Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Polska w strefie euro?

Kleiber: Do euro - nie czy, ale kiedy i jak

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Wydaje się pewne, że Berlin i Paryż rozpocznš agresywny lobbing na rzecz gruntownego przemodelowania strefy euro. Warto się więc zastanowić, czego konkretnie powinniœmy od niej oczekiwać, aby stała się magnesem, a nie zagrożeniem dla państw takich jak Polska – pisze były prezes PAN.

Przy wszystkich wyzwaniach, wobec których stoimy, zadawane w kontekœcie naszego członkostwa w UE pytanie „wejœć czy nie wejœć do strefy euro" wydaje się wzbudzać najwięcej emocji. Nie powinno nas to dziwić, odpowiedŸ na to pytanie ma bowiem rzeczywiœcie fundamentalne znaczenie – zarówno gospodarcze, co dostrzegajš wszyscy dyskutanci, jak i polityczne, czego wielu z nich nie docenia. Ale na tym nie koniec, sprawa miałaby bowiem także olbrzymie znaczenie psychologiczne, rozumiane jako wpływ zmiany waluty na nasze codzienne emocje i sposób rozumienia otaczajšcego nas œwiata.

Decyduje polityka gospodarcza

Dyskutujšc o wspólnej europejskiej walucie, mamy z zasady na myœli dwie grupy spraw – sytuację w dzisiejszej strefie euro z jednej strony, a korzyœci bšdŸ problemy naszego kraju po ewentualnym wejœciu do tej strefy z drugiej. Sprawy te nie sš oczywiœcie rozłšczne – gdyby strefa euro przeżywała, jak chcš niektórzy, fundamentalny kryzys zagrażajšcy wręcz jej istnieniu, wchodzenie do niej nie miałoby przecież żadnego sensu. Z drugiej strony nawet najlepiej funkcjonujšca wspólna waluta nie przesšdza o zasadnoœci bezrefleksyjnej jej akceptacji u nas.

Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie o dzisiejszy stan strefy euro i rysujšcš się przed niš przyszłoœć. Przywoływany w wypowiedziach wielu polskich polityków i niektórych ekspertów rzekomo wbudowany w samš ideę wspólnej waluty jej niepokonywalny kryzys jest noœnikiem emocji w znacznym stopniu determinujšcych krytyczny stosunek polskiego społeczeństwa do przyjęcia euro. Inni eksperci widzš jednak sytuację zupełnie odmiennie, przypisujšc kłopoty państw strefy euro nie wspólnej walucie, lecz błędnej polityce gospodarczej poszczególnych państw.

WeŸmy koronny spoœród przywoływanych przykładów, czyli kryzys finansowy w Grecji. Nie ulega wštpliwoœci, że do kryzysu doprowadziły tam w pierwszej kolejnoœci brak dyscypliny finansowej, rozdęte przywileje socjalne czy wręcz notoryczne fałszowanie statystyk budżetowych. Brak możliwoœci prowadzenia własnej polityki kursu waluty i stóp procentowych oczywiœcie dodatkowo pogłębił kryzys, ale był chyba jednak tylko wtórnš przyczynš kłopotu.

W istocie sytuację w Grecji można traktować jako potwierdzenie ogólnej zasady – o kondycji finansów państwa decyduje przede wszystkim jego polityka gospodarcza. Jeœli jest racjonalna i dalekosiężna, to wspólna waluta pomaga w jej realizacji niezależnie od poziomu rozwoju kraju, jeœli jest nieodpowiedzialna – euro jš dodatkowo pogarsza. Konsekwencje problemów strukturalnych w krajach takich jak Francja, Włochy czy Hiszpania potwierdzajš tę zasadę – przyczyn obniżenia konkurencyjnoœci gospodarki francuskiej należałoby szukać raczej w regulacjach ujętych w rozbudowanym kodeksie pracy niż w przynależnoœci tego kraju do strefy euro.

W krajach prowadzšcych odpowiedzialnš politykę gospodarczš ekonomiczne zalety wspólnego pienišdza zdecydowanie przewyższajš ewentualne problemy. Do zalet tych w przypadku Polski należš m.in. redukcja kosztów transakcyjnych i ryzyka kursowego, poprawa pozycji kraju na rynkach międzynarodowych, a w szczególnoœci ułatwienie wymiany handlowej w ramach UE, obniżenie kosztów kredytów i rozwišzanie problemu kredytów hipotecznych zacišgniętych w euro bšdŸ we frankach szwajcarskich, ułatwienie księgowoœci czy wreszcie korzyœci dla turystów, którzy nie musieliby wymieniać złotego na euro i na odwrót.

Od błędów do niepewnoœci

Nie da się jednak ukryć, że istniejš także poważne wady wspólnej waluty w obecnej postaci. Euro jest w opinii wielu ekspertów ideš cišgle niedokończonš i nieprzygotowanš na stawianie czoła przyszłym kryzysom. Brakuje mu przede wszystkim politycznych i fiskalnych instytucji typowych dla narodowych walut. Tworzenie i szczodre wykorzystywanie przez Europejski Bank Centralny funduszu ratunkowego, co miało miejsce w trakcie ostatniego kryzysu, nie jest z pewnoœciš właœciwym rozwišzaniem na przyszłoœć. Poważna reforma strefy euro wydaje się nieunikniona.

Wprowadzenie wspólnej waluty w 1999 r. automatycznie odebrało krajom uczestniczšcym w tym wyjštkowym w skali œwiata eksperymencie prawo do starań o zwiększenie swej konkurencyjnoœci na drodze dewaluacji narodowych walut. Ze względu na cišgle istniejšce w UE ograniczenia regulacyjne i kulturowe tylko w niewielkim stopniu złagodziły problem mobilnoœć siły roboczej i swoboda transferowania pieniędzy. Rzšdy państw najboleœniej dotkniętych kryzysem, Grecji, Portugalii czy Hiszpanii, ratowały sytuację, udzielajšc potrzebujšcym wsparcia finansowego i prowadzšc surowš politykę oszczędnoœciowš, oczywiœcie bardzo niepopularnš w społeczeństwach tych państw. Niespodziewanie euro zamiast być instrumentem konwergencji stało się czynnikiem różnicujšcym państwa bogate i biedne – widać to było na przykład po zachowaniu się stóp bezrobocia w tych krajach.

To wszystko doprowadziło w państwach strefy euro do głębokiej niepewnoœci dotyczšcej dalszych losów wspólnej waluty. Kraje zadłużone przyzwyczaiły się do tanich kredytów z Europejskiego Banku Centralnego i nie spieszš się z niezbędnymi reformami swych systemów finansowych, Niemcy – aby uniknšć posšdzeń o chęć dominacji – tylko bardzo ostrożnie artykułujš potrzebę zasadniczych zmian w polityce fiskalnej w państwach strefy, nowy prezydent Francji też opowiada się wprawdzie za niezbędnym uzdrowieniem całego systemu, w sumie brakuje jednak ostatecznego impulsu politycznego do wišżšcej debaty na ten temat. Trudno uwierzyć, że rolę tę odegra niedawno opublikowany raport Komisji Europejskiej, któremu daleko do kompletnoœci proponowanych rozwišzań.

Trzymać się reguł

Myœlšc realnie i bioršc pod uwagę potęgę gospodarczš i polityczne znaczenie Niemiec, z jakimikolwiek konkretnymi propozycjami prawdopodobnie będziemy musieli poczekać do nadchodzšcych wyborów w tym kraju. Wydaje się pewne, że Berlin i Paryż rozpocznš wtedy agresywny lobbing na rzecz gruntownego przemodelowania zasad funkcjonowania całej Unii, a strefy euro – traktowanej jako rozwojowy motor wspólnoty – w szczególnoœci. Warto się więc zastanowić, czego konkretnie powinniœmy oczekiwać od strefy euro, aby stała się ona magnesem, a nie zagrożeniem dla państw takich jak Polska.

Przede wszystkim, kraje strefy powinny rygorystycznie przestrzegać fiskalnych i monetarnych kryteriów ustalonych w Maastricht – wiemy, że powszechne były odstępstwa od tych zasad. Podstawowš zasadš nowej strategii będzie jednak zapewne głęboka reforma polityczna w Unii legitymizujšca decyzje dotyczšce podziału ryzyka pomiędzy państwami. To jedyna droga do podporzšdkowania systemu wspólnej waluty œcisłemu rygorowi rynkowemu.

Elementami tego stanš się zapewne tzw. unia bankowa i możliwoœć koordynacji polityki fiskalnej, co zresztš bynajmniej nie oznacza uniformizacji podatków.

Po jakim kursie

Jakie wnioski dla Polski? Najważniejszy jest ten, że niezależnie od aktualnych kłopotów w strefie euro zasadnoœć naszego przyszłego wejœcia do tej strefy nie powinna podlegać dyskusji. Deklaracje o naszej gotowoœci do wypełnienia naszego zobowišzania w tej sprawie, podjętego w momencie przystšpienia do Unii (art. 131 traktatu akcesyjnego), byłyby niezwykle ważne w kontekœcie obecnych ożywionych dyskusji na temat dalszego funkcjonowania Wspólnoty i wpływu poszczególnych państw na jej przyszłoœć. Należy o tym dobitnie mówić, nie przesšdzajšc czasu potrzebnego nam na prawidłowe przygotowanie się do ostatecznego podjęcia decyzji o wejœciu do euro – dyskusje nad zmianš regulacji rzšdzšcych tš strefš, utrwalony sceptycyzm społeczeństwa i prawdopodobna koniecznoœć zmiany konstytucji uniemożliwiajš zarysowanie bardziej konkretnego planu naszych działań. Jest raczej niemożliwe, aby jakiekolwiek wišżšce decyzje mogły zapaœć przed końcem obecnej dekady.

Kluczowym wyzwaniem stojšcym przed nami dzisiaj jest jasne sformułowanie warunków, jakie muszš być spełnione w okresie przedakcesyjnym, łšcznie z okreœleniem kursu wymiany złotego na euro zapewniajšcego stabilnoœć siły nabywczej naszych dochodów z jednej strony, a konkurencyjnoœć gospodarki z drugiej. Z dzisiejszej perspektywy kurs 4 zł za 1 euro wydaje się spełniać te warunki.

Innym warunkiem jest oczywiœcie sprawa zapisów konstytucji. Słychać co prawda głosy, że jej punkt 1 w artykule 90 mówišcy, że „Rzeczpospolita Polska może na podstawie umowy międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach" umożliwia parlamentowi ominięcie punktu 1 artykułu 227 brzmišcego: „Centralnym bankiem państwa jest Narodowy Bank Polski. Przysługuje mu wyłšczne prawo emisji pienišdza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej", ale sprawa z pewnoœciš wymagałaby gruntownych analiz prawnych.

Więcej polityki niż ekonomii

Wielkim zadaniem polityków i mediów jest racjonalne przedstawianie konsekwencji naszego wejœcia do strefy euro, szczególnie w sprawie najbardziej interesujšcej obywateli, czyli groŸby wzrostu cen. Wbrew obiegowym opiniom doœwiadczenia krajów takich jak Słowacja czy Litwa nie potwierdzajš tych obaw, choć ostrożnoœci w tej sprawie (czyli podejmowania odpowiednich działań ochronnych przez władze) nigdy za dużo.

Bardzo ważne jest jasne prezentowanie opinii publicznej istoty naszych korzyœci z członkostwa w Unii. Patrzšc perspektywicznie, nie sš to przecież ograniczone w czasie (do końca obecnego budżetu Unii Europejskiej) wielkie transfery finansowe, ale możliwoœć uczestnictwa we wspólnym unijnym rynku. A w obliczu z pewnoœciš zacieœniajšcych się w przyszłoœci powišzań pomiędzy najbardziej wpływowymi państwami członkowskimi dla pełnego wykorzystania tej możliwoœci przyjęcie euro ma znaczenie zasadnicze.

Niezależnie od wszystkich argumentów ekonomicznych powiedzmy jednak na koniec, że dla naszego kraju decyzja o wprowadzeniu euro – niezależnie od momentu jej podjęcia – mieć będzie znacznie bardziej charakter polityczny niż ekonomiczny. Do jej podjęcia skłoni nas raczej obawa przed utratš szans na obecnoœć w pierwszej unijnej lidze decyzyjnej, a nie raptem zidentyfikowana potrzeba gospodarcza. Pytanie, kiedy to sobie dobitnie uœwiadomimy, pozostanie jeszcze chyba długo bez odpowiedzi.

Innymi słowy, odpowiedŸ na zadane w tytule pytania powinna brzmieć tak: kiedy euro? – po zebraniu doœwiadczeń z funkcjonowania odnowionej strefy euro i zrozumieniu przez większoœć obywateli korzyœci z przebywania wœród głównych politycznych decydentów unijnych, jak je wprowadzać? – po dokładnie przemyœlanym kursie wymiany waluty, w warunkach stabilnej, proinnowacyjnej polityki gospodarczej.

Autor jest profesorem w Polskiej Akademii Nauk, jej byłym prezesem. Był ministrem nauki

Œródtytuły od redakcji

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL