Polityka

Austria dojrzała już do poważnych zmian

Sebastian Kurz zmierza po najważniejsze stanowisko w państwie.
AFP
Obecna koalicja rządowa musi odejść – mówi szef wiedeńskiego think tanku Public Opinion Strategies.

Rz: Wygląda na to, że Heinz-Christian Strache, przywódca austriackich populistów, określanych nierzadko mianem ksenofobów, zostanie wicekanclerzem.

Peter Hajek: Austriacka Partia Wolnościowa (FPÖ), której szefem jest Strache, jest partią populistyczną i antyimigrancką. Wszystko wskazuje na to, że wejdzie w skład przyszłej koalicji rządowej. Dalsze trwanie obecnej koalicji socjaldemokratów z SPÖ i konserwatystów z ÖVP nie jest już w zasadzie możliwe zarówno ze względu na różnice programowe, jak i osobiste animozje przywódców obu ugrupowań. Patrząc realistycznie, pozostaje więc w zasadzie jedynie możliwy układ rządowy w postaci koalicji ÖVP i FPÖ.

Mamy określone doświadczenia historyczne i wiemy, że koalicja Austriackiej Partii Wolnościowej z konserwatystami z Partii Ludowej wywoła kilkanaście lat temu wielkie kontrowersje w UE. Nałożono nawet na Austrię sankcje dyplomatyczne.

Mogę przyjąć każdy zakład, że obecnie Bruksela nie podejmie żadnych tego rodzaju decyzji.

Czy to dlatego, że zmieniła się UE lub też FPÖ jest już innym ugrupowaniem niż za czasów Jörga Haidera, ówczesnego przywódcy FPÖ uważanego za nacjonalistę, antysemitę i populistę?

FPÖ jest już inna, chociaż pozostaje partią prawicową i populistyczną. Jednocześnie w Komisji Europejskiej i UE jako całości panuje już inna atmosfera. Nie sposób więc sobie wyobrazić, że zdecyduje się na podobne kroki jak przed laty. Podstawowy problem polega na tym, że podejmując jakieś działania wobec Austrii, Bruksela musiałaby wyjaśnić, dlaczego nie wprowadza identycznych rozwiązań wobec Węgier czy Polski. FPÖ ma przecież wiele wspólnego z ugrupowaniami rządzącymi w tych krajach. Takich partii jak FPÖ jest w Europie wiele.

Żadne z tych ugrupowań nie ma takiej proweniencji jak ugrupowanie, któremu przewodzi Strache. W końcu jednym z założycieli FPÖ był były esesman, co uprawnia do określonych skojarzeń.

Współczesna FPÖ jest partią działającą w ramach systemu demokratycznego, którego absolutnie nie neguje. Rządziła przez lata w Karyntii, była też członkiem koalicji rządowej na poziomie federalnym. Nie można jej zarzucić, że działała z naruszeniem konstytucji, które to zarzuty pojawiają się np. w kontekście PiS w Polsce. Co nie mniej ważne, nie miała żadnych problemów z oddaniem władzy w chwili, gdy się okazało, że taka jest wola wyborców. Oczywiście można argumentować, że jej rządy były gospodarczą katastrofą w Karyntii, ale to inna sprawa.

Jak można wytłumaczyć wielką popularność Partii Ludowej i jej przywódcy Sebastiana Kurza?

Sebastian Kurz dał się poznać jako wyrazisty polityk w roli szefa dyplomacji. Znacznie zwiększył swą polityczną wiarygodność w czasach kryzysu imigracyjnego. Działa skutecznie na rzecz zamknięcia uchodźczego szlaku zachodniobałkańskiego, co zostało docenione przez wyborców.

Kryzys imigracyjny odegrał oczywiście wielką rolę w obecnej kampanii wyborczej, ale zasadniczym jej wyznacznikiem była atmosfera oczekiwania na zmiany. Przeważały opinie, że nie może być już tak jak dawniej w postaci rządów koalicji socjaldemokratów i konserwatystów. W tym kontekście rozpatrywano problem imigracji i integracji, ale także szereg innych spraw społecznych. Sebastian Kurz potrafił zdyskontować oczekiwania społeczne.

W gruncie rzeczy powiela pomysły Heinza-Christiana Strachego w postaci zamknięcia granic dla uchodźców, budowy muru granicznego i wiele innych.

To oczywiście prawda. Ale w przeciwieństwie do przywódcy FPÖ Sebastian Kurz miał moc sprawczą jako członek rządu. W dodatku prezentował twarde stanowisko w wielu sprawach europejskich, np. w kwestii Turcji, kiedy żądał przerwania negocjacji akcesyjnych UE z tym krajem. Dopiero nieco później do takiego wniosku doszła też kanclerz Angela Merkel. To się w Austrii liczy.

Czy obecne wybory oznaczają koniec pewnej epoki w historii Austrii?

Zaczęła się już znacznie wcześniej, w 1999 roku, czyli w chwili, gdy do rządu federalnego weszło ugrupowanie Jörga Haidera. Oczywiście jest nadal wielu obywateli, którzy mają zastrzeżenia co do obecności spadkobierców Haidera w rządzie federalnym, ale szlak został już dawno przetarty.

Strache i jego partia mają obiekcje co do współpracy Austrii z NATO. Jest też eurosceptyczna. Z kolei Sebastian Kurz odrzuca projekty pogłębienia integracji europejskiej, takie jak prezentowane przez Emmanuela Macrona. Czy koalicja takich ugrupowań może prowadzić do utraty pozycji Austrii w UE?

Rzeczywiście Strache jest zdecydowanie bardziej krytyczny wobec UE niż Kurz, który podkreśla, że jest zwolennikiem integracji europejskiej. Nie jest również do końca jasne, jaki będzie ostatecznie kierunek zmian w Unii. Nie wiadomo, czy kanclerz Merkel i prezydent Macron porozumieją się co do reform unijnych, zwłaszcza w kwestii polityki gospodarczej.

Sebastian Kurz nie kryje swoich sympatii do państw Grupy Wyszehradzkiej. Pojawiły się nawet spekulacje, że Wiedeń może dołączyć do czwórki państw tej grupy.

Można się spodziewać, że nowa koalicja będzie zainteresowana bliższymi relacjami z krajami Wyszehradu. W kampanii wyborczej Sebastian Kurz podkreślał, że ma zastrzeżenia co do rozwoju wydarzeń politycznych w niektórych z tych państw. Jest jednak przeciwny ich stygmatyzowaniu i czynienia z tych krajów członków UE drugiej klasy. Warszawa oraz inne stolice mogą liczyć na to, że Austria będzie w niektórych sprawach po ich stronie, co jednak nie oznacza, że stanie się ich bliskim sojusznikiem.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL