Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Prawnicy

Prawnik Roku/Najlepszy Autor - Stanisław Waltoś: Przepisy zmieniają się zdecydowanie za często

Prof. Stanisław Waltoś
Fotorzepa/Piotr Guzik
Profesor Stanisław Waltoś w błyskawicznym tempie uaktualnił podręcznik do procesu karnego

"Rzeczpospolita": Procedurą karną zajmuje się pan przez ponad pół wieku. I niejedno pan widział. Jak pan ocenia odwrót od kontradyktoryjnego procesu?

profesor Stanisław Waltoś: Źle. I to z dwóch powodów. Po pierwsze, odwrót od reformy nastąpił, gdy rozpoczęło się jej wcielanie w życie. Nie dano jej szans, aby zaczęła działać. A wydano mnóstwo pieniędzy na szkolenia i oprzyrządowanie reformy. Po drugie, nastąpił powrót do systemu, w którym sąd, czyli w praktyce w znakomitej większości wypadków jeden sędzia, zobowiązany jest do angażowania się w dochodzenie do prawdy. Na nim z powrotem spoczywa odpowiedzialność za wyjaśnienie wszystkich ważnych okoliczności sprawy. Gdy prokurator jest nieobecny na rozprawie lub nie jest aktywny, na sądzie spoczywa wówczas obowiązek przeprowadzania dowodów z urzędu. Wchodzi on zatem w rolę prokuratora. Powrót do starego systemu spowoduje poza tym ponowne przewlekanie się procesów.

Obecnie prokuratorzy pełnią rolę oskarżyciela we wszystkich sprawach z wokandy z jednego dnia, nawet gdy nie mieli z nimi styczności.

Tak, często nie znają akt. Cały ciężar spoczywa na jednym sędzim. W praktyce, w znakomitej większości spraw karnych, nie mamy bowiem sądów kolegialnych. I to zarówno w pierwszej, jak i w drugiej instancji.

Kapituła wyróżniała pana za 13. wydanie podręcznika „Proces karny. Zarys systemu". Ze względu na zmiany prawa wielokrotnie musiał pan go modyfikować. Chociażby w 1995 r. został zmieniony w ok. 40 proc., w 1998 r. – ok. 75 proc. , a w 2003 r. – w 20 proc. Czy częste zmiany procedury są korzystne?

Oczywiście, że nie. Prawo jest jak stare drzewo, które powinno obrosnąć powojami, mieć grubą korę, zapuścić głęboko korzenie. Tak jak drzewo jest elementem krajobrazu, tak prawo powinno być częścią naszej rzeczywistości, być obecne w świadomości społeczeństwa. Przepisy są zbyt często zmieniane. Zanim nowe prawo wejdzie w świadomość, następuje kolejna zmiana. Jak w takim przypadku mówić o poszanowaniu dla prawa?!

Często nawet prawnikom trudno nadążyć za kolejnymi nowelizacjami.

Oczywiście! Kwalifikowani prawnicy mają dzisiaj duże problemy w zapoznawaniu się ze zmianami prawa w dziedzinie, którą się zajmują.

Skąd wziął się pomysł na napisanie podręcznika? 

W latach 80. doszedłem do wniosku, że trzeba spróbować napisać podręcznik, który byłby nieco inny od pozostałych. Chciałem, aby posiadał dwie warstwy: teoretyczną i empiryczną, aby możliwie przystępnie przekazywał wiedzę o prawie i równocześnie informował, jak to prawo jest stosowane. Nie wystarczy opisać, jakie są przepisy, ale trzeba pokazać, jak się je stosuje. 

To niewątpliwa zaleta podręcznika. Studenci chętnie do niego sięgają.

Rzeczywiście na ogół mówią, że jest napisany ludzkim językiem. Kolorytu podręcznikowi dodają ilustracje nieocenionego Szymona Kobylińskiego. Są w nim też elementy polemiczne. Podręcznik nie może być bezbarwną relacją o prawie. Musi wyrażać zapatrywania autora.

Współautorem 13. wydania podręcznika jest również prof. Piotr Hofmański. Jak to się stało, że do pana dołączył?

Kiedy zbliżałem się do emerytury, zacząłem się rozglądać za następcą. Prof. Hofmański był w tym czasie pracownikiem Uniwersytetu w Białymstoku. Zaprosiłem go do katedry w Krakowie. Udało się przekonać radę wydziału, że będzie moim najlepszym następcą. Przez trzy lata pracowaliśmy razem. Przy 11. wydaniu, w 2013 r., zaproponowałem mu współpracę. Przejął odpowiedzialność za ostatnie rozdziały, m.in. o przebiegu procesu czy postępowaniu transgranicznym. Podręcznik jest jednak jednolity. Ja się wtrącałem w jego część, on w moją. Nie chcieliśmy, aby powstał zamęt w umysłach studentów. Ale podręcznik akademicki nie ma na celu wyłącznie dydaktyki. To suma wiedzy. Powinien wyrażać też zapatrywania naukowe autorów, dzielić się z czytelnikami informacjami o wynikach ich badań.

Jak się współpracuje z prof. Hofmańskim?

Znakomicie. Kilka rzeczy mi się w życiu udało. Jedną z nich jest to, że go spotkałem.

Czego pan sobie życzy jako profesor prawa?

Przede wszystkim przywrócenia niezawisłego i rzetelnie funkcjonującego Trybunału Konstytucyjnego. To w tej chwili najważniejsze. Po drugie, autentycznej niezawisłości sędziów. Z sędziami może być w tej chwili duży problem. Władza wykonawcza dąży bowiem do zapewnienia sobie wpływu na władzę sądowniczą poprzez dobór sędziów. Sędziowie powinni mieć komfort niezawisłości – zarówno psychiczny, jak i organizacyjno-materialny.

Po trzecie, życzę sobie niezależności prokuratorów. Zgadzam się z tymi, którzy mówią, że prokurator powinien być zobowiązany do wykonywania poleceń. Nie powinien jednak bać się konsekwencji zajmowania własnego stanowiska. A w tej chwili ma powody, aby się obawiać.

Mam też życzenie dotyczące legislacji – aby zmian prawa było mniej, ale za to, żeby były lepiej przemyślane i zgodne z Konstytucją. Chciałbym, żeby doszło w parlamencie do sytuacji, w której strona rządząca i opozycja potrafią się dogadać przed głosowaniem co do najważniejszych zmian w przepisach. Tak się na przykład dzieje w parlamencie niemieckim. Z przykrością jednak stwierdzam, że u nas, jak na razie, to marzenie ściętej głowy.

—rozmawiała Katarzyna Wójcik

Prof. Stanisław Waltoś - wieloletni pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego, były kierownik Katedry Postępowania Karnego. Od 1977 do 2011 r. pełnił funkcję dyrektora Muzeum UJ Collegium Maius

#RZECZoPRAWIE: Stanisław Waltoś - Częste zmiany w prawie

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL