Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Polska w strefie euro?

Aksjomatycznie o euro i Unii Europejskiej

Polska, wstępujšc do Unii Europejskiej, zobowišzała się do przyjęcia wspólnej waluty
AFP
Istnienie Polski we wspólnocie międzynarodowej to sprawa naszej racji stanu.

Dyskusja na temat wejœcia Polski do strefy euro i – szerzej – członkostwa w Unii Europejskiej nabiera rozmachu. Z jednej strony toczš się prace nad przyszłoœciš UE majšce doprowadzić do wypracowania reform zapewniajšcych tej instytucji stabilnoœć i trwały wzrost, zabezpieczajšcych przed wybuchem kryzysów i sprzyjajšcych podnoszeniu dobrobytu społeczeństw państw członkowskich, z drugiej strony w Polsce obserwujemy nasilenie się sporu politycznego wokół charakteru naszego członkostwa, któremu towarzyszy intensyfikacja wypowiedzi medialnych polityków, naukowców i publicystów.

W centrum uwagi jest strefa euro i ewentualne w niej członkostwo Polski, ale jak wskazywali ostatnio na łamach „Rzeczpospolitej" Andrzej Wojtyna (6.06.2017) i Witold Orłowski (7.06.2017), tak naprawdę chodzi o sens i istotę uczestnictwa naszego kraju w Unii. Powstaje wrażenie, że toczšca się dyskusja wymaga nie tylko kontynuacji, gdyż wyłšcznie w ten sposób mogš zostać wypracowane długookresowo korzystne dla Polski rozwišzania, ale również pewnego uporzšdkowania. Pokazania chociażby, co jest ważne naprawdę, a co ma mniejsze znaczenie.

W miarę jak wzrasta częstotliwoœć polemik oraz wnikliwoœć i drobiazgowoœć dyskutowanych poglšdów, roœnie też ryzyko pominięcia, zapomnienia, rozmycia albo niedocenienia spraw o znaczeniu fundamentalnym, które w tym tekœcie nazwano aksjomatami. Czasami spieramy się o drugorzędne szczegóły, a z pola widzenia znikajš nam kwestie podstawowe. Trzeba w tym miejscu zastrzec, że rozważania prowadzone w konwencji publicystycznej siłš rzeczy sš skazane na pewnš skrótowoœć, przejaskrawienia, powierzchownoœć, a czasami wręcz naiwnoœć, za które wypada z wyprzedzeniem przeprosić.

Dobór aksjomatów ma oczywiœcie charakter subiektywny, ale w przekonaniu autora byłoby wskazane, by zostały one jeszcze raz uważnie przeanalizowane i – co jest moim marzeniem – by co do zasady były podzielane nie tylko przez œrodowiska opiniotwórcze, w tym siły polityczne, ale także przez społeczeństwo polskie. Tworzš one bowiem coœ, co można by w moim przekonaniu nazwać polskš racjš stanu i interesem narodowym, elementem twardego rdzenia naszej wspólnoty państwowej.

Aksjomaty te sformułowano na podstawie przypomnienia i rekonstrukcji wartoœci, idei i poglšdów, które leżały u podstaw procesów, jakie doprowadziły do wyborów czerwcowych w Polsce w 1989 roku, wprowadzenia pakietu reform rynkowych potocznie nazywanych planem albo programem Balcerowicza, zawarcia układu europejskiego, czyli umowy międzynarodowej ustanawiajšcej stowarzyszenie pomiędzy Polskš a Wspólnotami Europejskimi i ich państwami członkowskimi w 1991 roku, przystšpienia Polski do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju w 1996 roku, podjęcia w 1998 roku negocjacji członkowskich w sprawie przyjęcia Polski do Unii Europejskiej, przystšpienia Rzeczypospolitej Polskiej do Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) w 1999 roku oraz członkostwa w Unii Europejskiej od 1 maja 2004 roku.

Zasygnalizowane najważniejsze etapy przywracania Polsce adekwatnego miejsca w Europie i w œwiecie wymagały wiele wysiłku, nakładów czasu, trudnych negocjacji i zdolnoœci do osišgania kompromisu – zabrały bowiem około 15 lat. Warto też podkreœlić, że podobne procesy zazwyczaj odbywajš się w okresach wieloletnich, a œwiadomoœć mozołu ich kreowania powinna budzić respekt i zniechęcać do podejmowania ryzyka zaprzepaszczenia osišgniętych rezultatów. Z jednej strony naiwnoœciš byłoby zakładanie, że podobnš ocenę podzielać będzie 100 proc. społeczeństwa, z drugiej strony wierzę, że wokół takiego pojmowania naszej najnowszej przeszłoœci można budować zgodę narodowš, co nie wyklucza przecież możliwoœci reformowania.

Aksjomat I: Do jakiego œwiata należymy?

Kraje o potencjale takim jak Polska w dzisiejszej skomplikowanej i dynamicznej sytuacji geopolitycznej, gospodarczej i społecznej skazane sš na zawieranie sojuszy, aliansów, przymierzy i innych form współpracy międzynarodowej. Co więcej, nawet największe mocarstwa starajš się pozyskiwać sprzymierzeńców dla prowadzonej przez siebie polityki i nie narzucać wspólnocie międzynarodowej jednostronnych rozwišzań. Podstawowe wybory dokonane przez Polskę po rozpadzie bloku sowieckiego i załamaniu się gospodarek socjalistycznych to przynależnoœć do tzw. cywilizacji zachodniej, wyrażajšca się przede wszystkim w posiadaniu statusu członka NATO, oraz członkostwo w UE.

Te wybory wydajš się niepodważalne z punktu widzenia interesu narodowego Polski. Jako takie nie powinny być kwestionowane nawet w najbardziej agresywnej debacie politycznej, bo oznaczałoby to podważanie polskiej racji stanu. Co więcej, nie sš znane alternatywy dla przyjętych rozwišzań. Oczywistoœci tego aksjomatu nie umniejsza fakt, że przynależnoœć do Wspólnoty może przyjmować różne warianty, zakładać różne stopnie zaangażowania politycznego, gospodarczego itd. W tym miejscu bowiem chodzi o pryncypia, a nie o imponderabilia.

Aksjomat II: Miejsce i rola Polski w otoczeniu międzynarodowym

W obliczu aksjomatu I daje się sformułować aksjomat II. Wczeœniej zdefiniowana przynależnoœć do cywilizacji zachodniej nie wystarcza, a dodatkowo powinna wišzać się z dšżeniem do zajmowania możliwie najbardziej eksponowanej pozycji politycznej, ekonomicznej, społecznej, kulturalnej itp. Nie zadowala nas chyba rola marudera. Podstawowe znaczenie ma tutaj wypadkowa ambicji i realizmu. Jeœli zgodzilibyœmy się z treœciš aksjomatu II, to niepokój może budzić rozważana – jako jedna z kilku – koncepcja wielu prędkoœci Unii Europejskiej. Perspektywa, iż Polska mogłaby w niektórych sferach funkcjonować w strefach niskich prędkoœci, nie jest budujšca. W pewnym sensie oznaczałaby dobrowolnš marginalizację miejsca Polski we Wspólnocie.

Jako przedstawicielowi sektora szkolnictwa wyższego i nauki trudno mi sobie wyobrazić, że polskie uczelnie i polscy naukowcy nie mogliby uczestniczyć w częœci inicjatyw współpracy z uczelniami położonymi w innych krajach członkowskich. Może to oznaczać rezygnację z rysujšcych się szans rozwojowych zwišzanych z postępem w nauce i innowacyjnoœciš. Zaniepokojenie i troska odnoœnie do takiego zagrożenia przewijały się zresztš w wypowiedziach niektórych rektorów w czasie obrad posiedzenia Zgromadzenia Plenarnego Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich we Wrocławiu, w czerwcu tego roku. Wydaje się, iż jest prawdopodobne, że podobne obawy mogš być także udziałem innych œrodowisk narażonych na zmniejszenie intensywnoœci współpracy w ramach UE. Tak naprawdę oznaczałoby to bowiem peryferyzację i pozbawienie się wpływu na kształt inicjatyw integracyjnych. Dłuższe pozostawanie poza tym nurtem jest prawdopodobnie równoznaczne z jakšœ formš wykluczenia i wišże się z osłabieniem pozycji realnie zajmowanej w stosunku do potencjalnie osišgalnej.

Aksjomat III: Czy Polska powinna przyjšć euro?

Aksjomat III jest konsekwencjš dwóch poprzednich. Ma charakter relatywnie wšski – w Unii tak naprawdę chodzi bowiem przede wszystkim o wartoœci takie jak zapewnienie warunków pokoju i współpracy, o zapobieganie konfliktom i wykluczenie ewentualnoœci wojny w stosunkach między integrujšcymi się państwami. Wartoœci te majš stanowić podwaliny do prowadzenia współpracy gospodarczej, która powinna przynosić wielostronne korzyœci i przyczyniać się per saldo do podniesienia dobrobytu społeczeństw współpracujšcych krajów. Wprowadzenie euro jest jednak tak ważne dlatego, że rodzi olbrzymie konsekwencje w sferze gospodarczej, która oddziałuje na wszystkie inne możliwe obszary integracji na zasadzie sprzężenia zwrotnego. W tym sensie, nie absolutyzujšc znaczenia aksjomatu III, można postawić hipotezę, że ma on znaczenie kluczowe obok czynnika politycznego i czynnika bezpieczeństwa.

Polska, wstępujšc do UE, zobowišzała się do przyjęcia wspólnej waluty. Jest to więc zobowišzanie formalne, którego spełnienie można opóŸniać, ale należy się spodziewać, że obowišzek ten zostanie wczeœniej czy póŸniej zoperacjonalizowany i będzie podany przedział czasu, w którym powinno to nastšpić. Należy też wskazać, że większoœć prac teoretycznych oraz dostępnych badań empirycznych wskazuje na przewagę potencjalnych korzyœci nad ewentualnymi negatywnymi skutkami płynšcymi z przystšpienia do strefy wspólnej waluty.

Równoczeœnie należy wskazać na wiele ważnych, czasami niedocenianych aspektów mikroekonomicznych przyjęcia euro. Z punktu widzenia przedsiębiorcy wspólna waluta zmniejsza poziom ryzyka poprzez eliminację ryzyka kursowego w stosunku do tych transakcji, które sš rozliczane w euro. Oczywiœcie przed tego rodzaju ryzykiem można się na różne sposoby chronić, ale zawsze pocišga to za sobš dodatkowe koszty. Redukcja ryzyka odnosi się także do podejmowania decyzji inwestycyjnych – przedsiębiorcy przygotowujšcy biznesplany dla podejmowanych przedsięwzięć gospodarczych doskonale rozumiejš komfort wynikajšcy z możliwoœci uzyskiwania wpływów w tej samej walucie, w której ponoszone sš nakłady inwestycyjne. Kolejny argument to koszty transakcyjne prowadzenia wszelkich działań z zakresu biznesu międzynarodowego, wynikajšce z opłat zwišzanych z przeliczaniem walut przy okazji transakcji eksportowo-importowych, przepływów zwišzanych z zagranicznymi inwestycjami bezpoœrednimi, kontraktami licencyjnymi, franczyzowymi, menedżerskimi itp. Dowodem empirycznym przemawiajšcym na rzecz wspólnej waluty jest niższy koszt kredytu zacišganego we wspólnej walucie aniżeli koszt kredytu zacišganego w złotych. Obniżka kosztów finansowania poprawia w sposób bezpoœredni konkurencyjnoœć cenowš polskich produktów oferowanych na rynkach międzynarodowych. Może się więc przyczynić do zwiększenia eksportu albo do skuteczniejszego konkurowania na rynku polskim produktów wytwarzanych w Polsce z wyrobami pochodzšcymi z importu.

Kolejny argument to łatwoœć, przejrzystoœć i jednoznacznoœć dokonywania porównań cen i kosztów w przekroju wszystkich producentów i konsumentów z krajów stosujšcych wspólnš walutę. Wspólna waluta zmniejsza asymetrię informacji, co poprawia efektywnoœć funkcjonowania rynków. Wyżej wymienione czynniki determinujšce poziom kosztów mikroekonomicznych przekładajš się oczywiœcie na poziom efektywnoœci poszczególnych branż, zapewniajšc im wyższy poziom konkurencyjnoœci kosztowej i co za tym idzie, cenowej. Ta ostatnia prowadzi do wyższego poziomu zysków, które umożliwiajš w odpowiednim œrodowisku instytucjonalnym rozwijanie działalnoœci badawczo-rozwojowej, przyczyniajšcej się do wyższej innowacyjnoœci.

Te trzy aksjomaty wydajš się niepodważalne na gruncie logiki. Jeœli jednak to nie wystarcza, można postawić pytanie: a co się może stać, jeœli zaczniemy te aksjomaty (zasady) po kolei uchylać, poruszajšc się w odwrotnym kierunku?

Zacznijmy od aksjomatu III, czyli niewprowadzenia wspólnej waluty euro. Jak się zdecydowanie i zgodnie podkreœla, podstawowe filary naszego sukcesu gospodarczego w okresie po 1989 roku wolno, ale konsekwentnie tracš na znaczeniu. Liczš się wszelkie czynniki istotne dla zapewnienia konkurencyjnoœci mikro-, mezo- i makroekonomicznej. Jak pokazujš liczne analizy, wprowadzenie euro poprawia (albo może poprawić przy spełnieniu warunków) konkurencyjnoœć gospodarki danego kraju. Pozostawanie poza strefš euro jest natomiast niczym innym, jak przynależnoœć do Unii Europejskiej niższej prędkoœci z wszystkimi tego konsekwencjami.

Koniec końców słabsza od możliwej pozycja gospodarcza sprzyja marginalizacji naszej roli we wspólnocie międzynarodowej, stawia pod znakiem zapytania nasz wkład w funkcjonowanie tej społecznoœci i zgodnie z treœciš aksjomatu I przekłada się na zagrożenie spadkiem poczucia bezpieczeństwa w turbulentnym œwiecie, a nawet wykluczeniem z klubu państw bezpiecznych i bogatych. A to jest przecież sprzeczne z polskš racjš stanu.

Autor jest profesorem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL