Polacy – naród podzielony

aktualizacja: 07.03.2017, 20:07
Foto: archiwum prywatne

Zaostrzająca się wrogość stron politycznego sporu paraliżuje nasze państwo. Tak było również w przeszłości – twierdzi ekspert w dziedzinie polityk publicznych

Nasza przyszłość zależy od tego, czy ludzie o różnych poglądach, będą umieli ze sobą współpracować. Stawia to przed nami pytanie o to, jak głębokie są podziały w Polsce, czy zagrażają one podstawowym wartościom naszej wspólnoty i czy nie sparaliżują rozwoju naszego kraju.

Społeczeństwa zachodnie były w stanie osiągnąć wysoki poziom rozwoju dzięki zdolności do łagodzenia wewnętrznych konfliktów, zarówno materialnych, politycznych jak i ideologicznych. Dzięki temu uzyskały zdolność do tworzenia i realizacji publicznych strategii rozwiązywania problemów - od gospodarki po edukację. Ciekawym przykładem jest choćby Finlandia, która zreformowała system edukacji podstawowej w poparciu o polityczny konsensus, co zaowocowało uzyskaniem prymatu w światowych rankingach osiągnięć edukacyjnych 15-latków.

Zdrajcy i obywatele Ciemnogrodu

Ostatnio skalę problemu bezprecedensowej głębokości podziałów w Polsce zobrazował tekst prof. Krasnodębskiego „Opozycja – totalna czy parlamentarna". Krasnodębski twierdzi, że podział w Polsce ma charakter moralny. Biegnie między tymi, dla których „polska historia, polska duchowość, polska religijność to bezcenne dobra, które trzeba zachować i przekazać następnym pokoleniom, które trzeba wzmacniać i rozwijać własną działalnością, a tymi, którzy nie są w stanie dostrzec w nich wielkości, a często w ogóle jakichkolwiek stron pozytywnych, którzy widzą w nich tylko żenujący bagaż."

Powyższe podejście obrazuje jak mała jest przestrzeń porozumienia wśród Polaków. Trudno nawiązać porozumienie, gdy jedna ze stron sporu stawia warunek uznania wielkości naszej historii. W przypadku udzielenia niewłaściwej odpowiedzi, rozmówca otrzymuje nieomal stygmat zdrajcy. Pojawia się tu również problem adekwatności kryteriów - czy historię, duchowość, religijność można analizować w kategoriach „wielkości"? Dziedziny te stanowią przecież przede wszystkim zbiór pewnych faktów, zjawisk, które każdy może ocenić, zależnie od tego jaki jest stan jego wiedzy o przeszłości.

Niestety znaczna część publicystów formułuje stanowiska w sposób niezwykle skrajny, wykluczający. Polemistów stawia się wyłącznie po stronie albo zdrajców i złodziei albo ciemnogrodu. Problem stanowi tu brak tolerancji na odmienne myślenie oraz nieradzenie sobie z argumentacją opartą na analizie faktów. Łatwiejsze jest bowiem posługiwanie się ironią czy stygmatyzowanie. Takie podejście niszczy szanse rozwojowe, ponieważ rodzi wrogość, prowadzi do zaostrzania i wulgaryzowania stanowisk i poglądów. Zjawisko to gubi nas jako wspólnotę interesów grupowych, ale także jako naród. Ponadto niszczy największe społeczne aktywo, jakim jest krytycyzm, rozumiany jako zdolność do przemyśliwania swojego dziedzictwa i dostosowywania go do nowych czasów i wyzwań.

Od dawna strony sporów formatują debaty w sposób konfrontacyjny, czy wręcz wulgarny. Starają się przesądzić o racji nim dojdzie do wymiany argumentów. Stąd mieliśmy spory między zwolennikami „cudzoziemszczyzny" i „sarmatyzmu", „Kordiana z chamem", ksenofoba z osobą o postawie otwartej. Jeszcze w innej wersji – łagodniejszej - tradycjonaliści ścierali się z liberałami, ale niektórzy uważali, że spory toczą się w gruncie rzeczy między cwaniakami a frajerami. Ostatnio komentatorzy interpretując dzisiejszy konflikt polityczny mówią o starciach dwóch plemion.

Wiele tarcia, mało ruchu

To zrozumiałe, że publicyści i politycy lubią dosadne porównania. Ale kryje się za tym coś poważnego. Naukowcy znajdują uzasadnienie dla kreślenia obrazu społeczeństwa niezwykle podzielonego. Stanisław Ossowski, socjolog, wskazywał, że w Polsce podziały są silniejsze niż te widoczne w zachodniej i północnej Europie. Wskazywał ostry podział między warstwą „kulturalną" (pochodzenia szlacheckiego), która korzysta z dóbr kultury i „warstwę niekulturalną", którym dobra te są obce. Konsekwencją tego jest „fikcja ideologiczna związana z kulturą narodową".

Janusz Tazbir, historyk, pisał o dwóch postawach występujących w naszej przeszłości – ksenofobii i ksenofilii. Jerzy Jedlicki, również historyk – dostrzegał wśród Polaków z jednej strony nastawienie etnocentryczne, a z drugiej - okcydentalne, czyli wąsko narodowe i prozachodnie. Zbigniew Mikołejko pisał o tym, że w Polsce walczą ze sobą dwie cywilizacje wywodzące się z bardzo starego pnia – tradycjonalistyczna (chłopska), która przez długi czas była kulturowo marginalizowana i szlachecko-inteligencka. Z kolei socjolog Aleksander Hertz, wskazywał, że Polskę należy zaliczyć do tych krajów, w których istnieje szczególnie znaczący dystans „pomiędzy tzw. masą a tzw. klasami wykształconymi". „Jest to dystans bardzo charakterystyczny dla krajów agrarnych, w których inteligencja wywodzi się z warstwy szlachecko-feudalnej i przeszłością swą, tradycjami i kulturą odcina się od najszerszych mas ludowych". Natomiast Artur Górski, krytyk kultury rozpoczynający aktywność w okresie Młodej Polski, wskazywał na dwutorowość polskiej kultury – kultura narodowa (elitarna) i kultura plemienna (prymitywna). Wskazywał na brak idei, która mogłaby je zjednoczyć.

Głębokość podziałów w Polsce była zawsze zadziwiająca w tym sensie, że nie udawało się ich w sposób względnie trwały zmniejszać w imię wspólnego interesu (zachowania państwa czy osiągnięcia stabilnego rozwoju). Istnieje wiele źródeł tego stanu rzeczy, począwszy od wielowiekowych, głębokich podziałów stanowych. Tadeusz Łepkowski, historyk, pisał, że „naród polski powstał jako naród antagonistyczny. Dlatego i ruchy narodowe, acz integrujące, były wewnętrznie skłócone". Nawet powstania XIX wieku były wojną nie tylko z zaborcą, ale były również elementem wojny domowej.

Problem ten dostrzeżono już bardzo wcześnie. Żyjący w XVI wieku Andrzej Frycz Modrzewski ostrzegał przed budowaniem dwóch Rzeczpospolitych, „dla dwóch rodzajów ludzi." Dostrzegał on, jak szlachta osłabiała mieszczaństwo, i jak podporządkowywała chłopstwo. Uzyskiwała przez to coraz więcej przywilejów. Ich wyolbrzymienie osłabiło państwo jako całość.

August Cieszkowski, filozof epoki romantyzmu, pisał, że w Polsce ma miejsce tarcie żywiołów, co sprawia, że nie dochodzi do podjęcia wspólnego działania. „Wiele tarcia, mało ruchu". To skutek rozdrobnienia dążeń skłóconych często grup. Tymczasem działanie wymaga połączenia różnych pierwiastków, które dopełniają się wzajemnie. Inaczej, pozostają tylko dobre chęci. Cyprian Kamil Norwid również zwracał uwagę na liczne podziały widoczne w społeczeństwie, co blokowało możliwość realizacji wielu ważnych narodowych przedsięwzięć. Wskazywał, że ojczyznę należy traktować jako „moralne zjednoczenie", ale dostrzegał również walki partii, które „... są jak koczowiska polemiczne, których ogniem niezgoda, a rzeczywistością dym wyrazów".

Bolesław Prus oceniając społeczeństwo polskie na początku XIX wieku pisał: „Społeczeństwo robiło wrażenie człowieka porąbanego na kawały: dzieliło się bowiem już nie na klasy, ale na kasty. U góry jaśniała szlachta i duchowieństwo, trochę niżej urzędnicy różnych dykasterii, jeszcze niżej kupcy i rzemieślnicy chrześcijanie, dalej – Żydzi, a na samym dnie - chłopi, wyzyskiwani przez wszystkich. Każda kasta wyższa gardziła niższymi, każda niższa nienawidziła lub zazdrościła wyższym, z wyjątkiem – chłopów, którzy nie mieli kim pogardzać i nie mieli sił nawet do nienawiści".

Prus ubolewał nad dystansami społecznymi, w tym między warstwami lepiej wykształconymi i tymi, którzy są gorzej sytuowani. Na łamach „Kuriera Warszawskiego" z 1885 r. pisał: „Ci co stanowią inteligencję miasteczek, a więc: doktor, rejent, aptekarz itp., ci żyją tylko ze sobą, podniecają swoje umysły wiadomościami bieżącymi z gazet, a do gminu nie zbliżają się. Ich więcej interesują ... Afgańczycy, Tonkińczycy, aniżeli szewcy, krawcy, mularze i bednarze, którzy chodzą po tych samych ulicach ... Taki jest skutek naszych arystokratycznych tradycji".

Jan Emil Skiwski, krytyk kultury i literatury, aktywny głównie przed wojną pisał, że Polska pozbawiona jest „tkanki łącznej, która spaja górę ideową z dołem życia". Dzięki niej idee mogą nabierać „trwałości i wchodzić w konkretny żywot dziejowy. W Polsce idea jest samotnicą, pada na grunt nieprzygotowany, wcześniej czy później tonie, skutkiem źle zorganizowanego dołu życia, w powodzi frazesu".

Część historyków twierdziła, że Polacy nigdy nie utworzyli w miarę spójnej wspólnoty państwowej. Andrzej Zajączkowski pisał, że Polska uchodziła w przeszłości bardziej za federację sąsiedztw (w domyśle rodzinnych) niż za państwo jednorodne strukturalnie. Pisze o tym również Paweł Jasienica używając terminu zrzeszenie sąsiedztw oraz Rzeczpospolita suwerennych folwarków. Aleksander Świętochowski wskazywał, że Polska tworzyła rzeszę państewek szlacheckich, w których właściciel ziemi rzeczywiście był małym monarchą, samowładnym i niezależnym od praw powszechnie obowiązujących". O tym samym pisał ks. Stanisław Załęski: „Ile możnych rodów, tyle drobnych państewek, w niezgodzie, waśni, często i w wojnie z sobą; z królem lub przeciw królowi, jak duma i interes kazał".

Polska mieszanka wybuchowa

Artur Górski, pisarz i krytyk literacki, wskazywał, że Polsce brak wspólnej idei, która łączyłaby obywateli. „... dziś stoimy jawnie wobec oczywistości, że nie posiadamy w życiu naszym myśli przewodniej i dość spoistej, ażeby nas mogła zewrzeć w jedno....". Przyczyn tego stanu rzeczy było wiele – dawny urok i moc utraciło przywiązanie do polskości [pisał jeszcze przed jej odzyskaniem w 1918 r. – AZ]. Nastąpiło także osłabienie aktywności twórczej i wspólnej pracy obywateli. Spójność osłabiało to, że elity umysłowe traciły posłuch w szerszym społeczeństwie.

Jeszcze inaczej problem ujął ostatnio w jednym z wywiadów Ludwik Dorn. Jego zdaniem Polaków łączy głównie spoiwo negatywne - poczucie wspólnych zagrożeń oraz brak zainteresowania sprawami publicznymi (apolityczna towarzyskość). „Problem polega na tym, że strony konfliktu nie widzą absolutnie żadnego pożytku z istnienia drugiej strony .... swoim zwolennikom obiecują anihilację drugiej strony. Nie biologicznej, ale politycznej, moralnej i społecznej".

Problem nie dotyczy w zasadzie wyłącznie polityki, ale także miejsc pracy, aktywności obywatelskiej. Zdaniem wielu socjologów podziały w Polsce dają się wciąż we znaki, ponieważ są niezwykle głęboko zakorzenione, choćby w tradycji feudalnego folwarku (J. Hryniewicz) i tamtejszych form współistnienia opartych na przemocy. Mentalność ta przejawia się w skłonności do podkreślania wzajemnej odrębności, dyskredytowania cudzych wartości, okazywania wyższości, protekcjonalizmu czy nawet odmawiania szacunku. W konsekwencji wszystkich nas męczy wzajemna nieufność, nie mówiąc o braku synergii w działaniach zbiorowych.

Skłonności o których mowa mają także źródło w tym, o czym od dawna mówią socjolodzy. Wskazują, że cechuje nas tendencja do funkcjonowania głównie w małych grupach rodzinno-koleżeńskich i tylko w nich jest miejsce dla zaufania oraz lojalności. Jak pisał Piotr Gliński, społeczeństwo polskie jest „mozaiką wielu enklaw", zawiera wiele „izolowanych tożsamości społecznych". Enklawowość oznacza słabość pozytywnych więzi, niski poziom wzajemnej otwartości, tendencje do wykluczania się (ekskluzywizm), rezygnowania z dialogu. Gliński wymienia cały szereg różnego typu enklaw kulturowo-aksjologicznych, od enklaw subkultury nędzy poprzez komercyjne, światopoglądowe po enklawy kultury wyższej i rzeczywistości zakulisowej.

Niektórzy wyjaśniają kłopoty z wewnętrznym ładem, wrodzonym indywidualizmem Polaków. Wiarygodniejsze wydają się jednak inne interpretacje - to brak wzajemnego zaufania połączone z doświadczeniami wzajemnej nielojalności skłania nas do wyboru postaw indywidualistycznych, często egoistycznych, które są sprzeczne z dobrem ogółu. Jeszcze inaczej widzi to socjolog Kazimierz Krzysztofek, który pisał, że mamy 3 odłamy społeczeństwa, które żyją niejako w odrębnych światach – agrarnym, przemysłowym i postprzemysłowym. Bez wyjątkowego daru koncyliacji – trudno je pogodzić, ponieważ żyją i myślą z gruntu inaczej.

Pragmatyzm przede wszystkim

Nie jest oczywiście tak, że inne narody wolne są od tego typu problemów. Charles de Gaulle mówił w 1946 r. o Francuzach, że cechuje ich stara skłonność do podziałów i waśni na tle kierunków rozwoju kraju, czy udziału w bogactwie narodu. Trudno tego nie dostrzec w ich historii. Jednocześnie jednak potrafili oni ustanowić takie reguły ustrojowe w ramach V Republiki, które sprawiają, że nie dochodzi do paraliżu funkcjonowania państwa, rozwoju ekonomicznego i społecznego. Być może korzystają z silniejszych tradycji racjonalizmu i pragmatyzmu, które stawiają jednak pewne granice anarchii. Z kolei o Holandii długo mówiło się jako o społeczeństwie filarowym. Katolicy, protestanci i świeccy demokraci – jako odrębne filary – organizowali odrębne systemy edukacji, różnego typu usług społecznych, mediów, itp. Nie zaburzało to jednak funkcjonowania państwa i rozwoju gospodarki. Udało się bowiem ukształtować pragmatyczne reguły współpracy. Brak takich reguł odczuwamy dziś w Polsce szczególnie mocno.

Autor jest profesorem w Głównej Szkole Handlowej, zajmuje się polityką publiczną. Ostatnio wydał książkę „Państwo i społeczeństwo w działaniu. Polityki publiczne wobec potrzeb modernizacji państwa i społeczeństwa.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE