Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Unia Europejska mniej demokratyczna

Realna władza w UE skupi się w rękach prezydenta Francji i kanclerz Niemiec
AFP
Wspólnota Europejska w okresie kryzysów starała się zwiększyć swojš skutecznoœć zarzšdzania, a jednoczeœnie kontynuować procesy integracyjne. Cenš za to jest jednak rozmijanie się z oczekiwaniami znacznej częœci wyborców – pisze ekspert ds. europejskich.

Zdaniem niektórych teoretyków podczas kryzysów, jakie wstrzšsajš od jakiegoœ czasu Uniš, pojawił się nowy, dominujšcy podział polityczny w Europie. Dotyczy on z jednej strony postaw liberalnych i wspierajšcych dalszy rozwój integracji europejskiej, a z drugiej poglšdów sceptycznych wobec integracji i chronišcych krajowš gospodarkę, jak również narodowš kulturę i tożsamoœć. Opisywanemu podziałowi politycznemu towarzyszš dwie całkiem inne wizje przyszłoœci UE.

Obóz liberalny promuje Europę otwartš, wielokulturowš i kosmopolitycznš, której zwieńczeniem powinna być federacja demokratyczna lub europejskie państwo. Dla przedstawicieli podejœcia narodowego celem jest Europa ojczyzn, która zachowuje podmiotowoœć poszczególnych narodów, a jednoczeœnie troszczy się o miejsca pracy, bezpieczeństwo i tożsamoœć Europejczyków. Warto podkreœlić, że większoœć wyborców i polityków tego obozu nie odrzuca integracji samej w sobie, a jedynie jej dotychczasowš formę zmierzajšcš do coraz większej centralizacji władzy w instytucjach Unii.

Roztańczone marzenia

Zrealizowanie którejœ z tych dwóch wizji w pełnej postaci jest jednak trudne. Wprawdzie polityka poszczególnych państw i samej UE staje się coraz bardziej protekcjonistyczna w sferze ekonomicznej, a wiele krajów chce chronić zewnętrzne granice Unii przed nielegalnš imigracjš i dokonuje deportacji osób, które nie otrzymały statusu uchodŸców. Niemniej w instytucjach unijnych dominuje liberalne podejœcie do migracji. Większoœć rzšdów oraz elity europejskie uznaje za konieczne dalsze zwiększanie uprawnień instytucji unijnych w wielu obszarach spraw publicznych.

Dzieje się tak nawet wówczas, kiedy jest to sprzeczne z oczekiwaniami dużej częœci elektoratów. W niedawnych badaniach Chatham House około 60 proc. respondentów pochodzšcych z dziesięciu państw UE opowiedziało się za przeniesieniem kompetencji Unii z powrotem do państw narodowych. Tylko 17 proc. chciało zwiększenia władzy UE, a zaledwie 8 proc. opowiedziało się za stworzeniem federacji europejskiej.

Coraz ostrzej zarysowana linia podziału w postkryzysowej Europie prowokuje niektórych polityków obozu liberalnego do bardziej odważnych propozycji. Prezydent Francji Emmanuel Macron sugeruje, aby częœć posłów do Parlamentu Europejskiego pochodziła z list ogólnoeuropejskich, co mogłoby torować drogę ku demokratycznej federacji. Miałoby to w jego mniemaniu legitymizować zwiększonš redystrybucję fiskalnš w strefie euro. Z kolei przywódca niemieckiej socjaldemokracji Martin Schulz chciałby do roku 2025 utworzyć Stany Zjednoczone Europy i przyjšć nowy traktat konstytucyjny. Jens Spahn, prominentny polityk niemieckiej chadecji, okreœlił tę propozycję jako „roztańczone marzenia", a Timothy Garton Ash uznał jš za „rodzaj międzynarodowej abstrakcji". Wezwał też do bardziej konserwatywnego myœlenia o ochronie dotychczasowych zdobyczy integracji.

Możliwoœci zrealizowania którejœ z tych dwóch wizji odpowiadajšcych na nowš linię podziału politycznego w Europie sš więc mało prawdopodobne. W tej sytuacji coraz bardziej realne sš działania zgodne z preferencjami dotychczasowego głównego nurtu politycznego. Będzie on starał się promować dalszy rozwój integracji, choć niektóre jego działania mogš rozmijać się z oczekiwaniami przynajmniej częœci wyborców, jak również z niektórymi standardami demokracji. Bazujšc na dotychczasowych doœwiadczeniach, można spodziewać się dalszych kroków w czterech głównych kierunkach.

Słabi muszš ulec

Po pierwsze, władza polityczna w UE skupi się jeszcze bardziej w największych państwach członkowskich, zwłaszcza w Niemczech i Francji. Takiej tendencji w kryzysach dowodzš badania prowadzone w ramach tzw. nowego podejœcia międzyrzšdowego w studiach europejskich. Potwierdzeniem tej koncepcji jest to, że punktem wyjœcia dla planowania dalszych reform w Europie sš propozycje francuskiego prezydenta, a wszyscy czekajš na powstanie nowego rzšdu w Niemczech, aby uzyskać odpowiedŸ na te propozycje ze strony Berlina.

Niemniej wzrost władzy największych państw ma konsekwencje w postaci asymetrycznego podejœcia do demokracji narodowej. Państwa najbardziej wpływowe mogš kształtować agendę europejskš zgodnie z preferencjami własnych wyborców. Natomiast kraje mniejsze lub mniej znaczšce w polityce europejskiej muszš się do tej agendy dostosować. Może to odbywać się wbrew preferencjom większoœci lokalnych wyborców, a tym samym ze szkodš dla krajowej demokracji. W badaniach naukowych od dłuższego czasu obserwowano zjawisko różnicowania zakresu władzy między parlamentami narodowymi. W silniejszych państwach utrzymywały one swoje kluczowe kompetencje, np. w sprawie polityki fiskalnej. Natomiast inne parlamenty, zwłaszcza w państwach doœwiadczonych przez kryzys, wyraŸnie traciły kontrolę nad politykš budżetowš. Dodatkowym czynnikiem sš reguły głosowania większoœciowego, które obejmujš coraz więcej spraw w polityce unijnej. Po wejœciu w życie reguł lizbońskich i opuszczeniu Unii przez Wielkš Brytanię łatwiej będzie przegłosować państwa spoza strefy euro. Dotyczy to również nowych państw z Europy Œrodkowej, o ile będš miały sprzeczne interesy z krajami Europy Zachodniej.

Po drugie możliwe jest wzmocnienie delegacji władzy do instytucji technokratycznych. Zgodnie z teoriš neofunkcjonalnš państwa członkowskie godziły się na dalszš centralizację władzy w UE, aby uporać się z kryzysami i zwiększyć implementację prawa europejskiego. Przykładem jest rosnšca rola Europejskiego Banku Centralnego, który powstrzymał kryzys w strefie euro, choć stosował niekonwencjonalne œrodki w polityce monetarnej. Zdaniem częœci prawników niektóre z tych instrumentów były na granicy lub wręcz łamały prawo UE.

Innym przykładem tej samej tendencji było wprowadzenie w traktacie z Lizbony tzw. aktów delegowanych Komisji, dzięki którym zwiększyła się niezależnoœć tej instytucji wobec państw w zakresie wydawania aktów wykonawczych. Tego typu działania majš depolityzować zarzšdzanie w Europie, tj. odcišć je od polityki wyborczej w państwach członkowskich. Ponieważ wpływ demokracji narodowej może utrudnić lub spowolnić działania UE, proces depolityzacji ma na celu zwiększenie skutecznoœci zarzšdzania. Tego typu operację zdaniem naukowców udało się w dużej mierze wprowadzić podczas kryzysu strefy euro, ale nie powiodła się ona w czasie kryzysu migracyjnego. Demokracja na szczeblu narodowym poważnie utrudniła realizację systemu relokacji uchodŸców i do dziœ blokuje podobne rozwišzania wysuwane przez Komisję Europejskš.

Kij i marchewka

Po trzecie należy liczyć się z intensyfikacjš działań propagujšcych polityki unijne. Koncepcja „demokracji deliberatywnej" w studiach europejskich wyjaœnia, dlaczego deficyt demokracji na szczeblu unijnym powinien być niwelowany przez zwiększanie dyskusji programowej na tym szczeblu, jak również w mediach o zasięgu ponadnarodowym. Niestety, okres kryzysów pokazał, że tego typu deliberacja była redukowana do œrodowisk naukowych lub prowadzona w ramach mediów wyłšcznie narodowych. Natomiast na szczeblu unijnym kształtowały się dominujšce narracje polityczne. Ich podstawowym celem było ograniczenie dyskursu między różnymi poglšdami lub interesami społecznymi, a tym samym ułatwienie skutecznoœci obranej polityki antykryzysowej. Było to najbardziej widoczne w kryzysie migracyjnym, kiedy wiodšcš narracjš była obrona solidarnoœci europejskiej. Miała ona zapewnić wdrożenie unijnego systemu relokacji uchodŸców.

Po czwarte można spodziewać się zwiększenia działań dyscyplinujšcych wobec państw niewprowadzajšcych w życie polityk UE. Dotyczy to m.in. zwiększenia sankcji finansowych za nieprzestrzeganie prawa europejskiego, co było już wczeœniej praktykowane w polityce spójnoœci, a także stało się głównym instrumentem wywierania presji na dotknięte kryzysem państwa strefy euro.

Kolejnym narzędziem tej samej polityki będzie artykuł 7 Traktatu o Unii Europejskiej uruchamiany po raz pierwszy wobec Polski. Procedura będzie niewštpliwie wywierać silny wpływ na mniejsze państwa mogšce utrudnić realizację któregoœ z celów politycznych UE.

Przykładem jest wypowiedŸ premiera Austrii, który w ramach koalicji rzšdowej współpracuje z Partiš Wolnoœci, kwestionujšcš dotychczasowš politykę migracyjnš Unii. Wkrótce po zaprzysiężeniu nowy premier zapewnił Jean-Claude'a Junckera, że jego rzšd będzie respektował wszystkie wartoœci europejskie, w tym zwłaszcza zasadę rzšdów prawa. Przy tej okazji nieposiadajšca demokratycznego mandatu Komisja uzyskuje możliwoœć oceniania demokracji narodowych i tego, czy poszczególne rzšdy dochowujš własnych konstytucji. „Atomowa" opcja artykułu 7, a więc odebranie prawa głosu państwu członkowskiemu, pełniła dotšd wyłšcznie funkcję odstraszajšcš. Teraz realizacja tej groŸby staje się prawdopodobna. A to wydaje się być kolejnym nadużyciem wobec demokracji. Czy możemy wyobrazić sobie, że na przykład w Senacie USA zostanš pozbawieni prawa głosowania reprezentanci któregoœ z amerykańskich stanów?

Unia okresu kryzysów starała się zwiększyć swojš skutecznoœć zarzšdzania, a jednoczeœnie kontynuować procesy integracyjne. Cenš za to jest jednak rozmijanie się z oczekiwaniami znacznej częœci wyborców. Nawet jeœli centralizacja władzy będzie przesuwać ustrój zjednoczonej Europy w kierunku federacji, to trudno będzie jš nazwać federacjš demokratycznš. Š?

—Autor jest profesorem w Instytucie Europeistyki UW. Artykuł wyraża jego osobiste poglšdy, a nie instytucji, z którymi jest zwišzany

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL