Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Polityka

Leszek Miller: Prezes przestraszył się pozycji Szydło

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Proces zmiany szefa rządu jest upokarzający dla Beaty Szydło. Powinna działać bardziej ofensywnie – uważa były premier Leszek Miller.

Rzeczpospolita: Rozmawiamy jeszcze przed posiedzeniem Komitetu Politycznego PiS. Jest jeszcze szansa, że premier się nie zmieni?

Leszek Miller: Polityka PiS jest nieobliczalna. Wciąż poruszamy się w świecie hipotez.

Jednak nie ma wątpliwości, że los Szydło wisi na włosku. Dlaczego? Przecież dobrze wypada w sondażach.

I to jest właśnie problem. Prezes PiS niepokoi się, że Szydło znaczy dzisiaj zbyt dużo. Drugim powodem jest chęć ocieplenia wizerunku rządu na europejskich salonach. Posiadający dużo wdzięku Mateusz Morawiecki miałby przekonać Brukselę, że PiS to normalni politycy, a nie jakieś potwory.

To się uda?

Europejskie elity się nie nabiorą. Nie są wrażliwe na uroki polityki, tylko na jej merytoryczną treść. Premier Morawiecki nie oderwie się od realizacji zamierzeń, na które Bruksela jest uwrażliwiona, np. zmian w sądach.

Przekazanie sterów w rządzie Morawieckiemu ma więc jakieś racjonalne podstawy?

Wyciąganie premiera jak królika z kapelusza jest dysfunkcjonalne. Dla przejrzystości życia politycznego tekę premiera powinien objąć polityk o najmocniejszej pozycji, czyli Jarosław Kaczyński. Przećwiczyły to zachodnie demokracje. Wtedy unika się pozakonstytucyjnych centrów władzy.

Dlaczego Kaczyński się więc nie zdecyduje?

Nie potrafię tego wytłumaczyć. Ma bogate doświadczenia. Swego czasu wymienił Kazimierza Marcinkiewicza, doskonale więc wie, że sam powinien być premierem.

A może wbrew temu, co pan mówi, Morawiecki nie będzie słabym politycznie szefem rządu?

Obecna pani premier jest wrośnięta w PiS – mile witana, słuchana, szanowana. A kim jest Morawiecki? Gdy Beata Szydło z kolegami z partii ciężko pracowała na wygraną, Morawiecki był doradcą Donalda Tuska. Jaką pozycję będzie w stanie sobie wyrobić?

Jak pan ocenia przebieg wymiany premiera? Te wielodniowe spekulacje podsycane przeciekami i głosowanie nad wotum nieufności w Sejmie...

To bardzo upokarzające dla Beaty Szydło. Prezes Rady Ministrów nie może funkcjonować w sytuacji, gdy codziennie dowiaduje się, że ma być odwołana. I codziennie zastanawia się, czy nie zadzwoni telefon z Nowogrodzkiej. Powinna próbować z tego wyjść ofensywnie.

Czyli jak?

Ma dwie możliwości. Po pierwsze, może złożyć dymisję na ręce prezydenta, wiedząc, że on może ją przyjąć, ale nie musi. Po drugie, Szydło może złożyć wniosek do marszałka Sejmu o wotum zaufania dla własnego rządu. By to zrobić, musiałaby jednak zdecydować się na całkowitą samodzielność.

Za czasów SLD zmiana premiera nastąpiła w bardziej aksamitny sposób?

Trudno to porównywać. Podałem się do dymisji, gdy po wyjściu Marka Borowskiego z SLD rząd utracił większość w Sejmie. Dziś takiej sytuacji nie ma.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL