Depczą Trumpowi po piętach

aktualizacja: 19.06.2017, 13:19
Foto: AFP

Prezydent jest bardzo niezadowolony z kierunku, jakie przybrało śledztwo w sprawie Rosji. Znalazł się bowiem w samym jego centrum.

REDAKCJA POLECA

 

— Korespondencja z Nowego Jorku

 

Dając upust złości, Donald Trump zaatakował na Twitterze Departament Sprawiedliwości, by podważyć wiarygodność instytucji, która rozszerza śledztwo w sprawie ingerencji Rosji w ubiegłoroczne wybory prezydenckie w USA. W ten sposób mimochodem potwierdził, iż jest objęty tym śledztwem.

Szef śledztwa Robert Mueller stara się ustalić, czy zwalniając Jamesa Comeya ze stanowiska szefa FBI, prezydent chciał utrudnić czy wręcz uniemożliwić dochodzenie w sprawie kontaktów osób z jego otoczenia z przedstawicielami Rosji. Jeżeli Muellerowi uda się potwierdzić tę tezę, to prezydent będzie w poważnych tarapatach. Utrudnianie śledztwa uważane jest w USA za poważne przestępstwo. Taki zarzut był m.in. podstawą impeachmentu wobec prezydenta Billa Clintona oraz zmusił Richarda Nixona do ustąpienia z urzędu.

Bardzo możliwe, że ingerencja w wyniki wyborów to tylko czubek góry lodowej. Toczy się już śledztwo przeciwko Michaelowi Flynnowi, byłemu doradcy prezydenta Trumpa, który nie ujawnił kontraktów oraz płatności od rosyjskich firm. Pod znakiem zapytania są też fundusze, które otrzymał od ukraińskiego prezydenta Paul Manafort, były przewodniczący kampanii wyborczej Trumpa.

W dotarciu do sedna sprawy Robert Mueller zdecydował się podążać właśnie tropem pieniędzy i w ostatnich dniach zatrudnił najlepszych prawników specjalizujących się w przestępstwach finansowych. Wezmą oni pod lupę powiązania biznesowe Trump Organization oraz prezydenckiego zięcia Jareda Kushnera.

W trakcie kampanii prezydenckiej Donald Trump niejednokrotnie chwalił oraz bronił Władimira Putina. Wiele osób przypuszczało, że zależało mu na utrzymywaniu dobrych relacji z Rosją ze względu na biznesowe powiązania lub długi, które mógł tam zaciągnąć. „Nie ma nic złego w tym, że się robi interesy z Rosją. Ale on zawsze zaprzeczał jakimkolwiek związkom z tym krajem" – zwrócił uwagę republikański senator Lindsey Graham. Tymczasem, jak donoszą reporterzy różnych mediów, synowie Trumpa od lat mówili o interesach z podmiotami rosyjskimi. „Trump oraz członkowie jego rodziny od lat 80. jeździli do Rosji w sprawach biznesowych, a kupując nieruchomości na całym świecie, często polegali na funduszach od rosyjskich inwestorów" – stwierdza sobotni „Washington Post". Przypuszcza się też, że w latach 90., gdy Trump Organization przechodziła trudne chwile, posiłkowała się pożyczkami z Rosji.

POLECAMY

KOMENTARZE