Przestępczość

Jaroszewicza zamordowali członkowie "Gangu karateków"

Do zabójstwa Piotra Jaroszewicza i jego żony doszło w willi w podwarszawskim Aninie
Fotorzepa/ Anna Brzezińska
Policja zatrzymała trzy osoby podejrzane o zabójstwo PRL-owskiego premiera Piotra Jaroszewicza i jego żony Alicji Solskiej-Jaroszewicz w 1992 roku. Zostały im postawione zarzuty, dwóch aresztowanych przyznało się do popełnienia zbrodni.

O zatrzymaniach poinformował na specjalnej konferencji prasowej w Krakowie minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

- Wszystko wskazuje dzisiaj - oczywiście ta sprawa będzie rozstrzygana dopiero przez sąd, więc mówię tu dzisiaj o poziomie wysokiego prawdopodobieństwa - że prokuratorzy, policjanci - pracujący nad tą sprawą - dokonali przełomu i doprowadzili do postawienia zarzutów kryminalnych trzem sprawcom zabójstwa. Dwóch sprawców, którym ogłoszono zarzuty i przesłuchano jako podejrzanych w tej sprawie, przyznało się do popełnienia tej zbrodni, opisują szczegóły przebiegu przestępstwa zabójstwa oraz rabunku - mówił Ziobro.

Z zebranych dowodów wynika, że podejrzani włamali się do domu byłego premiera i jego żony, obezwładnili ich i brutalnie znęcali się nad nimi. Działając wspólnie i w porozumieniu, zabili Piotra Jaroszewicza. Zabójstwa jego żony dopuścił się następnie Robert S.

O tym, jak trafiono na trop sprawców, opowiadał na konferencji Rafał Babiński, szef prokuratury okręgowej w Krakowie. Sprawa zaczęła się od uprowadzenia 10-letniego chłopca w centrum Krakowa. - Ta sprawa, która dziś jest przedmiotem naszego spotkania, zaczęła się właśnie wtedy. Dopiero czynności, które prowadziliśmy przez 11 miesięcy doprowadziły do ustalenia pierwszego ze sprawców uprowadzenia, po kolejnych kilku tygodniach udało się zatrzymać drugiego ze sprawców, biorących udział w tym uprowadzeniu. Udało się również ustalić miejsce ukrycia zwłok zmarłego i uprowadzonego w 2013 roku biznesmena krakowskiego. Tak naprawdę dopiero zatrzymanie tego drugiego sprawcy pozwoliło nam na rozmowę z nim i otwarcie jego na dalszą współpracę z prokuraturą. Od tamtej pory, od tych czynności, prowadziliśmy daleko zaawansowane działania procesowe, zmierzające do weryfikacji tych twierdzeń, które on przedstawił. Weryfikowaliśmy wszystko, co było możliwe. Nieoceniona była pomoc Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, która dysponowała całością akt sprawy, tej pierwszej, w której doszło do uniewinnienia - mówił Babiński.

- To co było w tym momencie do zweryfikowania - zweryfikowaliśmy. Mogę powiedzieć, że sprawca, a właściwie już dwóch sprawców , którzy się przyznali, złożyli obszerne wyjaśnienia w tej sprawie, podali szczegóły, które nie pojawiały się ani w mediach, ani na poprzedniej sprawie sądowej. To co podawali, relacjonowali, wskazywało na to, że niewątpliwie byli na miejscu zdarzenia, że brali w tym udział - dodał prokurator.

- Te osoby to członkowie tego, co państwo nazwaliście później "gangiem karateków", działającego od 1993 roku - mówił dziennikarzom Babiński. - Śmierć państwa Jaroszewiczów to pierwsze z działań trzech sprawców, których ustaliliśmy, a cały skład grupy "gangu karateków" to 9 osób. To jest kolejnych 29 czynów - 28 rozbojów i jedno zabójstwo - tłumaczył.

- Czynności są cały czas intensywnie prowadzone. Kierujemy wniosek o tymczasowe aresztowanie dwóch sprawców. Jeden ze sprawców jest już tymczasowo aresztowany - ten, który rozpoczął składanie wyjaśnień w tej sprawie i czynności trwać będą dalej - dodał Babiński.

- W sprawie dwóch uprowadzeń zostały przedstawione pierwotnie zarzuty dwóm sprawcom. W stosunku do jednego z nich uzupełniono zarzut w sobotę, przesłuchując go, jako podejrzanego z art. 148 par. 1 Kodeksu Karnego, związanego właśnie z udziałem w zabójstwie pana Jaroszewicza i w związku z tym czynem - zabójstwem pana Jaroszewicza i pani Jaroszewicz, połączonej z rozbojem - przedstawiono zarzuty jeszcze dwóm dodatkowym sprawcom. Reasumując: w sprawie występuje czterech podejrzanych, z których dwóch jest tymczasowo aresztowanych, w stosunku do dwóch będzie kierowany dzisiaj wniosek o tymczasowe aresztowanie, natomiast trzech spośród czterech sprawców związanych jest z zabójstwem Jaroszewiczów - podsumował Babiński.

- To są osoby, które były już skazane za działalność w tej grupie. W tym "mózg" tego całego "gangu karateków". Główny sprawca nie przyznał się i skorzystał z prawa do odmowy złożenia wyjaśnień - dodał krakowski prokurator.

"Gang karateków" wziął nazwę od członków sekcji karate AZS, działającej przy dawnej Wyższej Szkole Inżynierskiej w Radomiu. Gang dokonywał napadów na wille w całej Polsce, m.in. w Trójmieście, Puławach, Kazimierzu Dolnym, Łomiankach i Radomiu. Bandyci krępowali swoje ofiary sznurem lub kajdankami. Odjeżdżali skradzionymi właścicielom samochodami, które następnie porzucali.

Babiński nie chciał mówić o możliwym motywie, jakim kierowali się zabójcy. - W chwili obecnej nie wykluczamy żadnego motywu. Badamy różne wersje. Oczywiście na pierwszy plan może się wysuwać motyw rabunkowy, natomiast każda w tym momencie wersja jest przez nas badana i weryfikowana. To jest zbyt wczesny etap postępowania, by mówić już o finalnym określeniu tej motywacji - powiedział.

83-letniego Piotra Jaroszewicza, premiera PRL w latach 1970-1980 oraz jego 67-letnią żonę Alicję Solską-Jaroszewicz zamordowano w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r. w ich willi w warszawskim Aninie. Byłemu premierowi bandyci zacisnęli na szyi rzemienną pętlę, przedtem go maltretowali. Jego żona zginęła od strzału w głowę z bliskiej odległości ze sztucera męża.

W kwietniu 1994 roku zatrzymano czterech oskarżonych o dokonanie tej zbrodni. Krzysztof R. - "Faszysta", Wacław K. - "Niuniek", Henryk S. - "Sztywny" i Jan K. - "Krzaczek" od początku twierdzili, że są niewinni, a prokuratura bezzasadnie przypisuje im zabójstwo.

W 1998 r. ówczesny Sąd Wojewódzki w Warszawie uniewinnił całą czwórkę z braku dowodów - wnosiła o to nie tylko obrona podsądnych, ale też oskarżyciel. - Stwierdzam, że po dwuletnim procesie zaszła sytuacja, która nie upoważnia prokuratura do wnoszenia o stwierdzenie winy oskarżonych - mówił wówczas w mowie końcowej prok. Andrzej Bartecki. Sąd ocenił w uzasadnieniu wydanego wyroku, że w początkowej fazie śledztwa organa ścigania dopuściły się rażących uchybień. W 2000 r. wyrok uniewinniający utrzymał Sąd Apelacyjny w Warszawie.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL