Ghostwriterzy: pisanie książek na zlecenie celebryty pod jego nazwiskiem narusza prawa

aktualizacja: 18.04.2017, 07:10
Foto: Fotolia

Pisanie książek na zlecenie i podpisywanie ich nazwiskiem zleceniodawcy narusza prawa. Ciężko jednak tę praktykę zwalczać.

REDAKCJA POLECA

Książki autorów ze znanymi nazwiskami, przede wszystkim celebrytów lub polityków, sprzedają się bardzo dobrze. Nie każdy z nich ma jednak odpowiednie umiejętności literackie oraz wystarczająco dużo czasu, aby pisać książki samodzielnie. Rozwiązaniem może być zatrudnienie ghostwritera – mniej znanego, ale utalentowanego pisarza, który tworzy właściwy tekst książki. Następnie jest ona wydawana pod nazwiskiem znanego zleceniodawcy. Teoretycznie wszystko jest w porządku – autor widmo dostaje pieniądze, a celebryta wydaje dużo lepszą jakościowo książkę. Problem jednak w tym, że jest to niezgodne z prawem autorskim, a konkretnie – prawem osobistym do autorstwa utworu.

Twórca może – wykonując swoje prawo do określenia sposobu oznaczenia utworu – zadecydować o udostępnieniu utworu pod pseudonimem albo anonimowo, ale nie o oznaczeniu utworu cudzym nazwiskiem, nawet za jego zgodą – tłumaczy dr hab. Wojciech Machała z Uniwersytetu Warszawskiego.

– Prawo do autorstwa jest niezbywalne i „niezrzekalne" – stwierdza z kolei dr hab. Michał Zaremba z Uniwersytetu Warszawskiego. – Tak wynika z art. 16 ustawy o Prawie autorskich ...., i jest to przepis bezwzględnie obowiązujący, więc klauzula tego rodzaju byłaby nieważna (art. 58 par. 1 k.c.). Z kolei zapis przewidujący, że autor zobowiązuje się nie wykonywać swojego prawa osobistego miałaby na celu obejście prawa, więc również byłaby nieważna. Na ukryciu autorstwa opiera się zaś cała umowa – bez tego zapewne żadna ze stron nie zgodziłaby się na jej podpisanie. Wobec tego cała umowa może być uznana za nieważną (art. 58 par. 1 k.c.). Wojciech Machała zauważa, że teoretycznie można by potraktować nazwisko celebryty jako pseudonim rzeczywistego twórcy, choć koncepcja ta wydaje się dość karkołomna.

Zjawisko „ghostwritingu" można też uznać za nieuczciwą praktykę rynkową, tj. działanie wprowadzające w błąd. – W przypadku książki napisanej przez autora widmo znane nazwisko celebryty, który podaje się za autora, może zachęcać konsumenta do nabycia książki, na co nie zdecydowałby się, gdyby wiedział, że w rzeczywistości autorem jest szerzej nieznany pisarz – mówi adwokat Katarzyna Górna z kancelarii Affre i Współnicy. – Ustawa stanowi, że wprowadzającym w błąd działaniem może być w szczególności właśnie rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji o produkcie – w tym przypadku o autorze – dodaje.

Konsument, którego interes został zagrożony lub naruszony nieuczciwą praktyką rynkową, może żądać jej zaniechania, usunięcia skutków, złożenia publicznego oświadczenia, zasądzenia sumy pieniężnej na określony cel społeczny, a nawet naprawienia szkody – w tym przypadku kosztów nabycia książki. W praktyce wystąpienie z takimi roszczeniami wydaje się bardzo trudne z dowodowego punktu widzenia.

– Konsument musiałby dysponować jakimś wiarygodnym dowodem na to, że nieuczciwa praktyka rzeczywiście miała miejsce – tj. np., że ghostwriter i celebryta rzeczywiście zawarli umowę, w której zobowiązali się do nieujawniania autorstwa publikacji – dodaje Katarzyna Górna. Ewentualną odpowiedzialność za naruszenie autorskich praw osobistych będzie ponosił ten, kto oznaczył utworów ghostwritera nazwiskiem celebryty – czyli zazwyczaj wydawca. – Wydawcy zabezpieczają się przed roszczeniami twórców, wprowadzając do umów zastrzeżenia, że ghostwriterzy zobowiązują się nie wykonywać swoich autorskich praw osobistych i upoważniają do wykonywania tych praw wydawcę – zauważa Wojciech Machała.

POLECAMY

KOMENTARZE