Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Kuźniar: Gdzie jest prezydent

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Kompromitujšcy blamaż naszego rzšdu w Brukseli jeszcze raz ujawnił załamanie się ustrojowej pozycji głowy państwa w Polsce – pisze politolog i dyplomata prof. Roman KuŸniar.

W naszym systemie ustrojowym najwięcej władzy ma rzšd. Polska to nie Francja ani USA. Jednak Konstytucja z 1997 roku daje prezydentowi uprawnienia nieporównanie większe niż te, które przysługujš na przykład prezydentom Niemiec, Finlandii czy Węgier. A w niektórych sprawach mówi się wręcz o dualizmie władzy wykonawczej. Dotyczy to zwłaszcza polityki zagranicznej oraz bezpieczeństwa i obronnej. Do tego dochodzš wcale niebłahe kompetencje własne głowy państwa. Prezydent może i powinien być strażnikiem powagi i majestatu Rzeczypospolitej. Nie mówišc już o rzeczy najważniejszej: prezydent czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji (art. 126). Tu może być stuprocentowo skuteczny, ale to właœnie zostało porzucone na samym poczštku kadencji. Ustrojowa pozycja prezydenta załamała się tak bezgłoœnie, że większoœć Polaków zapewne jej nie dostrzega ani nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji tej zmiany.

Praktyka po 1989 roku, jeszcze przed 1997, pokazała, że prezydenci potrafiš być aktywnymi, znaczšcymi i kreatywnymi aktorami życia publicznego. Potrafili być – co także ważne – arbitrami w trudnych sprawach. Pamiętamy jak Aleksander Kwaœniewski zręcznie wymienił na stanowisku premiera Leszka Millera, który dał sobie wmówić „Niceę albo œmierć”, na Marka Belkę. Spór Lecha Kaczyńskiego z rzšdem Donalda Tuska o kompetencje w sferze polityki zagranicznej musiał być rozstrzygnięty przez trybunał konstytucyjny, a prezydent Kaczyński orzeczenie Trybunału respektował, bo szanował Konstytucję. Z kolei Bronisław Komorowski nie bał się „zderzać” z rzšdem Tuska w sprawie przystšpienia do strefy euro.  

Tymczasem prezydent Duda dał się zepchnšć do roli zupełnie nieistotnej. Nie chcę przez grzecznoœć przywoływać teatralnych porównań kierowanych pod jego adresem, ale i one zdajš się dzisiaj przewartoœciowywać jego rzeczywistš rolę. Gdyby po sezonie zimowym nie wrócił z nart, nikt by nie zauważył jego nieobecnoœci. Bo kiedy już nawet jest w stolicy, to w Pałacu Prezydenckim widzimy jedynie jakieœ „koci koci łapci” z fanami w starannie zaaranżowanym otoczeniu. Choć przyznać trzeba, że czasem w ich towarzystwie głos podniesie i wezwie ich, aby przybyli do stolicy i przegonili oponentów „dojnej zmiany”. To jednak jest gruntownie sprzeczne z art. 1 Konstytucji, który mówi, że „Rzeczpospolita jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”, a nie jedynie partii rzšdzšcej.

Strategia strusia

Tu więc znowu ujawnia się problem prezydenta z konstytucjš. To pierwszy obszar boleœnie ujawniajšcy atrofię ustrojowej funkcji prezydenta. Zdumiewajšce jest, że Andrzej Duda nie zdaje sobie sprawy z tego, że entuzjastycznie uczestniczy w procesie odwrotu Polski od demokracji i przekształcaniu kraju w podręcznikowe państwo autorytarne. Dokonany przez PiS demontaż ustrojowej zasady trójpodziału władz, który wprowadzała przecież już Konstytucja 3 Maja, stał się poczštkiem tego procesu. Chodzi o wygaszenie de facto Trybunału Konstytucyjnego. Jest niepojęte, że prezydent uznał za właœciwe mianować prezeskš Trybunału osobę nieposiadajšcš najmniejszych kwalifikacji do tej funkcji, a do tego spędzajšcš większoœć czasu przy mężu w Berlinie. To œwiadectwo głębokiego niezrozumienia ustrojowej roli sšdu konstytucyjnego w zachodniej cywilizacji politycznej. Dalszym cišgiem tego procesu jest właœnie realizowany zamach na niezawisłoœć sšdownictwa. Chodzi o uniemożliwienie funkcjonowania definicyjnej cechy demokracji, czyli wolnej konkurencji politycznej; o zapewnienie rzšdzšcej formacji gwarancji bezkarnego sprawowania władzy przez dowolnš liczbę kadencji.  

Uczestniczšc w tym procesie, prezydent Duda powinien pamiętać, że cechš państwa  autorytarnego jest także nieobecnoœć głowy państwa, zarówno rzeczywista (co już się dzieje) i formalna. W takim systemie wódz przejmuje funkcje rzšdu, parlamentu i głowy państwa. Widzimy to na wielu historycznych przykładach, poczšwszy – to nie porównanie tylko przykład – od „wygaszenia” przez Hitlera stanowiska prezydenta Niemiec po odejœciu von Hindenburga, a następnie przejęcia jego roli. Zaawansowane tego poczštki widzimy także już w Polsce, gdy wódz partii rzšdzšcej na bieżšco i publicznie decyduje za rzšd i parlament, a jeœli potrzebna jest parafa prezydenta, to natychmiast się znajduje. I rzšdzšcy uważajš to za „normalne”.

Konstytucja z 1997 roku obdarza prezydenta istotnymi funkcjami w odniesieniu do bezpieczeństwa i obronnoœci państwa. W obliczu – nazwijmy to delikatnie – ekstrawagancji ministra obrony w tym obszarze, prezydent Duda zachowuje się jak gdyby nie miał œwiadomoœci istnienia tych zapisów. Być może ma, ale wódz i jego minister amputowali w praktyce te uprawnienia prezydenta. A ten się na to godzi. Gdybyœmy byli Kostarykš (brak armii) lub Portugališ (położenie geograficzne) groteskowe zachowania i decyzje ministra obrony budziłyby zapewne jedynie wesołoœć. W Polsce sš groŸne dla bezpieczeństwa państwa. Dlatego pojawia się pytanie, gdzie jest prezydent.

„Strategię strusia” prezydent Duda stosuje również w polityce zagranicznej. Owszem, podróżuje i przemawia. Talentu krasomówczego nie można mu odmówić, co zapewniło mu zwycięstwo wyborcze. Ale przecież Konstytucja daje mu znacznie większe możliwoœci, z których korzystali poprzednicy. Katastrofa dyplomatyczna rzšdu RP zaprogramowana przez wodza partii, nie musiała się zdarzyć, gdyby prezydent potrafił i nie bał się działać zgodnie z Konstytucjš. Mógł uchronić nasz kraj przed bezprecedensowš kompromitacjš w Europie. Na odległoœć było widać, że statek z napisem „Polska” zmierza niczym „Titanic” ku zderzeniu z górš lodowš. Należało przejšć stery i uchronić Polskę od tej katastrofy. Ale do tego, oprócz kompetencji, których również w pałacu brak, potrzebny jest charakter.

Smoleńska mentalnoœć

Ważniejsze od zapewnienia na drugš kadencję miłego mieszkanka przy Krakowskim Przedmieœciu i nart w Wiœle (gdzie pałacyk prezydencki) powinny być interesy Polski.

Prezydent nie sprzeciwia się wyprowadzaniu Polski z Europy na bezdroża szarej strefy między Niemcami i Rosjš. Czy Andrzej Duda ma œwiadomoœć, że w obecnym stanie rzeczy Polska nie zostałaby dopuszczona do negocjacji członkowskich ze względu na niespełnianie kryteriów kopenhaskich z 1993 roku? Wódz partii oraz podległy mu rzšd uparcie i systematycznie odwracajš nas od UE w kierunku wschodnim (w sensie ustroju i kultury politycznej). I ponownie: gdzie jest prezydent? Zajmuje się on, niestety, budowaniem geopolitycznych zamków z piasków, czyli Trójmorza. Legitymizuje tym geopolityczny powrót Polski na miejsce, z którego szczęœliwie udało nam się uciec w latach 90.

Uparty tupolewizm Kaczyńskiego i jego rzšdu w polityce zagranicznej może wkrótce doprowadzić do znacznie bardziej dramatycznych zderzeń z rzeczywistoœciš międzynarodowš  niż niedawna dyplomatyczno-wizerunkowa klęska w Brukseli. „Smoleńska” mentalnoœć obozu rzšdzšcego ujawniła się w oœwiadczeniu premier Szydło po powrocie: „To nie porażka, to zwycięstwo. Pokazaliœmy, że jesteœmy pełnoprawnym członkiem Unii”. Trzeba było spektakularnej klęski, by dowieœć swej pełnoprawnoœci? To myœlenie jest tyleż absurdalne i niedojrzałe, co niebezpieczne. Inne kraje z pożytkiem dla siebie i skuteczniej dowodzš swej podmiotowoœci. Polska nie musi podnosić się z kolan, bo na nich nie była. Wystarczy rozumnie i we współpracy z innymi budować bezpieczeństwo kraju i dobrobyt Polaków w zjednoczonej Europie.

Ostatnie wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego i Witolda Waszczykowskiego wskazujš, że to dopiero poczštek serii klęsk w wojnie z Europš, którš chcš Polsce zafundować w nadchodzšcych miesišcach i latach. Zatrzymać to mógłby tylko prezydent. Gdyby miał odwagę czuwać nad przestrzeganiem Konstytucji oraz stać na straży polskiej racji stanu.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL