Publicystyka

Apostoł czystej Ewangelii

AFP
Franciszek głosi Ewangelię i czynem i słowem. Swoje najpiękniejsze encykliki pisze natomiast… gestami – twierdzi politolog i filozof.

Jezuita Jorge Mario Bergoglio nie ma dobrej prasy. Nie znaczy to, że jest mało medialny. Jego południowoamerykański temperament zwykle bierze górę nad protokołem i dyplomacją. Dlatego najlepiej czuje się występując w scenach, które sam reżyseruje.

Nowy następca św. Piotra od początku starał się likwidować dystans, który oddzielał go od wiernych. Jego „dzień dobry” czy „dobrego obiadu” zdumiewały i przyciągały innowierców albo będących daleko od Kościoła.

Franciszek ujmuje nie tylko bezpośredniością, ale konkretnymi gestami. Podczas niedawnej audiencji generalnej mała dziewczynka z zespołem Downa wstała i ruszyła w kierunku głowy Kościoła. Ochroniarze chcieli zawrócić ją do mamy, lecz papież powiedział: „chodź, usiądź przy mnie”. Potem ujął ją za rękę i kontynuował.

To wydarzenie było wspaniałą katechezą. Katechezą, która mówi wiele nie tyle o samym papieżu, co o samym pięknie i świętości ludzkiego życia. Katechezą o wiele skuteczniejszą niż 100 stron drobnym maczkiem kościelnych dokumentów i 1000 pikiet, na których pokazywane są zwłoki nienarodzonych dzieci rozszarpywanych przez narzędzia aborterów.

Bez barier

Podczas styczniowej pielgrzymki do Chile, gdy ochraniająca go policjantka spadła z konia, papież był pierwszym, który ruszył jej na pomoc. Podtrzymywał ją na duchu i odszedł dopiero wówczas, gdy pojawił się lekarz. Trudno o bardziej przemawiający przykład wrażliwości, współczucia i troski. W czasach, gdy ludzie na widok cierpienia odwracają głowy, albo pełni egoizmu i żądni sensacji, wyjmują telefon komórkowy, aby jak najszybciej zamieścić przerażający film na którymś z portali społecznościowych.

Podczas tej samej podróży apostolskiej Ojciec Święty udzielił ślubu na pokładzie samolotu stewardessie i stewardowi. Nieoczekiwanie. Para prosiła tylko o błogosławieństwo, a on zapytał, czy są małżeństwem. Odpowiedzieli, że łączy ich tylko umowa cywilna. Franciszek zaczął z nimi dialogować, co skończyło się udzieleniem sakramentu ponad chmurami. Bez przygotowania, całego weselnego cyrku i obowiązkowych spotkań przedmałżeńskich. Skandal czy najbardziej spektakularna reklama małżeństwa jaką można sobie wyobrazić?

Franciszek co niedzielę dzwoni do argentyńskiego zakładu karnego Ezeiza, nieopodal Buenos Aires. Rozmawia z więźniami. Pociesza, dodaje otuchy, mówi o odpuszczeniu win i przypomina o chrześcijańskiej nadziei. Dlaczego? Bo sam uznaje się za grzesznika. „Za każdym razem, kiedy przekraczam bramy więzienia, nachodzi mnie myśl: dlaczego oni, a nie ja? To ja powinienem tu być, zasługiwałbym na to. Ich upadki mogłyby być moimi, nie czuję się lepszy od osób, przed którymi stoję” - mówił w wywiadzie udzielonemu Andrea Tornielli’emu.

To wyznanie naprawdę szokuje. Zwłaszcza tych katolików, co czują się mądrzejsi od swoich proboszczów, biskupów i nie cofają się przed tym, aby nieustannie pouczać głowę Kościoła. Papież dzwoni do nieznajomych. Chłopaka, który w wyniku wypadku został przykuty do wózka. Rodziców, których dzieci popełniły samobójstwo. Uchodźców, niepełnosprawnych, starych. Odpowiada na prośby tych, którzy napisali do niego listy. „Marnuje” swój czas dla innych, podczas, gdy większość ludzi racjonalizuje swoje codzienne kontakty, na tych, z którymi warto się spotykać i na tych, którzy nie są warci naszej uwagi.

Antyklerykał ze stolicy św. Piotra

Jaki naprawdę jest papież Franciszek? Na pewno nie taki, o jakim czytamy w generalnie nieprzychylnych mu mediach. Dużo może o nim może powiedzieć ten, który ma z nim bezpośredni kontakt - papieski jałmużnik abp Konrad Krajewski. Podczas ostatniej części rekolekcji dla kapłanów, przed ingresem abpa Grzegorza Rysia w Łodzi, papieski dobrodziej ubogich, wygłosił najbardziej antyklerykalną naukę, jaką można usłyszeć z ust hierarchy. Dużo mówił też o duchu posługi Franciszka. Łatwo odszukać to nagranie w internecie i dokładnie wysłuchać, aby poznać jaki naprawdę jest Ojciec Święty.

„Gdy powołał mnie na jałmużnika papieskiego, co przetłumaczył po włosku miłosierdzie - nie znalazł innego słowa, aby to określić, powiedział - sprzedaj biurko, nie chcę cię widzieć na Watykanie. Idź i szukaj biednych, bo to jest Jezus” - wspomina arcybiskup. „On żyje czystą Ewangelią” - dodał.

Kiedy podczas Światowych Dni Młodzieży w Brazylii, papież raz po raz częstował się to cukierkami, to coca-colą czy yerba mate, podsuwanymi przez pielgrzymów, jeden z kardynałów, odpowiedzialny za ceremonię zwrócił mu uwagę, że tak nie wolno. Papież zirytował się i kazał mu znaleźć w Piśmie Świętym fragment, że jego życie zależy tylko od Boga, a nie od tego co je, albo od lekarzy.

Najbardziej uderzająca opowieść dotyczyła klerykalnego formalizmu i rygoryzmu. Ksiądz arcybiskup wspominał jedną ze spowiedzi, sakramentu, który sprawuje w Kościele św. Ducha nieopodal Watykanu. Spowiadał młodą dziewczynę, którą widywał już wcześniej. Po spowiedzi, która była bardzo głęboka, penitentka zakończyła, że nie może dostać rozgrzeszenia. - Dlaczego? - spytał. - Bo jestem muzułmanką - odparła. - To ochrzczę cię - zaproponował. Podeszli do kropielnicy, ale zakrystia była zamknięta, nie było można uzupełnić stosownych ksiąg. - Przyjdź jutro - zaproponował. Oczywiście nie przyszła. „Gdy opowiedziałem to Ojcu Świętemu, skomentował swoim ulubionym: jaki jesteś głupi! Trzeba było iść do kranu, tam jest świeża woda. Ja robiłem tak wielokrotnie. Ale ty jesteś Polak, a ja Argentyńczyk musimy się czymś różnić” - powiedział arcybiskup.

Inna opowieść. Do kancelarii parafialnej przychodzi kobieta, aby ochrzcić dziecko. Ksiądz wypełnia dokumenty i pyta o imię ojca. - Nie wiem, kto jest ojcem - mówi kobieta, bo skąd prostytutka ma wiedzieć, kto jest ojcem. Nadzieja na chrzest pryska, bo Synod, bo Prawo. „Przyszła do ciebie błogosławiona, jeśli nie święta!” - mówi Franciszek. „Przecież modlimy się o ochronę życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Mogła zabić, a nie zabiła - przyszła. Co by zrobił Jezus? Spytałby: - Masz pieniądze na pieluchy, kupić ci wózek? Ochrzczę jeszcze w tę niedzielę, przyjęcie będzie na plebanii!”.

Ewangelia to dzisiaj, a nie wczoraj czy jutro. Jezus chodził, uzdrawiał. Taką postawę - szukania zagubionych owiec, zbrukania się ubóstwem, brudem - pokazywał apostołom Chrystus, a papież przekazuje kapłanom. Jest surowy tylko w jednym przypadku, gdy księża sami zaprzeczają temu duchowi.

Arcybiskup Krajewski przypomniał sytuację, gdy jeden z kardynałów zadzwonił do niego z pretensjami, że ubodzy, którzy gromadzą się wokół Watykanu oddają mocz gdzie popadnie. Naśladując papieża odparł: „Póki ksiądz nie wpuści ich do swego domu, nie pozwoli iść do ubikacji, nie da swojego niepokalanego ręcznika, prasowanego przez siostry zakonne kilka razy dziennie (…) on będzie tam siusiał, dopóki ksiądz mu nie otworzy”. Bo taka jest Ewangelia.

Apostoł miłości

Papież jest wyzwaniem dla tych, którzy chrześcijaństwo uznają za urzędniczy system zakazów i nakazów. Żąda skandalu miłosierdzia, a nie sprawiedliwości. Przypomina, że nie ma takiego grzechu, który nie byłby przebaczony, który mógłby oddzielić nas od Boga.

Franciszek pokazuje czym jest prawdziwe chrześcijaństwo. Głosi wiarę nie płomiennymi kazaniami, głębokimi książkami czy moralizowaniem, ale całym sobą, świadectwem swojego życia. Można powiedzieć, że najwspanialsze encykliki pisze za pomocą drobnych, ale jakże znaczących gestów miłości.

Dlatego największy problem z Franciszkiem mają ci katolicy, którzy sprowadzili chrześcijaństwo do religijności naturalnej, zbioru paragrafów, z których przekroczenie lub wypełnienia kładzie się na szali surowej Sprawiedliwości. Ale to jest albo dziecinne pojmowanie wiary, albo patrzenie na nią przez pryzmat swojej afektywności.

Dla katolika bezpieczną postawą jest: „jeśli się mylić, to z papieżem”. Stawanie okoniem wobec następcy Świętego Piotra może świadczyć nie tylko o niezrozumieniu jego intencji. Ze zdumieniem przyglądam się rosnącej grupie wiernych, ale także księży, którzy strofują Ojca Świętego, sygnują „synowskie prośby” o potwierdzenie doktryny itd. Zgadzam się - Franciszek nie ma szczęścia do dokumentów, które są nieostre. Ale może właśnie takie mają być, aby zmusić pasterzy do większego zaangażowania się w życie swoich wiernych, częstszych rozmów, rozeznawanie każdego przypadku z osobna.

Jak powiedział pewien mądry człowiek, który zapewne niedługo będzie świętym: „Taki rodzaj chrześcijaństwa, w którym ktoś przedstawia się jako doskonały i wspaniały budzi odrazę świata. Chrześcijaństwo jest czymś przeciwnym, gdyż chrześcijanie nie są doskonali, lecz są oświeceni co do swojej głębokiej rzeczywistości, wiedzą, że są naprawdę grzesznikami i w tym grzechu doświadczyli miłosierdzia Boga, który przebacza i daje nowe życie, owoc swojej łaski. Jeśli tak nie jest, to znaczy , że posłużyliśmy się religią, aby budować siebie samych. Bo to nazywa się właśnie triumfalizmem i jest równoznaczne z faryzeizmem”.

Przed tym stale ostrzega nas papież. Przed pokusą bycia „dobrym człowiekiem”. To znaczy - zadowolonym ze swojego „image”, łasym na poklask, wypełniającym prawo bez miłosierdzia. Ale jak mówią protestanci: „do nieba nie idą dobrzy ludzie, lecz ludzie zbawieni”. Dla chrześcijanina jest jeden sąd: sąd z miłosierdzia. „Miłosierdzie odnosi triumf nad sądem” (Jk 2,13), bo miłosierdzie to imię Boga. Taki jest właśnie Franciszek - apostoł „czystej Ewangelii” - jak podkreśla abp Krajewski.

Autor jest prezesem Instytutu Globalizacji

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL