Publicystyka

Marek A. Cichocki o relacjach polsko-niemieckich

Martin Schulz
AFP
Nie po raz pierwszy relacje polsko-niemieckie znalazły się na zakręcie. Jednak tym razem kontekst jest o wiele bardziej dramatyczny – pisze ekspert w dziedzinie stosunków międzynarodowych.

W Niemczech po raz kolejny powstanie wielka koalicja chadeków i socjaldemokratów. Ministrem spraw zagranicznych Niemiec zostanie prawdopodobnie Martin Schulz. A sprawą o daleko idących politycznych konsekwencjach, którą Unia będzie musiała się w 2018 roku zająć, jest uruchomiony przez Komisję Europejską wobec Polski artykuł 7 traktatu UE. To właściwy moment, żeby nieco więcej uwagi poświęcić stosunkom polsko-niemieckim.

Interesy i napięcia

Co w naszych wzajemnych relacjach znajduje się „na stole", jeśli wyjść poza dominujący obecnie wzajemny nastrój braku zrozumienia, a chwilami wręcz obcości? Przede wszystkim silne, ekonomiczne powiązanie obu państw. Dzisiaj Polska jest dla Niemiec ósmym partnerem w eksporcie i szóstym w imporcie towarów. Dzięki temu cały region Europy Środkowej ma obecnie nawet większe znaczenie gospodarcze dla Niemiec niż tradycyjny polityczny sojusznik Berlina – Francja. Świadomość tego powiązania nie jest zbyt mocno obecna w niemieckiej debacie politycznej, chociaż tworzy ono realną podstawę oraz znaczenie dla naszych relacji. Jest także ważnym wyzwaniem na przyszłość, gdyż ta ekonomiczna współzależność musi o wiele bardziej niż dotychczas odzwierciedlać równoważne korzyści. Polska i Niemcy są także silnie powiązane geopolitycznie. Polska jako członek NATO, budując własne zdolności obronne oraz wzmacniając wschodnią flankę sojuszu konkretnie przyczynia się także do bezpieczeństwa Niemiec, które mogą dzisiaj czuć się wolne od militarnych zagrożeń na własnym terytorium. Również Unia Europejska tworzy dla Polski i Niemiec mechanizm pozytywnej współzależności. Fundusze strukturalne Unii w dwóch ostatnich perspektywach finansowych przyczyniły się do odbudowy polskiej infrastruktury i do wzrostu gospodarczego, z czego na drugim miejscu w Unii najbardziej skorzystały Niemcy.

Przez pewien czas można było sądzić, że strefa euro jest w stanie przyczynić się do wzmocnienia współzależności między rozwijającą się szybko Polską i Niemcami. Dla Berlina wejście Polski do strefy euro byłoby niewątpliwie korzyścią, tworząc dzięki silnej gospodarce przeciwwagę dla słabnącej ekonomicznie grupy państw łacińskich. Kryzys strefy euro zmienił jednak sytuację, i dziś perspektywa wejścia Polski do unii walutowej oddaliła się na rzecz wzmocnienia konkurencyjności własnej gospodarki. Ostrzeżeniem dla polskiej polityki stał się przykład Grecji.

Dzisiaj, jedną z bardziej dotkliwych słabości polsko-niemieckich relacji jest brak wspólnej europejskiej agendy, której nie udało się wypracować, pomimo że od rozszerzenia upłynęło kilkanaście lat. Teraz zaś grozi nam, że miejsce takiej agendy zajmie kwestia artykułu 7 i towarzyszący mu całkowity brak zrozumienia dla działań obecnego rządu w Warszawie.

Dla przełamania impasu we wzajemnych relacjach ważne jest także otwarte potraktowanie perspektywy drugiego partnera. Wydaje się, że z polskiego punktu widzenia obecna polityka niemiecka w Europie jest problematyczna przynajmniej z kilku powodów. Obawy wiążą się na przykład z mechanizmem nieformalnego zarządzania kryzysami w Unii, który Niemcy w ostatnich latach stworzyły jako „metodę Merkel", która to w przypadku polityki energetycznej, kryzysu euro czy kryzysu migracyjnego prowadziła często do wykluczania uzasadnionych interesów innych państw członkowskich. Niezrozumienie budzi także skłonność Berlina do budowania własnej polityki europejskiej na założeniu, że Niemcy powinny odgrywać w Europie rolę normatywnej potęgi, która ustala powszechnie obowiązujące zasady.

Więcej rzetelności i uwagi

Patrząc z polskiej perspektywy na niemiecką politykę trudno także czasami wyzbyć się wrażenia, że wciąż, a może nawet bardziej niż kiedyś, ulega ona emocjonalnemu antyamerykanizmowi. Nawet jeśli zgodzić się z częścią krytyki wobec obecnej administracji Trumpa, mówienie o strategicznej autonomiczności Europy, co nie należy dzisiaj w Niemczech do rzadkości, jest nie tylko błędne, ale musi być uznane po prostu za niepoważne. Wreszcie sprawa francusko-niemieckiego tandemu, szczególnie teraz rodzi w Polsce coraz większe obawy. Zwłaszcza że czasami można odnieść wrażenie, że jego ponowna rewitalizacja, tym razem z nowym prezydentem Emmanuelem Macronem, zakłada konieczność odcięcia krajów Europy Środkowej jako przykrego balastu.

Nie po raz pierwszy relacje polsko-niemieckie znalazły się na zakręcie. Jednak tym razem kontekst jest o wiele bardziej dramatyczny. Europa i Zachód muszą zmierzyć się z własnym, głębokim kryzysem. Taka sytuacja w przypadku Polski i Niemiec powinna skłaniać przynajmniej do wzajemnej rzetelnej uwagi. Zapewne nie uda się od razu rozwiązać wszystkich nieporozumień czy konfliktów. Na początku wystarczy jednak, jeśli spróbujemy uczciwie ustalić wagę naszych wzajemnych relacji w Europie. ©?

Autor jest profesorem Collegium Civitas w Warszawie, byłym doradcą prezydenta RP

Między Warszawą a Berlinem

Rozpoczynamy publikację serii tekstów na temat stosunków polsko-niemieckich. Artykuły są wynikiem dyskusji, jaka odbywa się z udziałem ekspertów dwóch think tanków: Deutsche Gesellschaft für Auswärtige Politik z Berlina oraz Instytutu Wolności z Warszawy.

Oba teksty ukazały się również w dzienniku „Der Tagesspiegel".

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL