Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Polacy – naród podzielony

archiwum prywatne
Zaostrzajšca się wrogoœć stron politycznego sporu paraliżuje nasze państwo. Tak było również w przeszłoœci – twierdzi ekspert w dziedzinie polityk publicznych

Nasza przyszłoœć zależy od tego, czy ludzie o różnych poglšdach, będš umieli ze sobš współpracować. Stawia to przed nami pytanie o to, jak głębokie sš podziały w Polsce, czy zagrażajš one podstawowym wartoœciom naszej wspólnoty i czy nie sparaliżujš rozwoju naszego kraju.

Społeczeństwa zachodnie były w stanie osišgnšć wysoki poziom rozwoju dzięki zdolnoœci do łagodzenia wewnętrznych konfliktów, zarówno materialnych, politycznych jak i ideologicznych. Dzięki temu uzyskały zdolnoœć do tworzenia i realizacji publicznych strategii rozwišzywania problemów - od gospodarki po edukację. Ciekawym przykładem jest choćby Finlandia, która zreformowała system edukacji podstawowej w poparciu o polityczny konsensus, co zaowocowało uzyskaniem prymatu w œwiatowych rankingach osišgnięć edukacyjnych 15-latków.

Zdrajcy i obywatele Ciemnogrodu

Ostatnio skalę problemu bezprecedensowej głębokoœci podziałów w Polsce zobrazował tekst prof. Krasnodębskiego „Opozycja – totalna czy parlamentarna". Krasnodębski twierdzi, że podział w Polsce ma charakter moralny. Biegnie między tymi, dla których „polska historia, polska duchowoœć, polska religijnoœć to bezcenne dobra, które trzeba zachować i przekazać następnym pokoleniom, które trzeba wzmacniać i rozwijać własnš działalnoœciš, a tymi, którzy nie sš w stanie dostrzec w nich wielkoœci, a często w ogóle jakichkolwiek stron pozytywnych, którzy widzš w nich tylko żenujšcy bagaż."

Powyższe podejœcie obrazuje jak mała jest przestrzeń porozumienia wœród Polaków. Trudno nawišzać porozumienie, gdy jedna ze stron sporu stawia warunek uznania wielkoœci naszej historii. W przypadku udzielenia niewłaœciwej odpowiedzi, rozmówca otrzymuje nieomal stygmat zdrajcy. Pojawia się tu również problem adekwatnoœci kryteriów - czy historię, duchowoœć, religijnoœć można analizować w kategoriach „wielkoœci"? Dziedziny te stanowiš przecież przede wszystkim zbiór pewnych faktów, zjawisk, które każdy może ocenić, zależnie od tego jaki jest stan jego wiedzy o przeszłoœci.

Niestety znaczna częœć publicystów formułuje stanowiska w sposób niezwykle skrajny, wykluczajšcy. Polemistów stawia się wyłšcznie po stronie albo zdrajców i złodziei albo ciemnogrodu. Problem stanowi tu brak tolerancji na odmienne myœlenie oraz nieradzenie sobie z argumentacjš opartš na analizie faktów. Łatwiejsze jest bowiem posługiwanie się ironiš czy stygmatyzowanie. Takie podejœcie niszczy szanse rozwojowe, ponieważ rodzi wrogoœć, prowadzi do zaostrzania i wulgaryzowania stanowisk i poglšdów. Zjawisko to gubi nas jako wspólnotę interesów grupowych, ale także jako naród. Ponadto niszczy największe społeczne aktywo, jakim jest krytycyzm, rozumiany jako zdolnoœć do przemyœliwania swojego dziedzictwa i dostosowywania go do nowych czasów i wyzwań.

Od dawna strony sporów formatujš debaty w sposób konfrontacyjny, czy wręcz wulgarny. Starajš się przesšdzić o racji nim dojdzie do wymiany argumentów. Stšd mieliœmy spory między zwolennikami „cudzoziemszczyzny" i „sarmatyzmu", „Kordiana z chamem", ksenofoba z osobš o postawie otwartej. Jeszcze w innej wersji – łagodniejszej - tradycjonaliœci œcierali się z liberałami, ale niektórzy uważali, że spory toczš się w gruncie rzeczy między cwaniakami a frajerami. Ostatnio komentatorzy interpretujšc dzisiejszy konflikt polityczny mówiš o starciach dwóch plemion.

Wiele tarcia, mało ruchu

To zrozumiałe, że publicyœci i politycy lubiš dosadne porównania. Ale kryje się za tym coœ poważnego. Naukowcy znajdujš uzasadnienie dla kreœlenia obrazu społeczeństwa niezwykle podzielonego. Stanisław Ossowski, socjolog, wskazywał, że w Polsce podziały sš silniejsze niż te widoczne w zachodniej i północnej Europie. Wskazywał ostry podział między warstwš „kulturalnš" (pochodzenia szlacheckiego), która korzysta z dóbr kultury i „warstwę niekulturalnš", którym dobra te sš obce. Konsekwencjš tego jest „fikcja ideologiczna zwišzana z kulturš narodowš".

Janusz Tazbir, historyk, pisał o dwóch postawach występujšcych w naszej przeszłoœci – ksenofobii i ksenofilii. Jerzy Jedlicki, również historyk – dostrzegał wœród Polaków z jednej strony nastawienie etnocentryczne, a z drugiej - okcydentalne, czyli wšsko narodowe i prozachodnie. Zbigniew Mikołejko pisał o tym, że w Polsce walczš ze sobš dwie cywilizacje wywodzšce się z bardzo starego pnia – tradycjonalistyczna (chłopska), która przez długi czas była kulturowo marginalizowana i szlachecko-inteligencka. Z kolei socjolog Aleksander Hertz, wskazywał, że Polskę należy zaliczyć do tych krajów, w których istnieje szczególnie znaczšcy dystans „pomiędzy tzw. masš a tzw. klasami wykształconymi". „Jest to dystans bardzo charakterystyczny dla krajów agrarnych, w których inteligencja wywodzi się z warstwy szlachecko-feudalnej i przeszłoœciš swš, tradycjami i kulturš odcina się od najszerszych mas ludowych". Natomiast Artur Górski, krytyk kultury rozpoczynajšcy aktywnoœć w okresie Młodej Polski, wskazywał na dwutorowoœć polskiej kultury – kultura narodowa (elitarna) i kultura plemienna (prymitywna). Wskazywał na brak idei, która mogłaby je zjednoczyć.

Głębokoœć podziałów w Polsce była zawsze zadziwiajšca w tym sensie, że nie udawało się ich w sposób względnie trwały zmniejszać w imię wspólnego interesu (zachowania państwa czy osišgnięcia stabilnego rozwoju). Istnieje wiele Ÿródeł tego stanu rzeczy, poczšwszy od wielowiekowych, głębokich podziałów stanowych. Tadeusz Łepkowski, historyk, pisał, że „naród polski powstał jako naród antagonistyczny. Dlatego i ruchy narodowe, acz integrujšce, były wewnętrznie skłócone". Nawet powstania XIX wieku były wojnš nie tylko z zaborcš, ale były również elementem wojny domowej.

Problem ten dostrzeżono już bardzo wczeœnie. Żyjšcy w XVI wieku Andrzej Frycz Modrzewski ostrzegał przed budowaniem dwóch Rzeczpospolitych, „dla dwóch rodzajów ludzi." Dostrzegał on, jak szlachta osłabiała mieszczaństwo, i jak podporzšdkowywała chłopstwo. Uzyskiwała przez to coraz więcej przywilejów. Ich wyolbrzymienie osłabiło państwo jako całoœć.

August Cieszkowski, filozof epoki romantyzmu, pisał, że w Polsce ma miejsce tarcie żywiołów, co sprawia, że nie dochodzi do podjęcia wspólnego działania. „Wiele tarcia, mało ruchu". To skutek rozdrobnienia dšżeń skłóconych często grup. Tymczasem działanie wymaga połšczenia różnych pierwiastków, które dopełniajš się wzajemnie. Inaczej, pozostajš tylko dobre chęci. Cyprian Kamil Norwid również zwracał uwagę na liczne podziały widoczne w społeczeństwie, co blokowało możliwoœć realizacji wielu ważnych narodowych przedsięwzięć. Wskazywał, że ojczyznę należy traktować jako „moralne zjednoczenie", ale dostrzegał również walki partii, które „... sš jak koczowiska polemiczne, których ogniem niezgoda, a rzeczywistoœciš dym wyrazów".

Bolesław Prus oceniajšc społeczeństwo polskie na poczštku XIX wieku pisał: „Społeczeństwo robiło wrażenie człowieka poršbanego na kawały: dzieliło się bowiem już nie na klasy, ale na kasty. U góry jaœniała szlachta i duchowieństwo, trochę niżej urzędnicy różnych dykasterii, jeszcze niżej kupcy i rzemieœlnicy chrzeœcijanie, dalej – Żydzi, a na samym dnie - chłopi, wyzyskiwani przez wszystkich. Każda kasta wyższa gardziła niższymi, każda niższa nienawidziła lub zazdroœciła wyższym, z wyjštkiem – chłopów, którzy nie mieli kim pogardzać i nie mieli sił nawet do nienawiœci".

Prus ubolewał nad dystansami społecznymi, w tym między warstwami lepiej wykształconymi i tymi, którzy sš gorzej sytuowani. Na łamach „Kuriera Warszawskiego" z 1885 r. pisał: „Ci co stanowiš inteligencję miasteczek, a więc: doktor, rejent, aptekarz itp., ci żyjš tylko ze sobš, podniecajš swoje umysły wiadomoœciami bieżšcymi z gazet, a do gminu nie zbliżajš się. Ich więcej interesujš ... Afgańczycy, Tonkińczycy, aniżeli szewcy, krawcy, mularze i bednarze, którzy chodzš po tych samych ulicach ... Taki jest skutek naszych arystokratycznych tradycji".

Jan Emil Skiwski, krytyk kultury i literatury, aktywny głównie przed wojnš pisał, że Polska pozbawiona jest „tkanki łšcznej, która spaja górę ideowš z dołem życia". Dzięki niej idee mogš nabierać „trwałoœci i wchodzić w konkretny żywot dziejowy. W Polsce idea jest samotnicš, pada na grunt nieprzygotowany, wczeœniej czy póŸniej tonie, skutkiem Ÿle zorganizowanego dołu życia, w powodzi frazesu".

Częœć historyków twierdziła, że Polacy nigdy nie utworzyli w miarę spójnej wspólnoty państwowej. Andrzej Zajšczkowski pisał, że Polska uchodziła w przeszłoœci bardziej za federację sšsiedztw (w domyœle rodzinnych) niż za państwo jednorodne strukturalnie. Pisze o tym również Paweł Jasienica używajšc terminu zrzeszenie sšsiedztw oraz Rzeczpospolita suwerennych folwarków. Aleksander Œwiętochowski wskazywał, że Polska tworzyła rzeszę państewek szlacheckich, w których właœciciel ziemi rzeczywiœcie był małym monarchš, samowładnym i niezależnym od praw powszechnie obowišzujšcych". O tym samym pisał ks. Stanisław Załęski: „Ile możnych rodów, tyle drobnych państewek, w niezgodzie, waœni, często i w wojnie z sobš; z królem lub przeciw królowi, jak duma i interes kazał".

Polska mieszanka wybuchowa

Artur Górski, pisarz i krytyk literacki, wskazywał, że Polsce brak wspólnej idei, która łšczyłaby obywateli. „... dziœ stoimy jawnie wobec oczywistoœci, że nie posiadamy w życiu naszym myœli przewodniej i doœć spoistej, ażeby nas mogła zewrzeć w jedno....". Przyczyn tego stanu rzeczy było wiele – dawny urok i moc utraciło przywišzanie do polskoœci [pisał jeszcze przed jej odzyskaniem w 1918 r. – AZ]. Nastšpiło także osłabienie aktywnoœci twórczej i wspólnej pracy obywateli. Spójnoœć osłabiało to, że elity umysłowe traciły posłuch w szerszym społeczeństwie.

Jeszcze inaczej problem ujšł ostatnio w jednym z wywiadów Ludwik Dorn. Jego zdaniem Polaków łšczy głównie spoiwo negatywne - poczucie wspólnych zagrożeń oraz brak zainteresowania sprawami publicznymi (apolityczna towarzyskoœć). „Problem polega na tym, że strony konfliktu nie widzš absolutnie żadnego pożytku z istnienia drugiej strony .... swoim zwolennikom obiecujš anihilację drugiej strony. Nie biologicznej, ale politycznej, moralnej i społecznej".

Problem nie dotyczy w zasadzie wyłšcznie polityki, ale także miejsc pracy, aktywnoœci obywatelskiej. Zdaniem wielu socjologów podziały w Polsce dajš się wcišż we znaki, ponieważ sš niezwykle głęboko zakorzenione, choćby w tradycji feudalnego folwarku (J. Hryniewicz) i tamtejszych form współistnienia opartych na przemocy. Mentalnoœć ta przejawia się w skłonnoœci do podkreœlania wzajemnej odrębnoœci, dyskredytowania cudzych wartoœci, okazywania wyższoœci, protekcjonalizmu czy nawet odmawiania szacunku. W konsekwencji wszystkich nas męczy wzajemna nieufnoœć, nie mówišc o braku synergii w działaniach zbiorowych.

Skłonnoœci o których mowa majš także Ÿródło w tym, o czym od dawna mówiš socjolodzy. Wskazujš, że cechuje nas tendencja do funkcjonowania głównie w małych grupach rodzinno-koleżeńskich i tylko w nich jest miejsce dla zaufania oraz lojalnoœci. Jak pisał Piotr Gliński, społeczeństwo polskie jest „mozaikš wielu enklaw", zawiera wiele „izolowanych tożsamoœci społecznych". Enklawowoœć oznacza słaboœć pozytywnych więzi, niski poziom wzajemnej otwartoœci, tendencje do wykluczania się (ekskluzywizm), rezygnowania z dialogu. Gliński wymienia cały szereg różnego typu enklaw kulturowo-aksjologicznych, od enklaw subkultury nędzy poprzez komercyjne, œwiatopoglšdowe po enklawy kultury wyższej i rzeczywistoœci zakulisowej.

Niektórzy wyjaœniajš kłopoty z wewnętrznym ładem, wrodzonym indywidualizmem Polaków. Wiarygodniejsze wydajš się jednak inne interpretacje - to brak wzajemnego zaufania połšczone z doœwiadczeniami wzajemnej nielojalnoœci skłania nas do wyboru postaw indywidualistycznych, często egoistycznych, które sš sprzeczne z dobrem ogółu. Jeszcze inaczej widzi to socjolog Kazimierz Krzysztofek, który pisał, że mamy 3 odłamy społeczeństwa, które żyjš niejako w odrębnych œwiatach – agrarnym, przemysłowym i postprzemysłowym. Bez wyjštkowego daru koncyliacji – trudno je pogodzić, ponieważ żyjš i myœlš z gruntu inaczej.

Pragmatyzm przede wszystkim

Nie jest oczywiœcie tak, że inne narody wolne sš od tego typu problemów. Charles de Gaulle mówił w 1946 r. o Francuzach, że cechuje ich stara skłonnoœć do podziałów i waœni na tle kierunków rozwoju kraju, czy udziału w bogactwie narodu. Trudno tego nie dostrzec w ich historii. Jednoczeœnie jednak potrafili oni ustanowić takie reguły ustrojowe w ramach V Republiki, które sprawiajš, że nie dochodzi do paraliżu funkcjonowania państwa, rozwoju ekonomicznego i społecznego. Być może korzystajš z silniejszych tradycji racjonalizmu i pragmatyzmu, które stawiajš jednak pewne granice anarchii. Z kolei o Holandii długo mówiło się jako o społeczeństwie filarowym. Katolicy, protestanci i œwieccy demokraci – jako odrębne filary – organizowali odrębne systemy edukacji, różnego typu usług społecznych, mediów, itp. Nie zaburzało to jednak funkcjonowania państwa i rozwoju gospodarki. Udało się bowiem ukształtować pragmatyczne reguły współpracy. Brak takich reguł odczuwamy dziœ w Polsce szczególnie mocno.

Autor jest profesorem w Głównej Szkole Handlowej, zajmuje się politykš publicznš. Ostatnio wydał ksišżkę „Państwo i społeczeństwo w działaniu. Polityki publiczne wobec potrzeb modernizacji państwa i społeczeństwa.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL