Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Kenneth Clarke: Brexit oznacza paraliż na lata

- Mam nadzieję, że utrzymamy tak dużo ze wspólnego rynku, ile tylko się da - mówi Kenneth Clarke
materiały prasowe
Brytyjska opinia publiczna jest głęboko podzielona. Nie pamiętam, aby jakikolwiek problem kiedykolwiek tak bardzo zaprzštał uwagę społeczeństwa jak rozwód z Uniš – mówi Kenneth Clarke, poseł Izby Gmin z ramienia Partii Konserwatywnej.

Rzeczpospolita: Już tylko 41 proc. Brytyjczyków popiera rozwód z Uniš, 51 proc. jest temu przeciwna. Tak przynajmniej wynika z sondażu opublikowanego przez „Independent". Brexitu można jeszcze uniknšć?

Kenneth Clarke: To możliwe, ale niezbyt prawdopodobne. Walczę o to od dawna, zawsze uważałem, że podejmowanie decyzji o tym, czy pozostać w Unii, w referendum nie ma żadnego sensu. Chodzi przecież o niezwykle skomplikowane zagadnienie, na które składajš się rozstrzygnięcia w setkach kluczowych obszarów. Jak można to wszystko streœcić do prostego „tak" lub „nie"? Niestety, w przeciwieństwie do mnie, zdecydowana większoœć deputowanych do Izby Gmin czuje się zwišzana wynikiem głosowania z czerwca ub.r. i na razie nie widzę, w jaki sposób mieliby się uwolnić od tej zależnoœci.

Czyli sprawa jest rozstrzygnięta?

Decyzję o rozpisaniu nowego referendum musiałby podjšć parlament. Gdybyœmy mieli trwałš i bardzo wyraŸnš zmianę nastawienia opinii publicznej wobec brexitu, to deputowani, którzy do zeszłego roku opowiadali się za pozostaniem Wielkiej Brytanii w Unii, a stanowiš oni większoœć, rzeczywiœcie mogliby wystšpić o rozpisanie nowego referendum. Tylko w tym rozumowaniu jest pewna słaboœć. Nie można mówić, że referendum jest złe, kiedy jego wynik nam się nie podoba, a potem twierdzić, że jest dobre, kiedy sondaże wskazujš, że można będzie je wygrać. Poza tym sšdzę, że znaczna częœć brytyjskich mediów, te najbardziej eurosceptyczne, wpadłaby w takim przypadku w prawdziwš histerię i przypuœciła frontalny atak na tych deputowanych, którzy zmienili stanowisko wobec brexitu. Dlatego obawiam się, że do nowego referendum może jednak nie dojœć, choć bardzo bym tego chciał. Wolę więc koncentrować się na utrzymaniu możliwie jak najbliższych stosunków między nami i Uniš w handlu, inwestycjach oraz wielu innych obszarach po brexicie.

Wyniki sondażu „Independenta" zdajš się jednak wskazywać, że wraz z pogarszajšcš się sytuacjš gospodarczš większoœć Brytyjczyków zaczyna doceniać Unię.

To zbyt daleko idšcy wniosek. Mówimy o pojedynczym sondażu, w którym nie spytano zresztš ludzi, dlaczego tak a nie inaczej odnoszš się do brexitu. Nie wiemy więc, na ile sš to ugruntowane oceny. Moje wrażenie jest raczej takie, że brytyjska opinia publiczna jest głęboko podzielona. Nie pamiętam, aby jakikolwiek problem kiedykolwiek tak bardzo zaprzštał uwagę społeczeństwa jak brexit. Mamy z jednej strony bardzo oburzonych ludzi, którzy uważajš, że powinniœmy wyjœć z Unii i nie rozumiejš, dlaczego do tej pory tego jeszcze nie zrobiliœmy. Ale sš też równie oburzeni zwolennicy pozostania we Wspólnocie, którzy czujš się tym wszystkim zdradzeni i domagajš się odwrócenia decyzji o brexicie. Od głosowania większoœć z tych osób nie tylko nie zmieniła nastawienia, ale często stała się jeszcze bardziej zaciekła. Znajdujemy się w bardzo dziwnej, niepewnej sytuacji politycznej.

A może ludzi frustruje, że do tej pory w rokowaniach dotyczšcych brexitu Bruksela we wszystkim stawia na swoim?

Czy to jest rzeczywiœcie wygrana Brukseli? Czy to jest w ogóle konfrontacja? Rozsšdni ludzie chcš po prostu utrzymania najlepszych możliwych stosunków z Uniš. To nacjonalistyczne, eurosceptyczne brytyjskie media przedstawiajš te rokowania jako starcie wrogów, w którym każda ze stron chce zdobyć maksimum punktów. A przecież tak w interesie Brytyjczyków, jak i reszty Europy jest utrzymanie naszej dotychczasowej współpracy w sprawach bezpieczeństwa, wymiaru sprawiedliwoœci, œrodowiska itd. Zresztš do tej pory uzgodniliœmy tylko rzeczy łatwe do ustalenia. Wiadomo, że najpierw trzeba było uzgodnić warunki rozwodu, skoro ten ma nastšpić w marcu 2019 r. Było też zupełnie jasne, że musieliœmy uznać prawa obywateli Unii w Wielkiej Brytanii i Brytyjczyków na kontynencie. Biurokratom powinno zaœ zajšć pół godziny ustalenie, jak dużo pieniędzy sš winni Brytyjczycy z tytułu podjętych zobowišzań. No i było oczywiste, że chcemy utrzymać otwartš granicę w Irlandii. Dopiero więc teraz rozpoczniemy poważne negocjacje o naprawdę trudnych problemach. Mam nadzieję, że ludzie dobrej woli po obu stronach Kanału dojdš w nich do pożytecznego i praktycznego rozwišzania.

Boris Johnson, dziœ szef MSZ, mówił jednak przed referendum, że w tych negocjacjach Unia we wszystkim będzie ustępować, bo Niemcy będš nadal chcieli sprzedawać swoje samochody Brytyjczykom.

W czasie kampanii przed referendum pojawiła się cała seria bzdur rozprzestrzenianych przez brytyjskie media. Ale ta, którš pan zacytował, należała chyba do najgłupszych. Każdy, kto cokolwiek rozumie ze współczesnego handlu, globalnej gospodarki, wiedział, że to nie ma żadnego sensu.

Na grudniowym szczycie Unii Theresa May zapowiedziała, że nie będzie kontroli na granicy między Irlandiš Północnš i Republikš Irlandii. To oznacza, że cała Wielka Brytaniš pozostanie w unii celnej z UE?

Tego bym chciał, ale niestety niektórzy w rzšdzie chcš się z tego wycofać. Utrzymanie otwartej granicy w Irlandii wymaga dostosowania regulacji brytyjskich do unijnych i oznacza brak odpraw celnych. A jeœli tak ma być w Irlandii, to też tak musi być w Dover. Mam nadzieję, że w końcu zaczniemy iœć za głosem rozsšdku i utrzymamy tak dużo ze wspólnego rynku, ile tylko się da. Powinniœmy przystšpić do Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EEA), przyjšć częœć rozwišzań, jakie ma Norwegia.

W Brukseli May podjęła zatem kluczowe decyzje za plecami zwolenników twardego brexitu w rzšdzie?

Gabinet May jest głęboko podzielony i bardzo trudno dziœ przewidzieć, jaki się w jego obrębie wykluje kompromis. Boris Johnson, Michael Gove i kilku innych ministrów uczyniło już bardzo wiele szkód. Oni majš zupełnie nierealne oczekiwania tego, jak może wyglšdać współczesne porozumienie handlowe. Próbujš podważyć postęp, jaki udaje się osišgnšć May. Podjęte w Brukseli ustalenia wydajš się całkiem rozsšdne, ale sš interpretowane w raczej szalony sposób przez twardych eurosceptyków. Mam nadzieję, że obie frakcje w rzšdzie May dojdš jednak do porozumienia, bo wchodzimy teraz w najtrudniejszš fazę negocjacji.

A jeœli się to nie uda, konieczne będš przedterminowe wybory i Jeremy Corbyn może zostać nowym premierem?

Nie sšdzę, aby doszło teraz do wyborów. Co do tego zgadza się cała Partia Konserwatywna.

Może dlatego, że obawia się zwycięstwa „czerwonego" Corbyna?

Nie sšdzę, aby w takim przypadku Corbyn wygrał, jest zbyt lewicowy. To sš spekulacje, które cišgle pojawiajš się w brytyjskich mediach. Rzšd May musi wypracować jednš linię, a jeœli to się nie uda – musi zostać przebudowany tak, aby tworzył spójny zespół ministrów, którzy majš jasnš wizję tego, czego chcš od Unii. Tego oczekujš też kraje „27", z których żaden nie chce, aby negocjacje z Londynem upadły.

W razie takiej przebudowy rzšdu konieczna byłaby zmiana premiera?

Nie, May pozostanie premierem. Nie widzę nikogo, kto mógłby przejšć to stanowisko. Od dawna nie mieliœmy tak enigmatycznego przywódcy, nikt dokładnie nie wie, do czego ona dšży. Ale to właœnie powoduje, że ten rzšd jeszcze trwa. May jest bardzo wstrzemięŸliwa, bardzo ostrożna w tym, co mówi. Nikt inny nie byłby w stanie utrzymać u władzy tak bardzo podzielonej partii. Dlatego nikt poza Corbynem nie chce przedterminowych wyborów. Rozpisywanie ich tylko dlatego, że rzšd przegrał jedno głosowanie w parlamencie (w sprawie prawa Izby Gmin do zatwierdzenia ostatecznego porozumienia o brexicie – red.) to nonsens.

„Guardian" ujawnił plan porozumienia umiarkowanych torysów i laburzystów na rzecz łagodnego brexitu, którego jest pan jednym z pomysłodawców. Jakie sš szanse na jego powodzenie?

Opowiadam się za tym od dawna. 2/3 deputowanych w Izbie Gmin z obu partii podpisałoby się za przyjęciem norweskiego modelu porozumienia z Uniš. Problem w tym, że brytyjska polityka od dawna jest podporzšdkowana plemiennemu, dwupartyjnemu systemowi, którego do tej pory nie dało się przezwyciężyć. Nie ma więc wystarczajšco wielu torysów, którzy odważyliby się głosować razem z Partiš Pracy i wystarczajšco wielu laburzystów, którzy odważyliby się głosować z torysami. Sš atakowani przez media, przez radykalnych kolegów ze swojej partii. Ja się tym nie przejmuję, ale moi młodsi koledzy majš z tym wiele problemów. A przecież taka ponadpartyjna większoœć w parlamencie bardzo ułatwiłaby rzšdowi ustalenie sensownego porozumienia w Brukseli.

Jeœli to się szybko nie zmieni, finansowe City ogarnie panika?

To nie będzie panika, ale bankierzy przeniosš znacznš częœć biznesu na kontynent, podobnie zresztš jak firmy z innych gałęzi gospodarki. Niedawno o tym z nimi rozmawiałem. Mówiš, że nie mogš już dłużej odkładać strategicznych decyzji, potrzebujš jasnej wizji przyszłoœci. Ale nie potrafię im pomóc: znaleŸliœmy się w takim chaosie, że ten, kto mówi, iż wie, co się stanie w 2018 r., sam się okłamuje.

Rozmawiał Jędrzej Bielecki

Kenneth Clarke jest przywódcš proeuropejskiej frakcji Partii Konserwatywnej, najstarszy stażem deputowany do Izby Gmin (od 1970 r.), był ministrem w rzšdach Margaret Thatcher, Johna Majora i Davida Camerona

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL