Ryszard Petru, czyli narcyzm i śmieszność

aktualizacja: 21.01.2016, 19:02
Lider Nowoczesnej staje się powoli postacią z krążących o nim dowcipów
Lider Nowoczesnej staje się powoli postacią z krążących o nim dowcipów
Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Ryszard Petru bardzo chciałby być szermierzem, ale zamiast szpady uderza cepem. I to niecelnie. Lista wpadek tego polityka jest bardzo długa – pisze publicysta.

REDAKCJA POLECA

Ryszard Petru odpowiada na pytania dziennikarza. – Polska chyli się ku upadkowi – mówi. – Jarosław Kaczyński przejechał się już na Rubikoniu – dodaje ze znawstwem. Dziennikarz zaintrygowany. – No na Rubikoniu, tak jak Cezar – precyzuje lider Nowoczesnej. – Kiedy to było? – nie daje za wygraną dziennikarz. – Ano po zamachu majowym, gdy Cezar przekroczył na Rubikoniu bramy Rzymu i zostawił po sobie rozrzucone kości. Inny żart z internetu: – Kto obalił Cesarstwo Rzymskie? Asterix i Obelix – odpowiada z uśmiechem Petru.

Następca Komorowskiego

O czym to świadczy? Po pierwsze, o popularności lidera Nowoczesnej, choć pewnie nie takiej, na jaką on sam najbardziej liczył – jako profesjonalisty i erudyty. Wypada jednak docenić fakt, że Petru, który choć na scenę polityczną wkroczył na dobre dopiero pół roku temu, jest już na tyle rozpoznawalną postacią, że z jego publicznych wypowiedzi kpi połowa internetu. A jak wiadomo, nieważne, co mówią, ważne, że w ogóle mówią.

Po drugie, wypełniają się chyba ambicje Petru, który nie ukrywał, że marzą mu się najwyższe stanowiska państwowe. Na razie do spełnienia tych marzeń jeszcze daleko, ale jeden ważny krok został wykonany – Petru zdołał, przynajmniej w powszechnym odbiorze, ustawić się w roli następcy liderów PO na pozycji głównego sejmowego krytyka rządów PiS. Biorąc pod uwagę jego zdolności piarowskie, z pewnością jest nie gorszy od Donalda Tuska, z kolei jeżeli chodzi o łatwość poruszania się w obrębie nieco bardziej intelektualnych wyzwań, przypomina Bronisława Komorowskiego, który zapisał się w pamięci potomnych nieortodoksyjnym stosowaniem polskiej ortografii (słynne „łączymy się w bulu") oraz najróżniejszymi gafami przy okazji ważnych spotkań międzynarodowych czy udzielania wywiadów. W tym sensie liderowi Nowoczesnej nie można odmówić racji – w istocie jest spadkobiercą i następcą Platformy.

Zanim Petru stał się liderem Nowoczesnej, jego publicystyczne i intelektualne dokonania ograniczały się głównie do prowadzenia bloga o polityce ekonomicznej i okazjonalnego wypowiadania się na ten temat w mediach. Była to działalność dość niszowa, o czym może świadczyć bardzo umiarkowana liczba cytowań jego artykułów w mediach społecznościowych, dochodząca w porywach średnio do dwóch udostępnień na jeden tekst. Jedyny wyjątek stanowi wpis z kwietnia 2014 roku, gdy Petru ogłosił definitywny koniec kryzysu gospodarczego na świecie, co – w opinii wielu internautów – podważa również jego kompetencje w zakresie ekonomii.

Jednak Petru, który nie ukrywał, że marzy mu się stanowisko rządowe, porzucił w miarę dla siebie bezpieczny grunt i przeskoczył w bardziej widowiskowe rejony: polityki, historii, a nawet literatury. Problem w tym, że jego biegłość w kursach walut, która wystarcza zapewne do sukcesu w prowadzeniu kantoru, może nie wystarczyć, jeśli zmierza się do sukcesów w prowadzeniu spraw państwowych.

Być może Petru zdaje sobie sprawę ze swoich ograniczeń, dlatego też wkrótce po wygranej PiS ogłosił się liderem opozycji, aby zbudować społeczne przekonanie, że tylko on jest realną alternatywą dla obecnej ekipy, więc nie należy narzekać na jego niedoskonałości. Być może jednak głęboko uwierzył we własnoręcznie wykreowany wizerunek profesjonalnego polityka, który – jako jedyny – jest zdolny zmienić bieg wydarzeń. Niesiony tym narcystycznym przekonaniem przestał dostrzegać swoje intelektualne niedomagania. Były już takie przypadki w nieodległej historii Polski, choćby Lech Wałęsa. Porównanie obu panów pozostawię jednak na poziomie czysto retorycznym, bo o ile dla Petru mogłoby być komplementem, o tyle dla Wałęsy już niekoniecznie.

Narcyzm lidera Nowoczesnej naraża go na śmieszność. Polityk, który zasłynął w przeszłości głównie tym, że był asystentem Władysława Frasyniuka, a potem Leszka Balcerowicza, próbuje dziś stawiać się w pozycji wytrawnego gracza na arenie międzynarodowej. Na jego profilach w mediach społecznościowych można znaleźć np. list do prezydenta, w którym domaga się spotkania i omówienia z nim posunięć politycznych głowy państwa. Jest też list do premier Szydło, w którym informuje o zaplanowanym spotkaniu z premierem Holandii i prosi o przekazanie mu stanowiska rządu w sprawach europejskich, aby mógł omówić je z władzami holenderskimi.

Nie wystarczy chcieć

Legendarne stało się wyemitowane na YouTube „orędzie noworoczne" Ryszarda Petru, w którym stojąc na tle choinki oraz flagi polskiej i europejskiej, złożył rodakom serdeczne życzenia na przyszły rok. Jak dotąd żaden opozycyjny polityk w Polsce nie zdecydował się na to, aby imitować aktualnie urzędującego prezydenta. Kolejnym krokiem na tej drodze może być już tylko alternatywne przyjmowanie przez Petru defilady wojskowej z okazji 3 Maja. Sfilmowane i wrzucone na YouTube.

Petru ciągle próbuje iść na skróty. Zdradza przy tym swoją niezdolność zrozumienia specyfiki własnego kraju, gdzie jedną z istotnych przeszkód w osiągnięciu wysokiej pozycji w hierarchii społecznej jest nieumiejętność przyswojenia inteligenckiego kodu kulturowego. Lider Nowoczesnej zafascynowany neoliberalnymi mrzonkami zdaje się głęboko wierzyć w mit self-made mana. Z tym że w Polsce – pomimo awansu materialnego wielu grup społecznych, które mogłyby być jego zapleczem – woluntaryzm w stylu amerykańskiego pucybuta nie wystarcza. Nic zatem dziwnego, że nawet środowiska związane z „obrońcami demokracji" dość wstrzemięźliwie odnoszą się do jego inicjatyw. Owszem, jest sojusznikiem w walce z PiS, ale chyba nic więcej. Trudno bowiem stawać na piedestał polityka, który w publicznych wypowiedziach zdradza poważne braki w wykształceniu. Dla inteligencji, bez względu na jej barwy polityczne, jest to okoliczność obciążająca, o ile wręcz nie kompromitująca.

Lista wpadek Petru, biorąc pod uwagę jego krótką aktywność w polityce, jest już niebezpiecznie długa. Począwszy od słynnej wypowiedzi o „zamachu majowym z 1935 roku", który – wedle daty podanej przez lidera Nowoczesnej – został zorganizowany przez Piłsudskiego pośmiertnie, skończywszy na niedawnym porównaniu PiS z Imperium Rzymskim, które – w opinii polityka – upadło w dniach największej chwały.

Petru bardzo chciałby być szermierzem, ale zamiast szpady uderza cepem. I to niecelnie. Podczas debaty w Sejmie próbował zaatakować PiS, nawiązując do Sejmu Niemego z 1717 roku. Niestety, określenie to nie zdołało się chyba wystarczająco zakorzenić w głowie lidera Nowoczesnej, bo zamiast o Sejmie Niemym posłuchaliśmy jego wywodu o „Sejmie Głuchym". Jeszcze innym razem – krytykując pomysł likwidacji gimnazjów – podawał w wątpliwość zbyt szybkie tempo zmian, wyrażając przy tym obawę, że PiS nie zdoła tego zrobić przed końcem roku, bo po Bożym Narodzeniu jest jeszcze „święto Sześciu Króli".

Co z tego wynika? Są dwie możliwości. Albo w otoczeniu Petru brakuje ludzi inteligentnych, którzy korzystając z własnej wiedzy, mogliby korygować jego liczne braki w wykształceniu i polecić mu jakieś lektury. Albo są, lecz brakuje im zwykłej odwagi, która pozwalałaby sprostować wypowiedzi lidera, gdy mylą mu się osoby, fakty i wydarzenia. Oba warianty są niezbyt pomyślne, gdyby Petru rzeczywiście objął kiedyś wysokie stanowisko w państwie.

Wyczucie momentu

Kilkanaście lat temu wielką karierę zrobiła zapomniana już dziś nieco anegdota o Aleksandrze Kwaśniewskim i jego żonie. Oboje pytani w różnych wywiadach, jaką ostatnio przeczytali książkę, nieustannie wymieniali biografię Ribbentropa. W przypadku Ryszarda Petru byłaby to zapewne jedna z komedii Arystofanesa, do której lider Nowoczesnej odwołał się po raz pierwszy w swoim blogu, opisując kłopoty gospodarcze Grecji (krótki cytat: „wiszący jak miecz Damoklesa problem Grecji wciąż unosi się nad Europą jak ciemna burzowa chmura, z której w każdej chwili może lunąć deszcz"). O którą komedię chodzi, tego nie zdradził (ja osobiście poleciłbym mu „Chmury", które Petru zapewne czytał, więc pewnie wie dlaczego). Wyraźnie zainspirowała go jednak idea metateatru, do której odtąd odwoływał się nieustannie, przenosząc tę ideę do Polski i wskazując, że dominujący na naszej scenie politycy są aktorami „politycznego teatru". Przy tej okazji nawiązał również do starej tradycji Bronisława Komorowskiego, gdy otwierał wymyślone przez siebie Muzeum Jałowego Sporu i pozując fotografom na tle planszy z cytatem z obecnego ministra obrony podpisanym: „Antonii Maciarewicz" (tak w oryginale).

Jest jednak jedna rzecz, w której liderowi Nowoczesnej kompetencji nie sposób odmówić – doskonałe wyczucie momentu, w którym należało przewalutować własny kredyt zaciągnięty we frankach szwajcarskich. Jednak tą kompetencją nie chciał się już podzielić z innymi. W sierpniu 2008 roku, a więc w trakcie kryzysu bankowego, zapewniał, że kredyty we frankach jeszcze długo pozostaną bezpieczne. W marcu następnego roku dodawał, że „poziomu 3,20 zł za franka już nie zobaczymy (...). Jesteśmy w takiej sytuacji, że spać możemy wszyscy spokojnie". Jednocześnie – jak przyznał później – sam własny kredyt przewalutował tuż po upadku banku Lehman Brothers.

Podobną niekonsekwencją wykazał się w kwestii obniżenia oceny Polski przez agencje ratingowe. O ile w roku 2011 określał raporty agencji ratingowej jako „niezwykłe uproszczenia", o tyle dziś diametralnie zmienił zdanie, załamując ręce nad obniżeniem ratingu Polski i wieszcząc z tego powodu katastrofę gospodarczą.

Ryszard Petru powoli staje się postacią z krążących o nim dowcipów. Przekroczył Rubikon polityki, ale ten okazał się dla niego za głęboki. A może za wysoki? Petru na pewno wie lepiej.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE