Prawnik Roku/Najlepszy Autor - Piotr Hofmański: Sprawiedliwy proces przeszkadza

aktualizacja: 19.03.2017, 20:13

Profesor Piotr Hofmański wspólnie z prof. Waltosiem uaktualnił podręcznik do procedury karnej. Obaj zostali wyróżnieni w konkursie Prawnik Roku w kategorii Najlepszy Autor.

REDAKCJA POLECA

"Rzeczpospolita": Wraz z prof. Stanisławem Waltosiem w rankingu „Rzeczpospolitej" otrzymał pan tytuł Autora Roku. Chodzi o nowe wydanie procesu karnego. Doceniono nie tylko zawartość merytoryczną, ale i błyskawiczne tempo, w jakim panowie przygotowali materiały.

Profesor Piotr Hofmański: Cieszy mnie to wyróżnienie, w szczególności z tego powodu, że akurat opracowanie obecnego wydania naszego „Zarysu systemu" okazało się zadaniem wyjątkowo trudnym. Do nowelizowania procesu karnego zabrali się bowiem ludzie, którzy nie mają o nim najmniejszego pojęcia. W efekcie ich radosnej twórczości i bezkrytycznej akceptacji parlamentu dla nowelizacji niepoprzedzonych jakąkolwiek intelektualną refleksją powstał produkt niespójny, wręcz pokraczny. Moim zdaniem prawo procesowe utraciło przymiot bycia potencjalnym przedmiotem jakiejkolwiek analizy naukowej, podejmowanie prób analizy idiotyzmów samo w sobie jest idiotyczne. Są jednak studenci, dla których musimy skierować prosty i możliwie jednoznaczny przekaz gwarantujący im przygotowanie do zadań, które w przyszłości przed nimi staną.

Jak można sobie z tym radzić?

Radzimy sobie jakoś, trochę się na procesie karnym znamy. Pojmujemy więc zarówno systemowe konsekwencje przeforsowanych zmian, jak i ich praktyczne znaczenie w rozmaitych kontekstach. Trudność polega na tym, że podręcznik nie jest miejscem, gdzie można uskuteczniać krytykę ustawodawcy. Student potrzebuje jednoznacznych odpowiedzi na nurtujące go pytania. Aktualizując podręcznik, staraliśmy się więc od krytyki powstrzymać, komentując nowości bez angażowania negatywnych emocji. Nie zawsze było to możliwe. W kilku kwestiach zostaliśmy postawieni pod ścianą i musieliśmy wprost napisać, że obowiązujące rozwiązanie jest absurdalne i nie da się go racjonalnie wytłumaczyć. Nie jest rzeczą przypadku, że okładka obecnego wydania naszego podręcznika ma formę klepsydry.

Był pan zwolennikiem procesu kontradyktoryjnego?

Tak. Nie tylko zwolennikiem, ale także inicjatorem wielkiej reformy procesu, która przywróciła mu kontradyktoryjny charakter, a która padła ofiarą dobrej zmiany. Chciałbym jednak, by była jasność: to nie ja wymyśliłem kontradyktoryjność. Jest ona immanentną cechą sprawiedliwego procesu karnego. Tkwiące w polskim prawie procesowym silne elementy inkwizycyjności są po prostu pozostałością epoki zamordyzmu. Wcale mnie zatem nie dziwi, że powracającemu obecnie zamordyzmowi sprawiedliwy proces karny po prostu przeszkadza.

To błąd, że wycofano się z tego procesu tak szybko? Autorzy odwrotu twierdzą, że doszłoby do zapaści w sądownictwie.

W kategoriach racjonalnych twierdziłbym, że wycofanie się z reformy przywracającej procesowi kontradyktoryjność było przedwczesne. Należało nowe rozwiązania sprawdzić, a następnie ewentualnie korygować to, co nie zagrało w sposób, jakiego oczekiwaliśmy. Rzecz jednak w tym, że gwałtowne ruchy legislacyjne, których ofiarą padł proces karny w dobie dobrej zmiany, w ogóle nie były przemyślane. Celem było wyłącznie osiągnięcie jak największego wpływu na wymiar sprawiedliwości przez prokuraturę, która błyskawicznie podporządkowana została egzekutywie. Efektywność procesu, a tym bardziej to, czy będzie sprawiedliwy, nikogo nie interesowała. Na uzasadnienie powrotu do dobrych, sprawdzonych komunistycznych wzorów powołuje się teraz argumenty nieznajdujące jakiegokolwiek pokrycia w realiach wymiaru sprawiedliwości, wpisując się w retorykę, zgodnie z którą durny odbiorca wszystko kupi.

Kiedy słyszy Pan dziś o zamachu na niezależność sądów i niezawisłość sędziowską polskich sędziów jako jeden z nich co Pan myśli: jak dobrze, że jestem tu gdzie jestem czy też wolałby Pan powalczyć w kraju o państwo prawa?

To bardzo trudne pytanie. To prawda, że z oddali wszystko wygląda nieco inaczej. Ale ja nie potrafię oderwać się od spraw mojego Kraju. Śledzę wszystko i włos staje mi dęba na głowie. Najtrudniejsze jest to, że przecież Polska nie jest zawieszona w próżni. Mam codzienny kontakt z prawnikami z różnych stron świata, którzy dopytują się o polskie sprawy i nijak nie mogą pojąć skąd u sprawujących w Polsce władzę tyle pogardy dla Polski i Polaków, także tych, których głosy wyniosły ich na piedestał. Czy chciałbym być tam i walczyć o niezawisłość sądów, czy szerzej o ratowanie państwa prawa? Chciałbym, ale mam poczucie absolutnej beznadziejności sytuacji, w której wszystkie poczynania władzy podporządkowane są obsesjom tracącego poczucie rzeczywistości nieudacznika.

Czym zajmuje się obecnie Trybunał w Hadze? Są jakieś problemy w jego funkcjonowaniu?

Międzynarodowy Trybunał Karny zajęty jest jak nigdy dotąd. Toczy się równolegle szereg spraw na etapie rozprawy w pierwszej instancji, kilkanaście śledztw i tyleż tzw. dochodzeń wstępnych. O ile początkowo działalność Trybunału koncentrowała się na sprawach afrykańskich (Kenia, Uganda, Republika Centralnej Afryki, Kongo, Wybrzeże Kości Słoniowej), to obecnie ruszają sprawy z innych części świata, o znaczenie większym ładunku wrażliwości politycznej, jak np. sprawa Palestyny, Iraku, Gruzji czy Ukrainy. Niewątpliwie problemem jest wydolność Trybunału, który nie jest w stanie efektywnie zająć się wszystkimi okropieństwami tego świata, choć setki i tysiące ich ofiar woła o sprawiedliwość. Mamy tylko 18 sędziów (w tym pięciu w Izbie Odwoławczej), trzy sale sądowe, ograniczony liczebnie personel prokuratury i rosnące koszty śledztw prowadzonych na całym świecie przy kurczącym się budżecie.

—rozmawiała Agata Łukaszewicz

Prof. Piotr Hofmański – sędzia Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze, w latach 1996–2015 był sędzią Sądu Najwyższego

POLECAMY

KOMENTARZE