Prawo autorskie

Nabywcy autorskich praw majątkowych/licencjobiorcy: Rebranding i didżeje

www.sxc.hu
Często nabywca autorskich praw majątkowych lub licencjobiorca chce dokonać zmian w utworze.

Kojarzy się to zazwyczaj z rebrandingiem, czyli odświeżeniem logo, nazwy lub innego elementu identyfikacji wizualnej marki lub produktu, a także ze zmianami w utworach architektonicznych. Taka potrzeba może jednak także dotyczyć utworów muzycznych, np. zmiany kolorystyki utworu ze względu na problemy z zebraniem odpowiedniego składu głosów lub instrumentów. Jest także codziennym problemem didżejów i innych osób miksujących nagrania utworów podczas ich publicznego odtwarzania.

W takich sytuacjach zawsze pojawia się pytanie o legalność takiego wkroczenia w integralność utworu. Zgodnie bowiem z art. 16 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej jako: ustawa albo pr.aut.), pod ochroną prawa znajduje się więź twórcy z utworem, która przejawia się m.in. poprzez prawo do nienaruszalności treści i formy utworu.

Uprawnienie do modyfikacji utworu może wynikać z trzech podstaw: a) umownego zezwolenia, b) nabycia uprawnienia do wykonywania praw zależnych lub c) ustawy, w szczególności art. 49 ust. 2 pr.aut., zgodnie z którym: „Następca prawny, choćby nabył całość autorskich praw majątkowych, nie może, bez zgody twórcy, czynić zmian w utworze, chyba że są one spowodowane oczywistą koniecznością, a twórca nie miałby słusznej podstawy im się sprzeciwić".

Każda z tych podstaw ma inny zakres i nie usprawiedliwia wszystkich zmian w utworze. W przypadku umownego zezwolenia, to strony danej umowy określają zakres dozwolonych zmian w utworze. Z kolei wykonywanie praw zależnych polega na korzystaniu z opracowania, które powstaje jako przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze i zakłada obecność w takim nowym utworze elementów, które spełniają kryteria ustawowe wskazane w art. 1 pr. aut., czyli mogą być same w sobie uznane za utwór. Trzecia możliwość wynika z przepisu ustawy i wyznacza obszar dozwolonych zmian, które nie mogą jednak prowadzić do powstania opracowania. Zmiany „spowodowane oczywistą koniecznością", którym „twórca nie miałby słusznej podstawy się sprzeciwić" muszą zatem mieć charakter techniczny, a nie twórczy.

Jeżeli więc w umowie przewidziano zezwolenie na wykonywanie lub przeniesienie praw zależnych, a brakuje w niej określenia zakresu dopuszczalnych technicznych zmian w utworze, zastosowanie mają ograniczenia z art. 49 ust. 2 pr.aut. Nabywca/licencjobiorca, chociaż może stworzyć i korzystać z opracowania, nie jest uprawniony do wprowadzenia technicznych modyfikacji do utworu, które nie są spowodowane oczywistą koniecznością i którym twórca miałby prawo słusznie się sprzeciwić. Może to prowadzić do sytuacji, w której firma chcąca jedynie odświeżyć swoje logo, nie może tego uczynić bez zlecenia grafikowi (twórcy logo) stworzenia nowego, oryginalnego logo na podstawie dotychczasowego. Dlatego warto dopilnować, by w umowie, oprócz zezwolenia na wykonywanie praw zależnych, został określony szerszy niż wynikający z art. 49 ust. 2 pr. aut., zakres dozwolonych technicznych modyfikacji utworu.

Dodatkowy kłopot pojawia się w przypadku utworów muzycznych, gdy eksploatacja utworu prowadzona jest na podstawie generalnej umowy z organizacją zbiorowego zarządzania. Podmioty te zajmują się ochroną jedynie praw majątkowych, a nie wstępują w imieniu autorów w zakresie ich autorskich praw osobistych. Jeżeli wspomniany didżej wprowadza jakiekolwiek zmiany do utworu, w braku dodatkowej umowy z autorem jedynym wyznacznikiem ich legalności powinien być art. 49 ust. 2 pr. aut oraz wskazana w art. 16 pr. aut przesłanka ochrony „więzi twórcy z utworem". Co do zasady zmiany mogą mieć jedynie charakter techniczny, nie mogą naruszać więzi twórcy z utworem, muszą być spowodowane oczywistą koniecznością, a twórca nie może mieć prawa im się słusznie sprzeciwić.

Kwestię tę nieco inaczej widział Sąd Najwyższy, który stwierdzając, że w wyniku działalności didżeja powstaje utwór zależny, i nie odwołując się do art. 49 ust. 2 pr. aut. dość zaskakująco orzekł, że „na naruszenie autorskich praw osobistych nie może się powoływać autor utworu zmiksowanego, jeżeli zmiksowanie tego utworu odbyło się w miejscu do tego przeznaczonym (np. dyskoteka, klub), którego właściciel lub osoba wykonująca prawo własności miała ważną umowę licencyjną na publiczne wykonywanie utworów" (wyrok z 5 marca 2002 r., sygn. akt II KKN 341/99 za T. Targosz w: Komentarz pod red. D. Flisaka).

Budzi moje wątpliwości tak kategoryczne i generalne przyznanie efektowi procesu „miksowania" statusu utworu zależnego, ale to już inny temat. Faktem jest, że taka kwalifikacja tłumaczy, dlaczego SN nie odwołał się do kryteriów z art. 49 ust. 2 pr.aut., co w moim przekonaniu dużo bardziej odpowiadałoby wydanemu rozstrzygnięciu. Szkoda, że kryteria te nie zostały przeanalizowane przez SN w kontekście twórczości muzycznej.

Autorka jest prawnikiem, dyrygentem chóralnym. Współpracuje z kancelarią Hasik i Partnerzy.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL