce zmiany mogš mieć fundamentalne konsekwencje dla miejsca Polski w œwiecie. To czas rywalizacji mocarstw, chaosu, niepewnoœci i narastajšcych zagrożeń – nie tylko na głównym teatrze zmagań o nowy porzšdek międzynarodowy na zachodnim Pacyfiku, ale też obejmujšcym praktycznie cały œwiat, w tym również obszar Europy Œrodkowo-Wschodniej. Warto zauważyć, że w obliczu narastajšcego konfliktu amerykańsko-chińskiego kluczem do jego rozstrzygnięcia zarówno w wariancie handlowym, jaki i militarnym staje się Rosja. Jest ona co prawda drugorzędnym mocarstwem ekonomicznym, ale posiada nowoczesnš armię, a przede wszystkim ma kluczowe położenie w kontekœcie nadchodzšcego konfliktu.

Przyczajona Rosja

Zarówno Rosja, jak i Chiny sš mocarstwami rewizjonistycznymi, dšżšcymi do zasadniczego przebudowania porzšdku międzynarodowego opartego na militarnej i ekonomicznej dominacji Stanów Zjednoczonych. To dšżenie do rewizji jest dziœ podstawš ich sojuszu. Ale jest to sojusz asymetryczny, w którym zasadniczš rolę odgrywajš Chiny. Rosja korzysta zaœ na współpracy z Pekinem, która wzmacnia jej pozycję. Marzeniem Putina jest pozycja zbliżona do roli Zwišzku Sowieckiego w czasach systemu jałtańskiego – mocarstwa dyktujšcego zasady funkcjonowania systemu międzynarodowego. Możliwa jest więc reorientacja polityki Putina w kontekœcie rywalizacji amerykańsko-chińskiej. Czas, w miarę narastania tego konfliktu, działa na korzyœć Moskwy. Pod warunkiem że wczeœniej nie nastšpi destabilizacja samej Federacji Rosyjskiej.

Obecny spór w amerykańskiej polityce nie polega na tym, czy porozumieć się z Rosja, tylko na tym, w jakich okolicznoœciach i na jakich warunkach to zrobić. Zarówno demokraci, jak i republikanie opowiadajš się za powstrzymaniem chińskiego marszu ku œwiatowej hegemoni. Różnica polega na tym, czy należy porozumieć się już teraz, przyjmujšc rosyjskie warunki, czy też zaczekać na destabilizację Rosji i samemu podyktować warunki amerykańsko-rosyjskiego sojuszu. W pierwszym przypadku będzie to sojusz dla USA symetryczny i bardzo kosztowny, natomiast w drugim – asymetryczny i znacznie mniej kosztowny. W każdym wariancie ten sojusz oznacza rosyjskie profity zarówno ekonomiczne, jak i geopolityczne. Pytanie tylko, jaka będzie ich cena.

Putin stawia sprawę jasno. To Moskwa, w jego przekonaniu, jest kluczem do rozwišzania zbliżajšcego się konfliktu i tym samym urasta do rangi głównego rozgrywajšcego polityki międzynarodowej. Bo bez Rosji ani nie da się zablokować chińskiego rozwoju, ani, najprawdopodobniej, nie da się Chin pokonać militarnie. Odbudowa wpływów z czasów sowieckich oznacza między innymi przywrócenie wpływów Rosji w Europie Œrodkowo-Wschodniej. Na to jednak nie godzš się Amerykanie. Ich polityka wynika z geopolitycznych doktryn, według których Rosja nie będzie miała możliwoœci zagrożenia w przyszłoœci ich pozycji, dopóty nie zapanuje nad naszym regionem. Jak dotšd jest to trwały aksjomat amerykańskiej polityki.

Wstańmy z kolan

I to jest zasadnicze wyzwanie dla Polski. Odpowiedziš na potencjalne rosyjskie zagrożenie było w ostatnim ćwierćwieczu wstšpienie do NATO i Unii Europejskiej. Dziœ obie te instytucje znajdujš się w kryzysie. Dodatkowo Rosja nie jest też postrzegana przez kraje NATO jako podstawowe zagrożenie. Także w Unii narastajš tendencje do porozumienia się z Moskwš. W tej sytuacji konieczne stało się więc ponowne okreœlenie kierunków i celów polskiej polityki zagranicznej. Na razie odpowiedziš rzšdu na tę sytuację jest rezygnacja z podniesienia wydatków zbrojeniowych do 3 proc. PKB i tym samym rezygnacja z budowy własnej siły militarnej. Jest to więc wybór polityki satelickiej, analogicznej do akceptacji angielskich gwarancji z 1939 roku, rezygnacja z samodzielnego wpływania na rozwój sytuacji, uznania USA za reprezentanta naszych interesów w stosunku do Rosji i sprowadzenia Polski do roli reprezentanta amerykańskich interesów w naszej częœci kontynentu.

Doœwiadczenie uczy, że polityka satelicka jest pułapkš i na ogół kończy się katastrofš. Nasze interesy i interesy zarówno USA, jak i zachodnich państw europejskich nie sš tożsame. A protektor, jeżeli musi płacić swojemu ewentualnemu sojusznikowi, najczęœciej płaci interesami swoich satelitów. I istnieje duże prawdopodobieństwo, że w przypadku sojuszu amerykańsko-rosyjskiego cenš będzie bezpieczeństwo naszego obszaru. Wtedy albo bezpoœrednio znajdziemy się w rosyjskiej strefie wpływów, albo, co jest bardziej prawdopodobne, będziemy bezpoœrednio graniczyć z rosyjskš strefš wpływów. To oznacza, że w sensie geopolitycznym staniemy się państwem frontowym, zdanym na łaskę naszych sšsiadów. Byłoby to przekreœlenie zarówno naszej podmiotowoœci, możliwoœci rozwojowych, jak i bezpieczeństwa.

Koniecznym warunkiem uniknięcia najbardziej niekorzystnego scenariusza jest przede wszystkim samodzielnoœć polityki, to znaczy suwerenne definiowanie naszych interesów i samodzielne jej prowadzenie, a więc przezwyciężenie satelickiej postawy w polskiej polityce. Nie musi to wcale oznaczać zerwania dotychczasowych sojuszy, tylko redefinicję miejsca Polski w tych sojuszach, jak też przedefiniowanie naszej polityki w stosunku do głównych aktorów międzynarodowej sceny. Wybicie się na podmiotowoœć oznacza zachowanie sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, ale nie na zasadach państwa satelickiego. Zbieżnoœć polskich i amerykańskich interesów polega na powstrzymaniu w naszej częœci Europy ekspansji rosyjskiej. Ale Polska nie może brać na siebie większoœci odpowiedzialnoœci za powstrzymywanie Rosji.

Stanom Zjednoczonym zależy na tym, by to Polska pilnowała amerykańskiego interesu w tej częœci naszego kontynentu. Temu celowi służyć ma obecnoœć sił amerykańskich na wschodniej flance NATO, która ma jednak raczej symboliczne niż militarne znaczenie. Polska powinna dšżyć przede wszystkim do odprężenia i współpracy z Rosjš, aby zminimalizować groŸbę konfrontacji, zamiast stać się instrumentem amerykańskiego nacisku na Moskwę. Wzorem dla nas powinna stać się polityka prowadzona przez RFN w latach 70. i 80. ubiegłego stulecia. Pozostajšc lojalnym członkiem NATO, Niemcy dšżyły wówczas do uniknięcia wybuchu wojny i przekształcenia własnego terytorium w pobojowisko.

Rozwijanie współpracy ekonomicznej z Rosjš nie tylko zmniejsza ryzyko wybuchu konfliktu, ale także sprzyja budowaniu naszego potencjału ekonomicznego i tym samym stwarza warunki do zbudowania ekonomicznych podstaw bezpieczeństwa narodowego. Podstawš naszego przedefiniowania polityki wobec Rosji jest przywrócenie własnych kanałów komunikacyjnych z Moskwš i własnej agendy politycznej we wzajemnych relacjach. Niestety, wydaje się, że obecny rzšd jest do tego psychologicznie i politycznie niezdolny. Taka polityka oznacza przywrócenie samodzielnoœci polskiej polityki w stosunku do Waszyngtonu i współpracę w sytuacji amerykańskiego zaangażowania się w Europie Œrodkowo-Wschodniej, ale nie zastępowania tego zaangażowania. Dlatego Polska także powinna dokonać korekty swojej polityki w stosunku do Ukrainy. To nie Polska, ale Stany Zjednoczone i Wielka Brytania gwarantowały w 1994 roku integralnoœć terytorialnš Ukrainy po jej rezygnacji z broni jšdrowej. I to nie Polskę, ale Niemcy i Francję Ukraina wybrała na swoich poœredników w rozmowach z Rosjš. Polska powinna w tej sytuacji ograniczyć swoje zaangażowanie na Ukrainie do obrony własnych interesów gospodarczych, naszego dziedzictwa, praw mniejszoœci polskiej i kwestii potępienia przez państwo ukraińskie zbrodni wołyńskiej.

Przywrócenie podmiotowoœci polskiej polityki oznacza także samodzielne definiowanie jej celów i charakteru nie tylko w stosunku do Rosji, ale i Chin. Narastajšcy konflikt amerykańsko-chiński nie jest naszym konfliktem. Sojusz amerykańsko-polski powinien być obustronnie korzystny. Oznacza to, że polityka amerykańska nie może blokować polskich możliwoœci rozwojowych. Silna ekonomicznie i militarnie Polska będzie czynnikiem zapewniajšcym stabilnoœć i równowagę w naszej częœci kontynentu. W ten sposób staniemy się skuteczniejszš barierš dla rosyjskiego ekspansjonizmu niż Polska ekonomicznie słaba i zależna tylko od zewnętrznych gwarancji.

Chińska rozgrywka

Dlatego Amerykanie nie mogš domagać się od naszego kraju rezygnacji ze współpracy gospodarczej z Chinami, a zwłaszcza z udziału w korzyœciach rozwojowych płynšcych z powstania Nowego Jedwabnego Szlaku, kanału handlowego łšczšcego Państwo Œrodka z Europš. Zaangażowanie w ten projekt wpłynęłoby pozytywnie na nasze bezpieczeństwo, bowiem Chiny sš żywotnie zainteresowane, aby żadne konflikty nie zakłócały jego funkcjonowania. Tym samym Polska zyskałaby sojusznika wywierajšcego presję na Rosję w celu pohamowania jej rewizjonistycznych interesów w naszym obszarze bezpieczeństwa. Nasza polityka wobec Chin powinna być analogiczna do tej, jakš prowadzš azjatyccy sojusznicy USA. Państwa te współpracujš z Amerykanami w zakresie bezpieczeństwa, nie rezygnujšc ze współpracy gospodarczej z Chinami.

Powierzenie Amerykanom prowadzenia polskiej polityki bezpieczeństwa narodowego i uznanie amerykańskich interesów za własne, jak to czyniš dotychczasowe rzšdy, oznacza zagrożenie wpadnięcia w pułapkę podobnš do tej z 1939 roku. Porozumienie rosyjsko-amerykańskie może zostać zawarte kosztem żywotnych polskich interesów. Jesteœmy już w okresie zakwestionowania systemu postzimnowojennego i kształtowania się nowego porzšdku międzynarodowego. W sytuacji zagrożenia wojnš najważniejszym wymogiem jest zbudowanie własnej, samodzielnej siły militarnej, zdolnej do skutecznej obrony naszego bezpieczeństwa i interesów. Przebudowa systemu międzynarodowego może mieć charakter pokojowy, ale niestety może się także dokonać poprzez wojnę. Dlatego najważniejszym zadaniem polskiej polityki jest dšżenie do minimalizowania groŸby wojny, uniknięcie izolacji oraz niewchodzenie do potencjalnego konfliktu tak długo, jak to tylko będzie możliwe. Dlatego nie zrywajšc naszych zobowišzań sojuszniczych, nie możemy rezygnować z samodzielnego definiowania własnych interesów i ich obrony, nawet wbrew żšdaniom naszych sojuszników. W przeciwnym razie znajdziemy się w sytuacji podobnej do tej, w jakiej znalazła się Polska po przyjęciu przez ministra Becka brytyjskich gwarancji. Znajdziemy się w pułapce, której koszty będziemy musieli zapłacić. Oby nie były to koszty tak wielkie, jak koszty błędnej polityki ministra Becka.

Autor jest historykiem, wiceprezesem partii Prawica Rzeczypospolitej

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL