Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Przyjęcie euro jest w interesie Polski

Maciej Stańczuk
Fotorzepa, Robert Gardziński
Wspólna europejska waluta nie jest lekarstwem na brak odpowiedzialnoœci polityków, ale stanowi œrodek premiujšcy tylko te kraje, które zachowujš się w sposób rozsšdny i racjonalny – pisze główny ekonomista Pracodawców RP.

Prof. Grzegorz Kołodko lubi zaskakiwać. Tym razem odkurzył temat trochę już w Polsce zapomniany, jakim jest wprowadzenie wspólnej waluty europejskiej. A zapomniany nie dlatego, że jest on nieistotny dla polskiego modelu gospodarczego i naszych interesów narodowych, ale ponieważ w ostatnich latach wytworzył się w Polsce swoisty konsensus praktycznie wszystkich ugrupowań politycznych i pewno większoœci ekonomistów w sprawie niemożnoœci czy wręcz szkodliwoœci przyjęcia euro dla naszego kraju.

Nieuchronna globalizacja

Uważam taki sposób myœlenia za błędny, jeœli nie szkodliwy, stšd głos prof. Kołodki tym bardziej zasługuje w obecnej sytuacji na uwagę. Euro obchodzi właœnie 15. urodziny i obowišzuje w 19 państwach Unii Europejskiej oraz 11 innych krajach. Dotychczas, wbrew oczekiwaniom – znowu większoœci ekonomistów – żadne z państw członków strefy euro nie zdecydowało się tego elitarnego klubu opuœcić. Nawet w Grecji – kraju stanowišcym szczególny przykład zmaterializowania się wszystkich słaboœci tej waluty po siedmiu latach permanentnego kryzysu – da się zauważyć, że mimo kłopotów dnia codziennego lewicowy rzšd wdraża pod kontrolš instytucji unijnych i Międzynarodowego Funduszu Walutowego bolesny program oszczędnoœci budżetowych. A ponad 70 proc. Greków nie dopuszcza myœli o zastšpieniu euro drachmš, raczej podœwiadomie czujšc, że opuszczenie Eurolandu pogorszy jeszcze ich sytuację.

Myœlę, że podstawowe tezy prof. Kołodki o nieuchronnoœci procesów globalizacyjnych i kontynuacji daleko posuniętej integracji europejskiej sš prawdziwe. Ani nie będzie odwrotu od wspólnej waluty w Europie, ani odejœcia od procesów globalizacyjnych, gdyż nawet œwieżo objawiony przeciwnik globalizacji, czyli prezydent elekt Donald Trump, jakoœ we własnych firmach wyprowadzał pracochłonne procesy produkcji za granicę. A Marine Le Pen, lansujšc pomysł powrotu do franka (ostatnio co prawda w złagodzonej wersji równolegle z dawnš europejskš jednostkš rozliczeniowš ECU), nie ma szans wygrać wyborów prezydenckich we Francji.

Problem euro w Europie polega na tym, że Euroland jest specyficznym klubem ekskluzywnych członków, którzy do niego wstšpili na zasadzie dobrowolnoœci, ale który nie gwarantuje powszechnej szczęœliwoœci przez sam fakt przystšpienia. By tak się stało, trzeba jeszcze odpowiednio się zachowywać, tzn. przestrzegać reguły gry, które zdefiniował unijny traktat z Maastricht w 1992 r.

Myœlę, że koniecznoœć przestrzegania tych kryteriów nawet dzisiaj nie budzi większych kontrowersji, ponieważ charakteryzujš one zdrowš i zrównoważonš gospodarkę. Żadna zmiana paradygmatu w tym zakresie nie nastšpiła! Sš to, oprócz niezależnego banku centralnego, stabilnoœci cen, fiskalne, kursowe i stóp procentowych. Nieprzestrzeganie tych kryteriów, warunkujšcych skutecznoœć funkcjonowania wspólnej waluty, nawet w imię szczytnych ideałów, rodzi powstawanie nierównowagi, co dla wspólnego obszaru walutowego jest katastrofalne.

Historia gospodarcza œwiata dostarcza wielu przykładów na to, że wspólna waluta funkcjonuje bardzo dobrze, chociaż zanim tak się stało, wspólne obszary walutowe szukały odpowiedniej drogi przez bardzo wiele lat. Jakiœ czas temu pisałem na łamach „Rzeczpospolitej" o przypadku USA, które przed laty były dużo bardziej niespójnym obszarem gospodarczym w porównaniu z dzisiejszš UE, ale po przyjęciu zasady, że każdy stan ponosi wyłšcznš i samodzielnš odpowiedzialnoœć za swoje długi, ten olbrzymi obszar, mimo wspólnej waluty czy raczej dzięki niej, z latami stawał się coraz bardziej koherentny. Programy ratunkowe w Europie, polityka Europejskiego Banku Centralnego, tolerowanie horrendalnie wysokich sald rozliczeniowych między bankami centralnymi strefy euro w ramach systemu Target, co należy traktować nie inaczej niż jako formę ukrytego i formalnie traktatowo niedozwolonego finansowania deficytowych państw, brak realnych kar za niedotrzymywanie kontraktowych zobowišzań przewidzianych w traktacie z Maastricht, nie dyscyplinujš, ale pogłębiajš kryzys UE i kwestionujš sens utrzymywania samej wspólnej waluty.

Myœlenie życzeniowe

Tragiczne skutki nierespektowania żadnych ograniczeń budżetowych można było zauważyć już przy upadku Zwišzku Sowieckiego. Wszystko to, co wymyœlił sobie reżim sowiecki, było wprowadzane w życie, co boleœnie odczuwaliœmy również w Polsce przed 1989 r. Sowieci œwięcie wierzyli w ideę prymatu woli politycznej nad rynkiem (czyli zdrowym rozsšdkiem), podobnie zresztš jak narodowi socjaliœci. Czynniki produkcji były alokowane tam, gdzie życzyła sobie władza, a nie tam, gdzie było to opłacalne i sensowne. W systemie nakazowo-rozdzielczym było to oczywiœcie możliwe, ale nawet komuniœci nie byli czarodziejami i ulegli prawom ekonomii, a konkretnie ograniczeniom budżetowym, którym każdy system gospodarczy podlega. Prymat woli politycznej doprowadził w efekcie do upadku imperium sowieckiego.

Głównym problemem UE dzisiaj jest utrata konkurencyjnoœci przez kraje południa Europy i myœlę, że w tej kwestii ekonomiœci powinni być zgodni. Konkurencyjnoœć tych państw została zrujnowana, a przy tym bogata i konkurencyjna Północ dała się wkręcić w spiralę programów ratunkowych, które jeszcze bardziej zwiększyły problem nadmiernego zadłużenia. Sytuacja obecna powoduje, że nasilajš się również resentymenty między obywatelami różnych nacji europejskich i nie chodzi tu już tylko o Grecję, a ugrupowania populistyczne w wielu krajach zwiększajš swojš siłę, majšc realnš szansę na przejęcie władzy.

Problemy w Europie wynikajš też z fundamentalnego konfliktu między myœleniem życzeniowym a twardš rzeczywistoœciš, co można także okreœlić jako prymat polityki nad prawami ekonomicznymi (niektórzy nazywajš to odrzuceniem determinizmu ekonomicznego). Wiele lat może trwać sytuacja, w której politycy przeforsowujš swojš wolę politycznš w taki sposób, jakby nie było żadnych ograniczeń budżetowych, nie działały żadne prawa ekonomiczne ani reguły matematyki („twarde obietnice wyborcze" w naszym kontekœcie brzmiš znajomo). Jednak kiedyœ dochodzi do zderzenia ze œcianš rzeczywistoœci, im póŸniej, tym to zderzenie jest bardziej bolesne.

Podczas gdy odbiorcy licznych programów pomocowych broniš swojego niezasłużenie wysokiego standardu życia, który osišgnęli głównie dzięki wprowadzeniu wspólnej waluty, a nie budowie bogactwa narodowego opartego na konkurencyjnoœci swoich gospodarek oraz zwiększonej wydajnoœci i produkcyjnoœci pracy (transfery nie pomagajš odzyskać konkurencyjnoœci), roœnie sprzeciw ze strony fundatorów netto tych programów, a konflikt narasta tym bardziej, im bardziej ewidentne staje się to, że kredyty nie będš spłacane. Z punktu widzenia keynesowskiej teorii koniunktury kraje południa Europy przeżywajš jedynie recesję, która może być przezwyciężona dzięki dodatkowym wydatkom finansowanym długiem.

Lewicowi ekonomiœci argumentujš, że im wyższy jest poziom bezrobocia, tym większy mnożnik nowych długów obcišżajšcy wzrost gospodarczy. Całkowicie pomijajš oni fakt, że udzielenie nowych długów dzisiaj możliwe jest tylko dzięki podatnikom innych, zdrowych krajów lub ich gwarancjom. Diagnoza lewicowych ekonomistów byłaby słuszna tylko wtedy, gdyby kraje Południa miały strukturalnie zdrowe gospodarki i cierpiały tylko na niedostateczny popyt.

Tak jednak nie jest, gdyż państwa te cierpiš na systemowy brak konkurencyjnoœci. Wskutek stosowania narzędzi stymulujšcych popyt sytuacja ta jeszcze się pogłębia. Wprowadzenie euro uczyniło te kraje zbyt drogimi dzięki wykreowaniu inflacyjnej bańki kredytowej, ponieważ płace oraz ceny towarów i usług rosły dużo szybciej niż na północy Europy. Przystšpienie do UE kilku gospodarek Europy Œrodkowej i Wschodniej, które konkurowały niskimi płacami na wspólnym rynku, tylko przyœpieszyło pęknięcie narosłej bańki – jeszcze dzisiaj wynagrodzenia w Grecji czy Hiszpanii sš ponaddwukrotnie wyższe niż w Polsce!

Problem nadmiernego zadłużenia w krajach strefy euro był długi czas ukrywany. Nadmierny dług krajów południa Europy doprowadził ich gospodarki do przegrzania, ale z kolei to przegrzanie umożliwiło utrzymywanie długu w stosunku do PKB na relatywnie bezpiecznym poziomie, co prowadziło do iluzji kontrolowalnego wzrostu skali ogólnego zadłużenia. W rzeczywistoœci kraje te utraciły swojš konkurencyjnoœć, co doprowadziło je do stagnacji (obniżyło mianownik wskaŸnika długu do PKB) i uczyniło wiele niewypłacalnymi.

Czy warto zatem wchodzić do klubu o tak fundamentalnych kłopotach? Prof. Leon Podkaminer na łamach „Rzeczpospolitej" stwierdza, że „kraje uginajšce się pod ciężarem długu publicznego, jak Słowenia, Portugalia, Grecja itd. znalazły się w swym godnym pożałowania położeniu właœnie z powodu przystšpienia do strefy euro". Nic bardziej mylnego, to nie euro spowodowało takš sytuację, tylko nieodpowiedzialna polityka fiskalna rzšdów tych krajów. Euro nie jest żadnym lekarstwem na brak odpowiedzialnoœci, ale premiuje tylko kraje zachowujšce się w sposób rozsšdny i racjonalny, natomiast rzeczywiœcie utrudnia wychodzenie z sytuacji kryzysowej tych mniej rozsšdnych.

Przywrócić utraconš konkurencyjnoœć w strefie euro nie można poprzez dewaluację waluty. Realnš dewaluację przez deflację (zakładajšc realnš inflację konkurencyjnej północy Europy) w wysokoœci od 20 do 30 proc. też trudno sobie wyobrazić. Obniżenie nominalnych płac o 20–30 proc., aczkolwiek teoretycznie możliwe i na pewnš skalę praktykowane obecnie w Grecji, w praktyce nie wydaje się w krótkim okresie do przeprowadzenia (zakładajšc, że drastyczne zwiększenie produktywnoœci też nie jest możliwe). Pomysły niektórych ekonomistów (Stefan Kawalec i Ernest Pytlarczyk) likwidacji strefy euro sš równie złe, co zupełnie nieuzasadnione w œwietle przedstawionej argumentacji, ale też zupełnie nierealne.

Postawić tamę zalewowi populizmu

Doceniajšc zatem wagę argumentów prof. Kołodki, myœlę, że Polska może odegrać istotnš rolę w procesie naprawy strefy euro. Interes nasz po przystšpieniu do Eurolandu byłby moim zdaniem zagwarantowany, jeœli fiskalne programy pomocowe, które nie rozwišzujš podstawowego problemu strefy euro, zostałyby ograniczone na rzecz możliwoœci czasowego jej opuszczenia przez kraje majšce problemy ze swojš konkurencyjnoœciš. Możliwoœć otwartej dewaluacji jest podstawowym wymogiem sprawnoœci i przywrócenia funkcjonalnoœci strefy euro. Jej nowa, akceptowalna dla nas konstrukcja powinna uwzględniać możliwoœć uporzšdkowanej upadłoœci poszczególnych państw członkowskich, która ureguluje również możliwoœć redukcji zadłużenia w połšczeniu z czasowym opuszczeniem unii walutowej oraz ponownej akcesji. Tylko w ten sposób kraje strukturalnie niekonkurencyjne otrzymajš realnš szansę na uzdrowienie swoich gospodarek, a strefa euro jako całoœć może przezwyciężyć chronicznš dysfunkcjonalnoœć swojego bilansu płatniczego.

Spójnoœć UE i jej zasługi dla bezpieczeństwa i dobrobytu swoich członków, w tym na szczęœcie Polski, sš wartoœciš bezwzględnš, którš należy chronić i której trzeba bronić. Wspólna waluta europejska może się stać immanentnš częœciš tego systemu, jej demontaż nie leży w naszym interesie narodowym. Ciekawy pomysł prof. Andrzeja Wojtyny proponujšcego zwołanie kongresu ekonomistów polskich w kontekœcie prowadzonej u nas polityki gospodarczej mógłby być uzupełniony o kwestię zastšpienia złotego przez euro. Taka debata jest potrzebna, wzmocniłaby Europę, postawiłaby tamę zalewowi populizmu i w Polsce, i na naszym kontynencie. Polska od œwiata nie może się odwracać, bo nas na to nie stać.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL