Czy Trump zaatakuje Koreę Płn.?

aktualizacja: 13.04.2017, 07:04
USS „Carl Vinson” wpłynął już na Morze Wschodniochińskie
USS „Carl Vinson” wpłynął już na Morze Wschodniochińskie
Foto: AFP

Tylko atak Amerykanów powstrzyma program atomowy Kima. Czy prezydent się na to zdecyduje?

REDAKCJA POLECA

„Korea Północna prosi się o kłopoty. Jeśli Chiny zdecydują się pomóc, będzie wspaniale, jeśli nie, sami rozwiążemy ten problem! USA". Taki tweet wysłał we wtorek rano Donald Trump.

Z jego stanowiskiem Pekin najwyraźniej się liczy. Od początku tygodnia północnokoreańskie ciężarówki i samochody osobowe wjeżdżające do Chin są przeszukiwane jak nigdy dotąd. Towary z przemytu, ale przede wszystkim pieniądze są natychmiast konfiskowane przez chińskich celników. Jak relacjonuje wysłanniczka amerykańskiej rozgłośni Free Asia, zmiana procedur całkowicie zaskoczyła przyjezdnych z Korei Północnej.

Nie ma wątpliwości: to wynik polecenia przywódcy Chin Xi Jinpinga, który w trakcie szczytu na Florydzie obiecał Donaldowi Trumpowi, że będzie poważniej niż do tej pory egzekwował międzynarodowe embargo nałożone na reżim Kim Dzong Una za kontynuację programu zbrojeń atomowych. Dla Pjongjangu może to oznaczać kataklizm, bo Chiny są jedynym znaczącym partnerem handlowym Korei Północnej, bez którego pogrążony w nędzy kraj może całkowicie się załamać.

Aby pokazać, że Chiny poważnie traktują postulaty Waszyngtonu, w poniedziałek do Seulu poleciał pełnomocnik Pekinu ds. kontaktów z Koreą Północną Wu Dawei. Spotkał się tam z nim jego południowokoreański odpowiedniki Kim Hong-kyun. Oficjalnie Chińczycy twierdzą, że ich celem jest denuklearyzacja całego Półwyspu Koreańskiego, a więc także wycofanie stąd na stałe amerykańskiego uzbrojenia jądrowego.

Ale Steve Tsang, profesor Uniwersytetu w Oksfordzie, nie ma wątpliwości, że wsparcie prezydenta Chin dla Stanów Zjednoczonych w sprawie powstrzymania programu atomowego Kim Dzong Una pozostanie mocno ograniczone.

– Xi zrobi wszystko, czego będzie się od niego domagał Trump dla rozwiązania kryzysu koreańskiego, o ile nie będzie to prowadziło do upadku reżimu komunistycznego i powstania u granic Chin potężnej, zjednoczonej Korei pozostającej w sojuszu z Ameryką – podkreśla w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Tsang. – Dla Chin program atomowy Kima nie jest problemem, chodzi tylko o uniknięcie wojny handlowej z Ameryką, która doprowadziłaby do załamania chińskiej gospodarki.

Aby zapobiec konfrontacji z Trumpem, Xi w trakcie szczytu w Mar-a-Lago zaprezentował już zresztą 100-dniowy plan, w ramach którego Pekin przedstawi środki zmniejszenia gigantycznego (350 mld dol. rocznie) deficytu w handlu między USA i ChRL. W grę wchodzi zniesienie ograniczeń w świadczeniu przez Amerykanów usług ubezpieczeniowych na chińskim rynku i sprzedaży wołowiny, która jest objęta embargiem od 14 lat. Pekin chce także zwiększyć inwestycje chińskie w USA, choć w zamian za zmniejszenie przez Biały Dom ograniczeń w dostępie do najnowszych technologii. W taki sam sposób japoński rząd przed dwoma dekadami zredukował deficyt w handlu z USA.

– Xi być może zdecydował się na obalenie reżimu północnokoreańskiego tylko w zamian za spełnienie przez Waszyngton wszystkich kluczowych postulatów Pekinu, w tym przejęcia Tajwanu i kontroli nad Morzem Południowochińskim. Ale na to z kolei Trump nigdy nie przystanie – uważa profesor Tsang.

Przekazując Trumpowi Biały Dom, Barack Obama ostrzegł swojego następcę, że nie ma dziś większego zagrożenia dla bezpieczeństwa Ameryki niż atak rakietowy ze strony reżimu północnokoreańskiego. Pjongjang może już za trzy lata opanować technologię budowy rakiet dalekiego zasięgu zdolnych dosięgnąć terytorium USA. Czy Trump zdecyduje się na prewencyjne uderzenie w Koreę Północną, aby do tego nie dopuścić?

Od soboty ku półwyspowi płynie wraz z grupą okrętów towarzyszących lotniskowiec „Carl Vinson". Ma być na miejscu przed 15 kwietnia. To w tym dniu przypada 105. rocznica urodzin założyciela czerwonej dynastii Kim Ir Sena. Przy tej okazji jego wnuk może przeprowadzić kolejny próbny wystrzał rakiety średniego zasięgu lub próbny wybuch jądrowy.

– Dokonanie prewencyjnego ataku na rozkaz Trumpa jest możliwe, choć trudno ocenić, jakie jest tego prawdopodobieństwo – mówi „Rzeczpospolitej" Francis Godement, dyrektor Programu Azji i Chin w European Council on Foreign Relations. – Oczywiście Kim na to odpowie, ale nie jest pewne, że jest samobójcą i zdecyduje się na atak odwetowy na Seul czy Tokio, co oznaczałoby całkowite zniszczenie jego kraju przez Amerykanów – dodaje.

Ale to nie jest ocena, którą podzielają wszyscy eksperci. Jim Walsh, ekspert ds. bezpieczeństwa na Massachusetts Institute of Technology (MIT), powiedział „Rzeczpospolitej", że w zleconym przez Biały Dom raporcie Narodowej Rady Bezpieczeństwa uznano, iż atak USA na Koreę Północną bez wsparcia Chin jest zbyt ryzykowny. Zdaniem amerykańskich analityków odwet Kima spowodowałby przynajmniej milion ofiar wśród ludności leżącej przy granicy obu Korei 25-milionowej aglomeracji Seulu.

– Kim to całkowicie zdemoralizowany, bezwzględny młody człowiek. Wie, że jedyną gwarancją przetrwania reżimu jest jego zdolność do zadania bolesnych strat przeciwnikowi. Nikt nie jest w stanie oszacować, jak duży jest jego arsenał jądrowy, nie ma gwarancji, że Amerykanie zdołają go zniszczyć w ciągu jednej czy dwóch dób. Tym bardziej że mówimy o budowanych od dziesięcioleci w górach instalacjach wojskowych. Jest więc całkowicie realne, że Kim w akcie zemsty wysłałby na Seul lub Tokio pociski jądrowe. W tym przypadku uderzenie nie musi być celne, aby było skuteczne. Trump nie zdecyduje się na takie ryzyko, zwłaszcza że Pjongjang nie może jeszcze zagrozić terytorium Stanów Zjednoczonych – uważa profesor Tsang. ©?

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: jedrzej.bielecki@rp.pl

POLECAMY

KOMENTARZE