Bat na bossów od dopalaczy

aktualizacja: 08.06.2016, 12:04
Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski

Prokuratorzy ostrzej traktują handlarzy groźnych substancji, ścigając ich z paragrafu o narażeniu życia.

REDAKCJA POLECA

Branża dopalaczowa produkuje i sprowadza z zagranicy coraz to nowe rodzaje środków, otwiera kolejne sklepy i za nic ma nakładane przez sanepid kary. Jednak wreszcie jest szansa na przełom w walce z „narkotykami dla ubogich". Prokuratorzy coraz częściej dopalaczowym bossom zarzucają sprowadzenie zagrożenia dla zdrowia i życia ludzi.

Właśnie tak zakwalifikowali zachowanie Jakuba G., właściciela sklepu z nielegalnymi substancjami, śledczy z Lublina, a sąd przyznał im rację. Skazał G. na dwa lata bezwzględnego więzienia. Sprzedającą dopalacze Patrycję M. na 1,6 roku w zawieszeniu.

– Oskarżyliśmy Jakuba G., że wspólnie i w porozumieniu z innymi w wykonaniu z góry powziętego zamiaru sprowadził niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia wielu osób. W ten sposób, że wprowadził do sprzedaży środki zastępcze wykazujące działanie psychoaktywne i stanowiące zagrożenie dla ludzi – mówi „Rzeczpospolitej" Jerzy Gałka, p.o. wiceszefa Prokuratury Rejonowej Lublin Południe.

G. miał w sklepie środki silnie działające na ośrodkowy układ nerwowy. W tym słynną „Cząstkę Boga". Prokuratorzy dotarli do nastolatków, którzy zatruli się kupionymi u G. dopalaczami. Oboje stracili przytomność na ulicy. Młodzi powiedzieli, co zażyli i gdzie to kupili. Związek przyczynowo-skutkowy był oczywisty. Sąd Rejonowy w Lublinie orzekł surowe kary, uznając, że oskarżeni świadomie sprzedawali dopalacze, wiedząc, że te szkodzą i trują. Gdy sanepid zamykał jeden sklep, Jakub G. otwierał kolejny. Wyrok jest nieprawomocny.

To nie pierwsza próba wykorzystania art. 165 kodeksu karnego wobec takich handlarzy. Szlak przetarła w 2015 r. krakowska prokuratura.

– Oskarżyliśmy mężczyznę, który sprzedawał takie środki przez internet. Wyrok skazujący się utrzymał – mówi prokurator Piotr Kosmaty z Krakowa.

Również inni śledczy w kraju rozważają podobne zarzuty w swoich sprawach.

– To dobry kierunek, trzeba częściej korzystać z prawa karnego w walce z handlarzami dopalaczy, ponieważ nakładane przez nas kary administracyjne okazały się nieskuteczne – ocenia Jan Bondar, rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Jak mówi, sanepid kieruje zresztą coraz więcej doniesień do prokuratury, licząc na aktywność śledczych. W zeszłym roku złożono ich 135, czyli dwukrotnie więcej niż rok wcześniej.

Liczba zatruć od lat alarmująco rośnie. Pięć lat temu było ich kilkaset, w ubiegłym roku 7,2 tys. Przez pierwsze cztery miesiące tego roku do szpitali trafiło ponad 1,5 tys. osób (w tym samym okresie ubiegłego roku było ich o ok. 60 więcej).

– Miesięcznie zgłasza się z objawami zatruć ok. 400 osób – mówi Bondar – rekordy padają w wakacje.

Najwięcej zatruć – i tak jest od lat – ma miejsce w woj. łódzkim i śląskim, które uchodzą za zagłębia dopalaczowe, skąd idzie cała dystrybucja do innych rejonów kraju.

Firmy handlujące dopalaczami masowo nie płacą kar nakładanych przez inspekcję sanitarną. Ściągnąć udaje się tylko 3 proc. orzeczonych sum. Jak mówi Jan Bondar, dopisywanie kolejnych związków chemicznych na listę zakazanych przyniosło odwrotny skutek. – Handlarze chcieli szybko upłynnić towar, rzucając na rynek ogromne ilości, jak np. „Cząstkę Boga", którymi w 2015 r. zatruło się kilkaset osób. Ponadto zaprzęgali chemików, którzy wynajdowali kolejne nowe substancje – mówi rzecznik GIS.

Policja rozbija kolejne laboratoria i konfiskuje dopalacze. W Gorzowie setki litrów chemikaliów do ich produkcji miał w domu 31-latek. Zdążył wyprodukować tysiąc porcji. Z kolei w Bydgoszczy policjanci przejęli ok. 7 kg sypkiej substancji – jej skład dopiero zbadają eksperci. – Kluczowa będzie opinia sanepidu, czy jest to związek chemiczny, który zagraża życiu lub zdrowiu. Na czarnym rynku taki środek był wart ok. 300 tys. zł – mówi Monika Chlebicz, rzeczniczka bydgoskiej policji.

POLECAMY

KOMENTARZE