Prawnik Roku/Prawnik Edukator - Ryszard Piotrowski: Prawo to coś więcej niż mistrzostwo chytrych wykrętów

aktualizacja: 19.03.2017, 13:22
Ryszard Piotrowski
Ryszard Piotrowski
Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Dr Ryszard Piotrowski mądrze i niekoniunkturalnie wyjaśnia kwestie ustrojowo-konstytucyjne.

REDAKCJA POLECA

"Rzeczpospolita": Do niedawna prawo konstytucyjne było poza głównym nurtem dyskursu publicznego. Cieszy się pan, że Polacy nagle zainteresowali się konstytucją?

Ryszard Piotrowski: Problematyka prawa konstytucyjnego była zawsze aktualna, ale w różnych wymiarach. Wcześniej często pojawiał się temat praw człowieka, sens państwa, jego wady i potrzeba poprawy rozmaitych instytucji. Nawet jeśli nie odwoływano się do konstytucji jako takiej i do jej szczegółowych postanowień, to przecież refleksja nad miejscem Polski w Unii Europejskiej i w świecie jest bardzo bliska zagadnieniom prawa konstytucyjnego. Nieustannie dotykamy też problemu granic wolności – naszej lub cudzej. To zagadnienia ściśle konstytucyjne.

Ale przyzna pan, że dwa czy trzy lata temu słowo „konstytucja" pojawiało się w debacie publicznej rzadziej.

Słowo konstytucja zawsze miało w Polsce wielką wartość, ale w wymiarze symboliczno-emocjonalnym pojawia się teraz częściej. Słowo to jest pozytywnie zabarwione znaczeniowo. Mówiąc o konstytucji, odwołujemy się do reguł i porządku. Dlatego zwykle skojarzenia związane z konstytucją są pozytywne. Zarazem stygmatyzuje się tych, którzy konstytucję naruszają. Słowo to jest więc retorycznie pożyteczne.

Uważa pan, że słowo to pojawia się z powodów czysto retorycznych?

Nie. Retoryka odzwierciedla praktykę. Nie ma zapotrzebowania na dyskusję o konstytucji, gdy mechanizm państwa funkcjonuje bez zakłóceń. Konstytucja jest wówczas jak powietrze. Pozwala żyć, chociaż nie daje o sobie znać. Teraz zastanawiamy się, skąd bierze się smog, i co zrobić, by powietrze było czyste. Pojawiają się coraz większe wątpliwości, czy ustawa zasadnicza nie jest łamana.

Kapituła konkursu przyznała panu wyróżnienie w kategorii prawnik edukator. Kiedy pan stwierdził, że chce uczyć?

Na pierwszym roku studiów wygłosiłem własny wykład w ramach wykładu kursowego profesora Stanisława Ehrlicha, który proponował chętnym udział w takim „eksperymencie dydaktycznym". Pamiętam, że dotyczył przymusu w prawie międzynarodowym. Dziś myślę, że nie był to mój najlepszy wykład. Ale się okazało, że rozważanie zagadnienia z różnych punktów widzenia, czytanie literatury i analiza argumentów bardzo mnie interesują. Wiązało się to też trochę z inną moją pasją – literaturą piękną. Jest wiele wspólnego w analizowaniu prawa i literatury. Zwłaszcza gdy chodzi o interpretację konstytucji, wymagającą przecież ustosunkowania się do wartości.

Wróćmy do konstytucji. Sędziowie przypomnieli sobie ostatnio, że mogą sięgać po nią bezpośrednio. Do tej pory z reguły stosowali wykładnię językową, rzadko sięgali po celowościową czy funkcjonalną.

To zależy od rodzaju spraw. Na pewno wcześniej dominował pogląd, że wątpliwości natury konstytucyjnej powinien rozstrzygać Trybunał Konstytucyjny. Sądy kierowały do niego pytania prawne. To odpowiada naszemu modelowi zcentralizowanej kontroli konstytucyjności.

Z Trybunałem jest jednak coraz większy problem. Gdy ostatnio rozmawialiśmy, powiedział pan nawet, że nie mamy już do czynienia z Trybunałem Konstytucyjnym, tylko z posttrybunałem.

Jest to związane z wątpliwościami natury konstytucyjnej co do funkcjonowania samego Trybunału w obecnej postaci. Wątpliwości dotyczą też charakteru jego orzecznictwa.

Nie wiadomo, czy mamy do czynienia z wyrokami?

Nie wiadomo, co powie na to Sąd Najwyższy. Trzeba się przekonać, czy Trybunał w obecnym kształcie zyska autorytet jako niezależny i odrębny od innych władz.

Stracił taki przymiot?

Fakty są niepokojące. Mamy wątpliwości co do statusu prawnego części składu Trybunału i jego władz. Mamy też do czynienia z praktyką wygaszania dotychczasowego Trybunału, czyli zwłaszcza arbitralnego wprowadzania zmian personalnych w zespole współpracowników sędziów Trybunału. Nie sposób przejść obojętnie obok tych zjawisk. Do tej pory Trybunał był ośrodkiem kształtowania kultury konstytucyjnej. Cieszył się dobrą sławą w świecie. Nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie powrót do tego stanu miał nastąpić. Ucierpiał na tym autorytet prawa i państwa.

Czy to, co się dzieje z Trybunałem, jest dla pana jako konstytucjonalisty naruszeniem sfery sacrum?

Zdecydowanie tak. Dochodzi do naruszenia istoty prawa. Nie może być ono traktowane jako narzędzie do realizowania bieżących celów politycznych. To, co się wydarzyło, świadczy o instrumentalnym podejściu do przepisów. Dotyczy to zarówno obecnej większości parlamentarnej, jak i poprzedniej. A prawo jest przecież czymś więcej niż – jak to trafnie ujął Julian Tuwim – mistrzostwem wykrętów chytrych. Naruszenie sacrum polega na odwróceniu ustrojowego znaczenia samej instytucji kontroli konstytucyjności, jak i przepisów prawnych, które kształtują jej funkcjonowanie.

Dla wielu prawników, w tym konstytucjonalistów, powołanie na sędziego Trybunału było ukoronowaniem kariery. Jakby Pan zareagował, gdyby Pan dostał taką propozycję?

Nie wypada mi się odnosić do projektów, które nie mają związku z rzeczywistością. Nie wypada mi też komentować wyboru życiowego osób, które przyjmują propozycje udziału w pracach obecnego trybunału. To sprawa indywidualnego stosunku do Trybunału i jego roli.

Konstytucję trzeba jednak interpretować całościowo. Zwłaszcza ostatnio jest z tym problem. Na przykład kompetencje prezydenta interpretuje się wyłącznie z punktu widzenia jego prerogatyw, nie biorąc pod uwagę zasady trójpodziału władz i przepisów dotyczących odrębności sądów i Trybunału od innych władz.

Czy Prezydent złamał konstytucję przy okazji niepowoływania sędziów wybranych przez Sejm poprzedniej kadencji?

Z punktu widzenia dotychczasowego orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego doszło do tego zarówno przy okazji niepowołania sędziów wybranych przez Sejm poprzedniej kadencji, jak też uczestniczenia w procesie powołania sędziów na miejsca już zajęte. Na tym opieram moją ocenę, ale nie wszyscy są tego zdania. W przypadku różnicy zdań między ekspertami warto jednak sięgnąć do autorytetu instytucjonalnego. Do tej pory taką rolę pełnił Trybunał Konstytucyjny. Teraz niestety zmienił się jego charakter, a w konsekwencji także znaczenie powoływania jego orzecznictwa.

—rozmawiała Katarzyna Wójcik

Dr hab. Ryszard Piotrowski – nauczyciel akademicki, konstytucjonalista z Wydziału Prawa i Administracji UW

POLECAMY

KOMENTARZE