Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Prawo karne

Longchamps de Bérier: proces Jezusa Chrystusa, lekcja dla wszystkich

Ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier
rp.pl
Prawdziwe zło zaczyna się od zabijania drugiego człowieka we własnym sercu. Politycy zaœ powinni być ludŸmi silnej wiary w Boga, bo oparcie na nim daje siłę i odwagę w trudnoœciach. Inaczej pozostaje falować z tłumem oburzonych – mówi ksišdz profesor w rozmowie z Markiem Domagalskim.

Rz: Jezus Chrystus nie uciekał przed swoimi przeœladowcami ani przed procesem. A przecież mógł. Czyż nie był to, księże profesorze, w naszym rozumieniu proces polityczny?

Franciszek Longchamps de Bérier: Dziękuję, że rozpoczyna pan od polityki, bo mogę zaczšć od moich ulubionych Rzymian. Kalkulacja polityczna miała najwyraŸniej ogromne znaczenie dla podjęcia decyzji o tym, aby wyeliminować Nauczyciela z Nazaretu. Wyglšda na to, że chodziło o eliminację za wszelkš cenę. U œwiętego Jana zachował się znamienny przekaz. Œwiadkowie wskrzeszenia Łazarza rozmawiali następnie z arcykapłanami i faryzeuszami. Zwołano Sanhedryn i podczas posiedzenia tej Wysokiej Rady padło: „Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków?". Uznano, że jeżeli się Go tak pozostawi, to jeszcze wielu może w Niego uwierzyć, „i przyjdš Rzymianie, i zniszczš nasze miejsce œwięte i nasz naród".

Obawiano się kolejnego ruchu religijnego skierowanego przeciw ustabilizowanej sytuacji politycznej. W symbiozie żył establishment żydowski z rzymskim okupantem.

Czy to był rzeczywiœcie okupant?

Ma pan rację! Społeczeństwo Palestyny tak się politycznie spolaryzowało na poczštku ery chrzeœcijańskiej, że nie było się w stanie dogadać, kto ma sprawować władzę. Wtedy zaproszono Rzymian, którym – oczywiœcie – nie trzeba było „wezwania na pomoc" powtarzać.

O ważnym zaœ politycznie, strategicznie, komunikacyjnie miejscu ówczesnego œwiata mowa. Droga między Egiptem i Syriš to zawsze wrażliwy przesmyk między morzem a pustyniš na wschodzie. My powtarzamy o naszej historii, że przecišgały przez Polskę obce wojska niemal w każdym kierunku. Tam był znacznie większy „przecišg". I nie gdzie indziej doszło do pierwszej bitwy, jakš odnotowała historia. W XV wieku przed Chrystusem wojska faraona Totmesa III starły się z koalicjš władców syryjskich pod Megiddo. Po grecku Armagedon. Dlatego miejsce to – u przesmyku przez góry Karmelu poprzecznie blokujšce szlaki handlowe między Południem a Północš – stało się synonimem sšdu ostatecznego. Znacznie więcej: ostatecznej próby sił, ujawniajšcej zwycięzcę, a zadajšcej klęskę pokonanym, z których prawie nikt z życiem nie uchodzi.

Rysuje ksišdz tu wizję apokaliptycznš. Rozumiem, że skazanie Jezusa było swoistš apokalipsš œwiata uczniów, którzy za nim chodzili. Ale dlaczego o tym mówimy w kontekœcie politycznoœci procesu Jezusa?

Oto na pytania stawiane w Sanhedrynie po wskrzeszeniu Łazarza, co robić, aby nie przyszli Rzymianie, najwyższy tego roku kapłan Kajfasz odpowiada stanowczo: „Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginšć cały naród". Œwiętemu Janowi to œwiadectwo było potrzebne, aby podkreœlić i skomentować: „Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno". To komentarz po wielu latach pisany przez podeszłego w latach ewangelistę, który jako młodzieniec był œwiadkiem Paschy Jezusa.

A gdzie tu Rzymianie?

Oni już zrobili swoje. Mimo działań służšcych wyeliminowaniu Jezusa przyszli i tak. W roku 70, a więc za życia pokolenia, które stało pod krzyżem Jezusa, oblegli Jerozolimę i jš zburzyli, łšcznie ze Œwištyniš. Znamiennym œwiadectwem tych zdarzeń jest to, że Œwištyni nie ma na wzgórzu, a przy Via Sacra dochodzšcej do forum Wiecznego Miasta stoi łuk Tytusa. Na łuku widać dobrze reliefy obrazujšce wynoszenie z Jerozolimy trofeów, w tym siedmioramiennego œwiecznika. Jezus zapowiadał: „Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony". Kalkulacje polityczne na nic się zdały. Trzeba było raczej posłuchać Mistrza z Nazaretu, który mówił: „wtedy ci, którzy będš w Judei, niech uciekajš w góry. Kto będzie na dachu, niech nie schodzi, by zabrać rzeczy z domu. A kto będzie na polu, niech nie wraca, żeby wzišć swój płaszcz...".

Czy sugeruje ksišdz, że Jezus się nie bronił w procesie, bo był œwiadom tego, co musi się stać: tak w Jego życiu i z Nim, jak i z „tym pokoleniem"? Teraz wiemy, że oskarżony nie musi się bronić, ale wtedy – czy się w ten sposób sam nie oskarżał?

Czy się nie bronił? Chyba jednak tak, bronił się, ale wyjaœniajšc swš misję. A była ona czysto religijna. Prawda, w procesie przed Sanhedrynem nie ratowało Go to przed skazaniem za bluŸnierstwo, którego – jak mniemano – dopuszczał się, bo czynił siebie Bogiem. W procesie przed rzymskš władzš oskarżenie musiało się zmienić, bo ona o sprawy religijne nie dbała. O zbieranie podatków, o zapewnienie spokoju, o karanie uzurpatorów – tak, a jakże! Przed Piłatem Jezus jasno zaznacza: „moje królestwo nie jest z tego œwiata". To walka o duszę Piłata, ale oparta na walce o jego otwarty umysł. Ten wštek wydaje mi się ciekawszy. I nie dlatego, że w rozmowie uczestniczy Rzymianin. Jezus, mówišc z nim, kieruje się ku wszystkim, którzy nie pochodzš z Pierwszego Przymierza. Wobec ludzi tego Przymierza objawił się przed Sanhedrynem. Na pytanie arcykapłana: „Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteœ Mesjasz, Syn Boży?", Jezus odpowiada wprost: „Ja".

Skoro to wštek ciekawszy, zapytam wprost. Chyba Jezus nie prosił Piłata o łagodnš karę, o ułaskawienie? A mógł o to prosić. Dlaczego więc się na to nie zdecydował?

Pozostaje wierny woli Ojca i chce wypełnić to, po co przyszedł: dać œwiadectwo prawdzie. Daje szansę Piłatowi. Wyjaœnia mu wystarczajšco dużo. Piłat może zrobić, co zechce. Ta forma procesu karnego – zwłaszcza w stosunku do nieobywateli rzymskich, pozostawia mu pełnš swobodę. Jezus słusznie oczekuje skorzystania z pełnej swobody. I to skorzystania ku dobremu.

Czy rzeczywiœcie Piłat miał swobodę?

Piłat miał ku temu wszelkie przesłanki. Uległ jednak presji politycznej. Skazanie niewinnego, a Piłat według relacji ewangelicznych był œwiadom tego, że Jezusa bezpodstawnie oskarżano przed nim, to wynik jego kalkulacji. Usłyszał od faryzeuszy, arcykapłanów i tłumu: „Jeżeli Go uwolnisz, nie jesteœ przyjacielem Cezara". Doszło do tego i pouczenie z ich strony: „Każdy, kto się czyni królem, sprzeciwia się Cezarowi".

Proces zatem wiele mówi nam o ówczesnych sędziach i sšdach, znaczeniu tłumu, czy lepiej powiedzieć: opinii publicznej?

Opinia oburzonych tym czy tamtym! Za często mamy z tym obecnie do czynienia. Ale tak, wiele się o nich dowiadujemy. Znamy też dzisiaj dobrze psychologię tłumu, falowanie jego nastrojów. Wiele osób musiało się powtarzać w tłumie tych, co w niedzielę wjazdu do Jerozolimy słali swe płaszcze przed Jezusem i krzyczeli z radoœciš: „Hosanna Synowi Dawidowemu!", i w tłumie tych, co za pięć dni skandowali: „Ukrzyżuj, ukrzyżuj!!!". I tak jest w życiu: jednego dnia „Hosanna", drugiego „Na krzyż!".

To aktualna nauka?

To ważna nauka dla każdego, kto występuje publicznie, zwłaszcza dla polityka. Lepiej byłoby więc dla niego, aby był człowiekiem silnej wiary w Boga, bo oparcie na Nim daje siłę i odwagę w trudnoœciach. Inaczej pozostaje falować z tłumem oburzonych. Zauważmy też, że Jezus każdemu dawał szansę i liczył na dobre, prawdziwie ludzkie korzystanie z wolnoœci. Nie o doktrynę chodziło, lecz o gotowoœć przyjęcia objawienia, że Jezus jest Bogiem.

A jak ksišdz profesor sšdzi: to był błšd procesowy czy mord sšdowy?

Tu nie było żadnego błędu. Każdy z uczestników procesu: tego przed Sanhedrynem i tego przed Piłatem, doskonale zdawał sobie ze wszystkiego sprawę. Natomiast „mord sšdowy" to mocne sformułowanie. Tradycja przypisywania zbiorowej odpowiedzialnoœci za skazanie Jezusa była przez wieki bardzo silna. Szła za opiniš œwiętego Maksyma z Turynu z IV czy V wieku, że „naród żydowski ponosi wiecznš odpowiedzialnoœć za œmierć Chrystusa". Dlatego Katechizm Koœcioła katolickiego z 1992 roku czuł się w obowišzku to zdecydowanie skorygować: „Nie można przypisać odpowiedzialnoœci za œmierć Jezusa wszystkim Żydom w Jerozolimie mimo okrzyków manipulowanego tłumu i zbiorowych oskarżeń zawartych w wezwaniach do nawrócenia po Pięćdziesištnicy. Sam Jezus przebaczajšc z krzyża, a za Nim Piotr, przyznał prawo do ťnieœwiadomoœciŤ Żydom z Jerozolimy, a nawet ich przywódcom. Tym bardziej nie można rozcišgać odpowiedzialnoœci na innych Żydów w czasie i przestrzeni".

Chodzi tu zwłaszcza o interpretację krzyku ludu. Okrzyk przekazał nam œwięty Mateusz: „Krew Jego na nas i na dzieci nasze". Niektórzy uczeni twierdzš, że tylko ten ewangelista przytacza zacytowane słowa, bo „sam je wymyœlił". Nie musiał jednak wymyœlać. Jeœli je usłyszał, okrzyk po prostu oznaczał formułę zatwierdzajšcš wyrok.

Egzekucja Chrystusa, Boga, jest współczeœnie jednym z argumentów przeciwko karze œmierci, ale czy nie jest to nieprawomyœlnoœć? Chrystus jest jeden, Bóg jest jeden, tego błędu nie można powtórzyć.

Mamy pretensje do wyniku procesu, bo jest nieodwracalny. Wyrok wykonywano niezwłocznie. Niewinny skazaniec zginšł. W tej sytuacji żadna rehabilitacja, powtórny proces czy wyraz żalu lub skruchy nie zmieniš faktu. Jasne, że nie wiadomo, jak „oddać" komuœ za 18 lat niewinnie spędzonych w więzieniu. Ta osoba jednak żyje i ma szansę ucieszyć się rehabilitacjš, choć czasu to nie odwróci. Życie jej się może istotnie zmienić. I może nie będzie w nim goryczy. Zauważmy wszelako, że Jezus, który œmierć przyjmuje, przebacza oprawcom i wrogom (i przyjaciołom chyba też, boć Go niemal wszyscy zgodnie opuœcili), ale nie mówi z krzyża, że nadejdzie czas, kiedy kary œmierci nie będzie czy nie będzie się jej wykonywać; że to ona jest prawdziwym złem. Prawdziwe zło zaczyna się od zabijania drugiego człowieka we własnym sercu.

Natura ludzka od tamtych czasów chyba niewiele się zmieniła. A kultura prawna, księże profesorze?

Kultura prawna zmieniła się bardzo. Podobnie arbitralne procesy powszechnie uważa się dziœ za wypaczenie. Nie znaczy to, że nie mogš się pojawić i dziœ. Rzymskie prawo zachęca, aby strzec się w pilnowaniu zasad, które przyjęło się do własnego porzšdku prawnego. Ot, choćby zawsze wysłuchania drugiej strony z otwartoœciš. Wszystko w poszukiwaniu prawdy – także tej, której Jezus przyszedł dać œwiadectwo. To zachęty nie tylko dla sšdownictwa czy szerzej: dla prawników. To uniwersalne zachęty dla postawy czy naszego zachowania w życiu codziennym.

Ksišdz profesor Franciszek Longchamps de Bérier jest specjalistš od prawa rzymskiego, wolnoœci słowa i wolnoœci religijnej, Uniwersytet Jagielloński.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL