Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Nowak: Klštwa dwudziestolecia

Józef Piłsudski, co prawda szanował prawo, ale już szczegółami (czyli konkretnymi przepisami ustaw) nadmiernie się nie przejmował
Fotorzepa, Magda Starowieyska
Najczęœciej diagnozowane problemy polskiego życia politycznego po 1989 roku sš dosłownie powieleniem tych z okresu II RP – pisze radca prawny i historyk.

Zbliża się stulecie odzyskania przez Polskę niepodległoœci. I w pełni słuszne wydajš się obawy, czy 11 listopada 2018 roku nie będziemy podzieleni tak samo jak zawsze. Paradoksalnie, taki właœnie scenariusz byłby najbardziej zgodny z politycznym klimatem głównego rocznicowego punktu odniesienia – dwudziestolecia międzywojennego.

W uproszczonych okolicznoœciowych mowach lata 1918–1939 jawiš się jako czas idealny, w którym posšgowi mężowie opatrznoœciowi, tacy jak: Piłsudski, Dmowski, Witos czy Daszyński, przedkładali dobro wspólne ponad partykularyzmy. Jednak kiedy przyjrzymy się im bliżej, dojdziemy do wniosku, że tak naprawdę niewiele się oni różniš od współczesnych polityków. Również najczęœciej diagnozowane problemy polskiego życia politycznego sš dosłownie powieleniem tych z okresu II RP.

Nie chodzi nawet o powtarzane kilkakrotnie porównanie, że obecny obóz rzšdzšcy przypomina pod wieloma względami sanację. Spróbujmy bowiem odpowiedzieć na pytanie, jakie sš główne słaboœci naszego życia publicznego? Brak szacunku dla prawa i demokracji, głęboki, przekraczajšcy zdrowy rozsšdek plemienny spór, brak poszanowania dla państwowych instytucji i nadużywanie przez nie władzy. Oczywiœcie, w zależnoœci od poglšdów, można dodawać tu jeszcze kolejne diagnozy, ale zostańmy przy wyżej wymienionych. I zauważmy, że dokładnie z tymi samymi słaboœciami borykała się II RP.

Nic nowego nad Wisłš

Brak poszanowania dla prawa był w tym okresie powszechny. Stanisław Car, w okresie dwudziestolecia minister sprawiedliwoœci, stwierdził kiedyœ wprost, że Józef Piłsudski, co prawda szanował prawo, ale już szczegółami (czyli konkretnymi przepisami ustaw) nadmiernie się nie przejmował. Zresztš nie tylko on jeden. Przypomnijmy, że przed rokiem 1926 praktycznie każda ważniejsza siła polityczna marzyła o szarpnięciu cuglami i bardziej skutecznym ograniczeniu roli politycznych przeciwników, nawet kosztem zniszczenia konstytucji. Najwięcej pod tym względem można zarzucić rzšdzšcej najdłużej sanacji, ale czy inni byli zupełnie bez winy? Chociażby pomnikowy ponoć Witos? Brak szacunku dla prawa był w II Rzeczypospolitej chorobš powszechnš.

Również plemiennoœć życia publicznego nie jest nowym zjawiskiem. Przypomnijmy sobie, co działo się po wyborze na prezydenta Gabriela Narutowicza. W Sejmie marszałek Rataj musiał pilnować, żeby posłowie nie toczyli ze sobš bójek. Po ulicach wędrowały grupy obywatelskiego aktywu z chęciš pobicia inaczej myœlšcych lub nawet inaczej wyglšdajšcych. Nie dotyczy to tylko prawicy. Jej oponenci byli gotowi w imię odebrania władzy doprowadzić nawet do wojny domowej. Najważniejsze urzędy w państwie były narażone na niezwykle ostrš, pozamerytorycznš krytykę. Jednoczeœnie, o czym przypominał w swej „Wyprawie w dwudziestolecie" Czesław Miłosz, urzędy niższego szczebla, obsadzone w niewielkim stopniu na podstawie względów merytorycznych, były skłonne do absurdalnych pomysłów i biurokratycznej patologii.

Droga donikšd

Nie chodzi wcale o stwierdzenie, że czasy II RP to rzeczywistoœć z piekła rodem. Ale można zaryzykować tezę, że jako społeczeństwo, wcišż musimy borykać się z tymi samymi problemami. I nawet jeœli to zauważamy, nie wywodzimy z takich spostrzeżeń żadnych dalej idšcych wniosków.

Cóż w zwišzku z powyższym? Codziennie w programach publicystycznych, gazetach, na społecznoœciowych portalach masę energii poœwięca się doraŸnym polemikom oraz próbom pognębienia adwersarzy. Większoœć z nas siłš rzeczy kibicuje którejœ ze stron sporu – i słusznie. Nie zauważamy jednak, że choć w naszym przekonaniu mamy rację, coraz bardziej, jak endecy w sporze z piłsudczykami (i odwrotnie) zapętlamy się w tym sporze, powielajšc stare błędy. Nie dostrzegamy, że ta droga prowadzi donikšd.

Dlatego warto podjšć wysiłek, aby zbliżajšce się 100-lecie odzyskania niepodległoœci stało się mimo wszystko pretekstem do dyskusji o realnych problemach polskiego społeczeństwa oraz sposobach ich rozwišzania. To dużo ważniejsze od pozorów zgody i potiomkinowskich rocznicowych akademii.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL