Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Widmo tyranii większości

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Politykę Prawa i Sprawiedliwoœci cechuje brak poszanowania dla konstytucji i zasad podziału władzy. W ten sposób partia rzšdzšca prowadzi Polskę nieuchronnie w kierunku absolutyzmu demokratycznego – piszš filozof i prawnik.

Partia rzšdzšca kontrolujšca Sejm i Senat w krótkim czasie zrealizowała plan zawłaszczenia Trybunału Konstytucyjnego, co otworzyło jej tym samym drogę do przeprowadzenia wielu zmian ustrojowych, dšżšc w ostatecznym rozrachunku do przejęcia kontroli nad wymiarem sprawiedliwoœci w Polsce.

Sytuacja, z którš mamy obecnie do czynienia, nie jest unikatowa, jeżeli spojrzymy na historię parlamentaryzmu. Kontrola nad parlamentem od zawsze dawała szerokie uprawnienia i rodziła ryzyko zawłaszczania atrybutów władzy wykonawczej i sšdowniczej. Co natomiast powinno nas niepokoić, to fakt, że taki proces może prowadzić do absolutyzmu nie mniej despotycznego niż ten realizowany poprzez władzę wykonawczš, króla czy prezydenta.

Historia demokracji anglosaskich, a także towarzyszšca tym procesom myœl ustrojowa, dostarcza nam kilku wartoœciowych lekcji.

Lekcje z Zachodu

KuŸniš nowoczesnego konstytucjonalizmu w Europie była Anglia po zjednoczeniu ze Szkocjš w latach 1625 (objęcie tronu przez Karola I Stuarta) – 1689 (deklaracja praw). W tym okresie toczyła się walka między królem dšżšcym do monarchii absolutnej a parlamentem, który bronił swoich przywilejów, szczególnie podatkowych. Cromwellowi i jego frakcji wydawało się, że jedynš receptš na absolutnš suwerennoœć króla była absolutna suwerennoœć parlamentu.

Po obaleniu monarchy republikanizm Cromwella przynosił rezultaty nieróżnišce się od rzšdów króla i stawał się coraz mniej popularny w Wielkiej Brytanii. Skutkiem było obalenie republiki i przywrócenie na tron Stuartów (Karola II). Nowy ład konstytucyjny został oparty na ograniczeniu monarchii i parlamentu. Po pierwsze, monarcha nie mógł nakładać podatków bez zgody parlamentu. Po drugie, parlament nie mógł uchwalać ustaw, które kolidowały z tzw. bill of rights z 1689 r., tj. ustawš chronišcš prawa człowieka i obywatela.

Historia Wielkiej Brytanii pokazuje, że nie wolno dopuœcić do zbyt szerokiej władzy parlamentu. John Locke, słynny brytyjski teoretyk rewolucji oraz autor dzieła „Dwa traktaty o rzšdzie", przestrzegał przed zawłaszczeniem władzy przez parlament. Twierdził on, że w przypadku przejęcia władzy w państwie przez ten organ jedyna szansa ratunku obywateli to rebelia i bunt, która miała być swoistym „appeal to heaven" (apelem do nieba). Nigdy jednak do takiego buntu nie doszło. Głównie dlatego, że Izba Gmin coraz bardziej odzwierciedlała „wolę ludu" poprzez stopniowe rozszerzanie prawa wyborczego.

Po wojnie o niepodległoœć Stanów Zjednoczonych amerykańscy myœliciele na czele z Aleksandrem Hamiltonem oraz Jamesem Madisonem w formie licznych traktatów politycznych (tzw. federalist papers) zaproponowali podstawy politycznego systemu władz w Stanach Zjednoczonych Ameryki, który z pewnymi zmianami funkcjonuje do dzisiaj.

Konstytucja nie tylko zajmowała się kwestiš relacji władzy centralnej oraz stanowej i trójpodziałem władzy, ale także gwarantowała podstawowe prawa człowieka i obywatela.

Amerykańscy myœliciele dostrzegali, że system szerokiej reprezentacji ludu także może doprowadzić do absolutyzmu, zwłaszcza wtedy gdy do władzy doszłyby osoby niekompetentne i pozbawione należytej kultury politycznej. Każda władza zgodnie z tezami Madisona i Hamiltona, która uzurpuje sobie coraz szersze kompetencje, może ostatecznie zdominować pozostałe władze i tym samym doprowadzić do rzšdów despotycznych. Ostatniej „deski ratunku" przed zakusami prezydenta i kongresu do przejęcia władzy absolutnej upatrywano w statusie Sšdu Najwyższego, odpowiednika polskiego Trybunału Konstytucyjnego, który pełnił rolę zwornika i strażnika całego systemu polityczno-prawnego.

Coraz więcej władzy, coraz mniej demokracji

W polskiej debacie politycznej często słyszymy z ust rzšdzšcych, że wszelkie decyzje dotyczšce konstytucji sš demokratyczne, gdyż zostały oparte na „woli suwerena", wyrażonej w wyborach powszechnych do Sejmu i Senatu. Trybunał Konstytucyjny w jego poprzedniej postaci rzekomo stanowił emanację poprzedniego establishmentu, który „uprzykrzał" życie obecnej władzy i uniemożliwiał realizowanie woli ludu. Odpowiadajšc na zarzuty bezprawnoœci swoich działań zmierzajšcych do paraliżu TK, partia rzšdzšca wielokrotnie powoływała się na argument posiadania legitymacji wyborczej.

Niestety, taka retoryka, a przede wszystkim brak poszanowania dla konstytucji i zasad podziału władzy, prowadzi nas nieuchronnie w kierunku absolutyzmu demokratycznego. Alexis de Tocqueville, autor słynnego traktatu o demokracji w Ameryce, wielokrotnie przestrzegał przed obraniem takiej drogi. Myœliciel ten posługiwał się w tym kontekœcie bardzo mocnym sformułowaniem – „tyrania większoœci". Już wtedy zwrócił uwagę na to, że powszechne wybory nie gwarantujš, że przedstawiciele wyborców będš przestrzegać praw podstawowych, również tych znajdujšcych swoje umocowanie w konstytucji. Podobny argument powtórzył John Stuart Mill w swoim dziele o wolnoœci. Obaj teoretycy stworzyli dzieła, które stały się klasycznš krytykš nieograniczonej woli ludu wyrażanej bezpoœrednio w referendach lub poœrednio poprzez swoich reprezentantów powołanych w wyborach.

To, co wydarzyło się w Polsce po wygraniu wyborów prezydenckich i parlamentarnych przez koalicję z udziałem PiS, stworzyło sytuację, przed którš przestrzegali Tocqueville i Mill. Poprzez takie działania, jak odmowa publikacji orzeczeń TK, odmowa przyjęcia œlubowania od poprawnie wybranych sędziów, jak również wprowadzanie do Trybunału bezprawnie wybranych sędziów, doprowadziło do całkowitego podporzšdkowania tej instytucji większoœci parlamentarnej. Uczyniono z tego fundamentalnego organu, swoistš fasadę, która jest marionetkš w rękach parlamentu.

To był jedynie poczštek poszerzania swej władzy przez większoœć parlamentarnš. Teraz widzimy, że przyszła pora na sšdownictwo powszechne. Niedawno przyjęte ustawy dały politykom znacznie większš kontrolę nad obsadš stanowisk sędziowskich czy nawet umożliwiajš im kontrolę ich wyroków poprzez specjalnš izbę w Sšdzie Najwyższym. Proces rozszerzania władzy o kolejne obszary postępuje w tempie geometrycznym. Należy obawiać się, że rzeczywiœcie zmierzamy w kierunku tyrani większoœci, przed którš tak bardzo przestrzegał Tocqueville. Nie zostało nam już wcale tak wiele czasu na powstrzymanie tego procesu.

Prof. Zbigniew Pełczyński jest Komandorem Orderu Odrodzenia Polski, emerytowanym wykładowcš Uniwersytetu w Oksfordzie,

Arkadiusz Czekaj jest prawnikiem

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL