Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Prawo dla Ciebie

Wylęgarnia potworków wciąż działa - dwa lata rządów PiS komentuje Tomasz Pietryga

Tomasz Pietryga
Fotorzepa, Waldemar Kompala
Posiadanie tak dużej większości parlamentarnej przez jeden obóz polityczny, aby samodzielnie przyjmować ustawy, jest w Polsce zjawiskiem nowym.

Może mieć pozytywną stronę: skraca proces legislacyjny, bo nie wymaga czasem trudnych i długo wypracowywanych kompromisów z koalicjantami i oponentami. Bywa też niebezpieczne, gdyż zadufanie w sobie i ignorowanie przeciwników zawęża spojrzenie na problem, który chce się uregulować. W efekcie produkt legislacyjny jest uboższy, a nawet kulawy.

W takiej sytuacji szczególnie ważne jest, aby rząd, ministerstwa i posłowie dbali o jak najszersze konsultowanie projektów z wszystkimi zainteresowanymi na jak najwcześniejszym etapie prac. Przykładów takiego podejścia w ostatnich dwóch latach było niewiele. Perełką jest wszechstronny i nowoczesny proces przygotowania reformy szkolnictwa wyższego przez Jarosława Gowina. Wicepremier poznał opinie dosłownie wszystkich zainteresowanych stron, zanim powstał projekt rozwiązań.

Niestety, można to potraktować jedynie w kategoriach incydentu. Jak wynika z raportu Fundacji Batorego, PiS kontynuuje długie tradycje parlamentarne i nie chce słuchać głosów z zewnątrz. Proces konsultacji społecznych albo jest maksymalnie skracany, albo nie odbywa się wcale. Stosuje się stare sztuczki w postaci nadawania projektom rządowym statusu projektów poselskich, co zwalnia z konieczności konsultacji. W 2016 r. projektów takich było aż 40 proc. Część budziła wątpliwości, czy rzeczywiście stworzyli je samodzielnie posłowie. W tym roku było ich 25 proc., przy czym produkcja nowego prawa wzrosła do 241 ustaw.

To źle, że przygotowywanie i konsultowanie ustaw sądowych zamknięto na wiele tygodni za drzwiami Pałacu Prezydenckiego. Nadużywany był też pilny tryb przyjmowania ustaw, ignorowano głos Rady Dialogu Społecznego.

Szkoda, że PiS powiela złe schematy. Ich efektem są niekiedy potworki legislacyjne, które opuszczają gmach przy ulicy Wiejskiej. Nie tylko niszcząc reputację twórców prawa, ale też utrudniając życie zwykłym obywatelom, którzy wadliwe prawo muszą stosować.

A odpowiedzialni za takie „produkty"? Tych tradycyjnie brak.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL