Polityka

Nieudany Majdan Saakaszwilego

Adobe stock
Od miesiąca były prezydent Gruzji próbuje wywołać masowe protesty w Kijowie. Tłumów na razie brak.

Do kolejnego Majdanu na Ukrainie miało dojść w niedzielę. Były gubernator obwodu odeskiego Micheil Saakaszwili na początku ubiegłego tygodnia zachęcał Ukraińców, by dołączyli do organizowanego przez niego „marszu milionów". Wesprzeć byłego prezydenta Gruzji na plac Michajłowski wyszło zaledwie kilkaset osób.

Miejsce wybrano nieprzypadkowo. To tam 1 grudnia 2013 r. zebrali się uczestnicy Euromajdanu po rozpędzeniu przez władze protestu na placu Niepodległości. Tuż po tym na Ukrainie rozpoczęła się rewolucja, a kilka miesięcy później prezydent Wiktor Janukowycz uciekł do Rosji. Tym razem protest zakończył się o godz. 14, ale Saakaszwili zapowiedział już kolejny.

– Saakaszwili i kilku opozycyjnych deputowanych próbują doprowadzić do kolejnej rewolucji na Ukrainie. Nic im nie wychodzi, ponieważ Ukraińcy są zmęczeni rewolucjami – mówi „Rzeczpopolitej" ukraiński politolog Wołodymyr Fesenko. – Większość Ukraińców nie ufa rządowi i prezydentowi, ale nie ufają również Saakaszwilemu. Jest traktowany jako obcy polityk, który coś kombinuje na Ukrainie. Oprócz tego Saakaszwili otoczył się ludźmi, którzy mają bardzo wątpliwą reputację – dodaje.

Były prezydent Gruzji nie ustępuje i stawia Poroszence ultimatum: do 3 grudnia Rada Najwyższa ma przegłosować ustawę dotyczącą utworzenia sądów antykorupcyjnych i zatwierdzić projekt ustawy o procedurze impeachmentu prezydenta. W przeciwnym wypadku, jak twierdzi Saakaszwili, dymisji Poroszenki ludzie będą domagać się na ulicach. Oba projekty ustaw zostały zarejestrowane w ukraińskim parlamencie i przechodzą konsultacje w komisjach. Wcześniej koalicja rządząca na czele z Blokiem Petra Poroszenki poparła w pierwszym czytaniu inne wygłaszane przez Saakaszwilego postulaty: likwidację immunitetu poselskiego i zmianę prawa wyborczego (przejście z systemu mieszanego na system proporcjonalny z otwartymi listami wyborczymi).

Analitycy w Kijowie twierdzą, że to nie Saakaszwili zmusił parlament do poparcia zapowiadanych od kilku lat reform. – Obóz rządzący nie chce, by opozycja parlamentarna wyprowadziła swoich zwolenników na ulicę. Z kolei partie opozycyjne dystansują się wobec działań byłego gubernatora Odessy – mówi Fesenko. – Julia Tymoszenko pomagała nawet Saakaszwilemu przekraczać we wrześniu polsko-ukraińską granicę, ale szybko zrozumiała, że on chce być jedynym liderem – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL