Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Prezydent USA

Chrabota: Rekolekcje z Trumpa w Warszawie

AFP
Eksperci narzekajš, że Donald Trump – jako klasyczny przedstawiciel postpolityki – mówi, co mu napisano, i nie przywišzuje do słów większej wagi.

Nie on jeden i nie od dziœ. Historia przypomina, że słowa, a zwłaszcza wystšpienia publiczne, były, sš i będš bardziej instrumentem polityki niż wykładniš poglšdów. Słowa majš mobilizować, stabilizować (bšdŸ destabilizować) nastroje, zagrzewać do boju lub schładzać emocje. Œwiadom mocy tego instrumentu polityk posługuje się więc nimi jak szermierz szpadš i bardzo nie lubi, gdy się go post factum z nich rozlicza. Trump w Warszawie szermierzem okazał się doskonałym. Tak doskonałym, że przy okazji odsłonił kulisy swojego warsztatu.

Jego przyjęte entuzjastycznie przemówienie, napisane i wygłoszone w sposób niezwykle profesjonalny, miało trzy cele. Po pierwsze, wykazać aspiracje Trumpa do pełnienia roli œwiatowego przywództwa. Po drugie, zatrzeć wrażenie przynajmniej sceptycznego dotšd stosunku do Unii Europejskiej. Po trzecie – co pewnie najmniej ważne – kupić entuzjazm Polaków.

Ten ostatni cel został osišgnięty w całoœci, choć musi trochę boleć instrumentalne wykorzystanie na scenę tego spektaklu miejsca pamięci narodowej. Cel numer dwa też wybrzmiał dostatecznie głoœno. Trump w Warszawie nie tylko nie dystansował się od Unii, ale wręcz jš sakralizował (silna Europa błogosławieństwem dla œwiata). Charakterystyczne były jednak wštki dystansu do œwiata rozbudowanej „administracji", czego nad Wisłš nie zrozumiano, ale w Brukseli musiano odebrać jednoznacznie.

I kwestia ostatnia. Trump na czele zjednoczonej ludzkoœci. Te wštki wybrzmiały najgłoœniej. Donald Trump, wielokrotnie nawišzujšc do obrony cywilizacji, wspólnych wartoœci, koniecznoœci walki z przeciwnikami tychże wartoœci, przedstawił siebie samego jako strażnika œwiatowego porzšdku, a przynajmniej wyartykułował swoje aspiracje. Dla smakoszy jego megalomanii to nic nowego, ale na forum œwiatowej polityki wštek dotšd tak wyraŸnie nieakcentowany.

Do tej pory to Ameryka była dla niego „first", a priorytetem – jej izolacja od wspólnych dylematów œwiata (globalne ocieplenie, strefy wolnego handlu, problemy migracyjne). W Warszawie zobaczyliœmy Donalda Trumpa w nowej roli. To rola wojownika, Dziewicy Orleańskiej, która w imię Boga i wspólnych wartoœci chce stanšć do boju na czele œwiata. Jeœli wyjęte z nawiasów retoryki słowa cokolwiek znaczš, to właœnie o to chodziło prezydentowi Stanów Zjednoczonych.

Warto podkreœlić wyraŸnš retorykę wojennš. Trump chce walczyć, bronić cywilizacji, a nie rozwišzywać jej problemy (œrodowisko) czy nakłaniać do współpracy (wolny handel).

W którym momencie odsłonił warsztat? Trudno nie mieć wrażenia, że był tak mocno skupiony na swoich celach, że niemal nie zauważył „Trójmorza" i słowem się nie zajšknšł o bohaterstwie jego narodów. Asystujšcy mu podczas przemówienia ich reprezentanci musieli się czuć bardzo rozczarowani. Co prawda wspomniał o Lechu Wałęsie, ale i tak wszystko, co mówił, było jak czytane z partytury nakreœlonej przez rzšdzšcych dziœ w Warszawie. Oni też sprawili się jak trzeba. Spektakl dla Donalda Trumpa zrealizowali perfekcyjnie.

Tyle o słowach i teatrze jednego aktora. I jeszcze o faktach. Z tymi nieco gorzej. Kwestia artykułu 5. paktu północnoatlantyckiego wybrzmiała doœć cicho. Gwarancji obecnoœci jednostek amerykańskich nad Wisłš nie ma. Gaz z USA już kupujemy. Patrioty wynegocjował już kiedyœ minister Tomasz Siemoniak, a drażliwa kwestia wiz w ogóle się nie pojawiła. Kochać więc Trumpa – jak tego chce władza – bezwarunkowo? Chyba jednak się nie da, bo po placu Krasińskich było rendez-vous z Putinem w Hamburgu. A tam padały już całkiem inne słowa.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL