Polityka

Polskie ekshumacje wciąż zakazane

Pogrzeb ofiar mordu na Wołyniu, których szczątki ekshumowano 2015 roku w Ostrówkach.
PAP
Polskie ekshumacje wciąż zakazane. Nie pomogła wizyta wicepremiera.

Współpraca polskich i ukraińskich historyków znalazła się w ślepym zaułku. Nie pomogła nawet ostatnia wizyta w Kijowie licznej polskiej delegacji, na której czele stał wicepremier Piotr Gliński. Kijów wciąż nie pozwala Polakom prowadzić ekshumacji i upamiętniać rodaków pomordowanych na Ukrainie w czasie II wojny światowej, w tym również na Wołyniu. Co więcej, ukraińska strona postawiła warunki, które nie tylko blokują jakąkolwiek współpracę historyków, ale również ochładzają dwustronne relacje.

– Temat ekshumacji i upamiętnień nie powinien być przedmiotem targów, a taką mniej więcej sytuację mamy ze strony ukraińskiej. W Kijowie oczekują, że Polska doprowadzi do odbudowania pomnika UPA (Ukraińska Powstańcza Armia jest odpowiedzialna za ludobójstwo na Wołyniu – red.) w Hruszowicach i ukarze winnych – mówi „Rzeczpospolitej" wiceprezes IPN prof. Krzysztof Szwagrzyk, który towarzyszył Glińskiemu podczas wizyty w Kijowie.

Pomnik „Bohaterom UPA walczącym o wolną Ukrainę" został nielegalnie postawiony w 1994 roku na cmentarzu komunalnym w Hruszowicach na Podkarpaciu. Mieszkający w Polsce Ukraińcy zbudowali go w kształcie bramy, którą u góry łączyło godło Ukrainy – metalowy tryzub. W kwietniu aktywiści Ruchu Narodowego rozebrali pomnik za zgodą lokalnych władz. Od tamtej pory polski IPN nie może prowadzić swojej działalności na Ukrainie.

– Po pierwsze, pomnik ten postawiono bez odpowiedniej zgody. Po drugie, nie ma tam grobu. Polskie przepisy wyraźnie mówią, że każdy człowiek ma prawo do grobu, niezależnie od tego, czy to żołnierz niemiecki, rosyjski czy członek UPA. Takie miejsca są w Polsce chronione. Ale czymś innym jest sytuacja, gdy w Polsce ktoś usiłuje wystawiać łuki triumfalne ku czci UPA. Na to zgody nie będzie – mówi Szwagrzyk.

Szef ukraińskiego IPN prof. Wołodymyr Wiatrowycz w rozmowie z „Rzeczpospolitą" przyznaje, że to m.in. on zablokował prace polskich historyków na Ukrainie. – Państwa mają gwarantować zachowanie pamięci narodów polskiego i ukraińskiego na swoim terytorium. Na Ukrainie ostatnio zniszczono cztery polskie pomniki i wszystkie odbudowano – mówi Wiatrowycz. – W latach 2014–2017 w Polsce zniszczono 16 ukraińskich pomników, w tym również stojących na cmentarzach. Czekamy na ich odnowienie.

Ukraina jest jedynym krajem, w którym Polacy nie mogą prowadzić ekshumacji i upamiętniać swoich rodaków. Nawet na Białorusi władze zgodziły się na ekshumacje żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP) poległych we wrześniu 1939 roku. Co więcej, zespołowi IPN pomagał specjalistyczny batalion poszukiwawczy armii białoruskiej. Pod koniec września pięciu żołnierzy KOP uroczyście pochowano w miejscowości Dołhinowo.

– Mimo że odnosimy sukcesy we współpracy gospodarczej czy wojskowej, historia dalej pozostaje dla nas dużym problemem. Problem ten od roku bardzo mocno dezorganizuje polsko-ukraińskie stosunki, a brak jego rozwiązania na pewno nie będzie służył naszym relacjom – mówi „Rzeczpospolitej" Łukasz Jasina z PISM.

Relacjom nie będzie też zapewne służył odsłonięty niedawno przez wicepremier Ukrainy Iwannę Kłympusz-Cyncadze pomnik „Bohaterom Ukrainy Karpackiej rozstrzelanym przez polskich i węgierskich okupantów w marcu 1939 roku". Oprócz tego na tablicy informacyjnej żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza wprost oskarżono o zamordowanie 600 jeńców, żołnierzy Siczy Karpackiej. Zamieszczone na pomniku informacje nie są oparte na żadnych dowodach historycznych. Mimo to szef ukraińskiego IPN popiera odsłonięcie takiego obelisku.

– Ta liczba jest obecna i wykorzystuje się ją w ukraińskiej historiografii – mówi Wiatrowycz. Mówi też o tym, że „II RP okupowała terytorium zachodniej Ukrainy".

– IPN Wiatrowycza na Ukrainie odgrywa dzisiaj rolę Ministerstwa Historii. Ma poparcie prezydenta i żaden resort nie może mu stawić czoła – mówi „Rzeczpospolitej" znany kijowski politolog Konstantin Bondarenko.

Ale polsko-ukraińskie relacje miały w tym tygodniu i pozytywne barwy. MEN obroniło polskie szkoły na Ukrainie. Według nowej ustawy Rady Najwyższej o edukacji w szkołach mniejszości narodowych od piątej klasy językiem wykładowym będzie ukraiński. W polskich pozostanie polski. Odpowiednią deklarację resorty edukacji polski i ukraiński podpisały we wtorek.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL