Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Hardt: Państwo inteligentne, głupcze!

Łukasz Hardt
materiały prasowe
Wydatki rodziców na potomstwo sš ich kosztami prywatnymi, ale korzyœci z dzieci będš służyć dobru wspólnemu – pisze ekspert.

Łukasz Hardt

Douglass North, jeden z najwybitniejszych ekonomistów XX wieku, podczas swojego pobytu w Warszawie w 2002 r. dziękował nam, Polakom, za to, że dzięki polskiej transformacji ustrojowej dostał tak szybko Nagrodę Nobla (sic!). Odpowiadajšc wówczas na moje pytanie, skšd u niego taka myœl, powiedział, że już w 1993 r. (wtedy otrzymał wspomniane wyróżnienie) było wiadomo, że dla rozwoju postsocjalistycznych krajów budujšcych wolny rynek kluczowa jest jakoœć instytucji i państwa, a była to teza forsowana przez Northa już od lat 70. poprzedniego stulecia.

Po 25 latach transformacji ustrojowej widać, jak prorocze były to słowa. Rynek potrzebuje dobrze rzšdzonego państwa. Choć nadal, również w Polsce, wielu porusza się w utartym schemacie debaty o tym, ile państwa w gospodarce, to jednak wiele teorii ekonomicznych wskazuje na to, że ważniejsze jest to, jakie państwo powinno być. Tak zdecydowany powrót realnej polityki do polskiej rzeczywistoœci społeczno-gospodarczej po ostatnich wyborach parlamentarnych warto potraktować więc nie tylko jako okazję do debaty o kształcie rynku i państwa, ale również do przeprowadzenia koniecznych zmian, które w „normalnych" czasach sš zwykle niemożliwe do realizacji. Okno zmian po raz pierwszy od lat zostało otwarte i warto ten fakt dobrze wykorzystać.

Ani opiekun, ani stróż nocny

Tytułowa kategoria państwa inteligentnego oznacza odrzucenie koncepcji zarówno państwa dobrobytu, jak i państwa minimalnego. Nie chodzi mi jednak o kolejnš wersję idei trzeciej drogi, ale o zupełnie nowy paradygmat rozwoju, w którym przyjmuje się, że w warunkach państwa minimum inwestycje w wiedzę i innowacje sš mniejsze od optymalnych. W zwišzku z tym państwo powinno się stać istotnym podmiotem finansujšcym badania i kreowanie innowacji. W takim ujęciu pojawia się miejsce dla selektywnej polityki przemysłowej, a więc zaangażowania państwa w te sektory, które nie konsumujš pozytywnych efektów swojej działalnoœci, bo wytwarzana przez nie wiedza często rozlewa się po całej gospodarce, podnoszšc jej ogólnš wydajnoœć.

Prezentowane przeze mnie tzw. schumpeterowskie podejœcie do rozwoju nie ma wymiaru wyłšcznie intelektualnego ćwiczenia, ale dobrze opisuje to, co się dzieje w gospodarkach powszechnie uważanych za funkcjonujšce w warunkach silnie ograniczonego państwa. Mariana Mazzucato w głoœnej ksišżce o wymownym tytule „Przedsiębiorcze państwo", analizujšc działania rzšdu amerykańskiego, pisze chociażby: „75 proc. nowych zwišzków molekularnych [zatwierdzonych przez Food and Drug Administration w latach 1993–2004] wywodzi się z finansowanych publicznymi œrodkami badań National Institutes of Health", i dalej zauważa, że nie byłoby sukcesu Apple, gdyby nie wczeœniejsze badania finansowane przez rzšd amerykański, które doprowadziły do powstania takich technologii, jak m.in. ekrany pojemnoœciowe, baterie litowo-jonowe, a także pamięci DRAM i mikroprocesory. Innym przykładem podawanym przez niš jest sfinansowanie przez National Science Foundation badań, których rezultatem było opracowanie algorytmu przeszukiwania sieci wykorzystywanego przez Google.

W zwišzku z powyższym nie twierdzę jednak, że należy nagle przeorientować polskš politykę rozwoju na finansowanie fundamentalnych innowacji, gdyż, skoro znajdujemy się jeszcze daleko od własnej technologicznej granicy wzrostu, potrzebujemy przede wszystkim innowacji imitacyjnych. To one sš niezbędne do sensownej reindustrializacji kraju. Złudne jest jednak mniemanie, że poziom innowacyjnoœci, nawet wyłšcznie tej imitacyjnej, poprawimy, jedynie realokujšc więcej œrodków na ten cel. W opublikowanym w ostatnich tygodniach Globalnym Raporcie Innowacyjnoœci w kategorii efektywnoœci innowacji Polska plasuje się na dalekim 93. miejscu. Dla porównania: Czechy zajmujš 11. lokatę, Węgry 35., a Słowacja jest 48. W omówieniu tego raportu tygodnik „The Economist" zaliczył Polskę do grupy tzw. nieefektywnych innowatorów. Żaden inny kraj Europy Œrodkowo-Wschodniej nie zasłużył sobie na to niechlubne miano. Jedno euro przeznaczone na wzrost innowacyjnoœci przynosi w Polsce zawstydzajšco niewielkie efekty.

Otwórzmy system

Powstaje pytanie o przyczyny tego stanu rzeczy. OdpowiedŸ jest prosta: państwo jest słabe i nie potrafi działać strategicznie. Państwo jest œlepe i głuche, a przez to informacyjnie zamknięte. Nie korzysta z finansowanych przez siebie badań ewaluacyjnych, a także ekspertyzy akademickiej. Urzędnicy oceniajš zmiany legislacyjne, które wczeœniej sami zaprojektowali.

Warto to zmienić i zbudować niezależny od rzšdu podmiot prowadzšcy ocenę skutków regulacji. Potrzebne sš również organizacyjne interfejsy w administracji centralnej, poprzez które rzšd mógłby korzystać z osišgnięć niezależnych ekspertów i badaczy. Ileż interesujšcych raportów wyprodukowały polskie think tanki w ostatnich latach i w jak niewielkim stopniu rzšdzšcy z nich skorzystali! Nie chodzi o powołanie nowego rzšdowego centrum studiów strategicznych, ale raczej niewielkiej instytucji wnoszšcej do dyskusji wewnštrz rzšdu wymiar strategiczny i formułujšcej rekomendacje oparte na dowodach i pogłębionej analizie. Państwo można zmienić, przede wszystkim modyfikujšc jego instytucje.

Koncepcja inteligentnego państwa oznacza również, że w jego polityce gospodarczej konieczna jest równowaga pomiędzy jej stronš popytowš i podażowš, gdzie ta ostatnia musi oznaczać budowę lepszych instytucji i tworzenie warunków do wzrostu wydajnoœci pracy. Co do polityki fiskalnej, to z jednej strony trzeba tak sterować wydatkami, aby maksymalizować ich prorozwojowy efekt, a z drugiej tak opodatkowywać kapitał i pracę, aby nie destabilizować fundamentów długookresowego wzrostu gospodarczego.

Najnowsze osišgnięcia z zakresu teorii wzrostu gospodarczego stymulowanego innowacjami dajš w tym kontekœcie więcej argumentów za relatywnie większym opodatkowaniem kapitału niż pracy. Argument o proinnowacyjnym charakterze niektórych wydatków rzšdowych nie może być jednak nadużywany do obrony tezy o trwałych benefitach z większego deficytu. Wręcz przeciwnie, wiele teorii wzrostu endogenicznego wskazuje na korzyœci z twardego ograniczenia budżetowego, a więc prowadzenia konserwatywnej i antycyklicznej polityki fiskalnej. Trzeba będzie zaczšć prowadzić takš politykę wydatkowš po przewidywanym w najbliższym czasie okresie krótkotrwałego luzowania fiskalnego.

Polityka rodzinna

W tym miejscu chciałbym wzišć aktualnš ekipę rzšdowš w obronę przed tymi, którzy zarzucajš jej, iż na planowanš ekspansję fiskalnš składa się w ich opinii pozbawiony ekonomicznego sensu program prorodzinny w postacie 500 zł miesięcznie na dziecko. Sš to oczywiœcie wydatki obcišżajšce budżet, ale o zdecydowanie proinwestycyjnym charakterze, bo chodzi tu przecież o inwestycje w kapitał ludzki, co bliskie jest postulatom wypływajšcym z endogenicznych teorii wzrostu, wokół których osnute sš moje refleksje. Co więcej, uzasadnienie dla tego rodzaju transferów jest analogiczne, jak to dla inwestycji państwa w te sektory przemysłu, których działanie kreuje silnie pozytywne efekty zewnętrzne. I tak, wydatki rodziców na dzieci sš ich kosztami prywatnymi, ale korzyœci z dzieci będš w dużej mierze korzyœciami publicznymi, a więc interwencja państwa przez współfinansowanie tychże kosztów jest zasadna. Jeœli tak spojrzymy na program 500+, to zapowiadane przez PiS luzowanie fiskalne przedstawia się w bardziej korzystnym œwietle.

Słuchajšc (pokornych) ekonomistów

Mam nadzieję, że to, o czym pisałem powyżej, wychodzi naprzeciw postulatowi prof. Andrzeja Wojtyny z jego ostatniego tekstu w „Rzeczpospolitej" (22.10.2015), w którym zachęcał ekonomistów do udziału w debacie publicznej. Myœlę, że szczególnie powinno chodzić o tych ekonomistów akademickich, którzy prowadzš badania na najwyższym œwiatowym poziomie. Odpowiadajšc na wiele pytań stwierdzeniami „to zależy" i że „trzeba zbudować model", sš oni mniej atrakcyjni dla dziennikarzy i polityków od tych, którzy zawsze sš pewni swego i z ideologicznym zaangażowaniem, a często nawet zacietrzewieniem, broniš swoich tez.

Jeœli władza ma być pokorna, co zasadnie postuluje premier Beata Szydło, to w większym stopniu z rad takich pokornych ekonomistów powinna korzystać. Należy mieć nadzieję, że rzšd będzie budował takie instytucje, które będš mu ułatwiały wsłuchiwanie się w dobiegajšce głosy akademików. Bez nich inteligentnego państwa nie zbudujemy.

Autor pracuje na Uniwersytecie Warszawskim, jest ekspertem Instytutu Sobieskiego, a także członkiem Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL