Polityka

Jak posłowie nabijają sobie statystyki

Dzięki wielu interpelacjom i zapytaniom, poseł ma szansę wygrać ranking na najlepszego polityka regionu w lokalnej gazecie.
Rzeczpospolita, Jerzy Dudek
Politycy składają setki zapytań, które można zmieścić w jednym piśmie. To nabijanie statystyk.

„Zwracam się z prośbą o udzielenie informacji, czy kiedykolwiek było prowadzone przez organy ścigania RP postępowanie przygotowawcze dotyczące prawidłowości przekazania przez Gminę Miejską Kraków nieruchomości położonej przy ul. 29 Listopada na rzecz poprzednich właścicieli" – pisze posłanka PiS Elżbieta Duda w zapytaniu do ministra sprawiedliwości. Identycznych pism, różniących się tylko adresem nieruchomości, wysłała do ministerstwa aż 770.

Wcześniej skierowała 99 zapytań do ministra finansów, również różniących się tylko adresami krakowskich nieruchomości.

Posłanka Duda jest w tej kadencji rekordzistką, jeśli chodzi o seryjne interpelacje lub zapytania, które można by zmieścić w jednym piśmie. – Każde dotyczy innej nieruchomości. Jeśli to jest jakiś problem, to tylko między mną a ministerstwem – tłumaczy Elżbieta Duda.

W Sejmie nie tylko ona wybrała taki styl komunikacji z resortami. Bartłomiej Stawiarski z PiS wysłał ponad 300 zapytań, w których pyta ministra kultury o ramówkę i oglądalność telewizji regionalnych. Wcześniej zalał ministra infrastruktury ponad setką pism o poszczególne inwestycje drogowe na Opolszczyźnie.

Paweł Bańkowski z PO skierował 185 zapytań „w sprawie zaangażowania rządu PiS w zainicjowanie nowej inwestycji" przez różne firmy, a Paweł Kobyliński i Mirosław Suchoń z Nowoczesnej zasypali właśnie resort edukacji zapytaniami o reformę szkolnictwa w 523 miastach.

– Informacje o skutkach reformy będą nam potrzebne przed wyborami samorządowymi – mówi Paweł Kobyliński, który wcześniej wysyłał dziesiątki zapytań w sprawie poszczególnych nieruchomości PKP i Spółki Restrukturyzacji Kopalń. – To nie nabijanie statystyk, poza tym nie mają one żadnego znaczenia. Nie tym kierują się wyborcy przy urnach.

Nie zgadza się z tym były poseł Ruchu Palikota Marek Poznański. – Dzięki sztucznym rekordom można napisać na ulotce „jeden z najaktywniejszych posłów mijającej kadencji" albo wygrać ranking na najlepszego polityka regionu w lokalnej gazecie – uzasadnia. W ubiegłej kadencji podjął on batalię z posłami, którzy jego zdaniem sztucznie nabijali statystyki.

Na celownik wziął m.in. posłów wygłaszających nocami z mównicy oświadczenia na często marginalne tematy. Jednym z nich był Waldemar Andzel z PiS. W ramach happeningu Poznański odczytał z mównicy życiorys Andzela.

Poznański krytykował też sposób liczenia wystąpień na sali sejmowej. W ubiegłej kadencji wystarczyło, by marszałek przerwał posłowi choć słowem, by wystąpienie liczyło się podwójnie. Opłacało się więc prowokować marszałka lub posłów na sali.

Metodologię liczenia wystąpień poprawiła ówczesna marszałek Ewa Kopacz, sukcesem zakończyła się też kolejna walka Poznańskiego – z seryjnymi interpelacjami i zapytaniami.

W 2013 roku Anna Sobecka z PiS złożyła około 650 niemal identycznych interpelacji dotyczących wykonania przez Polskę poszczególnych wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Ich bieg wstrzymał odpowiadający wówczas za interpelacje wicemarszałek Jerzy Wenderlich z SLD. Wsparło go całe ówczesne Prezydium Sejmu, wliczając w to Marka Kuchcińskiego z PiS. Sobecka zaczęła się nawet domagać odwołania swojego klubowego kolegi.

Wtedy powszechne stało się wstrzymywanie przez prezydium seryjnych interpelacji. Dlaczego dziś jest inaczej? – Posłowie mogą zgodnie z ustawą składać interpelacje i wnosić zapytania. Nie ma tu ograniczenia ilościowego. Oceniamy tylko, czy pismo jest skierowane do właściwego podmiotu – mówi wicemarszałek Barbara Dolniak z Nowoczesnej, która odpowiada za interpelacje.

– Powód jest prozaiczny – mówi nam jeden z polityków znających kulisy pracy prezydium. – W czasach Wenderlicha musiał podpisywać się na każdej interpelacji i to w dwóch miejscach. W przypadku Sobeckiej musiałby złożyć ponad tysiąc podpisów. Dziś jest system elektroniczny, a wicemarszałek Dolniak akceptacji dokonuje enterem. Z tego, co wiem, ma nawet opcję „zaakceptuj wszystkie" – dodaje.

Zdaniem Poznańskiego liczba interpelacji i zapytań będzie dalej rosła, bo posłowie znaczą w klubach coraz mniej i brakuje im sposobów, by błysnąć przed wyborcą. Chyba że urzędnicy postawią temu tamę. A powoli zaczynają się buntować przeciw seryjnym zapytaniom. – Ministerstwo Sprawiedliwości poprosiło mnie, by na przyszłość adresy nieruchomości zawierać w jednej interpelacji – mówi Elżbieta Duda. Paweł Kobyliński nie ukrywa, że w podobnej sprawie kontaktowali się z nim sejmowi urzędnicy.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: w.ferfecki@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL