Prawo autorskie: Kiedy inspiracja staje się plagiatem

aktualizacja: 12.05.2016, 07:57
Foto: 123RF

Znana kompozytorka rozpoznała w filmie swój utwór. Ścieżka dźwiękowa pisana była na wzór jej muzyki.

REDAKCJA POLECA

Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych dopuszcza możliwość inspiracji cudzym utworem, ale nie definiuje granic dozwolonego czerpania z twórczości innego artysty. W efekcie bardzo trudno ustalić, gdzie się kończy inspiracja, a zaczyna plagiat.

Muzyczne kalki

Ofiarą takiej sytuacji padła ostatnio kompozytorka Hanna Kulenty, autorka m.in. muzyki do filmu „Hiszpanka". Przekazała ona swoje nagrania do wykorzystania w filmach. Muzyka spodobała się Waldemarowi Krzystkowi, reżyserowi i producentowi filmu „Fotograf". Uznał, że świetnie wpisuje się w jego klimat. Muzyka Kulenty była więc wykorzystywana podczas kręcenia filmu jako tzw. temp. track, czyli muzyka tymczasowa.

W tym czasie do projektu został już zaangażowany inny kompozytor, Maciej Zieliński. Reżyser polecił mu stworzyć muzykę podobną do tymczasowej zamiast kupić licencje do utworów Kulenty.

W efekcie powstała prawie identyczna ścieżka dźwiękowa, o której kompozytorka nie wiedziała.

– Przez przypadek natrafiłam w telewizji na film „Fotograf" i ze zdumieniem rozpoznałam w nim elementy swojego utworu „E-motions" – mówi kompozytorka. Dokładnie w tym samym momencie pojawiają się smyczki, akordeon, perkusja, występuje ta sama tonacja, ten sam klimat i styl, a ten mam bardzo charakterystyczny. W napisach końcowych figurował jednak inny kompozytor. Jest mi szczególnie przykro, bo utwór stanowił część mojej pracy doktorskiej, nie był jeszcze znany szerszej publiczności. Teraz jednak laury za moją sztukę zbiera ktoś inny – wyznaje Hanna Kulenty.

Dobrzy kopiują...

Pablo Picasso mawiał: „Dobrzy artyści kopiują, wielcy kradną". Czy w sytuacji, w jakiej znalazła się Kulenty, można już mówić o kradzieży, czyli plagiacie? Czy jest to jeszcze dozwolona inspiracja? W muzyce referencyjnej chodzi o znalezienie i nieprzekroczenie subtelnej granicy. Z jednej strony utwór ma być na tyle zbliżony do oryginału, żeby budził w odbiorcy podobne skojarzenia, ale z drugiej powinien wystarczająco się różnić, by nie być plagiatem. Najczęściej bada to biegły muzykolog, który ustala, czy skopiowana została dana skończona myśl muzyczna. Jeżeli tak – utwór jest plagiatem.

W Polsce jednak takie sprawy rzadko trafiają do sądu, przeważnie kończą się ugodą. W efekcie nie ma linii orzeczniczej. Tymczasem problem jest aktualny zwłaszcza w branży muzycznej. Tu uchwycić plagiat jest szczególnie trudno. Korzystają z tego producenci filmów i reklam, którzy proszą o pisanie muzyki „na wzór" innego utworu. Takie zjawisko nazywa się sound alike .

Hanna Kulenty również liczy na polubowne rozwiązanie sporu.

– Mamy nadzieję, że sprawa zakończy się ugodą – mówi Julian Skelnik z kancelarii Kopoczyński reprezentującej kompozytorkę. – W naszym przekonaniu doszło do naruszenia praw autorskich. Będziemy więc występować z roszczeniami finansowymi za naruszenie autorskich praw majątkowych zarówno od reżysera, jak i od kompozytora. Dodatkowo od kompozytora będziemy domagać się m.in. złożenia stosownego oświadczenia za naruszenie autorskich praw osobistych naszej klientki, gdyż to ona powinna być kojarzona z muzyką, którą skomponowała.

Opinia

Aleksandra Sewerynik, prawnik w kancelarii Hasik i partnerzy, dyrygent chóralny

Chroniona jest nie sama idea utworu muzycznego (pomysł, forma, schemat harmoniczny, styl czy gatunek muzyczny), ale jego zindywidualizowany, ustalony w jakiejkolwiek postaci, sposób wyrażenia. Naruszenie autorskich praw osobistych nastąpi, gdy zostaną zapożyczone chronione elementy utworu muzycznego, czyli np. fragment melodii stanowiący oryginalną myśl muzyczną lub oryginalny układ współbrzmień w graniach myśli muzycznych. Przy czym myśl muzyczna to taki odcinek melodii, który stanowi pewną całość, opartą na rozkładzie napięć, czyli który zazwyczaj ma początek, rozwinięcie i zakończenie. Żeby nie narazić się na zarzut plagiatu, twórca utworu „sound alike" powinien się ograniczyć do czerpania z samego nastroju, idei referencji. Tę samą ideę można bowiem zazwyczaj wyrazić „swoimi nutami".

POLECAMY

KOMENTARZE