Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Artur Ilgner: Andrzej Zybertowicz kontra Monty Python

Fotorzepa, Radek Pasterski
Doradca prezydenta to wesołek i zgrywus. Nie potrafi odejœć od kabaretowych wygłupów, nawet przy okazji naprawdę poważnych spraw – twierdzi pisarz i poeta.

Z niedowierzaniem i zdumieniem przecierałem oczy, gdy po raz pierwszy przeczytałem o koncepcji profesora Andrzeja Zybertowicza zbudowania tzw. maszyny bezpieczeństwa narracyjnego. Już sama nazwa wydała mi się idiotyczna, bełkotliwa; jakaœ neologiczna zbitka słów, którš pan profesor zrodził z własnej, profesorskiej głowy. O co tu chodzi? O jakiej maszynie mowa, czyim bezpieczeństwie i jakie relacje łšczš te dwa słowa z trzecim – „narracjš", terminem czysto literackim?

I tak mi się jakoœ dziwnie zrobiło w sercu i na duszy, bo niby jak to, doradca prezydenta, zatem ktoœ, kto powinien przynajmniej teoretycznie być kimœ mšdrym i œwiatłym, wyrażajšcym swoje myœli jasno i zwięŸle, a tu taki dziwny, dla mnie zupełnie niezrozumiały twór: maszyna bezpieczeństwa narracyjnego.

Na szczęœcie dobry Bóg durnowatych, takich jak ja, nie pozostawia na pastwę losu, i tego samego dnia wieczorem w programie redaktora Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać" pan profesor osobiœcie wyjaœniał swoim interlokutorom, redaktorowi i widzom, w czym rzecz. Otóż „maszyna" to metafora, to współpracujšce trybiki w „konstrukcji myœlowej". W tym znaczeniu posłużył się metaforš inżynierskš, „narrację" traktujšc jako cišgłoœć poczynań, bo słowem zasadniczym jest „bezpieczeństwo" – rzecz w tym, by dokonać fuzji intelektualnych i instytucjonalnych sił narodu, aby przeciwstawić się antypolskiemu hejtowi na Zachodzie i dać odpór nieuzasadnionym, wrogim atakom obcej propagandy wymierzonej w interesy Polski i Polaków.

Nie traktujš nas poważnie

I z takim postawieniem sprawy jak najpoważniej się zgadzam: trzeba w końcu zaczšć przeciwdziałać misternie i od lat tkanemu wizerunkowi Polaka ksenofoba i warchoła, albowiem dotychczasowa kontrpropaganda porcjami wystrzeliwana z różnych dział i kierunków nie przynosi żadnych efektów. Więcej: polskiej racji stanu, którš syci nas rzšd, można zarzucić, że nigdy nie była konsultowana z suwerenem i jest wyrazem przekonań jednej partii i jednego przywódcy.

Kto wie, co by się stało, gdyby doszło do szerokiej konsultacji ze społeczeństwem, i czy przypadkiem nie byłaby to najlepsza droga, która by nas, Polaków, do siebie zbliżyła? Niestety, jak do tej pory nic na to nie wskazuje, by dokonał się taki cud, a fakty dowodzš, że spore grono naszych ministrów robi wszystko, by na Zachodzie nie traktowano nas poważnie.

Bawi, tumani, przestrasza

I w tę narrację, niestety, wpisuje się pan prof. Zybertowicz, który diapazony swojego intelektu neutralizuje kpinkami i żarcikami: „maszyna bezpieczeństwa narracyjnego" – to jakby kolejny odcinek rodem z Monty Pythona i Ministerstwa Głupich Kroków. A to niedobre dla sprawy. To rzeczywisty, wymagajšcy głębokiego zastanowienia i mšdrych rozwišzań problem. Bo nie jest to tak, że bezpodstawnie rzšd, wyłšcznie w obronie własnych interesów i chęci utrzymania się przy władzy, broni się przed nieuzasadnionymi atakami wymuszonymi (lub nie) przez tzw. opozycję, której notabene w Polsce nie ma. Sprawa jest skomplikowana i trudna.

Ja nie czuję się upoważniony do głębokich analiz tego tematu, daleko mi do heglowskiej inteligencji i słynnej triady (teza-antyteza-synteza). Ale jestem Polakiem. Nieobce mi sš polskie interesy i nie potrafię zmilczeć, gdy coœ mnie tak cholernie wkurza. Teraz, gdy de facto „moja formacja", czyli tzw. prawica, doszła do władzy, przez niniejszy artykuł o pupilu prezydenta po raz kolejny będę miał przechlapane.

Tu wtręt osobisty: przed 25 laty napisałem krytyczny list otwarty do Adama Michnika, na który do dzisiaj nie dostałem odpowiedzi, za to wylšdowałem na indeksie „GW" autorów przemilczanych, wczeœniej za krytykę prof. Geremka, szkodnika, odsunięto mnie od spraw społecznych, jeszcze wczeœniej wyrzucono mnie z telewizji, bo odmówiłem przyjęcia legitymacji przewodniej siły narodu.

Gdy ta sama siła pod nowym szyldem, SLD, przejęła władzę, wykpiwałem jš w swoim kabarecie i ponownie zakneblowano mi usta. Tak mam. Dzięki temu jako twórca kabaretowy, autor paru sztuk teatralnych i poezji – nie istnieję.

Niech jednak Państwo nie myœlš, że odgrywam się w ten sposób na każdym, któremu się powiodło. Po prostu profesor drażni mnie meandrycznymi wykładniami swoich koncepcji i niczym pan Twardowski: „bawi, tumani, przestrasza". I to nie tylko w studiu Pospieszalskiego.

Dwie dywizje nauki

Zatem – hyc, wskoczyłem do internetu uzupełnić swojš wiedzę o panu profesorze, postaci powszechnie znanej, medialnej, ze swadš wypowiadajšcej się na wszystkie możliwe tematy. Jemu i podobnych głów w plazmie wiele, ja do wszelkich tytułów, w tym profesorskich, mam ambiwalentny stosunek; profesorów ogółem jest w Polsce około 24 tysięcy, co odpowiada mniej więcej dwóm dywizjom pancernym. I niestety – poza skromnš grupš wybitnych naukowców – niewiele te dwie dywizje wnoszš do kultury, nauki polskiej i œwiatowej.

Znam też kilkunastu profesorów osobiœcie; jednych o nieprzeciętnej wiedzy, inteligencji i etyce, ale znam też miernoty z profesorskimi tytułami. Znam też jednego profesora, filozofa i historyka, i nawet poważałem go bardzo długo, do czasu, gdy z okazji przyznania ministrowi Macierewiczowi tytułu Patriota Roku 2016 płomiennš mowš wykazał, że poza historiš i filozofiš równie nieŸle zna się na anatomii człowieka –a œciœlej, zakamarkach jelita grubego.

Kabaret nie umiera

Proszę zatem się nie dziwić, że zaintrygowała mnie postać prof. Zybertowicza, który hula po wszystkich mediach. Tak odkryłem prawdziwš naturę protagonisty tego felietonu. To po prostu wesołek i zgrywus. I to od lat. Pokpiwał sobie z marksizmu jeszcze za tzw. komuny, w œrodku stanu wojennego, piszšc pracę naukowš pt. „O obiektywnej funkcji społecznej ruchu robotniczego i ideologii marksistowskiej w XIX wieku", w której wykpiwał ideologię komunistycznego systemu choćby samym tytułem rozdziału: „Ideologia klasowej walki proletariatu jako koniecznoœć historyczna".

I pomyœleć, ileż radoœci musiał mieć w sobie przyszły profesor, że tak okpił cenzurę, utajniajšc swoje wywrotowe przekonania, bo – jak czas pokazał – to człowiek prawicy, nagradzany różnymi honorami, ktoœ od kołyski zatroskany o rozwój i wizerunek Polski.

Zatem „profesor-jajcarz", homo sociologicus nie potrafi odejœć od kabaretowych wygłupów. I za to go cenię i szanuję. To inteligentny luzak. A ja kocham luzaków i kabareciarzy. Tylko pogratulować. I życzyć zdrowia, bo pomysłów i elokwencji nie brak. Lecz skoro pan prezes, pan prezydent, Rada Języka Polskiego nie reagujš na surrealistycznš składnię i kompilację bzdetów, to ja, stary kabareciarz, mogę tylko zacierać ręce z radoœci, że powraca inteligentny dowcip i podtekst. Doceniš to ci, którzy znajš się na parexcelansach, aproposach i cumbajszpilach.

Zatem czapki z głów przed profesorem! Kabaret nie umiera! Urok, lekkoœć i dowcip na powrót wypierajš ordynarne popisy miernot i niedouków. Szkoda tylko, że przy okazji tak poważnych spraw. Cóż... Albo lepiej – cus...

Autor jest pisarzem, poetš, dziennikarzem oraz autorem kabaretowym, scenarzystš i reżyserem telewizyjnym

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL